31 październik 2009

Stieg Larsson. Zamek z piasku, który runął.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarna Owca

Trzeci tom trylogii Millennium doskonale koresponduje z aktualną sytuacją polityczą w Polsce. Tyle tylko, że w Szwecji afera z nadużywaniem władzy przez służby specjalne zakończy się tak, jak wedle prawa powinno, a w Polsce... Pewnie tak jak zwykle.

"Zamek z piasku, który..." zaczyna się od chwili, gdy Lisabeth i jej ojciec trafiają do szpitala. Gdy o ich życie walczą lekarze, w świecie zaangażowanym w historię Zalachenki rozprzestrzenia się niepokój, a Mikael Blomkvist próbuje znaleźć sojuszników w walce o dobrą przyszłość dziewczyny.

Gromadzenia materiałów mogących świadczyć o skrzywdzeniu Lisabeth Salander i jej matki w źle pojętej służbie Ojczyźnie staje się groźne dla tych, których przekraczanie prawa ma udowodnić. Sięgając nadal po środki zakazane w państwie mężczyźni zajmujący się niegdyś ochroną Zalachenki próbują unieszkodliwić jego córkę i niosących jej pomoc.

O ile w pierwszym tomie bohaterem był dziennikarz, w drugim - Lisabeth, tak w trzecim główną postacią dramatu staje się aparat państwowo-prawno-medialny wciągający w swe tryby pozostałych bohaterów.

Żal, że Larsson nie napisze nic więcej. Świat wykreowany przez niego w Millennium angażuje czytelnika, ciska się w jego myśli, poraża i budzi najróżniejsze emocje.

30 październik 2009

Jonathan Kellerman. Detektywi.

Wydane przez
Wydawnictwo Amber
Bardzo lubię bohaterów zwyczajowo występujących w książkach Kellermana, czyli Alexa Delawere'a i Milo Sturgisa. Jednak mimo, iż na książce zamieszczono informację "Alex Delaware, najsłynniejszy literacki psycholog-detektyw, w najnowszej powieści mistrza psychologicznego suspensu" niewiele jest w tej powieści psychologa i niewiele jego przyjaciela, Sturgisa. Z początku nieco mnie to rozpraszało, by nie powiedzieć - że nieco to przeszkadzało. Ale im więcej było za mną stron książki, tym silniej wchodziłam w doskonale wykreowany przez Kellermana świat.
Uwielbiam kellermanowskie wyczucie szczegółu:
"W olbrzymiej, zabałaganionej garderobie olbrzymiej, zabałaganionej sypialni z kopulastym świetlikiem w suficie Aaron znalazł jedwabne szorty ze sklepu na Savile Row, dżinsy Rock&Republic rozmiar dwadzieścia dziewięć, czarną bluzę Gucciego, mokasyny ze skóry aligatora za tysiąc dolarów."
Moe i Aaron to przyrodni bracia, którzy nie darzą się sympatią. Moe to policjant, Aaron jest prywatnym detektywem, a pewnego dnia okazuje się, że obydwaj zajmują się poszukiwaniem tej samej osoby - Caitlin Frostig. Dziewczyna pewnego dnia wyszła z domu i już do niego nie wróciła. Podczas prac operacyjnych okazuje się, że nie tylko ona zniknęła bez śladu, a co więcej w podejrzane interesy wplątani są ludzie mediów, celebryci.
Wiem, że z Kellermanem jest tak, że albo się go lubi, albo nie. Ja należę do zdecydowanych miłośników twórczości Kellermana.
* * *

29 październik 2009

Bogumiła Baumgartner. Przeżyć dwujęzyczność.


Wydane przez

Wydawnictwo Harmonia

Autorka jest Polką mieszkającą wraz z rodziną w Bawarii i wychowującą swoje córki w rodzinie podzielonej językowo na język polski i niemiecki. W książce "Przeżyć dwujęzyczność" korzysta zatem z doświadczeń własnych, ale też doświadczeń innych znajomych, czy zaprzyjaźnionych rodzin.

Książka Bogumiły Baumgartner skierowana jest przede wszystkim do tych, którzy bądź to stworzyli rodziny dwujęzyczne żyjąc w Polsce, bądź poza jej granicami. Autorka w bardzo przystępny sposób wyjaśnia jak nie zaniedbać edukacji językowej swojego dziecka, jak sprawić, żeby umiało się porozumieć z rodziną tego z rodziców, którego język jest dla niego "słabszym", jak przeżywać codzienność, by nie wprowadzać dzieci w błąd, konsekwentnie uczyć je, że "jedna osoba to jeden język" i by posługiwanie się dwoma językami było dla dziecka czynnością naturalną, a nie komplikacją.

27 październik 2009

Numer 49.SFFiH


Oprócz różniastych tekstów zahaczających o grozę w najnowszym numerze SFFiH przeczytać można feleton Jarosława Grzędowicza zatytułowany "Jak napisać recenzję internetową";))) No, i Pilipiuk świetny jak zawsze:)

26 październik 2009

Dzikie żądze


Miałam przyjemność oglądać wczoraj w niezbyt odległym teatrze "Dzikie żądze" w wykonaniu aktorów z warszawskiego teatru Bajka. Gdyby ktoś miał szanse zobaczyć, a chciał zażyć dobrej rozrywki w jesienny wieczór - polecam;)

25 październik 2009

Gazmend Kapllani. Krótki podręcznik przekraczania granic.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Premiera 2 listopada

Kiedy kilka lat temu jechałam do Albanii odezwał sie do mnie mój były uczeń. Na wieść, że zmierzam do Shqipërii lekceważąc Grecję (w której jak sie okazało on mieszkał) usłyszałam, iż nie warto odwiedzać tych "brudasów". Poczułam się wówczas zmieszana i zadziwiło mnie, jak szybko przyjmuje się stereotypy fukncjonujące w społeczeństwie, w którym się mieszka, jako własne przekonania. To było najsilniejsze i pierwsze wspomnienie jakie przyszło mi do głowy podczas lektury książki - wyznania Gazmenda Kapllaniego.

Autor opowiada nam swoją historię. Historię wyjazdu z Albanii, pierwszych dni na greckiej ziemi, sytuację w obozie dla uchodźców, opowiada o wrażeniach jakie stają się udziałem człowieka wyrwanego z reżimu Hodży, gdy zderza się on z Zachodem.

Jest w tej książce i inna opowieść. Opowieść - traktat skierowany do emigrantów, odsłaniający przed szukającymi godnego życia poza granicami własnej ojczyzny pułapki, ryzyko niepowodzeń, zapowiadający pustkę, grozę stereotypów, samotność w języku, uczuciach, rodzinie. 

Dwie opowieści współgrają ze sobą tworząc przejmujący obraz tego, co z ludzkim poczuciem własnej wartości robiły systemy totalitarne, ukazując absurdy będące codziennością życia w Albanii, pokazując, że władza reżimowa odczłowiecza ludzi.

Każdy kto w czasach minionej epoki wyjeżdżał za granicę, będzie wiedział, o czym pisze Kapllani, będzie umiał podzielić z nim choć częściowo doświadczenia i emocje. Podobnie jak ten, który jest emigrantem w miejscu, gdzie niemile widzi się emigrantów. Ten jednak, kto nie doświadczył w żadnym aspekcie "przekraczania granic" niech czyta książkę Kapllaniego wyjątkowo uważnie. Nigdy nie wiadomo, kiedy podręcznik albańskiego pisarza będzie mu potrzebny.

Pozostaję pod wielkim wrażeniem i gorąco polecam!

P.S. Tęsknota Autora: "Ja jednak pragnąłbym, żeby ludzie podróżowali jak globtroterzy, turyści, jak bohema - z chęci zdobywania wiedzy, z ciekawości, dla ekstrawagancji. Żeby podróżowali jak ci, co zgubili drogę, poszukując raju, albo jak ci, co dzięki zabawnemu przypadkowi znaleźli swoją Itakę."

Sarah-Kate Lynch. Dom córek.


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński - S-ka

Opowieść Sarah-Kare Lynch o podupadającej winnicy i trzech siostrach jest idealna do tego, by na jej podstawie zrealizować film. Piękne widoki, konflikty przeradzające się w prawdziwie siostrzane uczucia, wspólna praca, troska o dobra rodziny - aż chciałąbym obejrzeć coś takiego.

Gdy Olivier umiera z wychłodzenia podczas kolejnego ciągu pijackiego jego córka Clementine zostaje sama. Od wielu lat zajmuje się winnicą, jej poświęciła życie i tylko winorośl wypełnia jej myśli (oprócz tych chwil kiedy myśli o uroczym, aczkolwiek zamężnym sąsiedzie i o tym, ze jest grubą nieudacznicą).

Gdy po śmierci Oliviera w domu Clementine zjawia się prawnik i Mathilde, młodsza córka Oliviera. Zaskoczonym i sciekłym kobietom prawnik oznajmia, że gdzieś w świecie jest jeszcze i trzecia córka mająca prawo do dziedziczenia winnicy i domu. Pojawienie się Sophie nie łagodzi konfliktu, a wręcz go podsyca. Jednak przyjemność przebywania w czymiś towarzystwie, potrzeba wspólnej pracy i konieczność walki o przetrwanie winnicy zmienia stosunki między siostrami.

