Aneta Chybicka, Beata Pastwa-Wojciechowska (red. nauk.) Kobiecość w obliczu zmian – studia interdyscyplinarne.
28 luty 2009
Rzutem na taśmę...
Aneta Chybicka, Beata Pastwa-Wojciechowska (red. nauk.) Kobiecość w obliczu zmian – studia interdyscyplinarne.
26 luty 2009
Tydzień*
W poniedziałek, który wydaje mi się być odległy o wieczność, czytałam i pisałam recenzje. We wtorek byłam na spotkaniu Dyskusyjnego Klubu Książki, gdzie rozmawiałyśmy o "Wycieczkowiczach" i oglądałyśmy " Wychowanie dziewcząt w Czechach"(lektura na marzec to "Senność"). Miałyśmy przy okazji zamienić z PannąKottą kilka słów. Wczoraj trochę podczytywałam, troche pisałam, a i przyjmowałam gości. Dziś przekartkowałam przypominająco "Czarny ogród" i pobiegałam do biblioteki na kolejny DKK, poświęcony książce Pani Szejnert. Jako, że jestem wielbicielką tejże publikacji i admiratorką Śląska, gaduliłam o moich Śląska zachwytach. Z biblioteki przyniosłam "Przepiórki w płatkach róży" (na kolejne spotkanie DKK) i czwarty tom "Oka Jelenia" Andrzeja Pilipiuka. Jutro w ramach bywania towarzyskiego zamierzam spotkać się z PannąKottą, choć jak znam ją i siebie to i tak będziemy rozmawiać o książkach i kotach. Weekend zamierzam poświęcić... Czytaniu:-D
* Pamiętacie taki wierszyk:
"Tydzień dzieci ma siedmioro,
niech się tutaj wszystkie zbiorą..." ?
Oddam w dobre ręce...
Bez goździka, czyli pomysł na 8 marca
Zaczynamy warsztatem wzmocnienia poczucia własnej wartości. Później odbędzie się wystawa artystek malarek i prezentacja antologii "pełnej nowych wersji starych baśni". A potem będzie mocniej i bardziej obficie w kobiecość, odbędzie się spektakl teatralny głośno mówiący o ucieczce z bajek, które tak dobrze znamy z dzieciństwa oraz koncert bogaty w kobiety, które krzyczą o życiu, z jakim się zmagają. Dzień będzie uwieńczony pokazem filmu o niepełnosprawnych modelkach, jak niełatwo jest realizować marzenia.
Zapraszamy serdecznie wszystkie panie i panów, którzy chcą bliżej poznać współczesną kobiecą kulturę. Wstęp wolny.
miejsce: Warszawa - D.H. Land (I piętro) , ul. Wałbrzyska, przy stacji metra "Służew"
czas: 08.03. 2009, godz. 12.00 - 22:00 (niedziela)
mail: bezgozdzika@sdk.waw.pl
organizator: Służewski Dom Kultury
Budynek jest wyposażony w windy dla wózków. Podczas imprezy nie zabraknie herbaty i kawy, a i na przekąskę można liczyć. Do zobaczenia zatem, drogie panie, drodzy panowie.
godz. 12 - 14 WARSZTAT
godz. 14- 18 KIERMASZ KSIĄŻEK O TEMATYCE KOBIECEJ
godz. 14- 22 WYSTAWA ZBIOROWA
godz. 16 - PREZENTACJA KSIĄŻKI
godz.19 - PRZEDPREMIEROWY SPEKTAKL GRUPYARTYSTYCZNEJ "TERAZ POLIŻ"
godz. 20 - KONCERT
godz. 21 - PROJEKCJA FILMU
Adresowany do kobiet pełnoletnich. Celem warsztatu jest zwiększenie umiejętności samoakceptacji, ponieważ to właśnie kobiety bardzo często są narażone, poprzez osobiste doświadczenia i normy kulturowe, na to , że ich droga do akceptacji samych siebie jest długa i często bolesna. W czasie zajęć uczestniczki będą mogły wziąć udział w ćwiczeniach, które powodują, że nie da się o sobie dobrze nie myśleć!
Prowadząca - Olga Borkowska, współkoordynatorka projektu "Razem bez przemocy"- cyklu warsztatów skierowanego do kobiet doświadczających przemocy. Pomysłodawczyni i realizatorka akcji wspierających działania kobiet w fundacji Feminoteka.
Liczba miejsc na warsztat jest ograniczona, zgłoszenia na: bezgozdzika@sdk.waw.pl
LITERATURA KOBIECA
Organizowany przez Fundację Feminoteka (feministyczny serwis informacyjny i księgarnia). Promocja pozycji wydawnictwa Ha!art m. in.: "Utwór o Matce i Ojczyźnie" - Bożena Keff, "Kieszonkowy Atlas Kobie" autorskie egzemplarze - Sylwia Chutnik "Ślad po mamie" i "Małż" - Marta Dzido i inne
www.feminoteka.pl
WYSTAWA ZBIOROWA "artBIOteka"
Ewa Aksienionek - fotograficzny cykl "Dziewczyńskich bajek na dobranoc"
www.ewa-aksienionek.com
PAINTHOUSE - cztery malarki, które postanowiły wziąć swoją karierę we własne ręce. Wspólnie pracują, organizują wystawy i warsztaty, biorą udział w targach i konkursach, współpracują z galeriami i innymi twórcami, a także planują zorganizowanie własnej otwartej pracowni - galerii. www.phouse.pl
Masza Laikouskaya - malarstwo
Ilona Błaut - malarstwo
Monika Duch - malarstwo
Małgorzata Koma - rysunek
"DZIEWCZYŃSKIE BAJKI NA DOBRANOC"
Autorki tej książki zachęcają do przypomnienia sobie znanych baśni, a także do zastanowienia się nad tym, co by było gdyby losy wszystkich księżniczek i królewien potoczyły się inaczej, niż tozapisano? Może Kopciuszek wcale nie chciałby iść na bal, ani wkładać niewygodnych pantofelków? Może Śpiąca Królewna budząc się, wcale nie marzyłaby o Księciu z bajki?
Dziewczyńskie bajki na dobranoc to zbiór opowieści, w których osiemnaście autorek zmierzyło się z symboliką starych opowieści, błyskotliwie je interpretując. Pisarki w literacki sposób przetworzyły baśniowe treści, pokazując iż warto, każdą znaną nam z dzieciństwa opowiastkę odczytywać po swojemu, szukając w niej podpowiedzi na ważne egzystencjalne pytania.
Wśród autorek można znaleźć Grażynę Plebanek, Agnieszkę Drotkiewicz, Joannę M. Chmielewską, Edytę Szałek, Annę Dziewit, Martę Łosiak, Justynę Jaworską i wiele, wiele innych mądrych kobiet. Ich zainteresowanie i kreatywność, sprawiła, że Dziewczyńskie bajki na dobranoc to projekt niezwykły! Ta książka naprawdę zaskakuje!
ORAZ DYSKUSJA
z udziałem kilku autorek "Dziewczyńskich bajek na dobranoc" i Grupy Artystycznej Teraz Poliż:
Grażyna Plebanek - pisarka i autorka powieści: "Pudełko ze szpilkami", "Dziewczyny z Portofino", "Przystupa", autorka bajki "K."
Kamila Waleszkiewicz - prezeska Fundacji Akademii Młodych, autorka książek dla dzieci, założycielka Klubu Kobiet Kultury Dziecięcej KaKaDu, autorka bajki "Czerwony Kapturek w biurze"
Ewa Maciejewska - redaktorka pism i książek, dziennikarka, autorka bajki "Bella i Baster"
Marta Łosiak - autorka książeczek dla dzieci "Smaczne Misie" i "Sny Smacznych Misiów", współautorka poradnika językowego "Polski bez błędów", autorka bajki "Krew nie woda"
Anna Dziewit - dziennikarka i recenzentka, wokalistka i gitarzystka zespołu Andy, współautorka książki "Głośniej. Rozmowy z pisarkami", autorka bajki "Dziewczyny nie płaczą"
Beata Rudzińska - wydawczyni, autorka opowieści "Baśniowe okruszki", autorka bajki "ŻaR"
Ewa Aksienionek - artystka malarka, autorka i pomysłodawczyni fotograficznego cyklu bajek
Kamila Blanka Worobiej - aktorka
Dominika Hanna Strojek - aktorka
Marta Jalowska - aktorka
Adrianna Kornecka - aktorka
Dorota Glac - aktorka
Marta Ogrodzińska - reżyserka m.in. nagradzanego spektaklu wg. tekstów Pedro Almodovara "PATTY DIPHUSA" (monodram Ewy Kasprzyk), premiera w TR WARSZAWA, aktualnie w reapertuarze Teatru Polonia
Aktualnie członkiniami GrupyArtystycznej TERAZ POLIŻ są reżyserki: Ula Kijak i Marta Ogrodzińska, oraz aktorki: Kamila Blanka Worobiej, Dominika Hanna Strojek, Dorota Glac, Adrianna Kornecka, Marta Jalowska. TERAZ POLIŻ ma na swoim koncie kilka realizacji teatralnych m.in. spektakle "8 KOBIET" (reż. Marta Ogrodzińska) i "Psychozy naszej
codziennej 4.48" (reż. Ula Kijak).
