20 listopad 2009

Rozmowa z Kajsą Ingemarsson, Autorką książki "Żółte cytrynki"


Photo by Anna-Lena Ahlström

Jak jada się na mieście w Sztokholmie: samotnie czy z przyjaciółmi? W przerwie czy raczej po pracy?
Sztokholmczycy dość mocno interesują się kuchnią. Ponieważ jednak nie istnieje coś takiego jak "szwedzka" kuchnia (no, chyba że köttbullar - pulpety mięsne), pozostaje spore pole do popisu dla kuchni innych krajów. Roi się tu od restauracji tajskich, japońskich, chińskich, libańskich, greckich, włoskich i wielu innych! Czy zjeść coś na mieście, to oczywiście dylemat finansowy, ale wielu je lunch w restauracjach. W porze lunchu w większości knajp serwuje się za przystępną cenę "danie dnia". Bardzo powszechne i mile widziane jest też wzajemne zapraszanie się na kolację do domu.

Jaka kuchnia jest modna? Śródziemnomorska, francuska?
Popularna jest kuchnia azjatycka we wszelkich formach. Sushi stało się chlebem powszednim, przynajmniej w Sztokholmie.

Czy dostajesz listy od czytelniczek, które zainspirowała historia Agnes?
Czasami zdarza się, że piszą do mnie czytelnicy, których wzruszyła ta historia. To niesamowicie miłe uczucie dostawać takie listy. Wtedy czuję, że pisanie ma jakiś sens. Jakiś czas temu dostałam też list od nauczycielki ze szkoły gastronomicznej, która używa "Żółtych cytrynek" w czasie zajęć! Uczniowie czytają książkę, po czym dyskutują na temat różnych problemów w branży restauracyjnej, takich jak molestowanie seksualne, praca na czarno, alkohol, imprezowanie.

Czy poznałaś osoby podobne do Agnes albo Lui przed napisaniem książki lub później?
Jeśli chodzi o Agnes czy Lui, nie miałam specjalnych wzorców. Nigdy nawet nie pracowałam w restauracji! Dlatego tym bardziej cieszy mnie to, że czytelnicy, którzy pracowali lub nadal pracują w tej branży, uważają, że opisałam to środowisko i ich pracę tak dobrze.

Czy w Agnes, Lui lub Madde jest trochę z Kajsy?
Każdy pisarz musi być trochę aktorem, to znaczy próbować odnajdywać i uwydatniać rozmaite aspekty samego siebie. Kiedy na przykład piszę o tacie Agnes, muszę próbować odnaleźć w sobie tego smutnego starszego mężczyznę. Albo zachowanie Lui, gra, której używa jako tarczy przeciw światu zewnętrznemu. To pasjonujące, bo można się wiele o sobie dowiedzieć!

Jak się miewają single, a zwłaszcza singielki w szwedzkim społeczeństwie? Czy mają lekkie życie?
W Sztokholmie jest mnóstwo singielek! Wydaje mi się, że można wieść szczęśliwe życie z przyjaciółmi jako "rodziną". Ale tęsknota za byciem z kimś, z kim być może chciałoby się mieć dziecko, jest mimo wszystko uczuciem uniwersalnym i chyba mało jest ludzi, którzy chcieliby pozostać samotnymi do końca życia.

Czego kobieta nie może nigdy wybaczyć mężczyźnie?
Tego, że nie opuszcza po sobie klapy od sedesu… :-) A mówiąc poważnie, to mam nadzieję, że absolutnie wszystko można wybaczyć. My, ludzie, nie powinniśmy osądzać siebie nawzajem zbyt surowo, bo i nas będą tak samo osądzać. Któż z nas chciałby żyć w takim społeczeństwie?

Po czym poznać, że mężczyzna, który wpada nam w oko, wart jest grzechu?
Ufaj swojej intuicji! Czy wzbudza twoją ciekawość, czy chcesz się o nim więcej dowiedzieć, czy jesteś szczęśliwa, kiedy o nim myślisz, czy on sprawia, że czujesz się dobrze? Dobry partner, mężczyzna czy kobieta, sprawia, że ta druga osoba dowartościowuje się i czuje się bezpiecznie. Nie pozwól nigdy, aby ktoś cię poniżał albo wmawiał ci, że nie jesteś warta miłości!

Jak się skutecznie odkochać w mężczyźnie? Kiedy wiadomo, że już się go nie kocha?
Spróbuj zrobić taki myślowy eksperyment. Co czujesz, kiedy wyobrażasz sobie, że miałabyś z tym kimś spędzić resztę swego życia? Jeśli nie są to pozytywne uczucia, być może czas zerwać tę znajomość? Być może on lub ona byli tylko pewnym doświadczeniem w twoim życiu.

Jak to możliwe, że nie zauważamy kłopotów naszych najbliższych, rodziny i przyjaciół?