Przyjemna lektura. Klimatyczna, doskonała na jesienne popołudnie - jeśli nie z szampanem - z dobrą herbatą i równie dobrą czekoladą.

Maria Koczwara. Przygody i psotki kotka Puszka i Kitki kotki.


Wydane przez

Wydawnictwo WAM

Książeczka nieco niepozorna, ale jaka treściwa! I na dodatek ilustratorka wykorzystała do zobrazowania wieszyka napisanego przez Autorkę fotografie:)

Dwa małe kotki, tytułowi Kitka i Puszek, znudzeni zabawą na podwórku wyruszają na spacer. Podczas wędrówki przyłączają się do nich inne maluchy kocie, równie żądne zabawy i niespodzianki, co Kitka i Puszek. Ścieżka zaprowadziła kocich wędrowców do Ogrodu Zoologicznego. A tam - też koty. Ale jakie! Duże, groźne i chyba niezbyt chętne do zabaw z małymi kuzynami. Niejmniej jednak kociaki, a wraz z nimi młody czytelnik, odwiedziły wszystkie duże koty zanim w Mańkowym brzuszku dało się słyszeć burczenie z głodu.

Ostatnia strona książki poświęcona jest zwierzętom jakie kociaki odwiedziły w ZOO. Są zdjęcia i  krótki opis cech charakterystycznych tygrysa, lwa, jaguara, serwala i pantery śnieżnej. 

Idealnym dopełnieniem tej lektury byłaby wizyta w Ogrodzie Zoologicznym. Ale nawet jeśli nie mamy szans pokazać dziecku wspomnianych zwierząt w ZOO warto przedstawić mu je na kartach książeczki Marii Koczwary.

Irshad Manji. Kłopot z islamem.


Wydane przez

Wydawnictwo Cyklady

Irshad Manij jest muzułmanką mieszkającą od czwartego roku życia w Stanach Zjednoczonych. Dzięki osadzeniu w amerykańskim nurcie kulturowym zapewniającym równość tożsamości, płci, religii Irshad dostrzega to, czego inni muzułmanie albo nie widzą, albo - jej zdaniem - wolą nie zauważać. Dostrzega, iż w społecznycm odbiorze na świecie muzułmani utożsamiani są coraz częściej z terorystami, z fatwami ogłaszanymi wciąż i wciąż, ze złym traktowaniem kobiet.

Gdy tylko wczytałam się w "Kłopot..." przyszła mi na myśl Oriana Fallaci. Tylko, że ona ukazywała niebezpieczeństwo islamu stojąc poza nim, natomiast - co interesujące - Manji nie zamierza wyrzekać się swej wiary, ona tylko chce, by islam przestał być religią konfliktów.

W książce znajdziemy szereg ciekawych obserwacji. Począwszy od lat szkolnych, poprzed młodość i dorosłe życie Autorka zadaje sobie pytania: dlaczego? Po co? I doszukuje się wielu złych decyzji, niepotrzebnych zaperzeń, błędnych postanowień, wręcz niezgodnych z ludzkim rozsądkiem. Dużą część rozważąń poświęca Autorka konfliktowi izraelsko-palestyńskiemu, sytuacji kobiet w społeczeństwach muzułmańskich.

Irshad Manji nawołuje do wskrzeszenia idżtihadu, nawołuje do odrzucenia świętej wojny. Warto sięgnąć po jej książkę, by przekonać się u źródeł co może nas spotkać, gdy w miejscu Europy pojawi się Eurabia.

P.S. Strona Autorki.

Gina Ford.Książka kucharska dla maluchów i niemowląt.


Wydane przez

Wydawnictwo Esprit

Gina Ford, brytyjskie guru w sprawach dziecięcych, proponuje rodzicom małych dzieci kilkadziestąt przepisów kulinarnych. Potrawy przygotowane wedle wskazówek Autorki zaspokoją potrzeby dziecięcego organizmu, dostarczą potrzebnych witamin, mikroelementów, wartości odżywczych. Oprócz tego nasycą, zasmakują i zapewnią różnorodność jedzenia.

Autorka we wstępie przyznaje, że stawia na prostotę wierząc także w to, iż wykształcenie poprawnych nawyków żywieniowych u dzieci zaprocentuje, gdy dzieci dorosną. Dzieli się w czytelnikami kilkoma uwagami, które ułatwią korzystanie z książki i przygotowanie posilków. Przybliża także rodzicom szczegóły tego, jak w kolejnych etapach rozwoju dzieci zachowują się wobec jedzenia, jak jedzą i czego potrzebują. 

Później zaczyna się robić już bardzo smakowicie. Przepisy podzielono na grupy: zupy, obiady, smakołyki do jedzenia placami, warzywa i dodatki, pomysły na przyjęcia, itp. Przy każdym z przepisów Autorka umieszcza informację od jakiego wieku można podawać dziecku daną potrawę, ile z podanych składników wychodzi porcji, czy mozna zamrażać daną potrawę oraz listę składników i dobry opis tego, jak z nimi postępować;)

Gina Ford zachęca do gotowania większych partii i mrożenia. Poleca jagnięcinę, warzywa, ostrzega przed dodawaniem soli. I o wszystkim opowiada z taką werwą i tak jakoś porywająco, że choć już zdecydowanie jestem starsza niż ci, o których jedzeniu pisze Autorka mam w planach wykorzystanie kilku jej przepisów.

Helenka, moja siostrzenica, zaczęła chodzić do przedszkola i ma teraz większe wymagania kulinarne. Myślę, że książka Giny Ford będzie doskonałą podpowiedzią dla Mamy Helenki.

P.S. Podejrzyjcie jak wygląda książka - TU. Ładnie i zachęcająco, prawda?

P.S. Strona Autorki.

24 październik 2009

Michael J. Buckley. Ateizm w sporze z religią.


Wydane przez

Wydawnictwo WAM


Jest to książka o ateizmie, ale nie tylko, a może nawet nie głównie o ateizmie. Buckley stawia tezę, że "ateizm jako intelektualne przekonanie w nowożytnej Europie narodził się dialektycznie, tzn. właśnie starania, aby mu przeciwdziałać, były siłami, które zapewniły mu ideowy początek, niezmierną intelektualną moc i kulturowy wzrost w nowożytnej Europie". Teza może wydawać się dziwna i od razu chce się postawić pytanie o to, jak to możliwe, że ateizm jest rezultatem starań, które miały mu zapobiegać.

Buckley, jezuita i profesor teologii, odpowiada na to pytanie przeprowadzając klarowny i przekonujący wywód. Wykazuje, że przeciwnikiem religii nie jest nauka, co więcej - przez wieki religia znajdowała w nauce wielkiego sojusznika. Autor na przykładzie trzech wielkich postaci świata nauki, Galileusza, Keplera i Newtona, a także odbioru ich dzieł, rysuje nam obraz dawnej wiary i nowej nauki - te dwa pojęcia są jednymi z kluczowych terminów książki. 

Mamy cały rozdział poświęcony św. Tomaszowi z Akwinu, w którym Buckley, głównie odnosząc się do krytyki Paula Tillicha, rozważa, na ile racjonalne podejście Akwinaty do kwestii wiary przyczyniło się, lub nie, do zlaicyzowania myśli europejskiej. Dalej Buckley prezentuje idee Kartezjusza, Locke'a, Hume'a, Kanta, Darwina, Feuerbacha, Marksa i Freuda, czyli myślicieli mających istotny wpływ na intelektualny klimat Europy, w tym przede wszystkim na klimat wokół religii. Czytamy o śmierci Boga ogłoszonej przez Nietzschego i o mistycyzmie czy kontemplacji reprezentowanych przez św. Jana od Krzyża.

Idea Buckleya dobrze wyłożona jest na przykładzie dzieła Cottona Mahlera, który, jak pisze Buckley:
„Zdołał dokonać podziału 'Dwoistej Księgi Boga' na ‘księgę Stworzeń’ i ‘księgę Pism’, utrzymując, że pierwsza pomaga nam w odczytywaniu drugiej".


Właśnie to podejście, polegające na tym, że religia szukała uzasadnienia samej siebie w "księdze Stworzenia", czyli w nauce i w dedukcji, było największym błędem religii, błędem skutkującym powstaniem ateizmu. Co więcej - nie mogło stać się inaczej, bo podejście, które religia prezentowała przez wieki, zawierało istotne sprzeczności, które musiały doprowadzić do rezultatu w postaci ateizmu. Buckley w swojej diagnozie zgadza się z tą oto tezą Jamesa Turnera zapisaną w książce "Without God, Without Creed: The Origins of Unbelief in America.":
"Chociaż zarówno nauka, jak i społeczne przeobrażenie wzbudziły duży niepokój, żadne nie spowodowało niedowiarstwa (...) Przeciwnie, to religia spowodowała niedowiarstwo. Próbując dostosować swoje wierzenia do społeczno-gospodarczej zmiany, do nowych moralnych wyzwań, do nowych problemów wiedzy, do zaostrzających się standardów nauki, obrońcy Boga zadusili Go powoli. Jeżeli ktoś może zostać oskarżony jako bogobójca, to nie Karol Darwin, lecz jego przeciwnik, biskup Samuel Wilberforce."