PRZEDPREMIEROWY SPEKTAKL GRUPYARTYSTYCZNEJ TERAZ POLIŻ
"LIMINALNA. Jestem snem, którego nie wolno mi śnić"
Liminalność z definicji jest stanem zawieszenia, niejasnym okresem pomiędzy kolejnymi fazami życia, którego wyznacznikami mają być: pokora, odosobnienie, sprawdziany, poniżenie, odwrócenie ładu, niezdefiniowana przynależność oraz doświadczenie communitas, czyli doświadczenie wspólnoty. "W wielu przypadkach mężczyzna ma wrażenie i nie całkiem się przy tym myli, że aby przekonać kobietę, musiałby ją chyba uwieść, pobić lub zgwałcić" powiedział kiedyś Carl Gustav Jung, a zdanie to stało się mottem spektaklu "LIMINALNA. Jestem snem, którego nie wolno mi śnić", który w założeniu ma być niewinną, ale krwawą bajka dla dorosłych. O przemocy wśród kobiet i wobec kobiet, o jej dziedziczeniu, przekazywaniu, rozpowszechnianiu i niezauważaniu. O księżniczkach, królewnach i królowych (także złych, którymi czasem staje się każda kobieta), które chcą wyrwać się i uciec z bajki.
LIMINALNA. Jestem snem, którego nie wolno mi śnić:
- Królewna Śnieżka - Kamila Blanka Worobiej
- Śpiąca Królewna - Dominika Hanna Strojek
- Królowa Śniegu - Marta Jalowska
- Kopciuszek - Adrianna Kornecka
- Calineczka - Dorota Glac
GrupaArtystyczna TERAZ POLIŻ, zaangażowana społecznie formacja, którą założyły i tworzą wyłącznie kobiety, młode aktorki i reżyserki, studentki i absolwentki warszawskiejAkademii Teatralnej im.A. Zelwerowicza oraz SzkołyAktorskiej Haliny i Jana Machulskich w Warszawie.
Działalność statutowa Grupy to realizowanie spektakli teatralnych i innych działań artystycznych, takich jak happeningi, performance, realizacje multimedialne służące idei propagowania roli, przeżyć i rozwoju osobistego i zawodowego kobiet we współczesnym świecie, a przede wszystkim w dzisiejszej Polsce. TERAZ POLIŻ chce rozpoznawać zagadnienie współczesnej "kobiecości" w możliwie wielu aspektach i kontekstach.
Patronat honorowy nad spektaklem objęło Amnesty International Polska. Amnesty International to międzynarodowy ruch obrońców praw człowieka, od 2004 roku prowadzący kampanię światową "Stop Przemocy Wobec Kobiet". Prawie dwa miliony członków Amnesty International z energią i determinacją przyłączyło się do tych kobiet i mężczyzn, którzy już podjęli odważne i inspirujące działania na rzecz uwolnienia kobiet od przemocy i dyskryminacji.
BETTY BE
Kiedy zespół Los Trabantos rozpadł się, każda z dziewczyn pogrążyła się w swoim własnym piekle. Lady Graża (gitara, voc) szukała ratunku w ramionach kolejnych wpływowych mężczyzn, lecz związki te nie przynosiły jej ukojenia. Ula de Luxe (bas) zostawiła w stołecznych barach szlak rozbitych szklanek do wódce i krwi wszystkich tych, którzy ośmielili się stanąć na jej drodze. Bejonz (sax, voc) zatrudniła się jako diva śpiewająca tandetne przeboje w barze dla wykolejeńców. Kiedy dziewczyny spotkały się po raz kolejny, zrozumiały, że dalej tak być nie może. Oczy rzucały złowrogie spojrzenia, dłonie same zaciskały się w pięści. Nadchodził czas zemsty. Wyszły na miasto i w najciemniejszym jego kącie, w miejscu, do którego nie zapuszczają się zwykli obywatele, odnalazły go. Karabin (perkusja) miał złamane życie. By zapomnieć o bólu i
upokorzeniach przeszłości od lat praktykował walki bez rękawic w klatkach. I tak narodziła Bardzo Zła Betty. Betty Be. Zespół wyruszył w miasto grać brudną, gitarową muzykę i ze złością wykrzykiwać teksty o szatanie, podróżach po barach na urwanym filmie i życiu w świecie pozbawionym wszelkich wartości. Taki jest świat. Taka jest Betty Be. (www.bettybe.com)
PROJEKCJA FILMU "MIASTO BEZ BARIER. MODELKI"
reżyseria: Monika Pawluczuk
Film dokumentalny zrealizowany na zlecenie Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. Opowiada historię kilku modelek na wózkach inwalidzkich, które przyjeżdżają z Katowic do Warszawy, by wziąć udział w pokazie mody. Film precyzyjnie pokazuje, jak te kobiety zmagają się z utrudnieniami w realizacji swoich marzeń.
25 luty 2009
Ewa Marcinkowska-Schmidt. Myszka Rozrabiara.
Wydawnictwo Klucze
Bohaterka bajki napisanej przez Ewę Marcinkowską – Schmidt to mała myszka, którą z racji dość niespokojnego usposobienia wszyscy zwą Myszką Rozrabiarą. Mam przestrzega ja przed różnymi niebezpieczeństwami – przede wszystkim wskazując na czyhające na myszki kota i bociana, ale czyż przestrogi mamy mogą zapisać się w pamięci Myszko Rozrabiaki skoro świat jest tak piękny i interesujący?
Odwiedzamy zatem z Myszką wiejskie podwórko i łąkę położoną nieopodal domu, śledzimy jej rozmowy z różnymi zwierzętami i wraz z naszą bohaterką gromadzimy rozmaite mądrości. Okazuje się zatem, że to co ważne dla jednych, nie musi równie wiele stanowić dla innych, a ostrzeżenia mamy mają realne podstawy;)
Przypadki Myszki Rozrabiary (interesująco zilustrowane przez Anitę Graboś) są historią z morałem, a zachowanie Myszki zadziwiająco przypomina niektóre dziecięce zachowania. Młody czytelnik podczas lektury ma także możliwość nauki – wraz z Myszką poznaje zwierzęta mieszkające na wiejskim podwórku.
Myszka zdecydowanie wzbudziła moją sympatię. Może dlatego, ze jest Rozrabiaką?;)
Ulf Nilsson, Anna-Clara Tidholm. Żegnaj, panie Muffinie!
Wydawnictwo EneDueRabe
Jesteśmy dziećmi, doroślejemy, starzejemy się, umieramy. I choć zdajemy sobie sprawę z nieuchronności tego procesu i jego finału trudno wciąż nam rozmawiać o śmierci. Szczególnie trudno, gdy przychodzi czas, w którym musimy wyjaśnić dziecku dlaczego ukochana osoba lub ukochane zwierzątko odeszły.
Książka „Żegnaj, panie Muffinie!” może okazać się bardzo pomocna w trudnych sytuacjach. Jej bohaterem jest siedmioletnia świnka morska, Pan Muffin, który z racji zaawansowanego wieku coraz częściej wspomina dobre chwile z przeszłości – wspaniałą żonę, szóstkę udanych dzieci, młodość pełną sił i energii. Z wiekiem Muffinowi jest coraz trudniej się poruszać i coraz silniej czuje się osamotniony – Wiktoria umarła, a dzieci założyły własne rodziny.
„Żegnaj, panie Muffinie!” to przepiękna czuła opowieść ucząca dzieci, ale i dorosłych, rozmawiania o starości i śmierci.
Nenad Veličković. Sahib.
Wydawnictwo Czarne
Ostatnio trafiam na książki, lektura których nasuwa mi skojarzenia tym, co czytałam w przeszłości. Ta właśnie postrzegam Sahiba – zadziwiająco mocno przypomina mi bohatera powieści Sergiusza Piaseckiego pt. „Żywot oficera Armii Czerwonej”.
Angielski urzędnik z pogardą traktuje tubylców. Wbrew pozorom nie jest on pracownikiem misji humanitarnej oddelegowanym do pracy w głębi buszu czy terenach mało znanych – tytułowy Sahib mieszka i pracuje w Sarajewie. Mieszkańcy Bośni stanowią dla niego inny – by nie rzecz gorszy – gatunek ludzi. Są ograniczeni w dalekowzrocznym planowaniu, gości zapraszają do domu, w którym pokoje są wielkości blatu biurka angielskiego gentelmana i uważają, iż powojenna pomoc humanitarna w takiej postaci jaka została im podarowana przez kraje Zachodu, nie jest dla nich pomocna. Durnie! – zdaje się mówić Sahib.
Smaczku powieści dodaje fakt, iż składa się ona z listów pisanych przez wspomnianego Sahiba do Georga, kochanka pozostającego w Anglii. Oprócz wielokrotnie powtarzanych wyjaśnień dotyczących tego, że pracownik misji humanitarnej musi mieć kierowcę i zupełnym przypadkiem jest to, iż ów kierowca jest szalenie przystojnym i zajmującym mężczyzną, w listach znajdziemy mnóstwo szczególików związanych z życiem codziennym w Bośni przefiltrowanym przez oburzenie narratora i ironię autora.
Świetna lektura, polecam:)
P.S. Nie opuściłam Sarajewa, choć „Ludzie Księgi” są zupełnie inną lekturą. Jednak - równie zajmującą:)
23 luty 2009
Ruth Newman. Bal absolwentów.
Mroczny, bez happy endu, świetnie napisany i trzymający w napięciu kryminał. Giną studentki. Ktoś morduje je na terenie campusu lub nieopodal. W poszukiwaniu sprawcy policji pomaga psychiatra, który niespecjalnie lubi oglądać widoki jakie musi wkraczając do akademików. Dobrze napisane, z dawką nauk psychologicznych i życia studentów Cambridge.
P.S. Po czym poznać, że autorka jest brytyjską pisarką?
„ – No to co chcesz earl greya czy english breakfast? – zapytał Geoff.
- Poproszę earl greya.” (s.177)
Tomek Matkowski. Mysza i Niedźwiedź mają dziecko.
