30 styczeń 2009

Antonina Żabińska. Dżolly i S-ka.


Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Pierwszy wielki plus należy się WL za wznowienie książek – Opowieści z ZOO – Antoniny Żabińskiej. Drugi za niebieska – ponoć najlepszą dla oczu – czcionkę w książce „Dżolly i S-ka”. Tyle o ogólnych sprawach, a teraz pora się pozachwycać treścią.

Przyznam Wam się do czegoś… Otóż, nie mogę oglądać filmów o zwierzętach. Nie dla mnie „Lessi wróc”, „Biały Bim, czarne ucho”, „Uwolnić orkę”, czy opowieść o niedźwiadku z Alaski. Nie mogę oglądać tych i im podobnych filmów, bo gdy popełnię ów błąd, cały świat ginie mi sprzed oczu, a ja załzawiona dostrzegam tylko nieszczęście zwierzęce.

Z książkami mam podobnie, choć ograniczam swoją wyobraźnię i aż tak nie emocjonuje się czytanymi treściami. A przynajmniej tak było do chwili, w której nie rozpoczęłam poznawania małej hieny uratowanej przez Państwa Żabińskich.

Nikt nie jest w stanie pisać o zwierzętach tak samo jak pisze Durrell. Można jednak pisać o czworonogach inaczej, a ujmująco i z dużą, bardzo wyraźną, miłością. I tak właśnie pisze autorka relacji o Dżolly.

Wyobraźcie sobie, że macie roczne dziecko. Wyobraźcie sobie, że oprócz rocznego dziecka macie małą, wrzaskunowatą, hienę. I małego lwa. I jeszcze dziecko-panterę. Kozę i doga. Ufff….. Można się zmęczyć praca umysłową niezbędną do wyobrażenia sobie całego zwierzyńca szalejącego w domu dyrektorstwa.

Śmiałam się i płakałam podczas czytania tej książki. I nie umiem dać lepszej rekomendacji.

Gerd Schneider. Lalka Kafki.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Franz Kafka pewnego dnia, podczas spaceru, spotkał płaczącą dziewczynkę. Gdy zapytał o powód płaczu, usłyszał wzruszającą historię o zgubionej lalce. Chcąc uspokoić dziecko obiecał przynieść nazajutrz list od Lalki. I tak rozpoczęła się historia…

Gerd Schneider z pozornie nieważnego fragmentu życia pisarza uczynił punkt wyjścia dla przecudnej opowieści. Przedstawia chorego już Kafkę, jego ukochaną Dorę i warunki w jakich żyli w Berlinie. W tle rozgrywają się wydarzenia zwiastujące zbliżającą się II wojnę światową. Senność wydarzeń zamglonego i zawilgoconego parku miejskiego osadza Franza Kafkę w niesamowitej atmosferze, tak specyficznej dla jego twórczości. Listy od Lalki, bajki, które pisarz tworzył dla niekochanego dziecka nadają jego życiu codzienny sens, a dziewczynce, która zgubiła lalkę pozwala poczuć się ważną.

Piękne, choć jednocześnie przejmująco smutne, jest zakończenie opowieści jaką przedstawia nam Schneider.

Stephenie Mayer. Intruz.


Wydane przez
Wydawnictwo Dolnośląskie

Przyznaję – po Waszych komentarzach na temat twórczości Meyer podchodziłam do jej nowej książki dość nieufnie. Jak się okazało, nie do końca słusznie.

Powieść przenosi nas w przyszłość. Istoty zwane duszami (robalami i określanie innymi znacznie mniej pochlebnymi słowami) przybywają na Ziemię i wykorzystują ludzi jako żywicieli. Wchodzą w ich ciała, tłamsząc ludzką osobowość i wiodą spokojne życie. Jako, że są pokojowo nastawieni niosą ze sobą dobrodziejstwa swojej cywilizacji; lekarstwa na wszystko, wzajemne zaufanie, prace bez pieniędzy i brak rywalizacji, bo przecież każdy zasługuje na równe traktowanie. I tu drgnęło we mnie, że to wcale nie głupio pomyślana ironia.

Jedna z dusz, Wagabunda, wszczepiona jest w ciało Melanie. Ale człowiek nie chce ustąpić Intruzowi; walczy, próbuje przejąć kontrolę, mami wspomnieniami i opowiada o miłości do brata i do mężczyzny.
Wagabunda wymyka się spod kontroli podobnych sobie i wyrusza na poszukiwanie rodziny Melanii. Gdy ją znajduje sprawa się komplikuje… Wszak nie jest człowiekiem i jednocześnie jakby nim była…

„Intruz” ma około 550 stron. I choć opowieść toczy się niespiesznie, a wątki przeplatają się, by zniknąć i pojawić się znów, w efekcie – to udało się autorce stworzyć pełną napięcia akcję.

To książka, która opowiada o społeczności zamkniętej, o prawach jakie w niej funkcjonują, o relacjach międzyludzkich. Opowieść o innym wśród swoich, wbrew moim pierwotnym obawom, ma w sobie coś ponadczasowego. I choć postać Wagabundy, zwanej przez ludzi Wandą, może być postrzegana jako nadmiernie miła, bohaterowie wydają się dobrze sportretowani, a ich życie nabiera istotnego znaczenia, gdy spróbujemy przenieść ich rozterki w naszą codzienność.

Powieść jest przejmująca, a jej finał wzbudził we mnie emocje tak wielkie, że aż sceny z książki pojawiły się w moich snach. Rzadko mi się to zdarza, uwierzcie;)

Fascynowała mnie dwoistość postaci Wandy. I choć w „Intruzie” owa dwoistość jest efektem zabiegu paramedycznego, to podwójna osobowość nękająca człowieka jest zjawiskiem równie przerażającym, co interesującym.

Wydłubałam z książki Stephenie Meyer kilka ciekawostek. I to dla mnie plus.

28 styczeń 2009

Stosik z kotem


Mam nadzieję, że tytuły są dobrze widoczne (trzeba tylko kliknąć).

Borussia. Kultura. Historia. Literatura.


Wydane przez
Wydawnictwo Borussia

Pismo wydawane przez Wspólnotę Kulturową Borussia ma szeroki zakres tematyczny. Przedstawia kulturę poszczególnych narodów, obszary kulturowo-społeczne, czy postacie zasłużone dla literatury.

Od kilku lat wśród książek wędrujących ze mną stoi tam pismo, którego tematem naczelnym jest podróżowanie. Niedawno zainteresowałam się także tomem przedstawiającym Węgrów. A w bibliotece wypatrzyłam kolejne dwa, które jak przypuszczam, zainteresują i Was.

Tematem głównym 32 numeru jest rodzina Mannów. Oprócz artykułów o pisarzach znajdziemy tu także teksty zgromadzone w dziale „Mannowie o sobie”. Zamieszczono również wywiad z Frido Mannem i wspomnienia autorstwa Golo Manna.

Stałym elementem w Borussi jest dział recenzji; w numerze o Mannach między innymi Leszek Szaruga pisze o prozie Malickiego, Kuczoka, Sieniewicza.

Inny numer Borussi, na który chciałabym zwrócić Waszą uwagę, to ten, którego bohaterem jest Ryszard Kapuściński. Autorzy tekstów zastanawiają się nad światem opisywanym w reportażach, nad kondycją współczesnego reportażu i opisują świat zastany. Znajdziemy tu zatem artykuł o niepotrzebnych mostach w Stańczykach, o zamkach krzyżackich i o podróżach koleją po Warmii i Mazurach. W dziale recenzji przywołani zostali Andrzej Stasiuk, Sandor Marai, Wolfgang Buscher, Marcin Świetlicki i Anna Bikont.

Zachęcam do rozejrzenia się po piśmie Borussia – może znajdziecie tam swoje pasje?

Renata Naprawa, Kornelia Maternicka, Alicja Taniejewska. Indywidualne Programy Edukacyjno-Terapeutyczne.



Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Dla I etapu nauczania uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym.
Dla II etapu nauczania uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym.