Martin Widmark, Helena Willis. Tajemnica kina.


Wydane przez

Wydawncitwo Zakamarki

W niewielkim szwedzkim miasteczku, Valleby, mieszkają młodzi detektywi - Maja i Lasse. Pomagają mieszkańcom miasta w rozwiązywaniu różnych tajemnic, więc nikogo nie dziwi, że zainteresowali się podejrzanymi zniknięciami psów. Ukochane czworonogi mieszkańców Valleby znikają, a po jakimś czasie owi właściciele otrzymują informację, że mogą odzyskać psa jeśli wpłacą na podane konto pięć tysięcy koron.

Młodzi detektywi myśląc o ukradzionych psach i zastanawiając się jak mogą pomóc ich właścicielom wybierają się do kina. A tam wydarza się coś, co naprowadza Lassego i Maję na rozwiązanie zagadki.

Historia toczy się sprawnie, pozwala uwierzyć dziecku, że wystarczy dobrze obserwować świat, by zauważyć rzeczy niezwykłe dziejące się wokół nas. To, że policjant liczy się ze słowami dzieci, podnosi wartość bohaterów w oczach dziecka. Nie bez znaczenia dla rozwoju empatii młodych czytelników jest i to, że złodziej kradnie psy - zwierzęta towarzyszące ludziom i stanowiące ich przyjaciół. Motywacja złodzieja (bo ma on jakiś cel, na który zbiera pieniądze)  jest skrytykowana, a sytuacja jest opisana w taki sposób, by podkreślić, że nic nie usprawiedliwia kradzieży, że należy właściwie zarządzać swoim życiem.

P.S. Wydawnictwo sugeruje, aby książeczkę czytały dzieci powyżej 6 roku życia.

23 październik 2009

Rafał Skarżycki. Teleznowela.


Wydane przez

Wydawnictwo Prozami

"Teleznowela" to debiut powieściowy autora przygód Jeża Jerzego i serii o Tymku & Mistrzu. Poprzednich utworów Autora nie znam, choć, gdy wczytałam się w ich opisy na różnych stronach, czy nawet na blogu Rafała Skarżyckiego, to poczułam się zachęcona.

Miłosz, trzydziestoletni copywriter, dostaje szansę na rozwój zawodowy - powierzono mu stanowisko współscenarzysty w serialu. Jego dziewczyna, Agata, jest bardziej sceptyczna, obawia się, że chłopak zostanie wykorzystany przez machine okołofilmową i wyrzucony. Przyjaciele Agaty, Julita i Andrzej, bezskutecznie starają się o dziecko, żyją w coraz większej izolacji od ludzi i od siebie wzajemnie, a seks małżeński staje się być obowiązkiem i to spełnianym o wyznaczonym przez medyków czasie.

Taki oto mamy punkt wyjścia. Dalej losy bohaterów nieco się plączą, stają się prostsze lub bardziej zagmatwane, a wszystko to Autor doprawił sosem z oczekiwań społecznych wobec dorosłych kobiet i mężczyzn zestawionych z tym, czego oczekują  trzydziestolatkowie i jak oni patrzą na świat.

Jako, że sama mieszczę się w przedziale wiekowym między 30-40 lat, próbowałam zmierzyć się z stworzonymi na potrzeby powieści bohaterami. Nijak mi się nie udało, bo inna jestem niż Agata, Julita, Miłosz, czy Andrzej, inne mam priorytety, a i na trendy i celebrytów wielcem oporna. Niemniej jednak przejrzenie się w lustrze ustawionym przez Skarżyckiego na łamach książki było ciekawym wyzwaniem;)

Rafał Skarżycki krytykuje "warszawkę", mainstreamowe dążenia d tego, by być zauważonym nawet jeśli jest się nikim, kult celebrytów i maniakalną potrzebę posiadania dziecka, by jego obecnością zapełnić pustkę w życiu.

Eric Carle. Czy chcesz być moim przyjacielem?



Wydane przez

Wydawnictwo Tatarak

Książeczkami Erica Carle'a zachwyciłam się już kilka miesięcy temu. Niedawno ukazała się kolejna - traktująca o przyjaźni.

Mała Myszka wędruje szukając przyjaciela. Pyta o chęć nawiązania przyjacielskich relacji kolejne zwierzęta: konia, krokodyla, lwa, itd. Spotykani przedstawiciele królestwa zwierząt odmawiają Myszce wydając z dźwięki właściwe swojemu gatunkowi. Jest jednak ktoś, kto zechce zaprzyjaźnić się z Myszką.

Miła i charakterystyczna dla twórczości Carle'a grafika zachęca do odwracania kolejnych stron. Tym bardziej zachęca, że bohaterka opowieści zadaje pytanie o przyjaźń zwierzętom, których widzimy tylko ogon. Dopiero, gdy pytane zwierzę udziela odpowiedzi oglądamy je w całości i mamy szansę zaobserwować jak wygląda i jak się zachowuje.

Pozostaję wielbicielką Erica Carle'a i zapraszam do lektury jego książek (wcześniejsze recenzje).

Daniel Pennac. Szanowne dzieci.


Wydane przez

Wydawnictwo Muza

Ksiażki Daniela Pennaca są w dużej mierze abstrakcyjno-dziwaczne. Historia osadzona w rzeczywistości banalnie prawdziwej staje się, jak za dotknięciem magicznej różdżki, osobliwa.

Crastaing, nauczyciel od lat zmagający się z nieuwagą uczniów, postanowił ukarać trzech chłopców dodatkową pracą domową. Temat brzmiał:

"Budzicie się pewnego ranka i odkrywacie, że w ciągu nocy zostaliście zamienieni w dorosłych. Zupełnie oszołomieni pędzicie do pokoju rodziców. A oni zmienili się w dzieci. Opowiedzcie co było dalej."

Stało się tak, jak rzekł nauczyciel. Trzej chłopcy stali się dorosłymi, a ich rodzice - dziećmi. Również i nauczyciel dostąpił przemiany. Jak wygląda świat dorosłych z punktu widzenia dziecka? Jak odnaleźć się w otoczeniu, które nie zauważa, że przybyło ci w ciągu nocy trzydzieści lat?

Mamy tu panie lekkich obyczajów pracujące ciężko i szanujące swój czas, mamy złodziejaszka, który wyrósł i został policjantem, by ponownie stać się dzieckiem, mamy traktat nt. "przedwczesnie wrzuconych w tryb ambicji".

Podczas lektury w głowie kołatała mi myśl, że sytuacja w powieści Pennaca jest z pozoru podobna do tej, w której znalazł się bohater Korczakowskigo "Kiedy znów będę mały". Gdy teraz piszę o książce zauważam jej podobieństwo, dość odległe, ale zawsze, do "Sklepów cynamonowych". Ciekawe z jaką lekturą Wam się kojarzą/skojarzyłyby "Szanowne dzieci".

22 październik 2009

Rina Frank. Każdy dom potrzebuje balkonu.


Wydane przez

Wydawnictwo Otwarte

Opowieść Riny Frank toczy sie w dwóch przedziałach czasowych - w dzieciństwie bohaterki i w chwili, gdy jest dorosła, wychodzi za mąż, ma rodzinę.

Lata dziecięce dziewczynki, której rodzina uciekła z Rumunii, która wstydziła się swojej matki i wciąż była strofowana przez starszą siostrę, były barwne, pełne spotkań rodzinnych, wypełnione miłością ojca i zmianami mieszkań.

Dorosłość - mimo, że zapowiadała się świetnie - to czas rozczarowań, czas, w którym bohaterka przekonuje się, że wobec pewnych zdarzeń staje się podobna do nielubianej matki, a co gorsza uświadamia sobie, że nie mając oczekiwań wobec życia musi godzić się na to, co owo życie jej przynosi.

21 październik 2009

Rosemary Davidson, Sarah Vine. Tylko dla dziewczyn. Wielka księga pomysłów.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Uważam, że "Tylko dla dziewczyn" w dorosłych kobietach obudzi tęsknotę za nastoletnimi czasami pisania pamiętników, a nastolatkom przypomni, że są inne - ciekawe i zajmujące - sposoby spędzania czasu niż tkwienie przed komputerem i, co więcej, przekona je do wypróbowania tego, o czym piszą Rosemary Davidson i Sarah Vine.

Autorki przywołując doświadczenia z własnego dzieciństwa zapraszają do zgłębienia sposobów na urządzenie imprezy piłkarskiej, zaprezentowanie znajomym magicznych sztuczek, przyszycie guzika, czy malowanie się z umiarem. Ale to oczywiście nie są jedyne propozycje jakie możemy znaleźć w "Wielkiej księdze pomysłów". Autorki przedstawiają czytelnikom ważne osoby, książki i filmy, które znać należy, podpowiadają jak dobrze bawić się z nadejściem kolejnych pór roku, podczas przerwy między lekcjami i jak być cool;)

Na pochwałę zasługuje strona graficzna książki - ryciny stylizowane na dawne, lekko kremowy papier i okładka. Kilka ostatnich stron przeznaczono na notatki czytelnika; aż proszą, by odkręcić pióro i zanotować własne przepisy na pyszne ciastka, sałatkę, czy poncz;)

Niedawno na jednym z blogów wyczytałam, że amerykańscy wydawcy od pewnego październikowego czwartku zaczynają przedstawiać czytelnikom książki mające szanse być hitami wśród prezentów gwiazdkowych. Wydaje mi się, iż ta praktyka nie zatrzymała się po tamtej stronie oceanu:)

Maj Sjöwall, Per Wahlöö. Mężczyzna, który rozpłynął się w powietrzu.