Ach, jakie to smutne, że jesteśmy tak bardzo zajęci samymi sobą! Często jesteśmy tak skoncentrowani na naszych własnych słabościach albo problemach, że zapominamy o tych, którzy nas otaczają. Rozejrzyj się wokół siebie, nie bój się zapytać: "Jak się czujesz?", i nie bój się zadawać tego pytania na okrągło. Być może ta osoba bardzo dobrze umie ukrywać swoje problemy. Ale na pewno będzie jej miło, że ktoś pyta i okazuje troskę. Że będzie się miała przed kim otworzyć, gdy się w końcu zdecyduje.

Skąd czerpać siłę, gdy wszystko się wali? Gdzie szukać oparcia?
Prawdziwi przyjaciele są na wagę złota. Tacy, którzy akceptują cię takim, jakim jesteś, radosnym czy smutnym, kiedy wiedzie ci się dobrze i kiedy przeżywasz niepowodzenia. Prawdziwa przyjaźń jest jak lekarstwo. No i oczywiście dobre relacje rodzinne, jeśli się takie ma. Wierzę w dzielenie się z ludźmi tym, co nas trapi, pokazywanie innym, że jest nam źle. Wsparcia należy szukać w ludziach. Czytanie książek i odkrywanie, że nie jesteśmy odosobnieni w naszych przeżyciach, też może okazać się pomocne.

Jakimi zasadami należy się kierować w życiu?
A dlaczego nie złotą regułą: "Czyń innym to, co chciałbyś, aby oni czynili tobie". Wierzę też w to, że należy podążać za szczęściem. Ono nas właściwie poprowadzi!

Z czym Ci się kojarzy Polska?
Tak naprawdę to studiowałam język polski na uniwersytecie! Dwa semestry. Niestety to nie wystarczyło, żeby się go nauczyć. Wcześniej uczyłam się rosyjskiego, który na początku nauki polskiego był bardzo pomocny, ale później już tylko zawadzał. Zastanawiam się jednak, czy naprawdę da się nauczyć języka, który posiada dwanaście różnych rodzajów "sz"… ;-) Skojarzenia, hmm… Kiełbasa i zupy, i pożywne jedzenie. A także konie i góry. Bardzo chciałabym przyjechać do Polski i pojeździć konno - to jest moje marzenie!

Rozmawiała Natalia Januszewska

Udostępnione dzięki uprzejmości wydawnictwa słowo/obraz terytoria

Jack Higgins i Justin Richards.Próba ognia. Nagła śmierć.


Wydane przez

Wydawnictwo Wilga

Jack Higgins kojarzył mi się zawsze z dużą energicznością swoich bohaterów. Wobec jesiennej pluchy stwierdziłam, że przyda mi się powieść, w której postacie są zaradne, zdecydowane, zdeterminowane i efektywne.

Mama Jade i Richa, Sandra, osierociła ich ginąc w wypadku na przejściu dla pieszych. Gdy rodzeństwo zastanawiało się nad tym jaka czeka ich przyszłość okazało się, że mają ojca. Ojca, który szuka im szkół z internetem, bo ma pracę niesprzyjającą wychowywaniu dzieci. Blondwłose bliźnięta oburzone zachowaniem nieznanego dotychczas ojca buntują się przeciw niemu do chwili, gdy jego "praca" upomina się o nie - stają się zakładnikami.

"Nagła śmierć" opisuje czas, w którym dzieci i ich tata już są zaprzyjaźnieni, a mimo pozornego spokoju wciąż okazuje się, że agentem biura bezpieczeństwa się jest, a nie się bywa.

W książkach Higginsa i Richardsa znalazłam tego, czego szukałam - energię, siłę, zdecydowanie, efektowne akcje uwieńczone sukcesem (choć droga do owego sukcesu powoduje zniszczenia wokół). Dzieci Johna Chance'a są sprytne, a więź między nimi i ich niepodziewanie zaistniałym ojcem jest oparta na sympatii i podziwie:)

19 listopad 2009

Spotkanie z Izabelą Sową...

okazało się być nader udane. Pani Izabela opowiadała  procesie twórczym, współpracy z wydawnictwami, wydarzeniach istotnych, powieściach i opowiadaniach,  spotkaniach klasowych, czyli jednym słowem o życiu:) Było poważnie, wesoło, nostalgicznie i prowokująco do tego, by się zadumać i zamyśleć.

Autorka okazała się być osobą życzliwą, z szerokiem uśmiechem, osobą, która myśli odpowiadając na pytania czytelników i która opowiada tak zajmująco, że kolejne pytania wręcz same wybrzmiewają.

Miło mi, że Izabeli Sowie chciało się pokonać dzielący Kraków od miasta prowincjonalnego dystans. I jeszcze mi milej z powodu autografu jaki od Pani Izabeli otrzymałam:


Izabela Sowa. Podróż poślubna.