Nie chcę dociekać kogo symbolizują Mysza i Niedźwiedź i czy w rzeczywistości kogoś symbolizują. Odnotowuję książkę (czwartą już) Tomka Matkowskiego z powodu kota. Otóż dzieckiem wymienionym w tytule jest Kotka o imieniu Muszka.
Autor przekazał bohaterom opowiastki wszystkie te zachwyty i wahania jakie są doświadczeniem ludzi, którzy mają Kota (lub których Kot ma). Znajdziemy tu zatem zachwyt nad żarłocznością malutkiej koteczki (nie dalej jak wczoraj oglądaliśmy zdjęcia Nusi pijącej z butelki), uciechę z jej „pisania” na klawiaturze (ci, do których wysłałam dziwną wiadomość na GG, wiedzą o czym mowa), wyrzuty sumienia z powodu tego, że być może kot trzymany w domu żyje jakoś mniej od tego który hasa na wolności. Muszka skacze na Niedźwiedzia, by go obudzić (a ja natychmiast czuję łaskoczące po twarzy wąsy budzącej mnie Sisi), biega w szaleńczym pędzie (dwa razy dziennie, wszystkie trzy), zachwyca się melonem (o tak).
Tomek Matkowski napisał czułą opowieść o Kocie. O Kotach.
Edyta Szałek. Kamieniczka.
Wydawnictwo AMEA
Edyta Szałek zadebiutowała powieścią „Sen zielonych powiek”, która to powieść stoi u mnie na półce wciąż – przyznaję ze wstydem – nieprzeczytana. Po lekturze „Kamieniczki” wiem, że Edytę Szałek czytać należy.
W pewnym prowincjonalnym miasteczku położonym nieopodal większego miasta stoi podupadająca kamienica. Wciśnięta między inne, odnowione domu, otoczona nowością pokazuje swoją pomarszczoną, zmęczoną twarz. Jej istnienie odmieni życie kilkorga ludzi. Ci, którzy wciąż w niej zakochani odnajdą swoje szczęście. Ci, którzy zapatrzą się na szczęście zapragną zmiany dla siebie. Odmienieni zarażą chęcią życia kolejnych.
Wśród bohaterów spotkamy dziewczynę, która musiała wrócić zza granicy i pracuje w dyskoncie, Estonkę, która ucieczki przed życiem pani do towarzystwa szuka w Polsce, Turczynkę marzącą o spełnieniu planów zmarłego męża, cieślę czekającego na dojrzałe wino… i kilka jeszcze innych osób, których losy połączą się dzięki magicznemu wpływowi niemalże zapomnianego budynku. Ów wspólny mianownik ukaże nam inne twarze osób, które – gdybyśmy tak spotkali je podczas wędrówki po swoim mieści – mogłoby wydać się nam bezbarwne i nieciekawe. Edyta Szałek pokazuje czytelnikom, że każdy człowiek skrywa w sobie tajemnicę. I choć brzmieć to może banalnie – jej sposób pisania nadaje temu przekazowi świeżość.
Świat stworzony przez autorkę jest światem nam współczesnym, ale dzięki pięknemu językowi i temu czemuś trudnemu do określenia, „Kamieniczka” brzmi jak baśń.
Laura Lippman. Wzgórze Rzeźnika.
Podobną inność dostrzegam w książkach Laury Lippman. O ile „To, co ukryte” zafascynowało mnie siłą fabuły, świetnie skonstruowanymi postaciami i opowieścią mającą swój początek i koniec, tak we „Wzgórzu Rzeźnika” znalazłam i interesującą fabułę, i zajmujących bohaterów, i … furtkę do kolejnych tomów z serii. Nie twierdzę, że to źle. Twierdzę jedynie, że inaczej, a owo inaczej można wyczuć.
Tess Monaghan zakłada agencję detektywistyczną. Dwoje pierwszych klientów stanowią starszy mężczyzna, którego oskarżono o zastrzelenie dziecka, szukający przyjaciół owego dziecka i kobieta, która pragnie odnaleźć bliską sobie osobę. Pierwsza sprawa wydaje się być niemożliwa do zrealizowania, a gdy mimo to Tess się w nią angażuje, okazuje się mieć szerszy – niż dziewczyna przypuszcza – zasięg i być znacznie groźniejsza niż mogłoby się wydawać komukolwiek. Sprawa jaką Tess powierza zamożna młoda kobieta dotyczy spraw obyczajowo-społecznych.
Podobnie jak w przypadku pierwszej książki Laury Lippman jaką czytałam i podczas lektury „Wzgórza Rzeźnika” zapadłam w świat wykreowany przez autorkę. Baltimore zjawiło się nagle w moim mieszkaniu i jego zakorkowane ulice, niebezpieczne kwartały oraz księgarnia „Kobiety i dzieci przodem” zawładnęły mną zupełnie.
Czego i Wam życzę;)
22 luty 2009
Michal Viewegh. Wycieczkowicze.
Wydawnictwo Prószyński
Pewien pisarz, Maks, chce stworzyć powieść o ludziach będących na wycieczce, na wczasach. Wsiada zatem z dwoma przyjaciółmi do autobusu, w którym czekają na podróż dwie starsze panie, dwie młode kobiety, poseł z żona i synem, ukraiński inżynier, dorosła kobieta z rodzicami, dziwnie wulgarne małżeństwo i pilotka o wdzięcznym imieniu Pamela.
Zdarzenia wycieczkowe są dość przewidywalne – ktoś upił się za bardzo, komuś zachciało się seksu pozamałżeńskiego, ktoś inny zapomniał ile ma lat, a komuś jeszcze wydawało się, że piękno ważniejsze jest niż umysł. Autor podsunął czytelnikom stereotypy urlopowych szaleństw, w zgrabny sposób przedstawiając bohaterów swojej opowieści spełniających owe stereotypy.
Chyba najbardziej ujęła mnie konstrukcja powieści. Pisarz mruży oko, ironizuje kształtując kolejne warstwy świadomości narratorskiej; odkrywa przez nami zamysły Maksa, a jednocześnie Maksowi nakazuje przejmować chwilami ster narracji. Jakby tego było mało opowieść jest co jakiś czas przerywana cytatami z wypowiedzi literatów lub krytyków literackich adekwatnymi do sytuacji przedstawianej w powieści.
Rozbrajająca była postać Jakuba, nastolatka, któremu kolega szkolny wmówił homoseksualizm. Interesująca była Jola, powtarzająca jak mantrę: „Mam skończone studia, egzamin państwowy z dwóch języków, ciekawą i dobrze płatna pracę, paru oddanych przyjaciół i przytulne, ładnie urządzone mieszkanie”. Na wspólną wycieczkę Viwiegh oryginałów podobnych Jakubowi i Joli zaprosił kilkunastu. I może właśnie dlatego powieść „Wycieczkowicze” przypomina wesoły autobus.
Jean Pierre Luminet. Tajemnica Kopernika.
Wydawnictwo M
Gdyby ktoś obawiał się, że „Tajemnica Kopernika” jest pisana podobnie jak książki Dona Browna, to spieszę rozwiać jego obawy. Jean Pierre Luminet, który jest astrofizykiem zajmującym się kosmologią i teorią czarnych dziur, a poza tym pisarzem i poetą, stworzył bardzo spójną beletrystyczną wersję życiorysu Mikołaja Kopernika.
Powieść ma formę listów, które Michael Maestlin kieruje do swojego przyjaciela i ucznia Jana Keplera. Śledzimy w nich dzieje Mikołaja Kopernika począwszy od jego narodzin, aż po śmierć. Towarzyszymy mu w Lidzbarku Warmińskim, Krakowie, wielu miastach europejskich, w których spotykał się z naukowcami i badaczami, obserwujemy jego działalność kanonika we Fromborku, Olsztynie, a wreszcie doceniamy kunszt łowiecki podczas pobytu w Lubawie.
Oprócz treści prywatnych dotyczących samego Mistrza znajdziemy tu świetnie zarysowane tło historyczno-społeczne, którego nakreślenie pozwala nam podjąć próbę zrozumienia tego, iż Kopernik długo bronił się przed opublikowanie swojego – rewolucyjnego – dzieła.
Książka miała dla mnie jeszcze jedną – dodaną - wartość. Dość dobrze znam region, w którym Kopernik mieszkał, więc w powieści Lumineta szukałam nieobcych mi śladów:) Przyznam, że choć jestem absolwentką szkoły noszącej imię słynnego astronoma niewiele o nim wiedziałam. Dopiero lektura kilku książek, cudnie uzupełniona przez powieść, dała mi sporą wiedzę o życiu Kopernika. Ale o tym, że miał posiadłość w Pieniężnie dowiedziałam się z beletrystyki (więc czy na pewno ja miał?).
Gorąco polecam miłośnikom powieści historycznych – „Tajemnica Kopernika” umili Wam czas i rozwinie Waszą wiedzę:)
P.S. Polecanki:
„Lunatycy” Arthura Koestlera,
„Książka, której nikt nie przeczytał” Owena Gingericha,
Rozmowa z Adamem Zalewskim, autorem "Białej Wiedźmy" i "Rowerzysty".
Adam Zalewski: Przez całe życie byłem czytelnikiem. Moje zajęcia nie miały nic wspólnego z pisarstwem. Bywało, że myślałem o pisaniu, jak zapewne wielu innych czytelników. W 2002 roku, po przebytym zawale, życie zostało podarowane mi po raz drugi. Właśnie wtedy pomyślałem, że dobrze by było stawić czoła jeszcze jednemu wyzwaniu. Zostawić swój ślad na ziemi. Żyjemy tak krótko.
PN: Co według Pana oznacza bycie pisarzem?