Podczas tworzenia ewaluacji IPE-T-ów moich uczniów z żalem myślałam, iż przystępując do konstruowania programów nie znałam publikacji Pań Naprawy, Maternickiej i Taniejewskiej.

Autorki bardzo szczegółowo określają treści kształcenia jakie uczniowie powinni opanować na właściwych etapach edukacyjnych. Oczywiście – zaznaczają, iż oczekiwania wobec uczniów należy personalizować, dobierać odpowiednio do etapu rozwojowego danego dziecka.

Wspominanie treści są podzielone na trzy główne obszary:
I – obsługiwanie samego siebie,
II – uspołecznianie,
III – rozwijanie sprawności i umiejętności.

Autorki postulują, aby treści nauczania opierać na wielozmysłowym przekazie, który – jak przekonano się empirycznie – najsilniej wpływa na rozwój.

Po dokładnym przeanalizowaniu wszystkich trzech części IPE-T-ów, stwierdzam , iż publikacje te są obowiązkowe dla padagogów, przed którymi droga zawodowa postawiła zadanie w postaci nauczania osób niepełnosprawnych intelektualnie.

Gorąco polecam!

Mircea Eliade. Młodość stulatka.


Powieść Eliadego ma formę baśniowo-magiczną. Otóż Dominik Matei, siedemdziesięciolatek uderzony piorunem, nie dość, że nie traci życia, a odzyskuje młodość. Kolejną niezwykłością są niebywałe zdolności jakie nagle profesor posiada; marzył o nich będąc młodszym, ale z racji pewnych niedoskonałości były mu one niedostępne.

Eliade tworzy opowieść jak ze snu. Bohater odkrywa siebie – nowego ja – i oswajając się ze światem, który dzięki wypadkowi stał się mu dostępny, wciąż ma w pamięci doświadczenia sprzed wyładowania elektrycznego. Obudzenie Dominika Matei jest, jak proponuje J. Kania, elementem nawiązującym do formuł inicjacyjnych w kulturze. W „Młodości stulatka” Eliade czyni wiele nawiązań do wiedzy i tropów kulturowych.

Francis Ford Coppola na podstawie utworu Eliadego nakręcił film. Przyznam, że obejrzałam tylko fragment, gdyż film tuż po książce wydawał mi się zbyt idealnie przylegający, zbyt dosłowny. Coppola zadbał o wierność literackiemu wzorowi, a Tim Roth osadzony w roli Dominika gra prawdziwie i przejmująco.

Gorąco polecam książkę i film.

25 styczeń 2009

Mam nadzieję przeczytać


Alice Kuipers. Życie na drzwiach lodówki.


Biorąc "Życie na drzwiach lodówki" z biblioteki nastawałam się na lekturę banalną, łatwą i przyjemną. Ot, taką do przejrzenia w kolejce na poczcie czy w innej przypadkowo wolnej chwili. Okazało się jednak, że bohaterki  - Mama, lekarka, i córka, piętnastolenia Claire, które przede wszystkim komunikują się za pomocą owych karteluszków przyczepianych na drzwiach lodówki, nie wiodą życia łatwego i przyjemnego.W ich życiu zaczyna się dziać coś Ostatecznego, a one pisząc do siebie próbują to oswoić i znaleźć rozwiązanie trudnej sytuacji przed jaką postawiło je życie.

Polecam.

Michael Cox. Sens nocy. Spowiedź.


Przeczytałam tylko 65 stron. I stwierdziłam, że nie mam chęci czytać dalej. Będę wdzięczna jeśli ktoś kto przeczytał ową spowiedź napisze, czy powinnam żałować;)

Laura Lippman. To, co ukryte.


Świetnie napisany kryminał! Nie zauważyłam upływającego czasu, uciekłam przed gośćmi, bo świat wykreowany przez Laurę Lippman pochłonął mnie i sprawił, że bliskie realności wydarzenia z Baltimore nie pozwoliły się od siebie oderwać.

Cieszę się, że w bibliotece już czeka na mnie "Wzgórze rzeźnika".

Ruth Benedict. Wzory kultury.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

Przystępując do czytania tej naukowej rozprawy antropologicznej należy pamiętać, iż powstała ona w 1934 (pierwsza publikacja). Dopiero, gdy ta świadomość się w nas zakorzeni łatwiej będzie nam zrozumieć pewne tezy forsowane przez badaczkę.

Autorka badając społeczności indiańskie szuka wspólnych i różniących cech, wierzeń oraz odkrywa pewne ponadkulturowe zależności. Wędrowanie poprzez mało znane (lub nieznane zupełnie) światy zapewnia fascynującą przygodę, choć przyznaję – wymaga dużego skupienia. Wśród rzeczy zdawało by się znanych odkrywamy istnienie związków czy tropów zaskakujących nas, europejczyków.

Ruth Benedict przywołuje funkcjonowanie na obszarze granic międzyspołecznych dzikich dzieci, wskazuje na niezrozumienie dla uprzedzeń rasowych, czy, co gorsza, dla zwolenników czystości rasy, którzy dochodzili wówczas w Europie do głosu.

„Wzory kultury” nie są lekturą na jeden wieczór. Raczej należałoby je położyć na nocnym stoliku i wracać do nich, by rozwijać swoją erudycję.

Tadeusz Konwicki. Wiatr i pył.

Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Z dziką satysfakcją chcę zauważyć, że ostatnio trafiają mi się naprawdę dobre lektury. Powiedziałabym, że nawet doskonałe. Zdecydowanie do tej ostatniej kategorii zaliczyć można zbiór, dotychczas nie publikowanych w formie książki, tekstów Tadeusza Konwickiego.

Pierwszy z zamieszczonych utworów „Kapral Koziołek i ja” powstał w 1947 roku. Ostatni – „Mickiewiczowie młodsi” w 2005 roku opublikowano w GW w 2005 roku. Otrzymaliśmy zatem rzeczy, które powstały dzięki wrażliwości autora na przestrzeni 58 lat.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Konwickiego to czas liceum. Podczas studiów poznałam inne, bo „produkcyjne” pisanie Autora, ale też i jego „Kalendarz i klepsydrę”. Podczas czytania „Wiatru i pyłu” – wobec różnorodności tekstowej i tematycznej – wspominałam minione chwile spędzone z pisaniem jakie sprezentował Konwicki wielbicielom.

I mój zachwyt wciąż się potęgował. Tekst o sporcie, obserwacje czynione podczas pobytu w Ameryce, czy rozważania o tym jak to jest być pisarzem, powodowały, że koniecznie musiałam się z kimś podzielić swoim zachwytem. I tym sposobem przeczytałam głośno połowę książki :) Wam też chętnie zacytowałabym to i owo, ale poskramiając do minimum wybujałą chęć i dając Wam szansę na samodzielne zachwycanie się (oraz ku zachęcie, gdyby ktoś się zachwycać nie miał zamiaru) - podzielę się tylko jednym, króciutkim fragmentem:

Trójbarwna, niegustowna okładka projektu Z. Kosmowskiego zawiera trzynaście arkuszy ładnego papieru satynowego dość niedbale zadrukowanego. Tekst odznaczający się niechlujną korektą i skandalicznie nieudolnym językiem, a nazwany powieścią, podzielony został starannie na dwadzieścia osiem rozdziałów.

Jeden z tekstów przeczytałam dwukrotnie. Skończyłam i przeczytałam od razu po raz drugi. Z tak wielką przyjemnością poznawałam warsztat pracy Konwickiego jako autora „Lawy”. Przepiękny jest utwór o Miłoszu, a rozważania o Januszu Korczaku są przejmujące jak mało które. Ech… Mogłabym Wam tak opowiadać o każdym tekście, ale poczekam na te opowieści, gdy i Wy przeczytacie „Wiatr i pył”. Bo nie mam wątpliwości co do tego, że zechcecie to przeczytać.

23 styczeń 2009

Czas...

się skurczył. Gdy się odkurczy - napiszę.