Wydane przez

Wydawnictwo Nowy Świat

Matka Polka zwana Brzytwą w Ściance działowej pomagała Dionizemu. W "Podróży poślubnej" jej klientką staje się Aneta - Paloma, której małżeństwo mające być ukoronowaniem więzi między nią i Norbertem, stało się w niespełna miesiąc po uroczystości pustawe, zadumane nad tajemniczymi i niepokojącymi Palomę rzeczami.

Izabela Sowa przedstawia pokolenie loreal, czyli ludzi, którzy we własnym mniemaniu są warci dóbr, zjawisk, przeżyć uważanych przez im podobnych, za "naj-". Paloma, szefowa działu rachunkowego w jednej z prężnych krakowskich firm, czytuje maniakalnie poradniki, przewodniki po życu, związach, emocjach, samoświadomości. Jej mąż, mimo minionych trzech tygodni od ślubu jeszcze nie zaproponował jej wyjazdu w podróż poślubną, co dla młodej, wykształconej kobiety staje się sygnałem o kryzysie w związku.

Normalność Brzytwy zestawiona z tym, co za normalne uważa Paloma, jest uderzająco szczera. Zaangażowanie Matki Polski w ratowanie rzeźnych koni, czy udział w akcji protestacyjnej przeciw futron naturalnym koresponduje z przekonaniami Autorki będącej "twarzą" Vivy! organizacji walczącej o prawa zwierząt.

Izabela Sowa, wychodząc od serii owocowej, w której poddawała czytelnikom wiele ważnych obserwacji ukrytych w ironii i humorze, zmierza ku książkom poważniejszym, w których uwagę przykuwa człowiek w relacjach z innymi ludźmi i człowiek - istota żyjąca w Naturze i z Naturą.

Marzena Filipczak. Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżującychh kobiet.


Wydane przez

Wydawnictwo Poradnia K

Marzena Filipczak wyruszyła w samotną podróż po Azji. Wędrowała pół roku, a gdy wróciła w środku kryzysu i nie mogła znaleźć nowej pracy napisała książkę. Co uważam za doskonały pomysł:)

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Autorka opisuje swoje wędrowanie, w jaki dzieli się z czytelnikami codziennością w podróży. Wielkie brawa za wartką relację, ale też za drugą część książki - poświęconą poradom praktycznym. Odwiedzając Indie, Malezję, Kambodżę, Tajlandię i Wietnam Marzena Filipczak dostrzega koloryt egzotyki, docenia wagę historii związanej z odwiedzanymi miejscami, miejscowościami, ale najsilniej koncentruje się na spotykanych ludziach, na świecie, który jest jej przyjazny, lub nie, podczas podróży.

W samotnej podróży, o czym pisze Autorka i o czym wiem z własnego doświadczenia, są elementy pozytywnie i nieco mniej. Dobre jest to, że samemu można decydować o spaniu, jedzeniu, kierunku podróży. Złe, że kiedy chcesz skorzystać w podróży z toalety musisz się tarabanić do łazienki z wielkim plecakiem na plecach, że czasami ma się już dość obcych języków wokoło.

Z dużą przyjemnością zagłębiłam się w relację tworzoną przez Marzenę Filipczak. I choć Azja (ta odwiedzona przez Autorkę część) nie jest tym kierunkiem świata, w który chciałabym podążyć, to zamarzyłam o wakacjach i długiej samotnej podróży.

17 listopad 2009

Dobre postanowienie

Wydawnictwo Bajkopisarze.pl poprosiło, abym ogłosiła na swoim blogu Bajkopisarzowy konkurs na DOBRE POSTANOWIENIE. Czynię to z przyjemnością, bo w czasach, w których pod koniec października w sklepach pojawiają się mikołaje z czekolady,a w miastach od połowy listopada ulice radośnie oświetlają lampki świąteczne, warto promować coś, co uczy dzieci aktywnego i rozsądnego czekania na Święta, co pokazuje, że w Świętach są inne, niż zabawki złożone pod choinką, wartości.

Nagrodami w konkursie są opowiadania oraz kalendarze adwentowe do samodzielnego wyznaczenia sobie dobrych postanowienień.

Regulamin konkursu znajdziecie TU. Fragment opowiadania zatytułowanego "Dobre postanowienie" - TU.

Mark Lilla. Bezsilny Bóg. Religia, polityka i nowoczesny Zachód.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

"Bezsilny Bóg" to książka opisująca historię wielkiej separacji, pod którym to terminem Lilla rozumie zapoczątkowane w czasach nowożytnych oddzielanie polityki i religii. Lilla twierdzi, że niezależnie od rozmaitych pomysłów na to, w jaki sposób powinno być zorganizowane społeczeństwo, Bóg ciągle jest obecny w polityce. Rzecz jasna w świecie Zachodu teologie polityczne, czyli systemy oparte na objawieniu, należą do przeszłości, albowiem zostały zastąpione filozofiami politycznymi, niemniej jednak religia ciągle odgrywa istotną rolę.