Wydane przez

Wydawnictwo Amber

Pewnien ęzczyzna, dziennikarz specjalizujący się w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, wyjechał do Budapesztu i ślad po nim zaginął. Wizytę w kraju za żelazną kurtyną proponują Beckowi służby jakoś niespecjalnie jawne.

Budapeszt widziany oczyma najlepszego śledczego sztokholmskiej policji jest miastem rzeki, rozbrzmiałym turystami, rozedrganym upalnym powietrzem. Śledząc tropy dziennikarza, Beck zauważą, że jest obserwowany. Spotkanie w węgierską policją nie rozwiązuje zagadki mężczyzny, a Martin znużony szykuje się do powrotu.

Śmiesznostka - Martin Beck może i zmęczony jest utyskiwaniem niezadowolonej żony, ale nie zamierza ulegać prowokacjom węgierskiej nimfomanki. Co to, to nie;)

Barbara Zakrzewska. Chcę dobrze czytać.


Wydane przez

Wydawnictwo Harmonia

"Chcę dobrze czytać" to książka skierowana do dzieci, które mimo pełnej sprawności intelektualnej mają kłopoty z opanowaniem sprawnego czytania z powodów zaburzeń percepcji. Autorka w liście skoerowanym do rodziców objaśnia sposób w jaki należy z ćwiczeń korzystać oraz tłumaczy, jak specyficzne zaburzenia wpływają na umiejętności dziecka związane z czytaniem. 

Ćwiczenia zgrupowane są wokół wierszy. Treść każdego wiersza podzielona jest na sylaby, które są naprzemiennie barwne. Autorka zachęca dzieci, by odczytywały najpierw sylaby, by oswoiły się z nimi, a efektem będzie to, że czytanie całościowe wyrazów stanie się łatwiejsze. W ćwiczeniach dzieci wyszukują liter różniących poszczególe wyrazy, przeliczają sylaby i w tychże sylabach litery, rysują, a przy tym wszystkim utrwalają znajomość wiersza pogłębiając umiejętność czytania ze zrozumieniem.

Wiersze opowiadają o tym, co dzieciom bliskie; o rodzinie, szkole, kocie i psie, świętach, lesie, porach roku. Dzieci czytają o Ojczyznie, o znakach drogowych, o zasadach właściwego zachowania.

Podobnie jak poprzednia książka Pani Zakrzewskiej, i ta jest godna polecenia:)

20 październik 2009

Wojciech Widłak, Paweł Pawlak. Nieporadnik. Młotek.



Wydane przez
Wydawnictwo Czerwony Konik
Premiera 4 listopada!
Zamysłem książki - jak wynika ze słów Autorów - było przedstawienie czynności w jakich nie pomoże nam młotek (przedmiot skądinąd użyteczny), a co więcej - w jakich zastosowanie młotka może nas narazić na niespodziewane i niepożądane efekty.
Strona graficzna książki budzi zachwyt i z gardła wyrywa okrzyki "brawo!" oraz "bis!".
Strona literacka jest równie udana; przy lekturze będzie dobrze bawiło się i dziecko, i rodzic. Poziom absurdu podszytego ironią i poczuciem humoru, o którym nie da sie powiedzieć inaczej, że sięga wysoko, zapewni doskonałe wrażenia, a i radosny chichocik, czy śmiech.
Profesor Kurzawka i Adiunkt Kwas prowadząc badania natrudzili się niemało, ale efekt jest po pierwsze - naukowy, po drugie - porażający;)
Do czego zatem młotek nie powinien nam służyć? By nie zdradzić wszystkich pomysłów Autorów zaprezentuję tylko jedną ze stron książki. Reszta - uwierzcie - jest równie urocza:)

Terry Pratchett. Nacja.


Wydane przez

Wydawnictwo Rebis

"Nacja" jest tak inna od tego, co dotychczas czytałam napisane przez Pratchetta, że aż trudno znaleźć mi słowa, by podzielić się w Wami wrażeniami z lektury.

Mau, chłopiec uczestniczący w rytuale stawania się mężczyzną, wracał na rodzinną wyspę, by dopełnić owego rytuału.  Pojawiła się wielka fala, którą chłopcu udało się przeżyć, ale która zabiła mieszkańców jego wyspy, która zabrała do morza dużą część życia, którą Mau znał i która stanowiła dla niego wartość stałą, niezmienną.

Fala przyniosła na wyspę coś nowego - statek "Słodka Judy" wraz z dziewczynką o imieniu Ermintruda.

Mau i Daphne (jak wolała przedstawić się dziewczyna-duch) zaczęli porządkować wyspę, przyjmować na nią rozbitków, tworzyć nową Nację.

Tak przedstawia się główny nurt fabuły. To, co w tle - a jednocześnie jakby nie w tle, bo jest ważne - to, sprzeciw chłopca wobec bogó, walka z odwiecznymi wierzeniami, z głosem kapłana, który nakazuje poddać się woli Praojców i Boga Śmierci nieopuszczając do siebie bluźnierczych myśli.

To głośny sprzeciw wobec śmierci i stagnacji, to manifestacja chęci życia.

19 październik 2009

Maj Sjöwall, Per Wahlöö. Roseanna.


Wydane przez

Wydawnictwo Amber

Miałam niebywałe szczęście zacząć cykl od pierwszej w tymże cyklu powieści. Na półce czeka już kolejna książka szwedzkiego małżeństwa, a na stronie wydawnictwa widzę, że dotychczas wydano tylko trzy ich powieści - zatem nie mam zbyt dużego opóźnienia.

W książce Sjöwall i Wahlöö jest sucho, monotonnie, beznamiętnie i powiewa znużeniem. Ciało kobiety znalezione w wodzie długo nie jest zidentyfikowane, a gdy już uda się ustalić kim była, trudno trafić na trop tego, który odebrał jej życie.

Martin Beck, najlepszy śledczy szwedzkiej policji, ucieka w pracę przed zrzędzącą żoną, przed dziećmi, z którymi kontakt zatracił już dawno. W pracy spotyka podobnych sobie - zmęczonych, niewyspanych, żyjących wciąż myślami o zbrodniach. Gdy trafia się ktoś, kto taki nie jest pozostali traktują go jak dziwny okaz;)

Ciekawie jest sięgnąć do klasyki, na której bazowały sławy współczesnej skandynawskiej prozy kryminalnej. Klasyki, która mimo upływu lat wciąż zasługuje na miano świetnych kryminałów, w świat której warto wejść.

Ciekawostki:

1. Lata 1965-1975, w których powstawały powieści Sjöwall i Wahlöö, to czasy, w których nie było telefonów komórkowych. Policjant śledzący podejrzanego składa raporty biegając od budki do budki telefonicznej;)

2. Wszyscy bohaterowie powieści mieszkają bądź urodzili się "w parafii". Głównym punktem odniesienia nie jest miasto, okręg, szpital czy ulica - jest nim parafia:)

18 październik 2009

Michael Scott. Mag. Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela.


Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

W ubiegłym roku, w grudniu, czytałam pierwszą książkę z cyklu "Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela" (recenzja) i żałowałam, że trzeba czekać prawie rok do kolejnego spotkania z bohaterami powieści Michaela Scotta. 

Sophie i Josh pod opieką Flamela i Scatty trafiają do Paryża. Czeka tam na nich Niccolo Machiavelli współpracujący z doktorem Dee, zaciekłym wrogiem Flamelów marzącym o zdobyciu władzy nad światem, i hrabia de Saint-Germain, uczeń Flamela, wraz z żoną znaną jako Joanna d'Arc.

Fabuła pełna jest gwałtownych zdarzeń, zmian akcji, starć rozmaitych sił (a czytelnicy wraz z bliźniętami zastanawiają się, kto z otoczenia jest przedstawicielem Dobra, a kto Zła) - słowem nudzić się nie można, a nawet nie należy.

Wielkim plusem tej książki jest dla mnie to, że Autor czerpie bogato z historii, wierzeń, mitologii, przede wszystkim nordyckiej. I tak Machiavelli na pomoc wzywa Walkirie, które przybywają z Nidhoggiem uwolnionym spod korzeni Yggdrasila. Areop-Enap pomogła Perenelle Flamel pokonać Morrigan i jej kruki. Przyznam, że podczas lektury często siadałam do komputera, by doczytać kim jest postać wprowadzona przez Autora do fabuły powieści.

Książka Scotta wiedzie czytelników ulicami i podziemnymi korytarzami Paryża. Autor opisuje dość dokładnie miasto, jego mieszkańców; jest podobnie drobiazgowy przy przedstawianiu czytelnikom bohaterów powieści. Niektórych może to nużyć - mnie odpowiada, gdyż dawka nowych informacji jakich dostarcza powieść staje się łatwiejsza do przyswojenia dzięki dobrym opisom.