21 styczeń 2009

Stieg Larsson. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Wydane przez
Wydawnictwo Jacek Santorski & Co
Powieść szwedzkiego autora toczy się do pewnego momentu spokojnie i dwuwątkowo. Gdy wątki się łączą, akcja zaczyna nabierać tempa, a to, co można by uznać za kulminacyjny moment (znalezienie odpowiedzi na pytanie „Kto zabił?” zazwyczaj uznawane jest za taki moment) wcale nie sprzyja owemu określeniu i co więcej – nie pozwala opaść napięciu. 
Po raz pierwszy od dawien dawna czytałam kryminał, którego akcja tak silnie uderzyła mnie realizmem. Z pewnej intelektualnej wygody uznam to za wynik świetnie wykonanej przez Stiega Larssena roboty (bo też wielość informacji jaką przemycił w powieści zachwyca i zdumiewa, a budowanie akcji to w jego wykonaniu prawdziwy majstersztyk). Groza fikcji literackiej była dla mnie grozą rzeczywistą, a rodzina, w której nie brak dewiantów – czymś, co można dostrzec, gdy tylko poświęci się odpowiednią dawkę uwagi swojej dzielnicy, miastu, itp.
Moją uwagę zwróciło wiele rzeczy; jedną z nich była wielość nowoczesnych technologii stosowanych przez głównych bohaterów podczas pracy. Wstrząsające były wiadomości o antagonizmach rodzinnych opartych na wyimaginowanym semityzmie cechującym niektórych z Vangerów, ciekawostką – informacje o księgach apokryficznych i hodowli owiec w Australii.
Z niecierpliwością czekam kolejnej części trylogii:)

Anselm Grün. Każdy ma swego Anioła.


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

Anselm Grün jest benedyktynem, a jego książki – wszak dotykające tematyki wiary – osiągnęły sprzedaż sięgającą 14 milionów egzemplarzy. W „Każdy ma swego Anioła” autor przypomina o obecności w naszym życiu Aniołów, boskich wysłanników, istot, które będąc obok nas jednocześnie spoglądają w Twarz Bogu. Książka jest skierowana przede wszystkim do dwóch grup czytelników: do rodziców obawiających się, czy zdołają uchronić swoje dziecko przed złem świata oraz do dorosłych, którzy wciąż w pamięci mają krzywdy jakie wyrządzono im, gdy byli dziećmi.

Przywołując postacie anielskie Grün wskazuje jak ich interwencja opisana w Biblii podobna jest wielu sytuacjom jakich doświadczamy współcześnie w codziennych kontaktach z ludźmi i w zderzeniu z własnymi emocjami.

Lektura „Każdy ma swego Anioła” pobudziła mnie do refleksji. Zaczęłam się zastanawiać ile w mych dobrych chwilach było obecności Aniołów. Myślałam tez o tym, że nasza dziecięca wiara z łatwością przyjmuje istnienie Anioła Stróża, a wraz z dorastaniem wypieramy Anioły z naszej świadomości dostrzegając w nich tylko ozdoby z okresu Bożego Narodzenia.

Książka Anselma Grüna przywraca Anioły naszemu dorosłemu życiu. I choćby po to, ale nie tylko dlatego, warto sięgnąć i często powracać do „Każdy ma swego Anioła”.

P.S. Fascynującą postacią jest Ojciec Anselm Grün. Jeśli ktoś zna niemiecki zapraszam to oglądania i słuchania, jeśli ktoś nie zna – do oglądania:)

Frigyes Karinthy. Podróż wokół mojej czaszki.


Wydane przez
Państwowy Instytut Wydawniczy


Frigyes Karinthy, znany węgierski satyryk, tłumacz i autor, opisał swoje zderzenie z chorobą. Wielka wartością tej opowieści jest dystans jaki zachował autor wobec własnych doświadczeń, a także poetyckość narracji.

Karinthy usłyszał – siedząc w kawiarni w centrum miasta – odjeżdżające pociągi. Lekarz zasugerował, 0 iż pisarz cierpi na zapalenie ucha i stąd pochodzą jego halucynacje. Jednak do omamów dołączyły wkrótce inne objawy. Ostatnim potwierdzeniem diagnozy, jaką wystawił sobie narrator, było osłabienie wzroku – guz mózgu stał się potwierdzonym medycznie faktem.

Przejmujące jest obserwowanie kolejnych stadiów choroby i operacji autora. Wrażenie owo potęguje ów wspomniany już dystans, a także drobiazgowy opis wrażeń i wydarzeń jakie zachodziły w życiu autora związku z jego chorobą. Zachwycił mnie sposób w jaki Karinthy postrzega świat, jak opisuje relacje międzyludzkie, jak zauważa emocje. Szczególnie ujął mnie ten fragment:

Niczym ekspert przebierający w delicjach z rozkoszą smakuje ludzkie charaktery. Jestem świadom swojej sytuacji. Wokół mojego łoża boleści, w fotelach, tłocząc się na kanapie, przysiadając na brzegu mojego łóżka, hula i biesiaduje współczucie, najbardziej emocjonujący w ludzkich darów, współczucie urządza orgię, z pozytywnymi i negatywnymi przejawami.

Rzeczywistość medyczna i społeczna roku 1936 jest nieco egzotyczna, dla nas współcześnie żyjących. Rosnące w potęgę Niemcy, pierwsze próby operacji na mózgu pod miejscowym znieczuleniem i olbrzymia popularność autora (sympatia jaka okazywali mu Węgrzy i inni Europejczycy) tworzą tło dla doskonałej wiwisekcji siebie w zagrożeniu życia jaką przeprowadził Frigyes Karinthy.

Polecam.

20 styczeń 2009

Nowe pismo Egmontu


Littlest Pet Shop – Zakątek Zwierzątek to dwumiesięcznik adresowany do miłośników zwierząt, głównie dziewcząt w wieku 4-8 lat, a także do wielbicieli małych zabaweczek - zwierzątek z linii Littlest Pet Shop firmy Hasbro. W piśmie te zabawkowe postaci występują jako wesołe, ciekawskie i lubiące przeróżne zabawy i zagadki zwierzątka. Znajdują się wśród nich Konik, Żabka, Małpka, Kotek i inne. 

Wszyscy zwierzęcy bohaterowie pojawiający się na łamach kolejnych numerów pełnią równorzędne funkcje. Jest to nowa formuła pisma. Brak w niej historyjek czy komiksów z jednym bohaterem w roli głównej, znaleźć można za to podane w przystępny sposób informacje o różnych zwierzętach. W każdym numerze 3 strony wypełnione są ciekawostkami o poszczególnych gatunkach zwierząt, a w przypadku tych domowych informacje uzupełnione są także poradami dla potencjalnych właścicieli. Dzięki temu Littlest Pet Shop - Zakątek Zwierzątek uczy wrażliwości, zachęca do aktywnego poznawania świata zwierząt i otwiera dzieci na nowy rodzaj relacji, jaki może wytworzyć się pomiędzy człowiekiem a zwierzakiem. 

Najwięcej miejsca w piśmie zajmują strony z activity, np. zgadywanki, krzyżówki, szarady, labirynty, szukanie różnic, ćwiczenia na spostrzegawczość, a nawet sudoku. Miłą niespodzianką okażą się także z pewnością prezentacje filmowych bohaterów zwierzęcych znanych z ekranów kinowych. Jako pierwszy pojawi się popularny Garfield.

Do okładek wszystkich numerów magazynu dopięty będzie komplet 20 naklejek z wizerunkami figurek Littlest Pet Shop, które w nich występują. Naklejki te służyć mają do rozwiązywania rozmaitych zadań w piśmie – konkretną naklejkę należy przykleić we właściwym miejscu. Atrakcyjność pisma podnoszą jeszcze inne dodatki: zwłaszcza tekturowa wszywka z elementami do wyjęcia i złożenia – w numerze pierwszym będzie to domek dla ulubionego zwierzątka. W każdym wydaniu magazynu znajdą się 2 plakaty oraz 4-stronicowa kolekcja 16 zwierzątek z ich opisami do wycięcia. Dzięki temu dziecko ma szansę uczyć się konsekwencji, odpowiedzialności i dbałości o zdobyte rzeczy.