AZ: Umiejętność dzielenia się swoją osobowością z Czytelnikiem. W formie pisanej. Unikam spotkań literackich. Zdrowie mi nie pozwala. Znam kilku pisarzy, którzy uwielbiają tę formę autopromocji, ale dla mnie nie ma ona większego znaczenia. Realizuję się tak, jak potrafię. To chyba uczciwe.
PN: Jak Pan pisze? Wiem, że w gromadzeniu materiałów pomaga Panu syn, ale jak wygląda zwykły dzień Pańskiej pracy? Ma Pan stałe godziny pisania - tak jak Gombrowicz i Hemingway - czy pracuje Pan w inny sposób?
AZ: Gromadzenie materiałów to ciężka praca. Po zaistnieniu pomysłu zaczynam właśnie od tego. Sporządzam notatki i mam je pod ręką w trakcie pisania. Nie przestrzegam stałych godzin ani dni pracy. Niekiedy piszę jedną stronę, innym razem pięć czy dziesięć.
PN: Pracuje Pan w oddzielnym pokoju?
AZ: Tak, mam ten komfort, choć powiem Pani, że „Biała Wiedźma” powstała na kolanie – pisana długopisem. Siedziałem przed domem na turystycznym krzesełku i towarzyszyły mi ptaki. To było niezapomniane przeżycie. Później przepisywałem tekst na komputerze, nanosząc poprawki. Teraz korzystam wyłącznie z komputera.
PN: Czym Pan się otacza podczas pisania?
AZ: Ciszą.
PN: Co Panu przeszkadza w pisaniu?
AZ: Hałas. Także nerwy. Kiedy dzieje się coś niedobrego, nie jestem w stanie tworzyć.
PN: Jak Pan buduje swoje powieści? Wie Pan z góry jak będą wyglądać? Ma Pan je w głowie i pozostaje Panu, jak mawiał Mozart, tylko bazgranina i pisanina? Czy może jest tak, że ma Pan tylko pewna część (niektóre wątki, cechy pewnych bohaterów), a reszta przychodzi Panu, układa się podczas pisania?
AZ: Zdecydowanie ten drugi wariant. Podczas pisania w mojej głowie następuje coś w rodzaju projekcji obrazów. Ja je tylko opisuję.
PN: Przeczytałam o Jacku w "Białej Wiedźmie". Potem o Jerrym w "Rowerzyście". I w tymże "Rowerzyście" wspomniani przeze mnie Jack i Jerry spotykają się. W pierwszym momencie pomyślałam, że może "Rowerzysta" postał wcześniej i to spotkanie ma być wstępem do "Białej Wiedźmy". To jednak nie pasuje. Pomyślałam zatem, że może zastosował Pan chronologię wsteczną (odwróconą), że kolejne Pańskie książki będą nas przenosiły coraz bardziej w przeszłość. Jak to jest? Po co kazał Pan spotkać się Jackowi i Jerry'emu?
AZ: Bardzo dobre pytanie. Odpowiedź jest prosta, choć nie wiem czy Pani w nią uwierzy. Może to intuicja? Jak gdybym pisał „na wszelki wypadek”. Pierwszy raz zrobiłem coś takiego w „Białej Wiedźmie”. Jest tam mowa o gałce ocznej leżącej pośród trawy nad jeziorem. Teraz to epizodyczne spotkanie dwóch asów stanowiące rodzaj spójnika pomiędzy książkami. Na odpowiedź musi Pani zaczekać do premiery mojej kolejnej książki pt. „Cień Znad Jeziora”. Trwają już prace redakcyjne. Przy jej lekturze czytelnik przypomni sobie zarówno wspomniane oko, jak też spotkanie Jacka z Jerrym.
PN: Ile napisał Pan książek? Dwie są wydane, a ile czeka na wydanie?
AZ: Na druk czekają dwie kolejne. Wspomniany „Cień Znad Jeziora” oraz zbiór mrocznych opowiadań „6 x Śmierć”. Ta druga leży jeszcze na moim biurku. Pracuję nad piątym projektem. Będzie to spora powieść o wartkiej, mocnej akcji.
PN: Stany Zjednoczone to kraj uznawany za wolnościowy i tolerancyjny. Czy właśnie ze względu na te wartości umieszcza Pan akcję swoich powieści w USA? Pewne zdarzenia osadzone z realiach Stanów wydają się być odpowiednie miejscu. Przedstawione w polskich realiach wyglądałyby przaśnie, nieprawdopodobnie, bądź tak jakby chciał Pan stworzyć pastisz - co Pan o tym sądzi?
AZ: Dokładnie to samo, co Pani. Doskonale wyczuła Pani moje intencje.
PN: Pisze Pan o różnych rodzajach miłości: psychotycznej, homoseksualnej i małżeńskiej (choć w przypadku Becky i Johna z "Białej Wiedźmy", była to w pewnym sensie miłość zakazana). Dlaczego pisze Pan o miłości?
AZ: Ponieważ miłość jest ponadczasowa i wszechobecna. Czym byłoby nasze życie bez tego uczucia? Staram się zwracać uwagę na różne warianty miłości i podkreślam ich równowartość. Sprawy uczuć zajmują w moich książkach sporo miejsca i tak pozostanie.
PN: Bardzo silnie podkreśla Pan emocje jakie stają się udziałem Pańskich bohaterów. W przypadku Jacka i Jerry'ego zwraca Pan uwagę czytelników na emocje (lub ich brak), ale też na zmieniający się wzrok, na spojrzenie, oczy. Dlaczego?
AZ: Emocje stanowią część osobowości człowieka. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Ja również tak uważam. Często człowiek potrafiący ukrywać uczucia zdradza je mimowolnie poprzez spojrzenie.
PN: Pańscy czytelnicy mają okazję zetknąć się ze strachem w różnych jego przejawach. Co Pańskim zdaniem jest mocniejsze: lęk przez postacią z legend, przed nieokreślonym złem, czy strach przez człowiekiem przerażającym swym bestialstwem? Od czego człowiek chętniej się odwróci, co bardziej go skoncentruje i wywoła w nim strach?
AZ: Byłem już krytykowany za to, że „Biała Wiedźma” jest nie dość straszna. Mnie osobiście bardziej przeraża człowiek, którego często, jak Pani słusznie zauważyła, stać na niewyobrażalne bestialstwo. Każde z tych źródeł strachu, ma swoich odbiorców. Nie zapominam ani o jednych, ani o drugich. Dodaję jeszcze wątki obyczajowe, ponieważ życie, podobnie jak człowiek, ma wiele twarzy.
21 luty 2009
Pascal Boyer. I człowiek stworzył bogów... Jak powstała religia.
Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Jak to się dzieje, że ludzie wierzą w bogów? Dlaczego oddają cześć przodkom? Czym jest religia? Takie pytania stawia i odpowiada na nie Pascal Boyer. Autor stwierdza, że ludzie tłumaczą sobie fenomem religii tym, że religia tłumaczy niezwykłe zjawiska przyrodnicze i umysłowe, że wyjaśnia pochodzenie rzeczy, że wyjaśnia istnienie zła i cierpienia. To nie są jednak, zdaniem Boyera, satysfakcjonujące odpowiedzi.
Boyer jest antropologiem i daje nam świetny wykład na temat tego, jak działa ludzi mózg i w jaki sposób ludzie poznają rzeczywistość. Autor pisze o religii opierając się na innym paradygmacie niż ten, którego trzymali się Zygmunt Freud, Carl Jung, Nircea Eliade czy William James. Książka jest znakomitym spopularyzowaniem badań w zakresie kognitywizmu, neurologii, psychologii i antropologii. W miarę czytania coraz bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, w jak wielu sprawach dotyczących funkcjonowania ludzkiego umysłu myliłam się, jak wiele potocznych wyobrażeń nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
W ostatnim rozdziale zatytułowanym "Dlaczego wierzymy" autor stawia najważniejsze pytanie, właśnie to z tytułu rozdziału. Kusi mnie, żeby ujawnić odpowiedź, jakiej udziela Boyer ale powstrzymam się, bo zepsułabym całą zabawę. A tego, kto powodowany ciekawością, chciałby zacząć lekturę od ostatniego rozdziału ostrzegam - nie będzie zadowolony z udzielonej odpowiedzi. Co więcej - pozbawi się wielkiej przygody, jaką jest wędrówka do najpiękniejszego i najbardziej interesującego świata, jakim jest świat ludzkiego umysłu.
Janusz Korwin-Mikke. Rusofoby w odwrocie.
Wydane przez
Red Horse
Premiera 25 lutego 2009
Na książkę składają się teksty z najpopularniejszego w Polsce bloga, prowadzonego przez Janusza Korwin-Mikkego, uzupełnione o artykuły publikowane w prasie.
O przyczynach popularności swojego bloga, który po dwóch latach i czterech miesiącach istnienia ma ponad dwadzieścia dwa i pół miliona wejść, Autor pisze tak:
Liczba wejść nie świadczy o poziomie bloga. Świadczy tylko o tym, jak rozpaczliwie ludzie – żyjący w zakłamanym do szczętu reżymie, w ginącej Europie, w której rządząca Nowa Klasa stara się za wszelką cenę nie dopuścić do tego, aby jej mieszkańcy znali prawdę o swym położeniu – chcą wiedzieć, jak jest naprawdę.
Korwin-Mikke pisze o wszystkim: o polityce, o historii, o gospodarce, o obyczajach. Zawsze jednak pisze po to, aby pokazać, jak ludzie dają się zniewalać i pokazuje postępy zniewolenia. Pisząc, obnaża mechanizmy demokracji. Obala mity, którymi symulakryczne media karmią publiczność. Teksty Korwin-Mikkego to wołanie o zasady. O rozsądek. Teksty Korwin-Mikkego to przede wszystkim wołanie o wolność.