Jestem zaczarowana/oczarowana historią opowiadaną przez Michaela Scotta i mam nadzieję, że będzie mi dane przeczytać kolejne powieści z cyklu. 

Kathy Reichs. Diabelskie kości.


Wydane przez

Wydawnictwo Red Horse

Premiera 23 października!

Jedenasta powieść o antropologu sądowym, Temperance Brennan, jest równie atrakcyjną lekturą, co poprzednie w dorobku Autorki. W wywiadzie zamieszczonym na końcu książki możemy przeczytać co sprawia, że książki Kathy Reichs pozostają wciąż na wysokim poziomie.

Gdy w kotłach skrytych głęboko w piwnicy Temperance znajduje czaszkę, fragment mózgu, kości udowe, a wokół kotła koraliki, figurkę świętej i pióra zaczyna podejrzewać, że zetknęła się z miejscem, gdzie jakaś grupa religijna wypełnia swe praktyki. Przekonanie to wzrasta po znalezieniu ciała młodego mężczyzny z wyrytymi na ciele znakami kultowymi. 

Bohaterka współpracuje z policją, daje się umówić córce na randkę z prawnikiem, wciąż rozmyśla o Ryanie pozostawionym w Montrealu,  walczy z chęcią sięgnięcia po alkohol i próbuje powstrzymać agresję jaka budzi się w niej na widok pewnego komisarza, który nawołuje ludzi do walki z pogaństwem wskazując konieczność samosądów z racji ograniczeń prawnych policji.

Powieść opiera się na dwóch głównych wątkach. Jeden z nich to wierzenia i religie - bohaterka zgłębia informacje na temat voodoo i innych religii synkretycznych, dociera do wyznawców wicci, uczestniczy nawet w spotkaniu wyznawców tego neogpogańskiego kultu. Przyznam, że wiele spośród zjawisk opisanych przez Autorkę było mi nieznanych i z ciekawością poszerzyłam wiedzę.

Wątek drugi skupia się na policjantach ponoszących śmierć na służbie, w czasie pracy nad śledztwem. Pamięci zmarłych policjantów poświęca zresztą Autorka "Diabelskie kości". W tym najdobitniej widać różnice kulturowe między Ameryką a Polską. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek - poza niszowymi relacjami ze Święta Policji - słyszała, że ktoś oddaje cześć tym, którzy zginęli na służbie.

Dawno nie czytałam nic Kathy Reichs i zanurzenie w jej sposobie prowadzenia opowieści sprawiło mi przyjemność.

17 październik 2009

David Safier. Mrówka w wielkim mieście.


Wydane przez

Wydawnictwo Galaktyka

Opowieść o kobiecie, która po śmierci reinkarnowała się w mrówkę, potraktowałam jak ciekawostkę. Gdy jednak czytałam już o Kim Lange i tym, co ją spotkało zaczęłam nieco wbrew sobie zastanawiać się do jakiego typu liteteratury można by włączyć "Mówkę...".

Zaczyna się jak opowieść lekka, przyjemna i niezbyt skomplikowana. Trzydziestolatka, której udało się wspiąć na szczyt kariery dziennikarskiej w telewizji, która na owy szczyt wspięła się realizując zasady głoszące "jak wygryzać z pracy kolegów" i podchodząc do życia rodzinnego w bardzo nonszalancki sposób ulaga wypadkowi, umiera i - jak tłumaczy jej Budda - staje się mrówką, bo nie żyła dobrze. Oczywiście ma szansę, by stać się kimś innym - wystarczy, że zmieni sposób myślenia, że zacznie żyć z myślą o innych, "nazbiera" dobrej karmy i umrze.

Wcielenia dziennikarki w kolejne zwierzęta są pouczające, a każda rozmowa z Buddą wnosi coś nowego do rozumienia świata.

"- Jestem odpowiedzialny nie tylko za dusze buddystów, ale także za tych wszystkich, którzy w ogóle w nic nie wierzyli - odpowiedział Budda.

- A dlaczego?

-Bo u mnie niewierzący nie są karani za swój brak wiary."

Cel, ku któremu zmierza Kim Lange jest dość przewrotny i wydaje się nie współgrać z jej zmieniającą się osobowością.

"Mrówka..." jest interesującym zaproszeniem do dyskusji nad naszym życiem schowanym w kartach powieści lekkiej i przyjemnej:) 

Dorota Cahińska-Dylowicz, Mariola Drąg-Bylica, Halina Szopa. Bajka o Królu Kichaczu.


Wydane przez

Wydawnictwo Impuls

Bajka idealna na tę porę roku, do czytania dzieciom kichającym, prychającym i do zniwelowania owej przykrej dolegliwości.

W książeczce znajduje się rymowana bajka, o Królu Kichczu, mieszkańcu Wawelu. Król, którego kichanie bywa utrapieniem córki i dworu ogłasza konkurs kichania obiecując najlepsemu kichającemu rękę królewny.

Jako uzupełnienie bajki zamieszczono ćwiczenia mające za zadanie pomóc w zwiększeniu zasobu słownictwa dziecka, utrwalenie poprawnej wymowy głosek. Dziecko zaproszone jest do szukania różnic między ilustracjami, do wyodrębnienia z nałożonych na siebie obrazków poszczególnych postaci, do kontynuowania pracy ilustratora książeczki nad sznurem korali i koroną królewską, a wreszcie Autorki oddają młodemu czytelnikowi figurki Króla, Królewny i zwycięzcy konkursu zachęcając go do dramowego przedstawienia przygód bohaterów bajki lub do opowiedzenia bajki własnej.

Mimo, że książeczka może wydawać się niepozorna zawiera wiele ciekawych pomysłów stymulujących rozwój percepcji dziecka. Polecam:)

Theresa Monsour. Czyste cięcie.


Wydane przez

Wydawnictwo Aurum

"Czyste cięcie" to debiut Autorki i trzeba przyznać, że debiut udany. Powołana do życia na kartach książki sierżant Paris Murphy to córka Libanki i Irlandczyka, mężatka, która z powodu swojego zaangażowania w pracę jest w permanentnej separacji z mężem i wciąż umawia się z nim na randki, policjantka, która oddana jest pracy aż do absurdalnych decyzji, które w tejże pracy podejmuje.

Od początku powieści wiadomo kto jest mordercą. Wie i czytelnik, i wspomniania powyżej pani sierżant. Problemem jest udowodnienie dokonanego przestępstwa, tym większym, że podejrzany to znany lekarz o szerokich koneksjach.

Istotnym zjawiskiem, dotykającym zarówno podejrzanego jak i policjantkę, są wyrzuty sumienia. Autorka stworzyła postacie stojące po dwóch stronach prawa, a jednocześnie zadziwiająco do siebie podobne, jakby chcąc zasugerować czytelnikom, że tylko od nas zależy jak wykorzystamy własne umiejętności, pragnienia, jak zrealizujemy życie.

Ciekawa powieść i interesujące ujęcie tematu. Już cieszę się na kolejną książkę pani Theresy Monsour.

16 październik 2009

Gdybym nie widziała...

nie uwierzyłabym... 

Pewna pani pewnego popołudnia weszła do budynku muzealnego przynosząc ze sobą dar. Siedmiotomową encyklopedię świata i Żywoty Świętych wydane w pierwszych latach wieku XX.

KLIK

Pozostaję pod wrażeniem.

15 październik 2009

Zaproszenia



„Norweski Wieczór z Sagą Sigrun”

W czwartek, 22 października o godz. 19.00 w warszawskim Teatrze Kamienica (Al. Solidarności 93, Piwnica Warsza) odbędzie się „Norweski Wieczór z Sagą Sigrun”. Elżbiecie Cherezińskiej, autorce Sagi Sigrun, towarzyszyć będą Magdalena Gauer, Joanna Laprus-Mikulska – moderatorki spotkania, oraz Justyna Sieńczyłło, interpretująca fragmenty książki. W programie spotkania m.in. rozmowa o dawnej i współczesnej Norwegii – jej naturze, klimacie oraz mentalności mieszkańców. Zaprezentowane zostaną kopie wczesnośredniowiecznej norweskiej sztuki użytkowej, odzież i biżuteria. „Norweski wieczór z Sagą Sigrun” urozmaicą  prezentacje multimedialne, m.in. film Radosława Piwowarskiego oraz zdjęcia Edyty Szałek i Thomasa Gudbrandsena.

Saga Sigrun to pierwszy tom cyklu „Północna droga”, wyjątkowa książka przenosząca czytelników do Skandynawii X wieku, obrazująca obyczajowość i kulturę Wikingów, a po odrzuceniu kostiumu historycznego portretująca również współczesnych Norwegów. 

Na „Norweski Wieczór z Sagą Sigrun” zaprasza Zysk i S-ka Wydawnictwo, Teatr Kamienica oraz patroni medialni książki: miesięczniki „Bluszcz”, „Notes Wydawniczy”, „Wróżka” i portal Wirtualna Polska.

                                                                             Millennium

Czarna Owca zapowiada ostatni tom trylogii Millennium Stiega Larsona zatytułowany "Zamek z piasku, który runął", a w kinach od 6 listopada obejrzeć będzie można film zrealizowany na podstawie pierwszej książki, czyli na podstawie powieści "Męzczyźni, którzy nienawidzą kobiet".


