30 listopad 2009

Taka jest wiara Kościoła - nowy katechizm dla dorosłych


Wydane przez

Wydawnictwo WAM

W filmie "Źródło wszelkiego zła?" Richard Dawkins stwierdził, że to, iż nie było - jak podaje Biblia w Księdze Rodzaju - jakiegoś jednego jedynego pierwszego człowieka, podważa teologię św. Pawła. Ludzie na temat religii wypowiadają mnóstwo podobnych głupstw. Wynika to po prostu z braku wiedzy, bo - jak sądzę - zła wola też często idzie w parze z brakiem wiedzy.

Ojciec Józef Bocheński powiada, że człowiek wierzący przyjmuje za prawdę jakieś zdanie metajęzykowe, jakiś metadogmat. W przypadku Kościoła Katolickiego ten metadogmat brzmi: "Prawdą jest to, co Bóg objawił, a co Kościół do wierzenia podaje". Do tego zdania metajęzykowego dochodzą konieczne dyrektywy, bardzo ściśle sformułowane i mające charakter syntaktyczny.

Ten metadogmat człowiek może przyjąć na rozmaite sposoby - może dojść do niego sam, może oprzeć się na jakimś autorytecie. W konsekwencji przyjęcia owego metadogmatu człowiek przyjmuje za prawdziwe wszystkie zdania, które z metadogmatu wynikają. Oczywiście nie jest tak, że każdy wierzący katolik zna wszystko to, co Kościół do wierzenia podaje, i nie musi znać, natomiast musi znać i przyjmować za prawdę jakieś istotne jądro nauki podawanej przez Kościół. Co prawda wielki myśliciel, Norman North Whitehead stwierdził, że religia jest tym, co człowiek robi ze swoją samotnością, niemniej jednak aby zasadnie uważać się za katolika trzeba zgodzić się na to, co Kościół podaje do wierzenia.

"Taka jest wiara Kościoła. Katechizm dla dorosłych" jest znakomitym kompendium traktującym o doktrynie Kościoła Katolickiego. Tom ściśle nawiązuje do Katechizmu Kościoła Katolickiego, pełen jest odniesień do kanonów KKK i zachowuje jego strukturę. Rzecz jest bardzo rzetelnie opracowana przez zespół autorów, którzy poszczególne twierdzenia osadzają w ciekawym, szerokim kontekście. Autorzy w wielu miejscach stwierdzają rzeczy oczywiste, które wydają się oczywistościami dopiero wtedy, kiedy o nich przeczytamy, co wynika z tego, że albo o tych rzeczach nie myślimy, nie zastanawiamy się nad nimi albo po prostu nie mamy na ich temat rzetelnej wiedzy. Np. rozdział o Duchu Świętym zaczyna się tak: "Dla wielu chrześcijan Duch Święty pozostaje 'nieznaną', a raczej 'zapomnianą' Osobą Boską". W innym znowu miejscu czytamy, że "prywatnych objawień, jakich niejednokrotnie doświadczali święci (...) nie można uważać za kontynuację Objawienia Bożego".

Ten podręcznik, bo tak należy traktować książkę, powinien być czytany przez wszystkich, którzy chcą wiedzieć, w co wierzą, którzy na temat swojej wiary chcą móc powiedzieć coś sensownego. Książka może też być znakomitą pomocą dla tych, którzy katolikami nie są, ale którym zależy na tym, aby mieć odpowiednią erudycję również w sprawach religii, jednego z największych fenomenów w dziejach ludzkości.

29 listopad 2009

Sebastian Reńca. Ślady.


Wydane przez

Wydawnictwo Prozami

Powieść Sebastiana Reńcy ma układ, który lubię - niemalże ta sama scena rozpoczyna i kończy książkę. Widzimy zatem mężczyznę, chłopca i psa zmierzających w stronę dworca kolejowego stanowiącego bramę ku nowemu życiu. Co zadecydowało o ich wyjeździe? Czy można ową podróż nazwać ucieczką? Co łączy trzy wędrujące postacie? Odpowiedź na pytania znajduje się w książce.

Autor przedstawia społeczność miasteczka, do którego jego bohater przyjeżdża jako obcy, nakładając na siebie bycie "nowym", a więc i intresującym w pełnej stagnacji atmosferze małej miejscowości. W tymże korowodzie bohaterów sympatia Sebastiana Reńcy przylgnęła wyraźnie do mężczyzn; kobiety są jakby bardziej obdarzone cechami negatywnymi.