Urozmaiceniem dla czytelników będą zamieszczane we wszystkich numerach konkursy z atrakcyjnymi nagrodami oraz strona fanklubowa, prezentująca prace, zdjęcia i listy od dzieci.

19 styczeń 2009

Aleksander Kościów na wyciągnięcie ręki...



Wydawnictwo MUZA SA
zaprasza na spotkania
z Aleksandrem Kościowem
autorem książki
Przeproś. Przewodnik gracza oraz Świat nura
***
Opole
Zapraszamy we wtorek 20 stycznia 2009 r. o godz. 17.00
do Miejskiej Biblioteki Publicznej w Opolu
Pl. Piłsudskiego 5-6.
Spotkanie poprowadzi Anna Marchewka
fragmenty przeczyta Andrzej Jakubczyk
***
Warszawa
Zapraszamy do "Czułego Barbarzyńcy" 
ul. Dobra 31 (róg Zajęczej) 
3 lutego, 2009 r., o godz. 19.00 
Spotkanie poprowadzi Agnieszka Wolny-Hamkało
fragmenty przeczyta Agnieszka Wolny-Hamkało i Autor
***
Mińsk Mazowiecki
Zapraszamy do Miejskiej Biblioteki Publicznej,
ul. Warszawska 173 (pałąc nad rzeką Srebrną)
5 lutego 2009 r., czwartek, godz. 18.00
Spotkanie poprowadzi Dariusz Mól
fragmenty przeczyta Dariusz Mól i Autor 
***
Katowice
Zapraszamy do "Ronda Sztuki",
Rondo im. Gen Jerzego Ziętka I
10 lutego 2009 r., wtorek godz. 18.00
Spotkanie poprowadzi Adrian Chorębała 

Kryminologia i kara kryminalna. Wybrane zagadnienia. Red. Anetta Jaworska.



Wydane przez

Wydawnictwo Impuls

 Dawno, dawno temu chciałam zostać policjantką. Teraz już nie chcę, ale profesja jaką wykonuję wymaga ode mnie często sprawnego poruszania się w przepisach prawa dotyczących rodziny, przestępczości nieletnich, itp. Z tego tez powodu sięgnęłam po opisywana publikację; lubię wiedzieć co nowego ktoś napisał w dziedzinie mnie interesującej.

W „Kryminologii i karze kryminalnej” zamieszczono sześć artykułów. Każdy z nich dotyczy innej dziedziny z omawianej nauki. Marek Stefański dokonał bardzo ciekawej analizy niedostosowania społecznego przestępczego wśród nieletnich. Równie ciekawy jest artykuł Roberta Parola na temat etiologii przestępczości. Wiedzieliście, że do klasycznej szkoły prawa karnego należeli Kant i Hegel? Nie chcę streszczać całej książki, więc wspomnę jeszcze o jednym artykule – Anetta Jaworska opisała metody oddziaływań jakie stosuje się w polskim modelu penitencjarnym.

Każdy z artykułów, jak zwykle w Impulsie, zakończony jest bogatą bibliografią zawierającą także nazwy aktów prawnych cytowanych w poszczególnych rozdziałach.

Ewa Nowak. Rezerwat niebieskich ptaków.

Wydane przez
Wydawnictwo Egmont
Sara jest uczennicą liceum dla dzieci osób zamożnych. W miejsce lekcji są moduły, w szkole działa świetnie zaopatrzony bar, biblioteka przypomina świątynię wiedzy i tylko problemy nękające młodych ludzi sa podobne do tych, jakich doświadczają mniej zamożni uczniowie innych szkół.
Zastanawiałam się czy chciałaby być uczennicą liceum jakie na kartach swojej powieści stworzyła Ewa Nowak. Odpowiedź brzmi - zdecydowanie tak. Chciałabym mieć wymagających nauczycieli, którzy wiele z siebie dają. Czy chciałabym uczyć w takiej szkole? Tu moja odpowiedź nie jest tak jednoznaczna. Owa niejednoznaczność wynika z tego, w jaki sposób Sara została przyjęta do szkoły. A gdyby dzieci, którym zdolności nie starczyło, ale ich rodzicom starczyło pieniędzy, by wykupić miejsce w elitarnej szkole, było więcej? Gdyby okazało się, że są uczniowie, których nie wolno ocenić zbyt nisko? Gdyby funkcjonowało ciche przyzwolenie na to, by za wszelka cenę pozostawić w szkole kogoś, kto świetnie zdaje sobie sprawę z własnej bezkarności i choćby dlatego jego zachowania ocierają się o społecznie nieakceptowane?
Ewa Nowak napisała świetną książkę dla młodzieży. Dla tej, która narzeka, że ich rodzice są za biedni i dla tych z dużymi finansami. Wszak, czy biedni czy bogaci – ich nastoletni wiek sprzyja zakochaniu, nieporozumieniom, imprezom i poczuciu, że cały świat leży u stóp. A na to nie mają wpływu pieniądze.

Barbara Zakrzewska. 3,2,1,0… Start. Czytanie treningowe.


Wydane przez

Wydawnictwo Harmonia

Autorka swoją pracę kieruje do dzieci, które mimo braku innych zaburzeń, mają kłopoty ze sprawnym czytaniem. Książka zaczyna się listem do uczniów, w którym to liście znajdujemy wyjaśnienie czym jest czytanie treningowe oraz informacje, jak wykonywać przygotowane ćwiczenia, by uczący się odniósł z ich realizacji korzyść. Autorka zamieściła informacje na temat procesu czytania, a także o cechach dobrego czytania.

Barbara Zakrzewska nie pominęła rodziców – do nich również skierowała list z prośbą, aby pozwolić dzieciom na samodzielną pracę, by ich nie wyręczać, a jednocześnie mądrze je mobilizować. Rodzice znajdą w tym liście dokładne wyjaśnienia na temat rodzajów ćwiczeń i ich przydatności w nauce czytania.

Bardzo podoba mi się idea skonstruowanych w ten sposób ćwiczeń. Porównanie ćwiczeń z czytania do treningu sportowego pozwala na postrzeganie nauki czytania czy jego doskonalenia z zupełnie innej, niż szkolna perspektywy. Umiejętność, która nie dość dobrze opanowana staje się dla uczniów męcząca i frustrująca, dzięki ćwiczeniom proponowanym przez Barbarę Zakrzewską przekształca się w umiejętność przynoszącą satysfakcję.

Gorąco polecam:)

18 styczeń 2009

Sara Waters. Złodziejka.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Ale książka!

Gdy zaczęłam lekturę, uderzył mnie przyjazny język. Obawiałam się, że autorka – mimo, iż żyjąca nam współcześnie - pokusi się o stylizację językową na miarę języka używanego przez Jane Austen. Na szczęście Sara Waters pozostała przy tym, co zna dobrze. Również w warstwie tekstu.

Powieść skonstruowana jest w sposób zachwycający. Gdy narracja jednej z bohaterek raptownie się skończyła, byłam zdumiona i przeciekawa, co będzie dalej. W miarę rozwoju akcji coraz bardziej podziwiałam wyobraźnię autorki, a także jej znajomość ludzkich namiętności. Splątana historia dwóch dziewczyn, które myślały, że oszukują siebie wzajemnie, a stały się obiektami intrygi innej kobiety, wciąga i powoduje, że chciałabym tu zamieszczać same wykrzykniki;)

Fascynujące, choć na pewien mroczny sposób, są Londyn i prowincja angielska sportretowane przez Sarę Waters. Świat prawdziwego życia okazuje się być nieczysty, śmierdzący, a jedynie enklawa w złodziejskim domu pozwala na odseparowanie się od tego, co za oknem. Z kolei, szanowany bogacz, który z pozoru wydaje się szanowanym panem okazuje się być kolekcjonerem i badaczem największej w kraju kolekcji pism i obrazów pornograficznych.