José Ortega y Gasset. Ewolucja teorii dedukcyjnej. Pojęcie zasady u Leibniza.


Wydane przez

Wydawnictwo słowo/obraz terytoria

Trudno powiedzieć w kilku zdaniach, o czym jest ta książka. Z pewnością o poznaniu, na pewno o zasadach rozumianych jako racje czegoś. Jest w książce trochę logiki, na początku, kiedy Ortega wyjaśnia pojęcia, ale wszystko jest podane klarownie - Ortega zna się na rzeczy, bo logikę przez parę lat wykładał, a w przeprowadzaniu jasnego wywodu jest mistrzem. Przede wszystkim jednak jest to wspaniale napisana opowieść o Człowieku, o jego zmaganiach z Rzeczywistością i z sobą samym. Ortega, dając znakomitą syntezę tego, w jaki sposób wielcy myśliciele postrzegali zasady, pisze o poznaniu, o teorii dedukcji, o nauce, o mitach, magii, religii i przede wszystkim o filozofii. Dla mnie właśnie teksty o filozofii jako takiej są najpiękniejsze. Ortega pisze:

"Filozofia formalnie jest ruchem, który wyprowadza człowieka ze stanu wątpienia. Bez wątpienia nie ma filozofii. Dlatego nie rodzi się ze dziwienia wobec rzeczy, które człowiek napotyka wokół siebie, w swoim otoczeniu, czy też ze zdziwienia wobec świata. U swego źródła filozofia nie zajmuje się bezpośrednio światem, lecz pewnymi przekonaniami czy 'sposobami myślenia' odnoszącymi się do świata, które istniały już wcześniej, przed nią. Dlatego nie może być jakimś stałym modusem w człowieku, nie jest wszechobecna i achroniczna. Rodzi się i odradza w określonych dziejowych okolicznościach, które charakteryzuje upadek wiary, repertuaru 'panujących opinii', pewnych tradycyjnych obowiązujących poglądów. Dlatego w punkcie wyjścia postawa filozofa jest tak dramatyczna."

Autor daje nam wspaniały przegląd myśli filozoficznej, poczynając od Parmenidesa i Heraklita, poprzez Arystotelesa, Kartezjusza, Leibniza, Kanta, aż do Heideggera, przy czym nie ma w tekście Ortegi żadnych akademickich zakalców; wręcz przeciwnie, Ortega daje popis literackiego kunsztu, czasami może się nawet wydawać, że szarżuje, ale błędu nie popełnia ani razu. Oto pisze:

"Życie nie jest, nie może być tragedią. Tragedie tylko się w nim zdarzają i są możliwe. Idea tragicznego poczucia życia zrodziła się w wyobraźni romantycznej i jako taka jest arbitralna i mocno melodramatyczna. Z romantyzmu trucizna przeniknęła do chrześcijaństwa dzięki człowiekowi żyjącemu w Kopenhadze, komediantowi-z samej-swej-natury: Kierkegaardowi. Po nim pałeczkę przejął najpierw Unamuno, a potem Heidegger."

Albo:

"Jest on [Heidegger] bowiem sensu stricto 'miłośnikiem trwogi' w tym znaczeniu, w jakim istnieją wielbiciele byków. Może się to komuś wydać paradoksalne, ale prawda jest taka, że człowiek 'lubi trudności', i na tym polega sport. (...) Miał rację Nietzsche, powiadając: 'Czyżby to było życie? Niech się więc zaczyna od nowa!' Życie - to poczucie, że się umiera i jednocześnie krzyczy: da capo!"

Z książki można wyodrębnić kilkanaście świetnych, osobnych wykładów, jak chociażby wykłady o Kartezjańskim sposobie myślenia czy o filozofii scholastycznej, którą Ortega nazywa wręcz antyfilozofią, ale ceni ją za gigantyczny wysiłek intelektualny. Przede wszystkim Ortega, zgodnie z tytułem, koncentruje się na postaci Leibniza, o którym pisze:

"Newton cieszył się zawsze 'dobrą passą', podczas gdy Leibniz zawsze złą, poczynając od geniusza dziennikarstwa - samego Woltera. Sprawa jest tym bardziej skandaliczna, że - jak teraz widzimy - w większości wypadków właśnie Leibniz 'miał rację'. I miał tę rację w stopniu, który wydaje się prawie, powtarzam, nadludzki. Leibniz z dalekowzrocznością, która przenika dreszczem, uprzedza to, co w naszych czasach stało się zarówno najbardziej nowoczesną, czystą matematyką, jak i najbardziej nowoczesną fizyką. Trzeba bowiem podkreślić, że w całych dziejach filozofii właśnie Leibniz pozostawił po sobie największą liczbę aktualnych do dzisiaj tez."

"Ewolucja teorii dedukcyjnej" jest jedną z najważniejszych książek, jakie przeczytałam, ale nie umiem w krótkiej notce pokazać, na czym polega jej ważność - mogę tylko zachęcić Was do czytania :-)

* * *

Ewolucję teorii dedukcyjnej możesz kupić w


Beatrix Podolska. Łatwe piosenki dla dzieci.


Wydane przez

Wydawnictwo Impuls

W książce z "Łatwymi piosenkami...", do której dołączona jest płyta,  zamieszczono ponad sto trzydzieści piosenek o różnym stopniu trudności, różnej długości i tematyce. Autorka podzieliła je według pór roku, do których są odpowiednie i według trudności, proponując ich wykorzystanie w przedszkolach, młodszych klasach szkoły podstawowej, czy w domu:)

Korzystam z książki już od pewnego czasu i zdążyłam docenić jej zalety. Szczególnie podobają mi sie piosenki krótsze, takie które można zaśpiewać albo jako przerywnik, albo potraktować jako pląs podczas międzylekcyjnych zajeć ruchowych. Dłuższe piosenki, wpadające i melodią i tekstem, łatwo dzieciom do uch, moi uczniowie polubili, a ja korzystając z tego wciąż zachęcam ich do nauki kolejnych:)

Ewa Nowacka. Małe kochanie, wielka miłość.


Wydane przez

Oficynę Wydawniczą Foka

Narratorką powieści Ewy Nowackiej jest rowiedziona czterdziestolatka wychowująca samotnie nastoletnią córkę, Magdę. Magda, ulegając porywom nastoletniego serca zakochuje się w Kamilu, by po tym gdy okaże się, że będą mieli dziecko poczuć się przez niego wzgardzoną, zrobić wszystko by wykreślić go ze swojego życia i by - jako samotna matka przed maturą - powić dziewczynkę.

Dawno już żaden bohater książki nie denerwował mnie tak jak Magda. Beztroska, kpiąca z obaw matki, przekonana, że jej się należy wielkie wejście w świat i wykorzystanie możliwości jakie daje jej życie zdawała się nie pamiętać o dwóch osobach - swojej matce i własnej córce.

Opowieść zapisana przez Ewę Nowacką jest szalenie prawdziwa. Co ciekawe - Autorka wchodzi w polemikę z powieścią "Magda.doc" Marty Fox; matka Magdy kpi z tego, jak bezboleśnie bohaterka "Magdy.doc" poukładała swoje życie.

Ewa Nowacka w "Małe kochanie, wielka miłość" otwiera oczy tym wszystkich, którzy chcieli by głosić, że każda matka jest oddana swoim dzieciom, a chęć zawłaszczenia dziecka, z istnienia którego chciano zrezygnować zabierając mu szansę na życie, zdarza się tylko w złych bajkach.

Ali Shaw. Dziewczyna o szklanych stopach.


Wydane przez

Wydawnictwo Amber

Gdy czytałam tę książkę miałam wrażenie, że jej treść i znaczenie wciąż mnie wyprzedzają, że muszę je doganiać. 

W niewielkim mieście, gdzie znają się wszyscy pojawia się dziewczyna - smukła, monochromatyczna chodząca w zbyt dużych butach. Spotyka ją introwertyczny fotograf, który najpierw marzy o robieniu jej zdjęć, a później ze strachem zauważa, że zaczyna ją kochać. W tle pojawia się postać - ważna dla innych bohaterów powieści - Japończyka, który żyjąc w chacie na bagnach dogląda skrzydlatych bydlątek.

Dziwna powieść, dziwna treść. Baśniowość miesza się w realistycznymi emocjami, w opisach zimnego, szarego klimatu Autor dawkuje czytelnikom sycące oczy i wyobraźnię barwy.

Nie mam uczucia, że dogoniłam zamysł Autora, że dogoniłam powołanych przez niego do życia bohaterów, ale i tak cieszę się z tej lektury. 

P.S. Strona Autora.

14 październik 2009

Ojciec Benignus. Szatan istnieje naprawdę. Spotkałem go.


Wydane przez

Wydawnictwo Esprit

Autorem książki jest duchowny, pracujący jako egzorcysta. Mamy tu zatem relację bezpośrednią, relację człowieka, który egzorcyzmów dokonuje od wielu lat. Jest to bardzo ważna okoliczność, bo często na temat egzorcyzmów wypowiadają się ludzie, którzy nie mają zielonego pojęcia o religii, o teologii, o medycynie, w tym psychiatrii, i przede wszystkim nigdy nie byli świadkami egzorcyzmów.