Wątek z poszukiwaniami poprzedniego właściciela domu, w którym zamieszkał Tomasz, adwokata Juliana Aszkenazego, zapowiadał się bardzo obiecująco. Zgłębianie dokumentacji, stare księgi, wspomnienia, podróż do Lwowa śladami prawnika były ciekawym wątkiem w powieści, jednak zabieg przenoszenia się w czasie wytrącał mnie z czytelniczej uwagi i powodował - szczególnie zanim zdałam sobie sprawę, że nagle zmieniliśmy realia czasowe opowieści - uczucie zagubienia.

Rozmowy Kostka z Tomaszem stanowią prawdziwie udaną diagnozę współczesnego społeczeństwa - zwłaszcza młodszej jego części. Czasami aż zbyt brutalną jak na moje idealistyczne i nieco naiwne postrzeganie rzeczywistości, ale - przyznaję odrzucając idealizm - prawdziwą. Kostek ma zdolność dogłębnego oglądu, odrzuca zewnętrzną, wygładzającą otoczkę i zagląda wgłąb - do motywów ludzkich czynów, do pragnień, bezmyślności, głupoty.

Gdziekolwiek otwieram "Ślady" znajduje coś, o czym chciałabym Wam powiedzieć, coś czym przekonam Was, aby sięgnąć po książkę Sebastiana Reńcy. Nie chcę jednak opowiedzieć zbyt wiele. 

Zostawiam Wam przyjemność odkrycia "Śladów".

P.S. Blog Autora.

P.L.Travers. Mary Poppins.


Wydane przez

Wydawnictwo Jaguar

Mary Poppins to chyba najbardziej znana niania na świecie. Pojawiła się na ulicy Czereśniowej w chwili, gdy Państwo Banks potrzebowali pomocy i przejęła stery pokoju dziecięcego.

Mary to postać w pewnien sposób podobna do Piotrusia Pana. Zachowała dziecięcą zdolność postrzegana świata, czynienia magii, rozmawiania ze zwierzętami. Jednak w odróżnieniu od Piotrusia (którego szczerze nie lubiłam) Mary nie broni się przed dojrzałością - ona po prostu jest osobą dorosłą z dziecięcymi umiejętnościami przyjmowania rzeczywistości.

Mary jest wzorem uporządkowania, precyzji, ale nie sposób opisując ją pominąć jej zadowolenie z siebie i nadmierną skłonność do przeglądania się w witrynach sklepów. Jej zadziwiający znajomi, to, że jest osobą powszechnie znaną w świecie alternatywnym do tego w jakim żyją, ot chociażby, państwo Banks, sprawia, że niania Janeczki, Michasia i bliźniąt jest postacią nietuzinkową, a całe rzesze dziecięcych czytelników zazdroszczą dzieciom państwa Banks tak niesamowitej opiekunki.

Podczas lektury przypominałam sobie wydarzenia, postacie z zaczytanej przeze mnie w dzieciństwie książki. Zdumiało mnie, że wspomnienie o smutku wywołanym tym, iż bliźnieta utraciły zdolnośc rozumienia mowy ptaków jest tak świeże, i że teraz mój smutek - już bardziej dojrzały - ma podobną moc.

Przede mną jeszcze cztery tomy historii o Mary Poppins. Cztery tomu cudownego powrotu do dzieciństwa. Cieszę się, że książka P.L. Travers podczas ponownej lektury okazała się nie być na podobieństwo zamkniętych przed dorosłymi drzwiami świata dziecięcego, literaturą przeznaczoną tylko dla młodych czytelników.

C.S. Lewis. Smutek.


Wydane przez

Wydawnictwo Esprit

"Smutek" Lewisa to notatki z dziennika prowadzonego przez Autora po śmierci żony. Tekst C.S. Lewisa poprzedza doskonały wstęp Douglasa H. Greshama, syna zmarłej żony Autora. W tym wstępie przeczytać możemy o związku dwojga wielkich postaci, o miłości, która połaczyła ich w czasie, gdy wspólne dni - z racji choroby Joy Greshman - były już niemalże policzone.

To, co napisał C.S. Lewis to dyskusja ze śmiercią, ludzkim na nią patrzeniem, z Bogiem i tym w jakie ludzie Boga ubierają przymioty. Autor rozkłada na poszczególne elementy smutek przyrównując go do uczucia niepewności, strachu. Pisze o stracie odczuwanej w sposób fizyczny, o utracie części siebie, poddaje w wątpliwość swoją wiarę w Boga, pisze szczerze, wręcz krwiście, dojmująco.