20 luty 2009
Pytanie mam...
Ornela Vorpsi. Ręka, której nie kąsasz.
Wydawnictwo Czarne
Każdy z nas nosi w sobie swoją ojczyznę. Szczególnie mocno jej obecność odczuwają chyba ci, którzy żyją poza własnym krajem. Ornela Vorpsi nosi w sobie Albanię (podobnie jak Dubravka Ugresić - Jugosławię, czyli kraj, który już nie istnieje). Jej ból Albanii nasila się, gdy pisarka jest blisko swego kraju, bo bliskość ta wyraża się podobnymi zapachami, ludźmi, którzy żyją i myślą podobnie i smakiem jedzenia.
Podróż z Europy Zachodniej do przyjaciela mieszkającego w Sarajewie staje się niezamierzenie podróżą sentymentalną, podróżą pełną wspomnień i próbą odnalezienia siebie – Albanki z Włoch, Francji, a nie z kraju owładniętego obsesją wyjazdu z rodzinnych stron.
Bardzo podobały mi się rozważania Vorpsi na temat idei podróżowania i tego, co z psychiką człowieka robi czas, w którym zmieniamy miejsce pobytu, czas przemieszczania się.
Patricia Highsmith. Księga zemsty dla miłośników zwierząt.
Oficynę Literacką
Książka Patricii Highsmith zapierała mi dech. Każde z opowiadań, już od pierwszych stron, zwiastowało nieuchronny koniec człowieka, dla którego zwierzę stało się katem. Inaczej, niż choćby w informacjach podawanych w serwisach miau.pl czy dogomania.pl, w tekstach autorki zwierzęta mają siłę, a mając okazję – mszczą się na swoich oprawcach (lub bronią się przez zrobieniem sobie krzywdy).
Patricia Highsmith w opowiadaniach zadaje pytanie: kto jest bardziej ludzki? Kot, którego kochanek właścicielki chce zabić, czy ów kochanek? Szczur, któremu wyłupiono oko i zmiażdżono łapkę, czy dzieci , które zrobiły to dla zabawy? Kto jest bestią?
Napięcie towarzyszące mi podczas lektury nie zniknęło jeszcze długo po jej zakończeniu. Dziwność tekstów Patricii Highsmith i jej sposób pisania, w którym stwarza wrażenie, iż stała się powiernicą zwierzęcych nieszczęść i emocji są przerażająco realistyczne.
Przeczytajcie, jestem ciekawa jakie w Was ta książka wywoła emocje, jakie struny poruszy...
E.T.A. Hoffmann. Dziadek do Orzechów i Mysi Król
Instytut Baśni
Kajam się i przyznaję – „Dziadek do Orzechów” kojarzył mi się z Andersenem. Cieszę się, że dzięki Instytutowi Baśni mogłam skorygować ów osąd;)
„Dziadek do Orzechów i Mysi Król” jest baśnią, której towarzystwo umili, wypełni wciąż przecież jeszcze zimowe wieczory. Opowieść o człowieku zaklętym w urządzenie do łuskania orzechów, o miłości zdolnej przełamać klątwę, o świecie, w którym zło zostaje ukarane, a dobro odnosi zwycięstwo, była dla mnie powrotem do lat dziecięcych.
Przyjemne wrażenie potęgowało wręcz kolekcjonerskie wydane baśni; zamieszczono w niej drzeworyty z XIX wieku, oprawiono w twardą oprawę i, co bardzo lubię, zadbano o wygodę czytelnika umieszczając w książce zakładkę wszytą w obwolutę.
Książka, mimo przepięknego wydanie, nie należy do takich, które z powodu swej urody po tym jak trafią na dziecięcą półkę, rzadko są z niej zdejmowane. „Dziadek do Orzechów…” to lektura do której można wielokrotnie wracać, lektura, której magiczna atmosfera bożonarodzeniowa przyciągnie czytelników niemalże w każdym wieku.
Polecam:)
Regina Dąbrowska. Bezpiecznie przez życie, czyli jak uczyć dziecko unikania zagrożeń.
Regina Dąbrowska daje dorosłym doskonałe narzędzia do tego, by wyjaśnić dzieciom – bez nadmiernego ich straszenia – jakie zagrożenia mogą wynikać z pozornie bezpiecznych wydarzeń. Kolejne sytuacje mogące zaowocować ryzykiem przedstawione są według układu: opowiadanie, ćwiczenia (barwne, dobrze zilustrowane) oraz sprawdzenie umiejętności i wiedzy dziecka.
Oprócz zagrożeń związanych z prądem, wodą gazem czy ogniem znajdziemy tu ostrzeżenie przed nieznajomymi ludźmi, niezabezpieczonymi terenami remontów czy budów. Autorka nie pominęła, i chwała jej za to, trudnego tematu bezpieczeństwa intymnego. Wiem, że rozmowa o tym specyficznym chronieniu siebie jest dla wielu osób kłopotliwa - tym bardziej doceniam podpowiedź autorki.
Gorąco polecam!
P.S. Spis treści
1. Lekarstwa i ty
2. Prąd i urządzenia elektryczne
3. Uwaga! Gaz!
4. Z wodą nie przelewki
5. Środki czystości
6. Komu otworzyć?
7. Uwaga na wysokość!
8. Zakaz zabawy
9. Przyjaciele małego człowieka
10. Wrogowie małego człowieka
11. Intymne sprawy
12. Rozsądne zabawy na powietrzu
13. Zachowanie wobec psa
14. Na ulicy i drodze
15. Pułapki przyrody
16. Gorące niebezpieczeństwa
17 luty 2009
Johanna Nilson. Kochający na marginesie.
Wydawnictwo Replika
Beznadzieja wygląda z każdego kąta wykreowanego w najnowszej powieści Johanny Nilsson. Ludzie z pozoru szczęśliwi duszą się w swoim życiu, pragnąc być kim innym, gdzie indziej, inaczej. Ich ścieżki krzyżują się w Kawiarni na Marginesie, bo czyż istnieje lepsze miejsce dla tych, którzy funkcjonują na marginesie obyczajów, etyki, moralności, miłości, tych owładniętych obsesjami, nałogami, cierpiących, chorych, nadmiernie ufających?
Wspomniana Kawiarnia nasuwa mi skojarzenie z czyśćcem. Miejsce, w którym dowiadujemy się prawdy o sobie, z całą wyrazistością na jaką nas o nasze otoczenie stać i z którego są tylko dwie drogi: ku lepszemu i ku zagładzie. Czy postacie Bee i Sofii, nie wpisują się Waszym zdaniem w schemat wyboru dróg?
Postacie, jak to bywa u Johanny Nilsson, są doskonale opisane – autorka perfekcyjnie nakreśla głębię osobowości bohaterów przy pomocy, zdawałoby się, zaledwie kilku zdań. Relacje (dość pokomplikowane) łączące bohaterów niosą ze sobą duży ładunek wiedzy o przeszłości, emocjach, a czasami dają też powód, by snuć przypuszczenia dotyczące przyszłości bohaterów.
Autorka sportretowała współczesnych ludzi. Możemy się w tym stworzonym przez nią portrecie przejrzeć. I tylko od nas zależy, co zrobimy z wizerunkiem siebie jaki dojrzymy.
Polecam:)
16 luty 2009
Sylwia Milan. Rzeczpospolita III i pół.
Wydawnictwo Red Horse
Premiera 25 lutego 2009!
Książka jest zapisem rozmów, które autorka przeprowadziła z uczestnikami Okrągłego Stołu oraz z ludźmi, którzy po transformacji ustrojowej odgrywali ważne role w polskiej polityce. Całość uzupełniona jest o wypowiedzi komentatorów krajowych i zagranicznych.
Rozmowy dotyczą tego, co było i tego, co jest teraz. Sylwia Milan pyta Jana Olszewskiego o Polskę początków lat 90-tych ubiegłego wieku, kiedy Olszewski był premierem, ale rozmawia też z przebywającym w Londynie Kazimierzem Marcinkiewiczem.
Są to bardzo różne rozmowy. Jest wywiad z Mieczysławem Rakowskim, wywiad nieautoryzowany z powodu śmierci Rakowskiego w listopadzie 2008 roku, w którym ostatni premier wywodzący się z PZPR mówi o Karolu Modzelewskim jako o najtęższym umyśle pośród ideologów „Solidarności”, a na pytanie o to, kto jeszcze, wzorem premiera szwedzkiego przepraszającego na Jasnej Górze za najazd Szwedów, powinien przyjechać do nas w intencji przeprosin, odpowiada: - Włosi. Dlatego, że oddziały rzymskie zatrzymały się na Renie. Gdyby poszły dalej, mielibyśmy kodeks rzymski, ale one wolały pójść na południe, gdzie rosły winogrona.
Jest rozmowa ze Zbigniewem Romaszewskim, w której Romaszewski mówi o społeczeństwie demokratycznym, nieprzygotowanym do mierzenia się z trudnymi problemami, o społeczeństwie, któremu nie chce się rządzić i które ani nie zdobywa koniecznej wiedzy, ani nie bierze odpowiedzialności.
Jest wypowiedź Antoniego Dudka, który stwierdza, że Tusk i Kaczyński, liderzy największych partii, powinni oddać władzę, ponieważ mają dwudziestowieczną mentalność.
I jest wywiad z Manuelą Gretkowską, która wyjaśnia, iż chciałaby żeby Polska była cywilizowana, bo na razie – zdaniem Gretkowskiej - jesteśmy w dziewięćdziesięciu kilku procentach chrześcijanami, ale nadal barbarzyńcami kulturowymi i która na pytanie: - Kogo potrzebuje polska scena polityczna?”, odpowiada: „- Potrzebuje co najmniej 33% kobiet w parlamencie i wprowadzenia już od przedszkoli programów równościowych.