Lilla daje świetny przegląd rozmaitych myśli politycznych - pisze o judaizmie, chrześcijaństwie, następnie o Hobbesie, którego postulaty były najbardziej radykalne, prezentuje myśl Locke'a, Hume'a, Rousseau, Kanta, Hegla i Nietzschego, a także wielu innych myślicieli, którzy wnieśli duży wkład do formowania się myśli politycznej. Lilla stwierdza, że nam, ludziom Zachodu, bardzo trudno jest zrozumieć, że w innych częściach świata ludzie mają inne od naszych pomysły, że funkcjonują w oparciu o zasady obowiązujące u nas dawniej, ale całkiem przecież niedawno:


"Kiedy obserwujemy cywilizacje znajdujące się po przeciwnej stronie, jesteśmy zdumieni, ponieważ jedynie bardzo mgliście przypominamy sobie, jak to było, kiedy sami myśleliśmy w podobny sposób. Widzimy, że stają one wobec tych samych wyzwań życia politycznego, z którymi mamy do czynienia, i zadają sobie wiele takich samych pytań, jakie my sobie zadajemy, dotyczących sprawiedliwości, prawomocności władzy, wojny i pokoju, praw i obowiązków. Mimo to sposób, w jaki odpowiadają one na te pytania, wydaje się nam obcy. Dzieląca nas rzeka jest wąska, ale głęboka. Na jednym brzegu ludzie wyobrażają sobie podstawowe struktury polityczne społeczeństwa i poddają je krytyce, odwołując się do boskiego autorytetu; na drugim tego nie robią. I jak się okazuje, ta różnica ma fundamentalne znaczenie. Historycznie rzecz biorąc, to my jesteśmy inni, nie oni."


Lilla ciągle podkreśla, że zastąpienie teologii politycznej filozofią polityczną, owa wielka separacja, to stosunkowo nowy wynalazek ludzkości i nikt nie może mieć pewności, czym ta ambitna próba się zakończy:


"Wśród europejskich myślicieli politycznych dominuje dziś przekonanie, że niezależnie od ich osobistych sympatii, 'wiek religii' należy w krajach Zachodu do przeszłości; i chociaż na poziomie prywatnym wiara religijna wciąż się utrzymuje, teologia polityczna nigdy nie zdoła się odrodzić. To, co najbardziej zaskakuje w tym przekonaniu, które może być trafne albo nie, to pewność, z jaką jest wypowiadane. Zamiast postrzegać wielką separację jako pewien eksperyment myślowy, którego sukces był uzależniony od nieprzewidywalnych wydarzeń historycznych, filozofowie europejscy nadal oddają się mitologizującemu myśleniu o bezosobowych siłach historycznych, które rzekomo zrodziły nasz świat."


Lilla pokazuje wiele, często ukrytych, mechanizmów, które powodują, że ludzie funkcjonują jako społeczeństwo polityczne. Stawia też wiele istotnych pytań, a jednym z nich jest pytanie o to, czy fantazje o historycznej nieuchronności zdarzeń nie są lustrzanym odbiciem przekonania o boskiej opatrzności czuwającej nad ludźmi. Wydaje się, że to pytanie Lilli jest pytaniem retorycznym.

Wojciech Karwacki. Krótka historia słowa.


Wydane przez 

Oficynę Wydawniczą Foka

Wojciech Karwacki w "Krótkiej historii słowa" wiedzie nas od czasów, gdy podejmowano pierwsze próby porozumiewania się i czasów, w których usiłowano dociec jakie to były próby, od badań nad zoosemantyką, poprzez sposoby zapisu pisma, aż po rozważania nad współczesnymi rodzajami nośników słów pisanych.

Książeczka niepozorna i aż trudno uwierzyć, że tak wiele można się z niej dowiedzieć. Autor wskazuje ciekawostki, jakby nakłaniając czytelnika do dalszego, o wiele szerszego zgłębienia interesujących go zagadnień. Podpowiada po jakie książki można sięgnąć, by poszerzyć wiadomości o początkach cywilizacji i pisma, ilustruje swój tekst wieloma rycinami, fotografiami, a całość - idealna z racji rozmiarów nawet do niewielkiej damskiej torebki - stanowi ciekawą wędrówkę przez wieki.

Izabela Sowa. Ścianka działowa.


Wydane przez

Wydawnictwo Nowy Świat

Uważam, że jestem dobrze przygotowana do spotkania z Pisarką:) Przeczytałam wszystko Izabeli Sowy, co znalazłam na bibliotecznych półkach miasta. 