"Smutek" to książka, która bazuje intensywnie na odczuciach czytelnika. Inaczej odbierze jej treść ktoś, kto niedawno sam sprzeczał się z Bogiem o cierpienie i śmierć, inaczej ktoś, kogo nie dotknęły rzeczy ostateczne. Odmienne będzie pojmowanie zapisków Lewisa u młodej osoby od pojmowania starszych wiekiem. To tekst ponadczasowy, nieokazjonalny, tekst, który skłania do refleksji i analizy. Tekst Wielki, podobnie jak wielki był jego Autor.

Joanna Rudniańska. Okno na skrzyżowanie. Baśnie świąteczne dla dorosłych.


Wydane przez

Wydawnictwo Pierwsze

Okres przedświąteczny sprawia, że przyspiesza czas i przyspieszamy my. Praca, plany na święta, prezenty, choinka sztuczna, czy prawdziwa, barszcz, czy grzybowa, a może kurort, w którym to nie my będziemy podawać, ale nam będą podawać. Gdzieś w tym pośpiechu gubi się religijna sfera świąt; paradoksalnie, bo bez religii nie mielibyśmy czego świętować. 

Postacie z opowiadań Joanny Rudniańskiej są podobne do nas. Kamil opuścił żonę dla młodszej miłości, Michał marzy, by jego mama pokonała raka, Jerzy zagrał nieczysto i boi się świąt w otoczeniu prawych intelektualistów z rodziny żony, Jack marzy o dawnej miłości, Agnieszka pragnie dziecka scalającego rodzinę, a Regina podsyłą dawnemu kochankowi własną córkę, by go oszukać. Dobrzy, źli, działający ze szlachetnych, czy egocentrycznych pobudek szykują się do nadejścia świat. Spotykają Anioła Wigilijnej Nocy, który oferuje im spełnienie życzenia, tego, czego najmocniej w życiu chcą.

Kiedyś ktoś powiedział, że marzenia się spełniają dlatego warto uważać na to, o czym się marzy. Anioł spełniając prośby bohaterów opowiadań z tomiku "Okno na skrzyżowanie" wypełniał ich pragnienia literalnie.

Joanna Rudniańska opisała nostalgicznie kondycję współczesnego człowieka. Jej książka to lektura w sam raz do przeczytania u progu szaleństwa przedświątecznego.

Iwona Czarkowska. Niebieska przygoda klowna Pyzola.


Wydane przez

Wydawnictwo Zielona Sowa

Na blogu gościły już Ekoludki. Trzecia część ich przygód ma podobny układ - opowieść o Zielonej Planecie, historia tytułowego bohatera, informacje z Księgi Mądrości Ekoludków, rebusy, zagadki, układkanka obrazkowa i instrukcja wykonania ekologicznego przedmiotu użytkowego (tym razem są to instrumenty muzyczne).

Opowiadania o przygodach przedstawicieli Ekoludków na Ziemi są i pouczające, i zabawne. Klown Pyzol, ćwiczący na Ziemi popis cyrkowy dostrzegł ze zgrozą, że ziemskie dzieci jeżdża rowerami po trawie niszcząć ją w ten sposób. Stosując podstęp przekonał dzieci, że nie należy postępować w ten sposób.

Książki Iwony Czarkowskiej trzymam w pracy; mam wrażenie, że historie Eoludków o wiele bardziej przemawiają do moich uczniów, niż te, które ja im opowiadam:) 

Katarzyna Turaj-Kalińska. Bracia Strach i inne opowiadania.


Wydane przez

Wydawnictwo Skrzat

W sześciu opowiadaniach Katarzyna Turaj-Kalińska przedstawia czytelnikom lęki towarzyszące ludziom. Bohaterami jej tekstów są zwyczajni ludzie, których codziennością stało się zmaganie z własnymi, czasami dość zaskakującym fobiami.

Opisom strachów towarzyszących bohaterom specyficznego kolorytu dodaje bogata wyobraźnia Autorki, wyobraźnia nasycona ironią, czy wręcz prześmiewczym spojrzenie na rzeczywistość.

Fascynujące są również związki między ludźmi o jakich pisze Katarzyna Turaj-Kalińska. Małżeństwo po rozstaniu, zaczątek romansu, w który bohaterka wkracza wbrew własnemu przekonaniu, własnym upodobaniom, strach przez zdradą, relacja ojca, córki, wnuczki, czy to - co mnie najbardziej przyciągnęło, choćby z uwagi na niedawne lektury - genetyczne modyfikowanie zwierząt, by stały się przedmiotami użytkowymi.