Wiele jest rozmów w książce i bardzo różne są to rozmowy. Książka Milan ma mnóstwo zalet i jedną potężną wadę. Zaletą są zapisy wielu dobrych rozmów. Wada polega na tych, że chciałoby się tych rozmów więcej.
Hanna Baltyn-Karpińska. Iskier leksykon dramatu.
Wydawnictwo Iskry
Czytywałam utwory dramatyczne w szkole. Teraz już nie i sądzę, że podobnie robi większość moli książkowych. Trudno wyobrazić sobie kogoś, kto zanurzony w pachnącej kąpieli do towarzystwa wybiera sobie „Króla Ducha”, czy nawet „Amadeusza”(jeśli się mylę, poprawcie mnie). Okazuje się jednak, że dramaty można kochać, a gdy się jeszcze umie o nich zajmująco opowiedzieć, można ową miłością zarażać.
Hanna Bałtyn-Karpińska stworzyła leksykon. Jej dzieło nie jest jednak czymś, co należałoby postawić wśród brykopodobnych książek dla uczniów. Należy pozbyć się bryków, a korzystać jedynie z „Iskier leksykonu dramatu”! I stwierdzam to zdecydowanie:)
Wśród wielu autorów dramatów szukałam początkowo tych, których znam lub o których słyszałam. I wciąż odkrywałam coś nowego; fakty dotychczas mi nieznane, ciekawe interpretacje treści utworów, itp. Później swoją uwagę przeniosłam na nazwiska nic mi nie mówiące i znalazłam kilka perełek. Dowiedziałam się na przykład, że znany mi film Milosa Formana ma pierwowzór teatralny. Wyczytałam, iż jeden z dramatopisarzy nie przyjął propozycji wystawienia jego sztuki w Kanadzie, gdyż w Kanadzie jest jego zdaniem zbyt represyjne prawo dotyczące palenia papierosów. Czy wiecie, że „Pułapkę na myszy” obejrzało już ponad 10 milionów ludzi w czterdziestu krajach?
„Iskier leksykon dramatu” to wyraz prawdziwej fascynacji teatrem. Fascynacji, której trochę autorce zazdroszczę i z powodu której darzę ją wielkim szacunkiem. Jej dzieło trafia na półkę podręczną, do częstego podczytywania.
Polecam:)
P.S. Dziś TVP prezentuje dramat Henryka Ibsena, nazywanym sumieniem Europy. Mówił o sobie: „Nie czytam niczego poza Biblią – ona ma moc i siłę” (podaję za: H. Bałtyn-Karpińska. Iskier leksykon dramatu. Iskry. Warszawa 2008).
Adam Zalewski. Rowerzysta.
Wydawnictwo Grasshopper
Premiera 20 lutego 2009!
Zachwycona „Białą wiedźmą” czym prędzej sięgnęłam po kolejną książkę Adama Zalewskiego. I przyznam, że tak różnych powieści jednego autora nie czytałam chyba nigdy.
Akcja „Rowerzysty” rozgrywa się w Estonville, w Alabamie. W społeczności miasteczka wciąż żywe są pogarda białych wobec czarnych, nienawiść do ludzi z północy. W Estonville rządzi pułkownik, któremu z niewiadomych przyczyn pozwalają na to władze miasta. Wśród zaszłości ukrywane są tajemnice, a ich odkrycie spowoduje drastyczne zmiany w mieście.
Jerry, syn córki pułkownika i przybłędy z północy, jest dzieckiem zdrowym, silnym; rozwija się szybko i budzi sympatię. Dorastając zmaga się z lękiem – przed coraz częściej pijanym ojcem, przed zjazdem z Góry Diabła, przed atmosferą kumoterstwa i pobłażliwości tym, którym nie należy pobłażać. Doświadczenia Jerry’ego ukształtowały go na mężczyznę silnego psychicznie, doskonale wyszkolonego, twardego i zdecydowanego. Na ile przyda mu się to w pozornie sielankowej atmosferze Estonville?
W „Rowerzyście” zauważalna jest dbałość o szczegóły i erudycja autora, ot choćby w dziedzinie budowy rowerów. Postacie są nakreślone prostą kreską, chwilami dość jednoznacznie, a czasami zaskakująco. Emocje przeżywane przez bohaterów są prawdziwe, ich czyny dzielą świat na dobry i zły. Autor podkreślił rolę przyjaźni, honoru i zaufania. Silni, acz prawi ludzie są nagrodzeni, a niegodziwcy okazują się tchórzami i spotyka ich zasłużona kara. Podoba mi się to. Wśród literatury współczesnej, gdzie postacie są niejednoznacznie i lekko niedookreślone, proza Zalewskiego przypomina świat westernów, pokazując właściwe każdemu miejsce.
Zakupy w podróży
Wiktor Jerofiejew. Rosyjska apokalipsa.
Wydawnictwo Czytelnik
Głównym wrogiem Rosji sa jej mieszkańcy.
Zbiór tekstów Wiktora Jerofiejewa czytałam dłużej niż spodziewałam się to robić. Powód jest zaskakująco prosty – zachwyciłam się pisaniem i nie chciałam się z nim rozstać. Po wielokroć wracałam do już przeczytanych fraz, smakowałam ich brzmienie odczytując je sobie głośno, próbowałam zestawić prawdy objawione przez pisarza z moimi osądami.
Kolejne felietony, eseje podzielono na pięć grup. Pierwsze dwa są zdecydowanie grupą uderzeniową; znajdziemy w nich zdawałoby się oczywistości, ale podane tak, że odkrywają przed czytelnikiem drugie dno opisywanej idei czy portretowanego zjawiska.
Autor bierze na warsztat tematy dość oczywiste jak na stereotypowe myślenie o Rosji: wódkę, poetycki język wulgaryzmów, wielkość rosyjskiej literatury, Nową Rosję, humor rosyjski. Rozprawia się z owymi tematami w sposób zachwycająco brutalny (zachwycająco, bo brutalność owa skrywa się w sprawnym operowaniu językiem i erudycji) i jednocześnie prowokuje czytelnika, by zweryfikował swoje o Rosji myślenie.
W części drugiej, zatytułowanej „Dlaczego tanieją rosyjskie piękności?”, zamieszczono tekst „Gospodyni”. Jerofiejew zastanawia się w nim nad różnicą w sposobie traktowania czynności gotowania i jedzenia przez Rosjanki (i ogólnie społeczność rosyjską) i przez kobiety z Europy Zachodniej (skojarzyła mi się Nigella Lawson). Bycie gospodynią rozumiane jako znajdowanie przyjemności w gotowaniu dla bliskich sobie osób, zdaniem autora, dość topornie wdraża się w rosyjską kulturę. Prosta czynność przygotowywania jedzenia niesie ze sobą kontekst kulturowo-społeczny, który podkreśla autor. *
W „Rosyjskiej apokalipsie” znajdziemy świetny tekst o relacji między światem wykreowanym przez Orwella a codziennością w Rosji, o przyjaźni autora z Miłoszem i opinie autora na temat zwiedzanych miast. A gdy już ktoś zbliży się do końca książki, spotka go miła niespodzianka – list otwarty do prezydenta Putina.
To moje pierwsze spotkanie z Wiktorem Jerofiejewem, ale mam gorącą nadzieję, że nie ostatnie. Będę wracać do tej jego książki i chciałabym sięgnąć po inne. Bo czemużby odmawiać sobie przyjemności?
* po tym tekście pobiegłam do kuchni gotować;)
P.S. Seria „mała proza” Wydawnictwa Czytelnik przynosi mi same miłe niespodzianki i same zachwyty:)
Mircea Eliade.Historia wierzeń i idei religijnych.Tom 1.
Wydane przez
Instytut Wydawniczy PAX
W "Przedmowie" do książki autor stwierdza, że "sacrum jest elementem w strukturze świadomości, nie zaś etapem w jej historii". To bardzo ważne zdanie, pokazuje bowiem, że dla Eliadego religia, jako przedmiot badań, jest ważniejsza niż historia. Jednym z centralnych pojęć w pismach Eliadego jest pojęcie sacrum, a religia to właśnie sposób uczestniczenia w sacrum. Eliade uważa, że być człowiekiem, czy stawać się człowiekiem, to być religijnym.
W "Historii wierzeń i idei religijnych" autor analizuje przejawy sacrum w porządku chronologicznym. Książka jest opisem, analizą oraz typologią wierzeń, religijnych obrazów, a także zachowań ludzkich w różnych kulturach. Nie jest to jednak katalog - prosty zbiór tego, co badacze zaobserwowali i opisali. Eliade pisze, że "nie chodzi tu o jakiś pseudoencyklopedyzm, bezsensowny i ogólnie biorąc jałowy, lecz po prostu o utrzymanie w polu widzenia głębokiej i niepodzielnej historii ludzkiego ducha". Ważne jest, aby fenomen religii postrzegać we właściwym kontekście, aby nie wulgaryzować historii ducha ludzkiego, bo przecież "homo faber był jednocześnie homo ludens, sapiens i religiosus".
Eliade jest antyredukcjonistą, to znaczy stoi na stanowisku, że fenomenu religii nie da się rozłożyć na prostsze czynniki. Mówiąc inaczej - ludzkich zachowań religijnych nie da się wywieść z czegoś, co w stosunku do religii jest bardziej pierwotne, religia bowiem jest jedną z najbardziej podstawowych warstw bytowania człowieka.