Autorce udało się zagrać swoją powieścią na moich uczuciach, jak mało komu. Byłam przerażona bestialstwem pielęgniarek, zła na Dżentelmena, wściekła na Maud, żałowałam pani Suckby i Wątłej. Susan budziła tak różne emocje, że nie potrafię ich jednoznacznie określić.

Dotychczas określenie „powieść wiktoriańska” miało dla mnie mało interesujące konotacje. Po lekturze „Złodziejki” zmieniłam zdanie:)

17 styczeń 2009

Dyskusyjne Kluby Książki

Po raz kolejny doceniłam istnienie DKK. Na ostatnim spotkaniu robiłyśmy podsumowanie całorocznych spotkań, zastanawiałyśmy się, czy chciałybyśmy coś zmienić i mówiłyśmy o swoich oczekiwaniach względem DKK.

Jestem bardzo wdzięczna Paniom z Filii nr 3 i Filii nr 25 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach za serdeczność z jaką mnie przyjęły. Nie mniej wdzięczna jestem osobom, które w tych bibliotekach spotykają się w ramach DKK. Było mi bardzo miło rozmawiać z Państwem o książkach, dzielić się wrażeniami z lektur i co chyba najważniejsze - przebywać. Z dwoma osobami nawiązałam również kontakt, który przeniósł się na inne niż literatura dziedziny życia i jest to dla mnie bardzo cenne.

Jedną z pierwszych rzeczy, którą zrobiłam po zmianie miejsca do życia było odnalezienie lokalnych DKK.W okolicy jest ich cztery. Zdecydowałam się na dwa, ale tylko brak czasu i odległości powstrzymuje mnie przed odwiedzaniem wszystkich czterech.

Dyskusyjny Klub Książki to nie nakaz czytania na termin. To zachęta, by przeczytać coś, co w naszym zagonionym życiu być może by nam umkneło. Do zachęta do spotkania się z ludźmi, z którymi mijamy się w bibliotece i nie mamy śmiałości, by zapytać czy im się też podobała nasza ulubiona książka. To czas, który pozwoli się nam oderwać od tego, co musimy czytać z powodu pracy i pozwoli czytać dla przyjemności.

Bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć w spotkaniach obydwu DKK. Dyskusje są bardzo ożywione, a z racji dużej rozpiętości wiekowej uczestników - rozmaite doświadczenia życiowe dochodzą do głosu i każą nam spojrzeć na wiele spraw nieco inaczej niż patrzymy dziś.

Na spotkaniu w czwartek omawiałyśmy książkę Diane Broeckhoven "Jeden dzień z panem Julesem". Ta niewielka rozmarem opowieść obudziła w Klubowiczkach wspomnienia dotyczące śmierci, refleksje na temat małżeństwa i starzenia się. Rozmowy były bardzo emocjonalne, ale nie zabrakło też głosów uspokajających. Na kolejne spotkanie czytamy "Czarny ogród" :-D

Styczniowe spotkanie drugiego DKK dopiero przede mną. Lektury na nie to "Moralny nieład" Atwood i "Aimée & Jaguar" Erici Fischer.

P.S. Gdyby ktoś chciał poczytać o założeniach DKK, zapraszam na stronę Instytutu Książki.

Zaproszenie do Turnieju Poetyckiego


Miejski Dom Kultury
„ZAWODZIE”
w Katowicach


zaprasza do wzięcia udziału
w VIII edycji
Ogólnopolskiego
Turnieju Poetyckiego


REGULAMIN VIII EDYCJI TURNIEJU POETYCKIEGO
„O LAUR ZAWODZIAŃSKI”


1. W konkursie mogą brać udział wszyscy autorzy, bez względu na przynależność do związków twórczych.

2. Warunkiem uczestnictwa jest nadesłanie zestawu trzech niepublikowanych i nienagradzanych wierszy (w tym dwóch o dowolnej tematyce i jednego mówiącego o kobiecie w realiach życia codziennego) w trzech egzemplarzach maszynopisu. 

3. Nadesłane wiersze powinny być opatrzone godłem.

4. Do zestawu wierszy należy dołączyć zaklejoną kopertę, podpisaną tym samym godłem, zawierającą następujące informacje: imię, nazwisko, dokładny adres i telefon autora.

5. Termin nadsyłania prac upływa 28 lutego 2009r.
   
6. Wiersze należy nadsyłać na adres: Miejski Dom Kultury „Zawodzie”, ul. Marcinkowskiego 13, 40-233 Katowice, z dopiskiem:   „O Laur Zawodziański” (tel/fax:32/255-32-44, e-mail: mdk@mdkzawodzie.pl)

7. Regulamin dostępny jest również na stronie: www.mdkzawodzie.com

8. Prace oceniać będzie jury powołane przez MDK „Zawodzie”. Przewodniczącą jury jest Marta Fox – poetka i powieściopisarka.

9. Jury przyzna 3 nagrody i 3 wyróżnienia.

10. Jury zastrzega sobie prawo innego podziału nagród.

11. Podsumowanie konkursu wraz z wręczeniem nagród laureatom odbędzie się  12 .03.2009 roku, o godz. 16:30, w Miejskim Domu Kultury „Zawodzie” w Katowicach.
12. Nadesłanych prac organizatorzy nie zwracają.
13. Sprawy nie objęte regulaminem oraz sporne rozstrzyga jury oraz organizatorzy turnieju.


Podsumowanie konkursu wraz z wręczeniem 
nagród laureatom odbędzie się 
12 marca 2009 roku o godz. 16:30,
  w Miejskim Domu Kultury „Zawodzie”  
 w Katowicach, ul Marcinkowskiego 13.

O GODZ. 18:00 ZAPRASZAMY NA WERNISAŻ WYSTAW
PT.: „KOBIECA PERSPEKTYWA”
-„Polski Jedwab”- Agata Sałata
-akwarele-Aldona Adamska-Dziuba
O GODZ.18:30 ZAPRASZAMY NA NIESPODZIANKĘ ARTYSTYCZNĄ

NA PODSUMOWANIE ZAPRASZAMY WSZYSTKICH POETÓW
BIORĄCYCH UDZIAŁ W TURNIEJU!!!



16 styczeń 2009

2009 – rokiem jubileuszy na rynku wydawniczym

Oprócz wydawnictwa Znak, które obchodzi w tym roku jubileusz 50-lecia, wiele polskich wydawnictw będzie w tym roku świętowało swoje rocznice:

90 lat istnieje już Wydawnictwo Diecezjalne i Drukarnia w Sandomierzu, w obecnej strukturze od 15 lat

60 lat Polskiego Wydawnictwa Ekonomicznego 

60 lat Wydawnictw Komunikacji i Łączności

60 lat Wydawnictw Naukowo-Technicznych

20 lat Amber (wydawnictwo powstało 28 lutego 1989 roku jako pierwsza w Polsce prywatna oficyna wydawnicza)

20 lat istnienia Muzy

20 lat Wydawnictwa Jacek Santorski & Co

20 lat Towarzystwa Autorów i Wydawców Prac Naukowych „Universitas”

15-lecie świętuje Świat Książki, najbardziej znana marka Bertelsmann Media w Polsce

15 lat wydawnictwa Zysk i S-ka

15 lat wydawnictwa Bosz

10 lat Polskiego Wydawnictwa Encyklopedycznego

10 lat Wolters Kluwer, która jest kontynuacją firmy Polskie Wydawnictwa Profesjonalne (powstałej w 1999 roku)

Od 10 lat w Polsce działa samodzielna spólka Pearson Education Polska.

10 lat obecności Macmillana na rynku polskim


Inrofmacja podana za Rynkiem Książki.

Osiołkowi w żłoby dano...


Czytam "Złodziejkę" pełna zachytu i już się zastanawiam, co czytać następne. Pokus mam mnóstwo, ale na czoło wyścigu wysunęły się trzy książki. Uwielbiam mieć takie dylematy;)

Pauline Rowson. Ogień i woda.