Lektura "Braci Strach..." to przejażdżka tunelem strachów - czasami dostrzegamy własne odbicie, dotyka nas coś wprawiając w popłoch lub budząc śmiech, kręci nam się w głowie od wielości zdarzeń. A przecież - chętnie wsiądziemy znów do wagonika kolejki, by wyruszyć w podróż raz jeszcze. 

Marta Fox. Karolina XL zakochana.

Wydane przez
Akapit Press
Karolinę uważni czytelnicy książek Marty Fox wypatrzyli już w "Paulinie w orbicie kotów". Postać ta, drugoplanowa, w kolejnej ksiażce Autorki "Karolinie XL" stała się bohaterką pierwszoplanową. Ostatnio oddana w ręce czytelników powieść Marty Fox opisuje ponownie Karolinę - Karolinę zakochaną, a przy tym otoczoną przyjaciółmi.
Podoba mi się sposób w jaki Karolina się zmienia - od zakompleksionej dziewczyny obciążonej artystycznie uzdolnioną matką cierpiącą na zaburzenia psychiczne, do dziewczyny świadomej swych wad i zalet, walczącej z nałogiem wynikającym z kompensacji, do dziewczyny rozsąnej, trzeźwo patrzącej na siebie i innych, a przy tym rozkosznie zakochanej.
W powieści oprócz tego, co jak sie wydaje, powinno się znaleźć w powieści młodzieżowej, czyli młodych ludzi, szkoły, marzeń o wolności, Autorka porusza tematy zgoła z szałaputowatą młodzieżą nie kojarzone.
Jeden z chłopców jest ofiarą przemocy domowej. Grupa przyjaciół rozmawia o tym i podejmuje próby zmierzająće do zmiany sytuacji. Poza tym młodzi ludzie rozmawiają o swoich niedobrych doświadczeniach, także seksualnych, o oczekiwaniach, pragnieniach.
W nieco ponad stustronicowej powieści o Karolinie XL zakochanej Marta Fox proponuje dobrą literaturę traktującą o ważnych sprawach. 

M. Bogdanowicz, M. Barańska, E. Jakacka. Metoda Dobrego Startu. Od piosenki do literki.


Wydane przez

Wydawnictwo Harmonia

Książek dotyczących Metody Dobrego Startu jest wiele. Zestaw "Od piosenki do literki" jest jedną z propozycji - przeznaczoną dla dzieci przystępujących do nauki czytania i pisania. Można opierając się o niego pracować z dziećmi sześcio-siedmioletnimi prawidłowo się rozwijającymi, ale też i z dziećmi starszymi, których rozwój przebiega w sposób zanurzony. Autorki proponują, by wykorzystwać go na zajęciach w klasie zerowej, w klasie I, jak również podczas zajęć korekcyjnych i w szkołach specjalnych.

W skład zestawu wchodzą:

1. Podręcznik dla nauczyciela zawierający scenariusze zajęć, zapis nutowy piosenki dobranej do omawianej litery. Proponowane ćwiczenia ułożone są w sposób taki, by stopniować trudność, ale i by móc je dobrać do stopnia funkcjonowania dziecka, z którym pracujemy. 

2. Teczka dla dziecka z kartami przedstawiającymi małe i wielkie litery oraz kartami ćwiczeń, których treść dotyczy zawsze tylko jednej litery i tematycznie powiązana jest z tekstem piosenki. 

3. Płyty CD z piosenkami. Każda piosenka jest zaprezentowana w trzech wersjach: instrumentalno-wokalnej, wokalnej (tu zaprezentowany jest fragment piosenki, podczas którego dzieci mają - naśladując osobę śpiewającą - kreślić określoną literę) i instrumentalnej.