Pierwszy tom "Historii wierzeń i idei religijnych" opisuje manifestacje sacrum w okresie od paleolitu, czyli starszej epoki kamiennej, do greckich misteriów. Eliade utrzymuje, że już ludzie dolnego i środkowego paleolitu mieli swoją religię, aczkolwiek przyznaje, iż trudno określić jej treść. Pisze:
"Doświadczenie sacrum stanowi element struktury świadomości. Innymi słowy, jeśli zostaje postawiona kwestia religijności czy niereligijności człowieka prahistorycznego, na zwolenników jego niereligijności spada obowiązek udowodnienia swej hipotezy".
Mnie zafascynowały opisy zachowań religijnych ludzi najdawniejszych epok oraz opisy religii Mezopotamii. Są to obszary prawie mi nieznane i to nie tylko w kontekście fenomenu religii. Z drugiej strony - z równie wielką pasją czytałam rozdziały poświęcone religii Izraela, o której wiem najwięcej. W książce znajduję mnóstwo nowych, niezmiernie ciekawych informacji, ale nie tylko - to, co pisze autor, jest dla mnie asumptem do rewidowania swoich poglądów na tematy mnie interesujące, w których jednak jestem laikiem. Dobrym przykładem na to, co chcę powiedzieć, jest ten oto fragment, w którym Eliade pisze o wymowie gorączkowej, tajemniczej i niepokojącej "Księgi Hioba":
"Tymczasem Hiob dobrze zrozumiał: jeśli wszystko zależy od Boga i jeśli Bóg jest niepojęty, niepodobna osądzać Jego czynów, a zatem i Jego postawy wobec szatana. Tajemnicza lekcja, dana przez Jahwe, wykracza poza "przypadek Hioba". Zwraca się bowiem do wszystkich, którym nie udaje się pojąć obecności - i tryumfu - zła w świecie".
No ale co dalej z tym złem w świecie, co pisze o tym Eliade? Chcecie wiedzieć? To czytajcie książkę Eliade:-)
W roku 2005 wyszło polskie wydanie książki "I człowiek stworzył bogów..." Pascala Boyera. W notce o książce czytamy, że "Boyer w sposób przenikliwy, zajmujący i kontrowersyjny, nie odnosząc się do modnego paradygmatu refleksji religioznawczej (Freud, Jung, Eliade, Cambpell) i nie wpisując się w postmodernistyczne kwestionowanie metafizyki, analizuje religię jako formę kolektywnej pamięci". To prawda - paradygmat Boyera (znakomitego autora) jest inny od paradygmatu Eliadego, jednak jest rzeczą oczywistą, że Eliadego w żadnym razie ominąć nie można.
15 luty 2009
Wyróżnienie
Pragnę gorąco podziękować Manuskrypt1, Kultur-alnie, Montgomerry, Mary za wyróżnienie tytułem Kreatywnego Blogera. Bardzo się cieszę, może tym bardziej, że nigdy o sobie w ten sposób nie pomyślałam.
Wybaczcie zatem, iż nie wskażę siedmiu blogerów, których chciałabym wyróżnić. Na swojej liście zatytułowanej "Czytam" umieściłam linki do 91 blogów ksiażkowych (lub okołoksiążkowych). Każdą nową notatkę z przyjemnością czytam i choć rzadko komentuję - czytam zawsze, gdy coś napiszecie. Wiele z Waszych recenzji jest dla mnie inspiracją, niektóre książki czytam na przekór tego, co o nich piszecie. Cieszę się, że i ja mogę inspirować:)
Mam wielką satysfakcję z tego, że dane jest mi się obracać w tak szacownym i książkowo zawirowanym gronie jak Wasze. Dziękuję za Wasze zaglądanie na prowincjonalnenauczycielstwo i za dobre słowa.
P.S. Za wyróżnienie dziękuję również Basi, autorce bloga Zbieg okoliczności łagodzących, a także Quaffery'emu i Kalio.
14 luty 2009
Marie Hermanson. Plaża Muszli.
Gdybyśmy chcieli przedstawić akcję powieści w formie wykresu, to ja narysowałabym po prostu linie prostą. Zaczynającą się dość wysoko, ale nie podnoszącą się, ani nie opadającą. Ku mojemu zdumieniu okazało się, że tak spokojny i oszczędny tok powieści, może okazać się przyjemnym doznaniem literackim.
Bardzo podobało mi się prowadzenie opowieści w taki sposób, który pozwalał zaglądać nam to w życie Urliki, to w życie Kristin (nie mam książki przed sobą, a skleroza pozwala mi się obawiać, że pomyliłam imię). I choć wydawać się może, że uporządkowane życie Urliki odkrywającej tajemnice z przeszłości jest ciekawe, moja uwagę przyciągnęła druga bohaterka. Jej milczenie i potrzeba odosobnienia przełamana tylko dla milczącej induskiej dziewczynki uderzyła mnie o wiele bardziej, niż historia sypiającej z żonatym bratem dawnej przyjaciółki Urliki.
Cathy Hopkins. Niewinne kłamstewka i szczere prawdy.
Wydawnictwo Egmont
Pierwszy tom serii „Kocha, lubi, szanuje…” byłby czytadełkiem dla młodszej młodzieży, gdyby nie ważny problem jaki autorka przemyca pod historią nastolatek zakochanych w jednym chłopcu, martwiących się o to, co na siebie włożyć i zastanawiających się jak zerwać z chłopakiem.
Główna bohaterka jest nieco inna niż dziewczęta, jakie spotykamy zazwyczaj w owych, wspomnianych przeze mnie, czytadełkach. Ma troje rodzeństwa i tatę, a jej mama zmarła kilka lat wcześniej. To nakłada na Cat o wiele większe i poważniejsze obowiązki niż te, jakie mają (lub nie mają) jej rówieśniczki. I może właśnie ta dość nietypowa sytuacja rodzinna czyni z bohaterki książki osobę refleksyjną i próbującą odnaleźć siebie w zawirowanym świecie. Cat staje przez problemem: kłamać czy mówić prawdę? Co jest gorsze? Co lepiej przyjmują ludzie otaczający nastolatkę (choć nie tylko ją, nas przecież też)?
Bardzo podobało mi się wplecenie w historyjkę o nastolatkach rozważań etycznych. Ciekawa jestem jaki problem dotknie bohaterki drugiej części serii, czyli książki pt. „Idolki”.
Adam Zalewski. Biała Wiedźma.
Wydawnictwo Red Horse
Sięgając po książkę Adama Zalewskiego pomyślałam, że chyba nie lubię, gdy polski autor osadza akcję swojej powieści poza Polską, na przykład w USA.
Miasteczko Cedar Peak to senna mieścina, w której trudno wyczekiwać atrakcji. Niemalże wszyscy się znają, wiedzą o sobie wiele i w tym mieście – kokonie czują się bezpieczni. Zaburzenie owej sielskiej atmosfery jest nieoczekiwane i co najgorsze przychodzi jednocześnie z dwóch stron – od człowieka i z przeszłości.
Autor buduje napięcie, umiejętnie żongluje skąpymi informacjami, a jednocześnie odsłania przed czytelnikami tyle tylko wiedzy, ile potrzeba, by silnie przykuć uwagę i myśli. Narrator daje nam do zrozumienia, że on już wie, co się wydarzyło i sugeruje, że owe wydarzenia nie są dobre dla bohaterów czy ogólnie ujmując społeczności Cedar Peak.
Postacie wykreowane przez Zalewskiego są prawdziwe. Boleśnie prawdziwe, jeśli wziąć pod uwagę bestialstwo niektórych z nich. W treści powieści znajdziemy również starą legendę indiańską, której zlekceważenie może przynieść mieszkańcom tego, dotychczas spokojnego miasteczka, wiele cierpienia.
Sięgając po książkę Adama Zalewskiego pomyślałam, że chyba nie lubię, gdy polski autor osadza akcję swojej powieści poza Polską, na przykład w USA. Może i nie lubię, ale nie w przypadku tego autora. Adam Zalewski może pisać o wszystkim i wszędzie, bo robi to rewelacyjnie.
12 luty 2009
Wywiad z Kathy Reichs
W marcowym Twoim Stylu zamieszczono wywiad z Katchy Reichs, autorki poczytnych powieści, na podstawie których zrealizowano serial "Kości".
Zapraszam do wywiadu.
Ewelina Nakielska. Witam Państwa w Mojej Audycji Gotyk i Seks.
Wydawnictwo Ekspresja
Od kilkunastu dni zastanawiam się jak przedstawić Wam tomik poezji Eweliny Nakielskiej. I im więcej się zastanawiam, tym więcej nie wiem (parafrazując Misia o Małym Rozumku).
Autorka podzieliła spotkanie z czytelnikami na pięć aktów. Ich tytuły to: Wielki iluzjonista, Gangsterka, Gotyk, Seks, Ból, który znam. Do zilustrowania wierszy zaprosiła fotografa, Patrycję A. Pawęzowską, która to pani wykonała cudne zdjęcia autorki w różnych przestrzeniach (szczególnie spodobał mi się Szyb Wilsona). I tak oto w „Witam Państwa…” przeplatają się wiersz ze zdjęciem poetki.
Doszłam do wniosku, że albo ja nie znam się na współczesnej poezji, albo autorka nie potrafi pisać. Jako, że zawsze mam dużo sympatii i zaufania do autorów, których czytam, zakładam, iż właściwszą teorią jest ta pierwsza – nie rozumiem współczesnej poezji. Ja najzwyczajniej w świecie nie pojmuję wartości frazy:
refren, na west side pojawiają się w dżinsach
czule pięścią w tył zwrot nóżka pupcia
a pewnie wielka to szkoda, bo autorka z pewnością ma to coś, co pozwala człowiekowi nazywać się Poetą. I choć autorka pisze:
i nie przeszkadza mi fakt że nie jestem
wojaczek bursa czy stachura
nawet gdy wypiję od nich
i większą będę nihilistką
to chyba jest tak, że jeśli ktoś decyduje się na upublicznienie swojej twórczości, to w jakimś sensie chce zdobyć uznanie (jakkolwiek je zrozumiemy).