"Ścianka działowa" z pozoru wydaje się być inna od pozostałych książek Autorki. Wrażenie zapewne wynika stąd, że bohaterowie tej powieści żyją odmiennie od bohaterów owocowej serii.

Dionizy Fiotroń - mężczyzna wyważony, uporządkowany, żyjący tak jak się powinno w Właściwie Dobrych Sferach ma wypieszczone przez żonę mieszkanie, dobrą pracę, wieloletniego przyjaciela no i wspomnianą żonę - kobietę niemalże eteryczną, cichą, spokojną z wysoce rozwiniętym poczuciem estetyki. Dionizy dostrzega w ich mieszkaniu pewne zmiany, zbyt nienamacalne by móc rozmawiać z żoną na ich temat. Można jednak rozmawiać z przyjacielem. Szczególnie jeśli przyjaciel zna kogoś, kto może wyjaśnić owe niezrozumiałe zachowanie żony.

"Więc wrzuć na luz i bądź po prostu sobą!

- Sobą? - wybałuszył oczy. Kórym sobą? Poważnym wykładowcą i doktorem, już wkrótce habilitowanym? Skrupulatnym pracownikiem wielkiej firmy? Zapalonym kolekcjonerem albumów z sielankowymi pejzażami? Najmłodszym synkiem kochanej mamusi? Cichym wielbicielem świniarek? Skorym do żartów kumplem Debeściaka? Odpowiedzialnym panem domu?(...) Który "ja" w pełni by ją usatysfakcjonował?"

15 listopad 2009

Izabela Sowa. Cierpkość wiśni.Smak świeżych malin. Zielone jabłuszko.

Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński

Bohaterką "Cierpkości wiśni" jest dziewczyna, którą rodzice skrzywdzili imieniem Wisława (marząc o wspaniałam karierze literackiej córki). Wiśnia studiuje, nie spełnia pokładanych przez nią przez ojca nadziei, wprowadza się na stancję do koleżanek i sprawdza jak to jest być samowystarczalną, dorosłą i odwiedzialną. 

"W szkole mam dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Do tego raz w tygodniu niemiecki, w niedzielę basen i lekcje tenisa. W czwartki warsztaty plastyczne. Teraz ten hiszpański i angielski. Mama mówi, że w moim wieku człowiek szybko wchłania wiedzę i trzeba to wykorzystać. (...) Najgorsze - westchnął Miłosz - że już zawsze będziemy tak tyrać. Odpoczniemy dopiero na emeryturze. Jeny, jak ja marzę, żeby być stary jak mój dziadek. Mieszkać e lesie, mieć siedemdziesiąt lat i wszystko głęboko w dupie."

"Połowa moich pacjentów żyje w weicznej prowizorce. Wynajmuje, pomieszkuje na waleta, zasiedła na dziko, śpi w przytuliskach i podobnych placówkach (...) Właściwie, jak się dobrze zastanowić, rzadko kto jest naprawdę na swoim. A jeśli nawet, nie trwa to zbyt długo. Bo zaraz dopada człowieka zawał, dom starców, chciwe wnuki albo urząd skarbowy. I wracamy do punktu wyjścia. Dziwi mnie tylko, dlaczego niektórzy tracą tyle energii, żeby zdobyć na włąsność betonowe pudełko".

*   *   *

W "Smaku świeżych malin" poznajemy dziewczynę o imieniu Malina. Jej Mama opuszczona przez męża w przededniu przyjęcia komunijnego córki pociesza się towarzystwem różnych mężczyzn walczac o swoje szczęście, Malinę zostawia narzeczony tuż po tym, gdy marnotrawny ojciec Maliny wraca obiecując złote góry, które istnieja tylko w jego wybraźni, a jedynymi osobami na jaką dziewczyna może liczyć jest Babcia i przyjaciółka Ewa. Wsparcia Malina szuka również w pomocy specjalistów - trafia do gabinetu dr Gąbki, dzięki któremu kończy pracę magisterską, broni ją na piątkę i porządkuje swoje życie; do pewnego zadawalającego ją stopnia.

Autorka wyławia z rzeczywistości otaczającej jej bohaterkę absurdy, ironię zdarzeń. Wstawia Malinę w sytuacje, w których znajduje/znajdowało/ma szanse się znaleźć wielu z czytelników - poszukiwanie pracy, dzielone z koleżankami mieszkanie, brak wsparcia w rodzinie, czy porażająco olbrzymie kompleksy.

"- Przedwczoraj... wspominała pani o jednym psychologu, który pisze na ten temat.

- Vonnegut? - spytałam dla pewności.

- Właśnie - ucieszyła się. (...)

- Wiecie co mnie dobiło? Że ta mała naprawdę jest prymuską.

- Oni chyba nic nie czytają.