Wydane prze
Wydawnictwo Red Horse

Adam Green, malarz marynista, podejrzewa, że za tragiczną śmiercią jego przyjaciela Jacka, kryje się coś więcej niż tylko nieszczęśliwy wypadek. Podejrzenia zamieniają się w pewność, gdy okazuje się, że Jack – podobnie jak kilku kolegów z jego strażackiej drużyny – miał raka.

Podczas prób wyjaśnienia tajemniczej śmierci przyjaciela Adama dosięga przeszłość. Umiera jego ojciec i mężczyzną staje przed koniecznością powiedzenia żonie, że nie jest od wielu lat sierotą, że to o czym jej powiedział jest zaledwie odrobiną wobec tego, czego nie zdecydował się jej powiedzieć.

Akcja powieści rozgrywa się w Portsmouth i klimat miasta jaki uchwyciła autorka jest bardzo przekonywujący. To moje pierwsze spotkanie z Pauline Rowson i musze przyznać, że jestem z niego zadowolona. Akcja powieści toczy się wartko i choć czasami realia powieściowe wydawały mi się lekko odstające od rzeczywistości, wyjaśnienie tego istnieniem fikcji literackiej w zupełności rozwiewało wszelkie wątpliwości. Autorka podarowała nam dobrze napisaną, kryminalną opowieść, z którą w ręku można doskonale zrelaksować się po ciężkim, pracowitym dniu.


Miljenko Jergović. Ruta Tannenbaum


Wydane przez
Wydawnictwo Czarne

Tytułowa Ruta, choć niby jest główną bohaterką opowieści Jergovicia, główną bohaterką nie jest. Autor w udany sposób sportretował społeczność zagrzebską podczas II wojny światowej. Mam wrażenie, że przedstawił czytelnikom nieco gorszą stronę ludzkich doświadczeń i przeżyć – bohaterowie bywają zawistni, irracjonalni, popycha ich ku funkcjonowaniu nienawiść, strach, obojętność czy ból. A tym tle autor nakreślił losy dziewczynki, która stała się sławna na deskach teatru.

Świat przedstawiony przez Jergovicia obrazuje nam Chorwację o jakiej nie zawsze chcielibyśmy pamiętać, Chorwację mroczną, antyżydowską, zagniewaną. Zagrzeb też jest inny niż ten jaki dostrzegamy spacerując współcześnie po rozświetlonym słońcem mieście:

Ten Zagrzeb pachniał czosnkiem i bośniacką rakiją ze śliwek, złym tytoniem, zgniłymi kartoflami, węglowym dymem i ciężkim robotniczym potem(…).
Pisanie Jergovicia zabrzmiało dla mnie jak ostrzegawczy dzwon. Przypomniało, że Bałkany nie sa jedynie dobrym miejscem na urlop, a są regionem, w którym ludzie żyjący obok siebie, pod koniec XX wieku, zafundowali sobie okrutną wojnę.

Łukasz Gołębiewski. Śmierć książki.


Bardzo podobała mi się ta książka. Autor nie wieszczy całkowitej zagłady książek jakie znamy i z jakimi lubimy obcować, ale przedstawia nam sposób w jaki zmienia się podejście do czytelnictwa, bibliotek, książek i rynku wydawniczego wraz z rozwojem technologicznym.

Czas jakiś temu odpowiadaliśmy na pytania blogowej zabawy dotyczącej upodobań książkowych. Było tak także pytanie o audiobooki; większość z nas ich nie polubiła. Po lekturze książki Gołębiewskiego dostrzegłam, ze w zabawie pominęliśmy pytanie o e-książki. Lubicie czytać z monitora komputera? Chcielibyście mieć specjalistyczne urządzenie do czytania e-booków? A może chcielibyście, aby Wasz telefon pozwalał na czytanie książek na wyświetlaczu lub na słuchanie ich dzięki plikom mp3? Czy zgadzacie się z tezą, że tradycyjne biblioteki czeka śmierć?

Polecam lekturę.

14 styczeń 2009

Konkurs na Blog Roku

Wczoraj ów konkurs wkroczył w kolejny etap. Za nami czas zgłaszania blogów, przed nami czas głosowania na te, co zgłoszone, a po południu 22 stycznia najpopularniejsze blogi oceniać będzie Kapituła Konkursu.

Aby zagłosować na bloga, którego właśnie czytacie należy wysłać sms-a o treści E00071 (e, trzy zera, siedem, jeden) na nr 7144. Taki sms kosztuje 1,22 zł.

Szczegóły konkursu: http://www.blogroku.pl/

Paszporty Polityki

Dla porządku odnotowuję kogoż to w tym roku Polityka uhonorowała:
Literatura. Sylwia Chutnik

Film. Małgorzata Szumowska

Sztuki wizualne. Maciej Kurak

Teatr. Paweł Łysak

Muzyka poważna. Artur Ruciński

Muzyka popularna. Maria Peszek

Kreator kultury. Krystian Lupa.
P.S. Dwie książki czekaja na recenzję, trzecia jest w czytaniu. Ale jakoś dzień mi się skurczył...

11 styczeń 2009

Mirosław Salski. Między słowami.


Wydane przez

Wydawnictwo Replika

Ewa Sobczak pochodząca z Białej Góry polonistka i autorka pierwszej w swoim życiu książki, zmierza pociągiem w stronę rodzinnej miejscowości, by w niej uczestniczyć w zjeździe absolwentów. Targają ja wątpliwości, ale wydawca polecił jej, by drugą książkę rozpoczęła od owego spotkania po latach.

Piotr Skaziński, podkochujący się w Ewie w czasach szkolnych, po studiach wrócił do rodzinnego miasta i przejął po ojcu księgarnię. On również dostał od Karola Buttkiewicza propozycje napisania książki – punktem wyjścia ma być spotkanie uczniów IVa, którzy szkołę skończyli naście lat temu. Przyjazd Ewy do Białej Góry i jej praca nad książką odsłania skrywane tajemnice miasteczka, a jej bliskość z Piotrem wprawia w ruch różne, niespodziewane wydarzenia.

Jedną z ciekawszych części powieści były rozważania, nieco odróżniające się od pozostałej treści przedstawionej nam przez autora, na temat tego jak pisze się książki. Był to nieco ironiczny ukłon w stronę wydawców, pisarzy, PR, ale także źródło tytułów i bon motów dotyczących warsztatu pisarskiego.

Przyznam, że porównywałam swoje wrażenia z lektury z wrażeniami Kalio. Jedno różni nas zupełnie – Kalio pisze, że w małych miasteczkach lepiej się mieszka, ja uważam, że małe miasteczka duszą, że lepszym miejscem do życia jest spore, czy wręcz duże miasto. Ot, choćby na przykładzie Białej Góry – świadomość, że dyrektor liceum za zdaną maturę z matematyki wymagał od uczennic seksu, czy to, iż kolega ze szkolnej ławki, będący szują, stał się władzą w mieście i ma większe możliwości, by swoją szujowatość ukryć i by mocniej z niej korzystać – nie jest mi potrzebna. Chcę być w środowisku, które nie będzie zastanawiało się, dlaczego zmienił się mój strój, kto idzie obok mnie i czy stać mnie na jeżdżenie taksówką, bo najzwyczajniej w świecie nie zauważy tego wszystkiego.

Powieść Salskiego, zdawało by się lekka i przyjemna, będąc przyjemną lekką wcale nie jest. Można tu znaleźć mnóstwo wątków, które poruszą czytelnika. Mnie poruszyły:)

Jacek Dąbała. Diabelska przypadłość.


Wydane przez
Wydawnictwo Grasshopper

Premiera książki w Grasshopperze – 16 stycznia 2008

Powieść Jacka Dąbały (profesora KUL-u) przykuła mnie do siebie na kilka godzin. Składająca się z dwóch opowieści łączących się ze sobą w dość zaskakujący, ale jednocześnie konsekwentny sposób, fikcja pełna napięcia i wymagająca od czytelnika nieustannej uwagi to – przyznacie sami – dobra lektura na sobotni wieczór.