Kwestię egzorcyzmów Benignus osadza we właściwym kontekście, czyli w kontekście wiary katolickiej - nie dlatego, że jest to jakaś najlepsza wiara, tylko dlatego, że sam jest duchownym katolickim. Najwięcej miejsca autor poświęca opisywaniu kilkunastu przypadków, w których przeprowadzał egzorcyzmy. Są to przypadki bardzo różne. Mnie jednak bardziej zainteresowało to, co Benignus pisze  o egzorcyzmach jako takich. Przede wszystkim Autor klarownie tłumaczy, na czym polegają nawiedzenie, dręczenie i opętanie (a są to zupełnie różniące się od siebie wzajemnie zjawiska) i dokładnie wszystkie je charakteryzuje. Mnóstwo innych ciekawych szczegółów podaje autor, no ale zna się na swojej robocie, więc może tymi ciekawostkami sypać z rękawa.

W czwartym rozdziale Benignus srawia pytanie o to, dlaczego istnieje cierpienie. Nie pisze teodycei, wsumie ten rozdział liczy zaledwie 13 stron, ale w jednym miejscu daje kapitalne stwierdzenie:

"Wobec cierpienia człowieka niewinnego należy milczeć raczej, niż mówić, jak czynili to Elifaz (Hi 4-5; 15; 22), Bildad (Hi 8; 18; 25; 26,5-14) i Sofar (Hi 11; 20; 24,19-25; 27,13-23), i zrozumieć, że stajemy wobec tajemnicy."

I tyle. To się doskonale rymuje z tym, co w książce "Chata" Williama Paula Younga, na te oto słowa bohatera: - Po prostu nie jestem w stanie wyobrazić sobie żadnego ostatecznego celu, który by to wszystko usprawiedliwiał. - odpowiada Bóg: - Mackenzie. My nie usprawiedliwiamy. My zbawiamy.

I jeszcze jeden fragment korespondujący ze sposobem, w jaki postrzega sprawy Benignus:

"Kiedy stanowczość pytania osiąga najwyższy stopień, jak na przykład u Hioba, wówczas myśl o teodycei zaczyna wydawać się bluźniercza. Wszelkie "wyjaśnienie" jego nieszczęścia jest dla Hioba jedynie zwielokrotnieniem rozpaczy. Nie potrzeba żadnych wyjaśnień, żadnych odpowiedzi. Niepotrzebne są też i pocieszenia. Hiob przeklina przyjaciół, którzy przyszli do niego, a przeklina ich właśnie dlatego, że są jego przyjaciółmi i jako przyjaciele chcą mu "ulżyć" - jeśli jeden człowiek może ulżyć drugiemu. Dla Hioba najgorsze ze wszystkiego jest owo "jeśli". Skoro już pomóc nie sposób - to i pocieszać nie trzeba. Inaczej mówiąc, można spytać (niekiedy, jak w przypadku Hioba, pytanie to jest koniecznością): skąd pochodzi zło? Ale odpowiadać na to pytanie nie wolno. I tylko wówczas kiedy filozofowie zrozumieją, że ani na to pytanie, ani na wiele innych pytań odpowiadać nie wolno , uznają jednocześnie, iż nie zawsze stawia się pytania po to, by na nie odpowiadać, że są pytania, których cały sens polega na tym, że nie dopuszczają żadnych odpowiedzi, gdyż odpowiedzi je zabijają. Niezrozumiałe? Więc - pocierpcie: nie do takich rzeczy człowiek się przyzwyczaja." (Lew Szestow. Ateny i Jerozolima)

Podkreślam jednak - książka Benignusa to nie jest rozprawa teologiczna, nie jest to też systematyczna teodycea - książka Benignusa to po prostu ciekawa opowieść o tym, czym są egzorcyzmy - z tym większym zainteresowaniem przeczytam zapowiadaną na marzec, kolejną książkę tego Autora "Moja droga - od filozofii do egzorcyzmów".

Simon Tofield. Kot Simona.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

Dziś premiera!

Z książką, której bohaterem jest Kot Simona jest tak, że ci, którzy mają fioła na punkcie kotów i maja koty, zauroczą się tą książką, tak jak zapewne zauroczyli się jej bohaterem występującym w teledyskach na youtubie. 

Jako, że jestem współmieszkanką trzech Kotek i zdecydowanie należę do tych, którzy sądzą, że dom bez kota jest pusty, obdarzyłam Kota Simona uwielbieniem, a Simona Tofielda podziwem. Autor kreśląc przygody Kota czyni to z gracją, urokiem, ironią, a wszystko to świadczy o doskonałej znajomości kocich zwyczajów, charakterów i stosunku do ludzi:)

Czytając, a właściwie oglądając książkę, znajdowałam przecierając załzawione od śmiechu oczy, wiele znajomych sytuacji - wymuszanie jedzenia, taplanie się w wodzie cieknącej z kranu, układanie się na dopiero co wyprasowanej koszuli, czy grymaszenie przy jedzeniu. Miło jest wiedzieć, że nie tylko moje koty tak robią;)

Mimo, że do świąt jeszcze sporo czasu, to już dziś podpowiadam - kupcie kociarzom album z Kotem Simona. Ucieszą się, zapewniam:)

P.S. Strona Kota Simona.

Dzień Edukacji Narodowej zwany Dniem Nauczyciela


Wszystkim Pracownikom Oświaty, a szczególnie tym pracującym bezpośrednio z dziećmi, życzę wiele cierpliwości, satysfakcji z pracy i rozsądnej odporności na kolejne, coraz ciekawsze, propozycje ministów;)
P.S. Laurki dostałam:



Michael Connelly. Ołowiany wyrok.


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Książki Michaela Connelly'ego odkryłam kilka lat temu. Gdy już jednak je odkryłam, zostałam ich wierną czytelniczką, choć przyznam, że na początku styl bycia głównego bohatera, (surowy i oschły) Harrego Boscha mnie niego lekko zniechęcał.

W "Ołowianym wyroku" Hieronysmus Bosch, legenda policji Los Angeles, występuje w drugim planie. Głównym bohaterem jest Mickey Haller, adwokat, który po przerwie w praktyce zadowodowej spowodowanej lekomanią i terapią odwykową, wraca do prawy nie w sposób delikatny i powolny,jak planował, ale z hukiem - przejmując trzydzieście jeden spraw zapisanych mu w testamencie przez zamordowanego kolegę.

Układ powieści sugeruje, że na świecie są źli, dobrzy i ci, co do których nie mamy pewności. Odsłaniając przed czytelnikami fabułę Autor pokazuje zawiłości amerykańskiego prawa, swoiste współzawodnictwo między policją a prawnikami, dylematy jakie może budzić postawa obrońcy. Książka ma klimat i to taki, w którym aż chce się mówić, co chwilę "tego się nie spodziewałam!".

Lubię historie opowiadane przez Connelly'ego, bardzo lubię:)

* * *

"Ołowiany wyrok" możesz kupić w


13 październik 2009

Tadeusz Gadacz. Historia filozofii XX wieku. Nurty. Tom 2


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

W drugim tomie swojego dzieła Gadacz pisze o neokantyzmie, filozofii egzystencji oraz filozofii dialogu. Pośród reprezentantów tego ostatniego kierunku umieszcza m.in. ks. Tischnera.

Wszyscy neokantyści, których prezentuje Gadacz, byli dotąd mi nieznani i z pewnością ten rozdział czyta mi się najtrudniej, aczkolwiek z wielką ciekawością :-) Z kolei bardzo się cieszę, że w tym tomie autor omawia postać Lwa Szestowa, o książce którego pisałam tutaj. Szestowa nie jest łatwo omówić, bo jego myśl nie daje się klasyfikować, ale Gadacz spisał się znakomicie, bardzo klarownie pokazując to, co w myśli rosyjskiego filozofa jest najważniejsze i najbardziej specyficzne. Oto Gadacz pisze:

"Filozofia Szestowa sytuuje się na przeciwnym biegunie w stosunku do Heglowskiej fenomenologii rozumu. Jeśli Hegel całkowicie zredukował Boga do rozumu, to Szestow radykalnie Go od niego oderwał. Dyskusyjną kwestią pozostaje natomiast to, w jakiej mierze była ona irracjonalna, a w jakiej jedynie wyznaczała granice kompetencji rozumu, gdyż przewaga tez krytycznych nad sformułowaniami pozytywnymi jest w niej porażająca."

To prawda, ale ta przewaga tez krytycznych nie jest niczym złym. Pisał o tym José Ortega y Gasset w książce "Ewolucja teorii dedukcyjnej. Pojęcie zasady u Leibniza.":

"Zapominamy, że filozofii pozytywnej zawsze towarzyszy jej przewrotny brat - sceptycyzm. To także jest filozofia - w niej człowiek mozolnie - jeszcze bardziej mozolnie niż w filozofiach pozytywnych, czyli dogmatycznych, wypracowuje sobie radykalną obronną postawę wobec możliwych fałszywych światów i dopiero w owej negacji w stosunku do wszelkiej wiedzy, czuje się na pewnym gruncie, poza zasięgiem błędu w nie mniejszym stopniu niż filozof dogmatyczny."