- Czytają - sprostował Leszek - streszczenia lektur, pamiętniki Leonarda DiCaprio oraz dziesiątki poradników o tym, jak zarobić 100 minionów, wykorzystać energię kosmosu, przyciągać masowo męzczyzn lub kobiety."

*   *   *

Z "Zielonego jabłuszka" wynika, że książki powinnam czytać w odwrotnej kolejności. Bolek, który w książce dopiero co przeczytanej jest uczniem i planuje studia na historii sztuki, w "Cierpkości wiśni" jest już lekarzem ratującym zagrypioną gromadę studentów. "Zielone jabłuszko" opowiada o Polsce zanurzonej w latach osiemdziesiątych, w czasie ukradkowych emigracji, zakupów w Peweksie, kolejek, nimbie opozycjonistów.

"Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie - zaczął donośnym głosem - kraj, w którym szczytem rozrzutności jest podłożyć komuś świnię, a jedyne wiarygodne informacje podawane przez media, to data. Kraj, gdzie kobiety nie musza już rodzić dzieci, bo powstał Komitet Odrodzenia, a w sklepach nie ma ryb, żeby odwrócić uwagę od braki mięsa. Kraj, gdzie liczba mnoga od wyrazu 'człowiek' to 'kolejka' i gdzie nie można sięgnąć dnia tylko dlatego, że już dawno ktoś je ukradł i sprzedał na części. To kraj, gdzie ludzi traktuje się jak bezmyślne bydło, któremu można wcisnąć każdą blagę i najgorszą paszę. Któremu można wmówić, że białe jest czarne, a kryzys oznacza sukces."

14 listopad 2009

Nie pytaj o Polskę.



Wydane przez

Wydawnictwo AMEA

"Nie pytaj o Polskę" to zbiór opowiadań o Polsce właśnie. Tej współczesnej, widzianej z oddali emigracyjnej, widzianej ze środka polskości i patriotyzmu, zaduma nad tym co dziś znaczy być patriotą i wyraz buntu przeciwko skostniałej w tradycjonalizmie Polsce.

Autorka projektu, Beata Rudzińska, zaprosiła do współpracy bardziej i mniej znanych pisarzy młodego pokolenia. Znajdziemy tu zatem teksty Sylwii Chutnik, Izabeli Sowy, Edyty Szałek (i innych pisarek), ale też Sławomira Shuty, Piotra Rowickiego i Szymona Wigieneki, w którego tekście ów wspomniany powyżej bunt widać najmocniej.

Teksty, rozmaite w swej wymowie i treści, doskonale ilustruje grafika Ewy Aksienionek (przykład poniżej)

Polska w tekstach zamieszczonych w "Nie pytaj..." ma różne, czasami dość kontrowersyjne oblicza. Staje się krajem ludzi różnych, pragnących kosmopolityzmu, tęskniących za obyczajami dziadów, marzących o wolności i ceniących swoją kulturę.

Opowiadania te, jak mało które, mogą stać się przyczynkiem do dyskusji, rozmowy, do nowego spojrzenia na kraj, w którym żyjemy. I co więcej - można je czytać wiele razy, za każdym z nich znajdziemy w słowach pisarzy coś odmiennego do tego, co zauważyliśmy wcześniej.

Patrick Gale. Notatki z wystawy.



Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

"Notatki z wystawy" to opowieść prowokowana informacjami znajdującymi się w katalogu wystawy prac i rzeczy osobistych malarki Rachel Kelly. Każdy z opisów, skrótowy acz wyczerpujący, wywołuje historię z czasów do jakich z życiu artystki odnosi się dany eksponat. Nie ma tu zatem zachowanej chronologii, czytelnik poznaje różne fakty, które im bliżej końca książki, tym sprawniej układają się w całość.

Rachel Kelly, neurotyczna, zmagająca się chorobą dwubiegunową kobieta miała szczęście zostać otoczona opieką mężczyzny kochającego, troskliwego, mężczyzny, który ich wspólnym dzieciom próbował stworzyć Dom.

Rodzina malarki od lat żyje w przekonaniu, iż zginie ona od śmierci samobójczej. Staje się inaczej, a jej mąż i synowie próbują poukładać sobie życie bez Niej, bez jej dominującej osobowości, odbijającej piętno na funkcjonowaniu każdego z nich. Jeden z synów odnajduje swojego biologicznego ojca, drugi dokonuje renamentu w życiu emocjonalnym, a Antony, mąż Rachel dąży do poznania życia swojej żony sprzed czasu, w którym się poznali, życia, o którym nic nie wie.

Interesująca lektura niosąca w fabule informacje o chorobie i społeczności kwakrów.

TV i ogłoszenie;)

Telewizja zaskoczyła mnie dziś pozytywnie. Na tvp 1 będzie można obejrzeć Gambit turecki, a na tvp2 Uciekający pociąg w reżyserii Konczałowskiego i ze scenariuszem Kurosawy.