Walter Fest, niemiecki lekarz, zaufany Himmlera nadzoruje eksperymenty medyczne przeprowadzane na ludziach w obozach koncentracyjnych. Podczas rutynowej wizyty w Oświęcimiu zauważa wśród więźniarek przepiękną Żydówkę. Zabiera ją ze sobą do Berlina i zaprasza do dzielenia z nim mieszkania, a później także życia.

W Polsce powojennej, w jednym z wielu sierocińców, mieszka dziwna dziewczynka. Obdarzona fenomenalna pamięcią, wierząca ślepo partii wprowadza w zaniepokojenie nie tylko dorosłych ze swojego najbliższego otoczenia, ale i przysyłanych na kontrole partyjniaków. Wraz z nią w domu dziecka mieszka Marek, syn znanego pracownika bezpieki. Marysia widząc nieporadność życiową chłopca postanawia się nim opiekować i usuwać przed nim wszystkie przeszkody, a ryzyko niepowodzeń minimalizować. Za wszelką cenę. Akcja powieści toczy się aż do lat współczesnych. Na bohaterach czas odznacza swoje piętno, ale Marysia wciąż fascynuje mężczyzn i wciąż opiekuje się przyjacielem z dzieciństwa.

Jacek Dąbała udanie sportretował zmieniający się wokół nas świat. Bohaterów wpisał w polskoludową rzeczywistość, a nadając im cechy nieco nieludzkie podsycił zainteresowanie czytelników.

Peter Oliver Loew. Gdańsk. Między miastami.


Wydane przez

Wydawnictwo Borussia

Autor pierwszy raz zetknął się z Polską w 1989 roku. Miał wówczas 22 lata i zakochany był w Polce. Wówczas nie przypuszczał, że jego uczucie rozszerzy się na Polskę.

Portretując Gdańsk Peter O. Loew czyni to w sposób krytyczny – pisze o tym, co go zachwyca i nieodmiennie fascynuje, ale wskazuje również braki, które przeszkadzają miastu w jego pełnym rozwoju.

W wydanej w serii „Miniatury Borussi” książce zawarte sa cztery, odrębne od siebie, teksty. Pierwszy z nich zatytułowany„Zmartwienia” jest najpełniejszym i skondensowanym portretem miasta jakim widzi je wjeżdżający do Gdańska przybysz.

„Trzy eseje o pamięci” podkreślają tożsamość kulturowo-narodowościową miasta i stawiają pytanie o to, czy można postrzegać Gdańsk z przeszłości jako centrum multikulturowe. 

W „Trzech mitycznych nazwiskach” autor przywołuje sylwetki znanych Gdańszczan, najwięcej miejsca poświęcając rodzinie Artura Schopenhauera (matka filozofa była pisarką, o czym nie wiedziałam, a jej książka „Gdańskie wspomnienia młodości” służy – zadaniem Loewa – popularyzatorom miasta). Nieco zadziwia mnie fakt, że autor jednym tchem nazywa wielkim synem miasta Schopenhauera i Wałęsę czy Tuska, deprecjonując przy okazji Jana Heweliusza nazywając wtórnym w stosunku do Tycho de Brahe’a.

„Odbudowa? Nie ma odbudowy!” to tekst, w którym autor zaprasza nas do refleksji o współczesnym Gdańsku, o jego kulturze, funkcjonowaniu, o mocy miasta zaprzepaszczonej przez nieudolność nim zarządzających.

Całość jest ciekawym przyczynkiem do poznania miasta. Zapewne Gdańszczanie znaleźliby argumenty do dyskusji z autorem; ja słabo znająca Gdańsk po lekturze zamarzyłam o lepszym poznaniu tego miasta. I to chyba też jest zysk;) 

Lyn Gardner. Wiejemy do lasu.


Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Storm i Autora to siostry, które nie zawsze zgadzają się ze sobą. Tym bardziej, że ich mama Zella nie należy do matek pracujących; ponad wysiłek fizyczny Zella przekłada spokojne polegiwanie w łóżku, co skutkuje tym, iż to Aurora – jako starsza siostra – obarczona jest wszystkimi pracami domowymi. Rodzinę dotyka nieszczęście – Zella rodząc kolejną córkę umiera, a ojciec dziewczynek znika z domu – wyrusza na wyprawę mającą uśmierzyć ból po stracie żony. Tuż przed śmiercią Zella ofiarowuje Storm małą, niepozorna fujarkę każąc traktować ją z dużą ostrożnością. Nagle wokół dziewcząt zaczynają się dziać dziwne rzeczy, ich dom odwiedzają groźny DeWilde z watahą wilków, a Aurora, Storm i malutka Aniani muszą, by się ratować, uciec do lasu.

Podczas lektury nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że autorka wynotowała skrupulatnie na karteluszkach najpopularniejsze tropy baśniowe z europejskiego kręgu kulturowego (Jaś i Małgosia, Roszpunka, Szczurołap, Czerwony Kapturek itp.), wrzuciła te karteluszki do kapelusza i wyciągała niczym magik pojedyncze karteczki, by na ich podstawie wieść losy bohaterek książki. Jakkolwiek dziwnie to brzmi muszę przyznać, że efekt ostateczny jest dobry – autorka sprawnie i ciekawie połączyła baśniowe wątki w jedną opowieść, nieco mroczną, dość przerażającą, ale z happy endem.

Denis Lehane. Gdzie jesteś, Amando?


Denis Lehane w „Rzekach tajemnic” prezentował inny – wyższy - poziom, niż w serii o parze detektywów Patricku Kenzie i Angeli Gennaro. Ale ja lubię ową serię i odnajduje w niej, a szczególnie w „Gdzie jesteś, Amando?” cechy najlepszej książki tego autora.

Amanda, czteroletnia dziewczynka zniknęła nocą z domu. Ciotka Amandy prosi detektywów o pomoc w odnalezieniu dziecka. Ciotka, gdyż matka niespecjalnie nadaje się do bycia matką. Mimo początkowych oporów Angela i Patrick decydują się podjąć poszukiwania. Ze strony policji przydzieleni do tej sprawy zostają dwaj policjanci, którzy współdziałają z młodymi detektywami.

To mroczna i przerażająca książka. Ale też i taka, która zmusza człowieka do zadawania sobie pytań. Między innymi autor pyta nas o to, czy dla dziecka jest lepiej być z matką, która się nim nie zajmuje, nie dba o nie, czy lepiej by dorastało w atmosferze miłości, nawet jest owa atmosfera jest wynikiem przestępstwa.

Bardzo podoba mi się tło w jakim Lehane osadził swoich bohaterów. Angela i Patrick znają się od zawsze, ale równie długo znają największych bandziorów dzielnicy – chodzili razem do szkoły, uciekali na wagary, razem się wychowywali. Praca detektywa w swoim rodzinnym terenie musi być zarazem łatwa, jak i szalenie trudna, prawda?