Z moich nieumiejętnych osądów wynika, iż z wierszy Eweliny Nakielskiej wyłania się świat w jakim, przefiltrowanym jej wrażliwością, zmuszona jest żyć.
Tomasz Łysiak. Bliznobrody.
Picaresque
„Szalbierz” skończył się tak, że nabrałam apetytu na kontynuację powieści. Ale przeczytałam to i tamto, a książka opisująca dziwną drużynę czekała skromnie na półce. Gdy wreszcie postanowiłam wrócić do XIII wieku, powrót ów stał się dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Ignaś i ojciec Dobrosław oddzielili się od grupy Jeruzalema podążając z rycerzami Zakonu św. Ducha. Jeruzalem, Dragiełło, Karlito, Hanna oraz Niob i Hiob oczekiwali ich lub na wieści od nich nieopodal Lecbarga (Lidzbarka). Gdy jasnym stało się, iż chłopiec z opiekunem są bardzo daleko, drużyna wyruszyła w stronę grodu Skomanda Bliznobrodego, wodza Jaćwingów.
Jeśli komuś akcja „Szalbierza” wydawała się zbyt powolna, nie powinien czuć się rozczarowany podczas lektury drugiej części Kronik Szalbierskich. Akcja toczy się wartko i nawet opis długiej wędrówki przez rozległe lasy, moczary i jeziora nie powoduje u czytelnika znużenia. Autor wplótł w swą opowieść odpowiednią dawkę grozy, przybliżył przeszłość dzisiejszej Warmii i Suwalszczyzny, z suchych faktów historycznych uczynił ciekawą powieść.
Jako, że bohaterowie książki Łysiaka wędrowali przez tereny, które w szerokim rozumieniu można określić jako moje rodzinne, co chwila przerywałam lekturę, by odszukać w sieci wiadomości mogące pomóc mi w rozróżnieniu cóż w „Bliznobrodym” jest fikcją, a co prawdą.
Zdumiewa mnie i zachwyca bogactwo szczegółów jakimi operuje autor. Opisy gajów świętych przeplecione z charakterystyką szat kobiecych, postacie z poszczególnych plemion, czy nawet opisy przyrody, po piórem Łysiaka zamieniają się w piękną opowieść, która pochłonęła mnie zupełnie.
Z niecierpliwością czekam na trzecią część Kronik Szalbierskich. Na „Psy Tartaru”.
10 luty 2009
The Tjong-Khing. Gdzie jest tort?

Wydane przez
Wydawnictwo EneDueRabe
Toteż wyobraźcie sobie moją konsternację, gdy podczas oglądania książki „Gdzie jest tort?” nie dostrzegłam żadnego tekstu. Z braku literek skupiłam się na ilustracjach.
Autor umieścił w swojej książce kilkunastu bohaterów. Śledzenie ich historii jest ciekawym i wymagającym skupienia procesem; kameleon łatwo wtapia się w tło, myszy uciekające przez góry i las są trudne do wytropienia, a przeszkadzające wszystkim małpy tworzą tak duże zamieszanie, że aż widoczne na, statycznym przecież, obrazku.
Gdy już opadło ze mnie zdumienie spowodowane brakiem tekstu doceniłam – bardzo – pomysł The Tjong-Khing’a. Książka „Gdzie jest tort?” jest dla dzieci w każdym wieku. Maluchowi opowiemy historie widziane na ilustracjach i będziemy z nim ćwiczyć koncentrowanie się na postaci. Nieco starsze dziecko będzie, na podbudowie ilustracji, opowiadać nam bajki. A i gimnazjalistę można nakłonić do ćwiczeń w konstruowaniu opowiadań pod pretekstem napisania bajki młodszemu rodzeństwu. Zatem „Gdzie jest tort?” to książka, która może towarzyszyć dzieciom od najmłodszych lat aż po prawie dorosłość;)))
09 luty 2009
Wojciech J. Burszta, Mariusz Czubaj. Krwawa setka. 100 najważniejszych powieści kryminalnych.

Wydane przez
Wydawnictwo Muza
„Krwawa setka” to leksykon powieści kryminalnych. Napisany w elokwentny sposób, z pełnym przekonaniem i upodobaniem do powieści ze zbrodnią w tle. Burszta i Czubaj dzielą autorów powieści kryminalnych na sześć grup, a każdemu z nich przyporządkowują powieść, ich zdaniem, najlepiej prezentującą kunszt pisarski.
Z dużą przyjemnością znalazłam w książce powieści, które znam i lubię. Znalazłam tam również i te, o których czytałam u Was lub takie, które znam ze słyszenia, a nigdy nie miałam przyjemności przeczytać. Ucieszyłam się znajdując w rozdziale zatytułowanym „Główny nurt” książkę „Mma Ramotswe i łzy żyrafy” i powieści Dorothy Uhnak czy Johnatana Kellermana. Co więcej – za inspiracją Burszty i Czubaja kupiłam dwie godziny temu powieść Harry’ego Kemelmana „W piątek rabin zaspał” :-)
Jakiś czas temu rozmawialiśmy o naszych ulubionych kryminałach, pamiętacie? Jeśli ktoś chciałby uporządkować sobie wiedzę o tej gałęzi literatury, polecam gorąco „Krwawą setkę”.
08 luty 2009
Nie tylko książkami...
07 luty 2009
Philippe Beaussant. Barokowa melokuchnia nie tuczy.
Wydane przez
Wydawnictwo Kle
Czytanie książek kucharskich mnie nuży. Mam jedną, ulubioną, podarowaną przez Przyjaciela "Kuchnię Śląską" i ona, obok niepozornej "Kuchni wegetariańskiej", wyznacza moje wyobrażenie o tym, co na stole można jadalnego postawić.
Połączenie muzyki i jędzenia z początku wydawało mi się karkołomne. Im jednak więcej było za mną przeczytanych stron (i przepisów), tym bardziej przekonywałam się, że czytanie o gotowaniu nie jest męczące jeśli tylko ktoś umie o gotowaniu napisać.
Autor, muzyk i pisarz, odsłania przed czytelnikami kuchnię różnych stron i kultur. Pozwala nam wniknać w świat wielkich muzyków i pokazuje, że choć wielcy w operze czy filharmonii, poza nimi są tacy jak my - gotują i mają swoje ulubione potrawy (przepisami, na które, za namową Philippe Beaussanta, dzielą się z nami).
Kiedyś Joanna Chmielewska wspomniała, iż dawne przepisy zaczynają się od "Weź 6 silnych kuchennych dziewek...";) Przepisy zgromadzone w "Barokowej melokuchni..." mają posmak dawniejszych wielkich uczt, proponują łączenie składników jakie nigdy nie przyszło by mi do głowy, obiecują wielość smaków, a przy tym są proste. Znajdziemy tu i banalnie proste przepisy Jean-Louis Charbonniera na ciasto z piernika, zdawałoby się, że znane nam barszcz ukraiński i pierogi według Galiny Zinchenko, ale i wyglądające na dość skomplikowane porady jak przyrządzić królika ze śliwkami (nie znam się na przepisach dotyczących mięs - jestem wegetarianką;)).
Jako, że autor snuje opowieść o kulturze, której wyznaczniekiem jest muzyka i jedzenie, znajdziemy tu ciekawostki. O pomidorze, który choć z Peru do Europy przywędrował z Meksyku, a droga z Neapolu do Paryża zajęła mu około 200 lat. O tym, że w XVII wieku nie znano cukru z buraków i słodzono miodami.
Lektura "Barokowej kuchni" okazała się być przygodą, niespodziewanie miłą przygodą:)
Joanna Rudniańska. Kotka Brygidy.
Przyznaję - sięgnęłam po tę książkę, bo w tytule jest kot. I w dodatku znalazłam ją w dziale dla dzieci. A gdy już przeczytałam opowieść Joanny Rudniańskiej przekonałam się, że kot jest tu pewnym, dość miłym, pretekstem, a "Kotka Brygidy" jest tak samo adresowana do dzieci jak "Złodziejka książek".
Świat Heleny to Mama rozmawiająca z Panem Kamilem po niemiecku, Tata prowadzący wytwórnię i palący cygara z pomocnikiem, rzeczonym Panem Kamilem, Stańcia, która niegdyś była nianią Mamy i Święta Trójca: Bóg z kościoła, Bóg z cerkwi i Bóg z synagogi. Bliskie Helenie osoby i trzech Bogów dawało dziewczynce pewność, że nic złego się nie stanie.
Zaczęła się wojna. Niektórzy ludzie zostali zmuszenie do noszenia opasek. Do zostawienia swoich domów i zamieszkania w gettcie.
Ta książka odbrązawia nieco Polaków. Ukazuje antysemityzm Stańci i sugeruje, że ukrywanie zagrożonych zagładą nie zawsze wynikało z altruzimu. Tak jak w "Złodziejce książek" bohaterami zostają ludzie, którzy zaskakuja nas swoją innością od obrazu jaki mamy w wyobraźni, od stereotypu.
"Kotka Brygidy" to książka, którą naprawdę warto przeczytać.
P.S. Chciałabym wiedzieć czy podobieństwo książek Zusaka i Rudniańskiej jest przypadkowe...



