Dodałam kilka nowych blogów do listy linków. Zostawiłam info twórcom tychże, bo jeśli ktoś sobie nie życzy znajdować się wraz ze swoim blogiem na tej liście, to proszę o wiadomość:)



12 listopad 2009

Vladimir Oravsky, Kurt Peter Larsen i Autor anonimowy. Od Astrid do Lindgren.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Lubię książki, które w magiczny sposób, opierając się nieco na moim nostalgiczno-jesiennym nastroju, przenoszą mnie w świat dzieciństwa. Albo choć nieco ów świat dzieciństwa przypominają pobudzając wspomnienia. Dziś piekłam pierniczki. Miód, przyprawy korzenne, zapach unoszący się w całym domu i książka, której bohaterką jest Astrid Lindgren - cóż może być bardziej przypominającego przygotowania przedświąteczne w Bullerbyn?

Akcja książki obejmuje trzy lata z życia Astrid Ericsson. Widzimy ją wyjeżdżającą z rodzinnego domu; rozstanie jest pełne emocji, czułe do chwili, w której młodsza siostra Astrid mówi, że wyjeżdżająca dziewczyna spodziewa się dziecka. Wieść, dotychczas ukrywana przez Samuelem Augustem, surowym, acz kochającym ojcem rodziny, burzy spokój pożegnania, zakłóca jego dobrą atmosferę, a jej odkrycie wywołuje wiele niepotrzebnych, gniewnych słów.

W latach 1926-1929 Astrid nie odwiedziła rodziny. Pracując w Sztokholmie wizytowała swojego synka mieszkającego w Kopenhadze, ale z rodzicami i rodzeństwem kontaktowała się jedynie listownie.

Opowieść o Astrid, choć opisująca trudne chwile w życiu późniejszej pisarki, jest przepełniona humorem, serdecznością i ciepłem jakie znaleźć możemy w książkach Pani Lindgren. Przyjaciółka marząca o karierze, wymagający szef, podróże do Kopenhagi, listy pisane do rodziców ubarwiające dość nędzną rzeczywistość, szef wodzący za Astrid coraz to bardziej zakochanym wzrokiem... To wszystko stwarza uroczy kilmat, klimat, który pochłania, oczarowuje, sprawia, że chce się znów być dzieckiem i wrócić do Bullerbyn.

To kolejna, z czytanych ostatnio przeze mnie, książek, która pewnie stanie się hitem prezentów mikołajkowo-świątecznych. I to jak najbardziej słusznie:)

Izabela Sowa. 10 minut od centrum.


Wydane przez

Wydawnictwo S.C.

10 minut od centrum to nie tylko odległość. To mentalność, samoodczuwanie lub jego brak, to poglądy, osądy, postawy, zadowolenie z życia lub jego - zadowolenia- brak, czyli to wszytsko co konstytuuje człowieka jako istotę myślącą.

Ustawiając swe opowiadania w kolejności chronologii dni tygodnia Izabela Sowa sportretowała postawy wcale dziś nie odosobnione, aczkolwiek nie do końca mile widziane. Bohaterowie powołani na karty opowiadań są wyraziści, mają określone poglądy, cenią rzeczy nieco inne niż ceni, podziwia i do których zdąża ślepo mainstream.

Pierwsze spotkanie z prozą Izabeli Sowy uważam za bardzo udane. Mam nadzieje, że spotkanie z nią samą (w mojej bibliotece, 19 listopada) będzie równie zadowalające:)

11 listopad 2009

Dwa lata temu...

... opublikowałam pierwszy wpis na tym blogu. Pisanie ewaluowało, recenzje stawały się coraz dłuższe, lista blogów książkowych, które mam podlinkowane rozszerzała się, podobnie jak liczba osób odwiedzających bloga. 


Dziękuję za czas jaki poświęcacie by zajrzeć do Lektur Prowincjonalnej Nauczycielki i mam nadzieję, że dane mi będzie świętować z Wami także kolejne urodziny bloga:)

Czytanie, pisanie i prowadzenia blga poszerzyło mój świat.

10 listopad 2009

Orhan Pamuk. Dom ciszy.


Wydane przez

Wydawnictwo Literackie

Mam niejasne przekonanie, że gdybym czytała inną książkę Pamuka lub gdybym czytała "Dom ciszy" inną niż szaroburo-jesienna porą roku, mogłabym napisać zupełnie inną recenzję.

Starsza Pani ukrywająca przed wnukami wiedzę o dziadku i ich przyrodnim stryju mieszka w opustoszałym, zaczynającym podupadać, cichym domu. Syn jej męża z nieprawego łoża mieszka z nią, troszczy się o jej codzienność, choć ona obdarza go wciąż brakiem zaufania i podejrzeniami o nienawiść i złe wobec niej zamiary.