O dziele Gadacza (pierwszy tom omówiłam tutaj) mogę wypowiadać się tylko w superlatywach i wydaje się, że to się nie zmieni aż do ostatniego tomu :-)

12 październik 2009

Angelika Kuźniak. Marlene.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Dziś premiera!

Marlenę Dietrich znam z czarno-białych zdjęć. I na tej "znajomości" pewnie bym poprzestała, gdyby nie świetnie napisana przez Angelikę Kuźniak opowieść, dzięki której aktorka i piosenkarka przestała być dla mnie tylko postacią z fotografii.

Dietrich jawi się w książce jako osoba profesjonalna, surowa, rygorystyczna, a jednocześnie rozmiłowana w sobie i własnej popularności. Pozostawiła 25 ton przedmiotów; były tam: stroje, bilety, gipsowy odcisk dłoni, książki, listy, itp. Do końca chciała decydować o losie swoim i osób z jej otoczenia, do końca zachowała samoświadomość.

Angelika Kuźniak kieruje reflektory spisanej przez siebie historii na relację Marleny Dietrich z Niemcami, na wizyty artystki w Polsce, a także pokazuje nam ostatnie lata jej życia spędzone w Paryżu.

Autorka oddaje głos osobom bliskim Marlenie Dietrich - jej córce, wnukowi, ludziom, którzy z nią współpracowali. Przywołuje listy fanów i przeciwników artystki, dociera do wspomnień, listów, notatek i zapisków w kalendarzach. Szczególnie w swej opowieści uwypukla obecność Dietrich w Polsce (1964, 1966) oraz jej znajomość z Czesławem Niemienem i Zbigniewem Cybulskim.

Marlena Dietrich była dla mnie postacią z czarno-białych zdjęć. Nie wiedziałam, że odwiedziła Polskę, nie wiedziałam, że znaczna część społeczeństwa niemieckiego nie chciała jej w swoim kraju, bo u boku aliantów zagrzewała do walki z nazizmem. Nie wiedziałam, że zmarła w 1992 roku. Pani Kuźniak dziękuję za wiedzę i asumpt do tego, by wiedzieć:)

P.S. Niebiesko-Czarni oraz Marek i Wacek występowali jako support przed Marleną Dietrich. Wyobrażacie to sobie?!

11 październik 2009

Natalia Rolleczek. Kochana rodzinka i ja. Rodzina Szkaradków i ja. Rodzinne kłopoty i ja.

Wyjechałam z domu zabierając - o zgrozo - za mało książek. Lektury skończyły mi się już w sobotę, więc czym prędzej zaczęłam gwałtowne poszukiwania. Znalazłam wciśniete w kąt, zaczytane książki z trylogii o Judycie i jej rodzinie. Książki ze wszech miar zasługujące na to, by być zaczytanymi.

Judyta to szalona nastolatka - szałaputowata, węsząca intrygi i wciąż uważająca, że jej doświadczenie życiowe to ho, ho! Starsza siostra, Paulina, nieco próbuje temperować młodszą, ale i ona ma pracę, wielbicieli i życie towarzyskie. Dodatkowym elementem utrudniającym normalność domową jest, zdaniem Pauliny, tatuś który był zginął pod Monte Cassino i który bohaterem wielkim jest, i na piedestale ustawiony przez babcię ani drgnąć nie powinien.

Oprócz tatusia do rodziny przynależy wieloletni wielbiciel mamy, czyli Julian. Okresowo w krakowskim mieszkaniu Katarzyny i jej córek pomieszkują zaprzyjaźniona matka dwójki dzieci z obsesją higieniczną, stryj Karol wędrujący z Hamburga do Australii i Babcia.

Opowieść snuta przez Natalie Rolleczek bawi, śmieszy i zabiera czytelników w inny od dzisiejszego świat. Inny, bo jakoś tak krakowsko-melancholijnie uroczy:)

(Nasza Księgarnia 1981)  

Plastusiowa mama. Wspomnienia o Marii Kownackiej.


Wydane przez

Państwowy Instytut Wydawniczy

Pani Mariola Pryzwan zebrała i opracowała materiały o Marii Kownackiej. Włożyła masę pracy w rozmowy z osobami znającymi Autorkę, w okraszenie tekstu zdjęciami rodzinnych spotkań, legitymacji, listów od czytelników, tak, że lektura wspomnień o Plastusiowej Mamie jest rzeczą przyjemną i nostalgicznie emocjonującą.

Przyznam, że nigdy nie wpadłam na to, by dowiedzieć się czegoś o Autorce książek czytanych przeze mnie w dzieciństwie z takim zapałem. Wszak "Dzieci z Leszczynowej Górki", "Kajtkowe przygody", czy "Rogaś z Doliny Roztoki" czarowały mnie swoją historią. A Plastuś? A opowiadanka o tym, jak należy dbać o higienę zebrane w tomiku zatytułowanym "Kukuryku na ręczniku"? Ulepiłam Plastusia i nosiłam go, jak Tosia w piórniku. I ręcznik chciałam mieć haftowany;)

Ze wspomnień ludzi bliskich Marii Kownackiej ukazuje się postać dość oschła, a jednoczesnie oddana dzieciom i swojej pracy. Ci, którzy znali ją i podziwiali, a mieli okazję spotkać się z nią na gruncie zawodowym, podziwiali jej profesjonalne podejście do tego, co w ówczesnych czasach dziwiło - pisania dla dzieci. A Autorka prowadziła dokładne badania przed przystąpieniem do pisania; jej archiwum oprócz bogatej korespondencji, oprócz napisanych przez nią książek zawierało materiały, które gromadziła zanim przelała myśli na papier.

Wiele mnie w tej książce ucieszyło, wiele zadziwiło, a jedna, przywołana przez Marię Łopatkową, wypowiedź zasmuciła. Otóż Maria Kownacka podejmowała starania, aby jej mieszkanie zostało przeznaczone (po jej śmierci) na izbę pamięci. Urzędnicy skwitowali owe starania tym, że skoro Nałkowska nie ma izby pamięci, to czemuż miała by ja mieć Kownacka...

Polecam "Plastusiową mamę" wszystkim tym, którzy w dzieciństwie ulegli czarowi opowieści Marii Kownackiej.


P.S. Książki do zdjęć udostępniły mi Panie z M-GBP w Węgorzewie.

10 październik 2009

Stacy Hawkins Adams. Wszystkie odcienie pereł.



Wydane przez


Wydawnictwo WAM

"Wszystkie odcienie pereł" to książka o kobietach. Każdą z bohaterek, Serenę, Twawnę, Erikę, obserwujemy w istotnym dla niej momncie życia. Każda z nich - będąc osobą funkcjonującą w społeczności religijnej - próbuje kierować się przekonaniami i wiarą, choć czasami, nawet dla żony pastora, jest to ciężkie.

Kobiety sportretowane przez Autorkę doznają problemów znanych wielu kobietom - wychowywanie dzieci kosztem pracy, zaspokojenie potrzeby bycia kochaną, stawienie czoła przemocy doznawanej w domu. Tym co łaczy bohaterki jest przyjaźń - dzięki niej i w jej opiekuńczej atmosferze mają szansę na przyznanie się do błędów, na radość, czy płacz. Znajdują wsparcie, a czasami gorzkie aczkolwiek prawdziwe słowa.


Zastanawiałam się podczas lektury, jak odbieram wyraźny religijny aspekt powieści. Przyznam, iż cieszy mnie istnienie kogoś, kto chce pisać o Bogu włączając go w codzienność, a jeszcze bardziej ciszy fakt, że są ludzie, którzy czytają takie powieści, którzy takich powieści potrzebują.

08 październik 2009

Literacka nagroda Nobla

W tym roku uhonorowano literackim Noblem Niemkę pochodzącą z Rumunii. Przeczytałam tylko jedną jej książkę - recenzja TU.

Paweł Beręsewicz. Wielka wyprawa Ciumków.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat
Cóż za sympatyczna rodzina, co Ciumkowie! Poniesieni marzeniami Taty o wielkiej wyprawie rowerowej, dopingowani przez niego, pewnego dnia - do żmudnych treningach i wielokrotnym przepakowywaniu bagażu, stanęli u wrót Okęcia z zamiarem dotarcia droga lotniczą do Nicei, przemierzenia sporej części Francji na rowerach i zdrowym oraz bezpiecznym powrocie do domu jeszcze przed końcem wakacji.
Edukacyjne, czy wręcz dydaktyczne, walory książki sa niezaprzeczalne, a w dodatku - za co autorowi należy się wielki plus - zostały zaprezentowane delikatnie, z wyczuciem i umiarem. 
Opowieść o rodzinie, którą scala wspólne zadanie, która zamiast spędzać wakacje przez telewizorem objadając się chipsami przemierza Francję zażywając ruchu jest rewelacyjną historią  uświadamiającą czytelnikom istotę rodziny, możliwość spełniania marzeń i odkrywającą uroki oglądanego przez Ciumków świata. Poczucie humoru w książce jest równie wyważone jak wspomniany dydaktyzm, a całość czyta się naprawdę dobrze.
Polecam gorąco!
P.S. Jesienno-zimowe przyglądanie się mapom w atlasie jest mi doskonale znane:)