10 styczeń 2009

Spotkanie z Mariuszem Czubajem

Miałam wczoraj miłą okazję uczestniczenia w spotkaniu autorskim Mariusza Czubaja. Ów, obchodzący w tym roku czterdzieste urodziny antrolopog kulturowy, czas jakiś temu zajął się pisaniem powieści kryminalnych. Pojawiła się zatem, pisana wraz z Markiem Krajewskim, "Aleja samobójców" z antypatycznym Paterem, pojawiła się książka o tytule "21:37" (prowadzący rozmowę Dyrektor Biblioteki C.K. Norwida, Jacek Nowiński, wspomniał, iż w empiku podsłuchał pewnego razu dwie panie postrzegające powieść Czubaja jako nową książke o Papieżu), a wktórce ukaże się kolejna - współautorska powieść - "Róże cmentarne".
Przyznam, że na spotkanie pojechałam nieco żywiołowo - przekonana, że żadnej z książek napisanych przez Mariusza Czubaja nie miałam okazji czytać. Gdy dziś przejrzałam zasoby sieci okazało się, że czytałam - ale tę bliższą wykształceniu akademickiemu pisarza - czyli "Biodra Elvisa Presleya. Od paleoherosów do neofanów".
Mariusz Czubaj jest doskonałym gawędziarzem. Opowiada z uśmiechem o swoim pisaniu, mówi dobrze i z zastanowieniem. Jednocześnie okazał się być człowiekiem skorym do ironii, towarzyskiem i słuchającym rozmówców. Autor podzielił się z nami swoimi literackimi fascynacjami, umiłowaniem kryminalnych powieści oraz kilkoma wrażeniami z kręgu obserwacji antrpologicznych. Opowiedział również o tym, jak wygląda proces pisania powieści wspólnie z innym autorem, przeczytał fragment "Róż cmentarnych" i zdradził założenia z jakimi rozpoczęli z Markiem Krajewskim wspólne tworzenie fikcji literackiej.
Nie bez znaczenia dla ogólnego wrażenia po spotkaniu jest pewnie osoba prowadząca spotkanie - Jacek Nowiński świetnie sprawdził się w tej roli. 
Czas poświęcony na to spotkanie był czasem naprawdę dobrze wykorzystanym:) 
P.S. Zdjęcia własne, niestety średnio zadawalające...

07 styczeń 2009

Znalezione na prośbę Quaffery'ego:)












O ile w przypadku poszukiwań "kobiet z książką" do głowy mi nie przyszło, że by szukać "dziewczynki z książką", tak z powodu niewielkiej liczby ilustracji/obrazów/zdjęć przedstawiających mężczyzn z książką, postanowiłam wpisać w wyszukiwarkę "chłopiec z książką". I tym sposobem mam Wam co zaprezentować...

Czyż nie jest to podsycanie stereotypów?

Agnieszka Wypych. Kryminałki detektywa Marca Lou.


Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Podtytuł brzmi: „Opowieści detektywistyczne i eseje o literaturze dla młodzieży”.

Gdy zaczęłam czytać „Kryminałki…” przypomniała mi się nasza rozmowa o kryminałach, które cenimy. Przez wiele lat wydawało mi się, że ten typ literatury jest pośledniejszy i znacznie mniej wart zainteresowania niż każdy inny, a już szczególnie niż tzn. klasyka. Z biegiem czasu literatura kryminalna nabierała w moich oczach znaczenia, a po lekturze książki Agnieszki Wypych uświadomiłam sobie, że w szkole można także kryminalnie;)

Marc Lou, prywatny detektyw rozwiązuje różnorodnej trudności zagadki kryminalne. Jak wiadomo w takiej pracy liczy się spostrzegawczość i szeroka erudycja. Zatem, gdy na lotnisku detektyw rozpoznać ma szpiegów ważne jest by skojarzył, iż kasztany i Paryż to zdecydowanie dobry trop.

W książce znajdziemy oprócz tajemnic wobec których staje detektyw, eseje odnoszące się adekwatnie do treści zagadki, a poruszające kwestie ściśle związane z warsztatem literackim. Tuż obok esejów (a czasami i w nich) trafimy na rozwiązanie kryminałki.

Lektura miła, przyjemna i pozwalająca na odświeżenie spojrzenia na lekcje językowo-literackie.

Sandor Marai. Dziedzictwo Estery.



Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Po wielu latach od rozstania Estera dostaje wiadomość, że Lajos przyjeżdża w odwiedziny. Wspominając go uzmysławia sobie jego wady, z całą wyrazistością dostrzega jego skłonny do przesady i oszustw charakter, niesmak jaki pozostawiał po swoich wizytach. Podobne uczucia wobec Lajosa żywią najbliżsi przyjaciele i rodzina Estery. Oczekując przyjazdu mężczyzny Estera uświadamia sobie jeszcze jedną rzecz – mimo, że Lajos nie dawał jej nigdy oparcia, że wciąż musiała wątpić w jego obietnice i nie mogła zaufać żadnym jego słowom, ona nadal obdarza go miłością.

Opowieść Sandora Maraia toczy się niespiesznie, a owemu spokojnemu nurtowi słów sprzyja ich wycyzelowanie – frazy są gładkie, poetyckie, dogłębne i przejmujące. Za jedno z piękniejszych mogę uznać sportretowanie Estery:

Włosy w ostatnich latach trochę mi posiwiały, ale srebrne nitki, nie zwracając na siebie uwagi, wmieszały się w gąszcz jasnych włosów, które mnie zawsze wyróżniały.

Fascynująca jest postać Lajosego – mężczyzny, który przesuwa się przez życie dzięki sztuczkom, umiejętności robienia dobrego wrażenia, czarowi osobistemu i zupełnie niezrozumiałej dla mnie bezczelności.

Przeczytałam z dużą przyjemnością.

Mira Michałowska. Do zobaczenia, Stary Wilku.

Po książkę Miry Michałowskiej sięgnęłam, bo istnienie książki uświadomiła mi kultur-alnie. Świeżo po lekturze Bartosza Marca, spojrzałam na Hemingwaya oczyma kobiety. Siłą rzeczy – będę porównywać te książki.

Mira Michałowska więcej miejsca poświęca Hemingwayowi niż jego tłumaczowi. Dowiadujemy się z jej książki o wielu wydarzeniach życia pisarza; otrzymujemy dość dokładny biogram autora. Znajomość Zielińskiego i Hemingwaya opisana jest poprzez korespondencje jaka panowie wymieniali między sobą oraz na podstawie dziennika Bronisława Zielińskiego.

Pewnie gdybym czytała tę książkę nie znając tej, którą napisał Bartosz Marzec, podobałaby mi się. Ale przyznam szczerze – w książce Marca Hemingway wygląda przyjaźniej, a u Michałowskiej ma on mnóstwo wad. I z tego też powodu, z czystego upodobania do dobrej opinii o Wielkim Pisarzu, swoje zachwyty skieruję w stronę „Na wzgórzach Idaho”.

Katarzyna Szeliga. Bajkoterapia.


Wydane przez

Wydawnictwo Impuls

Podtytuł książki brzmi „czyli jak z Guziolkiem tworzyć i wykorzystywać bajki i opowiadania w biblioterapii oraz rozwoju aktywności twórczej dziecka w wieku przedszkolnym. Poradnik dla Dzieci, Rodziców i Nauczycieli”.

Bajki to utwory z jakimi spotkał się każdy z nas. Gdy byliśmy dziećmi słuchaliśmy z wypiekami na twarzach o przygodach Brzydkiego Kaczątka, Pinokia czy Czerwonego Kapturka. Każdy roił sobie swój bajkowy świat stając się królewną, dzielnym rycerzem, czy nieustraszonym wędrowcem. Dzieci świat je otaczający próbują uczynić magicznym, czy bajkowym – wierzą w mówiące drzewa, przyjaźń ze śrubką Gwidonką i Plastusia.

Wychodząc z podobnych po moich założeń przedszkole w Bydgoszczy zorganizowało ogólnopolski konkurs „Dzieci tworzą bajki”. Utwory, których autorami są dzieci 5-6-letnie oraz uczniowie klas I-III różnią się od siebie tak bardzo, jak bardzo różnią się od siebie dzieci. Znajdziemy tu zatem króciutkie opowiadanka, z dość nieporadna fabułą ale i znacznie dłuższe teksty z wyraźnie zaznaczonymi charakterami bohaterów. W książce zamieszczono także bajki rodziców i bajki nauczycieli (wraz ze scenariuszami zajęć).

Pomyślałam, że ta książka to dobry pretekst do tego, by zawalczyć o istnienie w świadomości najmłodszych postaci z bajek innych niż telewizyjnych. Do tego, by znaleźć czas na czytanie dzieciom, na bajkowanie – rozmawianie…

Miło było czytać bajki opowiadane przez dzieci:)