Młodzi mężczyźni w mieście zaczynają stosować polityczny przymus - władza w ich pojęciu daje im siłę, przed którą pozostali powinni się ugiąć.

Muszę przyznać, że zmarły już mąż Starszej Pani był człowiekiem szalenie oryginalnym, by nie rzecz niespełna rozumu. Do tego stopnia głosił teorie darwinizmu, że po pierwsze stracił wszystkich pacjentów (nikt nie chciał leczyć się u kogoś kto nie wierzy w Boga, a wiarę wyśmiewa i nazywa przesądami), po drugie, gdy nadszedł czas dobierania i rejestrowania nazwisk, on przybrał nazwisko Darwinoglu (nie wiem co oznacza końcówka "oglu").

Saga rodzinna stworzona przez Pamuka zawiera wiele interesujących elementów, chwilami pobudza ciekawość, ale mimo to mam wrażenie, że gdyby pokusić się o zobrazowanie akcji, czy emocji twarzyszącej akcji tej powieści wyszłaby prosta linia, która ani się nie wznosi, ani nie opada. Być może jestem niesprawiedliwa, gdyż "Dom ciszy" nie utrzymał mojej uwagi dalej niż poza setną stronę.

Bez względu jednak na to, co powyżej - mam zamiar spotkać się z Pamukiem raz jeszcze, by przekonać się, że trzeba mi z nim spotkania w innej powieści:)

09 listopad 2009

Terry Pratchett. Eryk.


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Potrzebowałam Pratchetta. Kręciłam się po bibliotece szukająć nie wiedzieć czego, aż znalazłam się w pobliżu półki z fantastyką i olśniło mnie. Serce piknęło mi również przy Sapkowskim;), ale tym razem do domu powędrował ze mną "Eryk".

Nastolatek przeświadczony o własnych umiejętnościach wywoływania demonów (cecha odziedziczona po dziadku) z przestrzeni wyławia Rincewinda i jego Bagaż. Od maga żąda spełnienia trzech życzeń, a gdy Rincewind zaczyna za jednym pstryknięciem zmieniać miejsce i czas, w którym się znajdują, popada w euforię. Ale do czasu...

Taaak. Pratchett dobrze mi zrobił na samopoczucie. Na absurdy wokoło, na pretensje ludzi niczym nie uzasadnione, na pieniaczy i szarość za oknem.

Polecam:)

06 listopad 2009

Traudl & Walter Reiner. Joga dla kotów


Wydane przez

Victor Gollancz

Zapomniałam się z Wami podzielić moim urodzinowym prezentem. Otóż Z. wyszperała gdzieś przecudnej urody książeczkę zawierającą rózniaste asany. Urok książeczki kryje się w tym, że owe asany prezentują koty. Kotów jest sześć, o różnej posturze i odmiennym od siebie umaszczeniu, ale wszystkie radosne, świetnie porozciągane i zdolne wykonać ćwiczenia, na widok których wzdychają moje mięśnie.

Kociolubom polecam ze względu na koty, pozostałym - ze względu na jogę. 

Hanna Samson. Flesz. Zbiorowy akt popświadomości.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

Pierwsze skojarzenie jakie naszło mnie po kilkunastu stronach książki, to skojarzenie ze strumieniem świadomości. O ile jednak ów strumień świadomości ma raczej formę monologu wewnętrznego, tak w książce Hanny Samson bohaterki dzielą się własnymi opiniami głośno, za pieniądze i podczas badań fokusowych przy wprowadzaniu nowego czasopisma plotkarskiego na rynek.

Zaczęłam się również zastanawiać, czy wewnętrzność i zewnętrzność monologu jest jedyną cechą różniącą akcję powieści od strumienia świadomości. Bo choć Autorka nadała swej powieści podtytuł "zbiorowy akt popświadomości", to aż kusi mnie, by rzec, że owe rozmowy mają niewiele wspólnego ze świadomością rozumianą szczerzej niż wiedza o życiu gwiazd czerpana z pism tabloidowych.

W kobietach biorących udział w badaniach zdjęcie, artykuł, czy wywiad budziły najróżniejsze skojarzenia, chęć porównywania własnego życia z życiem gwiazd, wywoływały wspomnienia, powodowały dzielenie się intymnymi sekretami...

Sięgnęłam po tę książkę po lekturze "Zachowań mimetycznych kobiet ...", bo byłam ciekawa na ile Hanna Samson we "Fleszu" odzwierciedli rzeczywistość, na ile jej opis świata uzależnionego od popkultury jest zbieżny z opisem wynikającym z badań.

Po lekturze obydwu książek pozostaje mi stwierdzić, że Hanna Samson jest dobrą obserwatorką. I nieco może na wyrost załamać ręce nad rozmywaniem granic, nad wszechogarniającym nas popem, nad tym, co teraz coraz częściej niesie ze sobą słowo "pop".