4. Zeszyt z piosenkami z zapisem nutowym opracowany na fortepian.

Korzystam z "Od piosenki do literki" od września i widzę jak kolejne ćwiczenia ułatwiają dzieciom poznanie liter, jak pozwalają uporządkować te już poznane. Przyznam szczerze, że dla mnie - czytającej wszak maniakalnie - wielce wzruszającym momentem było, gdy jeden z moich uczniów złożył cztery już poznane literki w wyraz, odczytał go głośno i uśmiechnął się całym sobą ze szczęścia, że już umie, zna, wie:) Piosenki dobrane do ćwiczeń mają różny poziom trudności - ale łatwo wpadają w ucho, dają się zanucić i choć czasami na przeszkodzie w sprawnym ich wykonaniu stają kłopoty z dykcją, płyty są w ciągłym używaniu:)

Równocześnie z "Od piosenki do literki" korzystam też z zestawu "Piosenki do rysowania". Ale o tym - kiedy indziej:)

27 listopad 2009

Michael D. O'Brien. Dziennik zarazy.


Wydane przez

Wydawnictwo Znak

To bardzo smutna książka. Opowiada o rozwijającym się totalitaryzmie, o tym, że ludzie w coraz większym stopniu są kontrolowani, że coraz bardziej tracą swoją indywidualność, że coraz bardziej stają się masą, przy czym sam totalitaryzm nie jest czymś najgorszym, ale to, że ludzie poddają się temu, co sprzedawane jest w ładnym opakowaniu, do kupna czego zachęcają hasła nie tyle mądre, ile obliczone na to, że trafią do tych, do których mają trafić. O'Brien pisze:

"Ku swojemu zaskoczeniu i niedowierzaniu zauważamy, że naszym wrogiem nie jest wcale ta czy tamta tyrania, ale pewna koncepcja człowieka, która tymczasem stała się niemal powszechnie akceptowana."

Bohater, właściciel lokalnej gazety, jest ścigany przez urząd bezpieczeństwa i parę innych państwowych agencji za to, co pisał w swoich artykułach. A pisał o tym, że szkoła indoktrynuje, że rząd poprzez tę właśnie indoktrynację prowadzoną w szkołach pozbawia rodziców wpływu na dzieci. Pisał o paru innych rzeczach i pisał tak, jak dzisiaj nie należy pisać. W efekcie musi się ukrywać, a kiedy dzwoni do swojego ojca, byłego dyrektora szkoły, który uważa się za liberała, ojciec nie chce mu pomóc; nie chce, bo już nie wierzy swojemu synowi. O'Brien pisze:

"Zapomniałem, jak bezwarunkowo mój ojciec wierzy w psychologię i socjologię. To jego religia. Nigdy nie przejmował się tym, że rozwijające się konstelacje teorii w tych dziedzinach nieustannie ze sobą walczą. Co więcej, teorie są cały czas obalane i rekonstruowane. Jednak mój ojciec ufa im bezgranicznie. Wierzy, że są to nauki ścisłe. (...) Nie potrafi już dostrzec sprzeczności w świecie materializującym się wokół nas. Co mu się stało? Nawdychał się za dużo wszechobecnego gazu ideologicznego? Stał się istotą kierującą się pierwszymi wrażeniami, tak jak wszyscy inni albo prawie wszyscy inni? Porzucił swoją samotną wyprawę w poszukiwaniu Prawdy? Wszak jest to skarb, którego, jak twierdzi, zawsze pragnął. Co się z tym stało?

To bardzo smutna książka.

26 listopad 2009

Dorota Sumińska. Zwierz w łóżku.


Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Dziś premiera!


Dziecięciem będąc zachwycałam się "Zwierzyńcem" prowadzonym przez Pana Michała Sumińskiego. Podziwiałam jego wiedzę o zwierzętach i lubiłam za życzliwość wobec stworzeń wszelkich.

Pani Dorota Sumińska, niespokrewniona ze wspomnianym leśnikiem, weterynarz i pisarka ma z nim kilka cech wspólnych. Przede wszystkim ową życzliwość i bogatą wiedzę o Braciach Mniejszych.

Nieczęsto się zdarza, aby móc - czytając coś w dorosłym życiu - poczuć się jak za dziecięcych lat - oczarowaną nowością, bogactwem i rozmaitością świata zwierzęcego. Dzięki opowieściom - bo też Pani Sumińska przecudnie opowiada - Pani Doktor zapadłam na cały dzień w historie szalenie zajmujące, historie prawdziwe, historie ukazujące jak nam ludziom niedaleko jest do natury i jak, niekiedy, wypaczyliśmy ową naturę szczycąc się niesłusznie własnym człowieczeństwem.

Układ książki jest uroczo prosty. Siedemdziesiąt pięć opowiastek podzielono wedle tematyki i zgrupowano w czterech rozdziałach: "Z tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz", "Emocje, które trudno opisać słowami", "Miłość niejedno ma imię", "Świat jest dziwnym miejscem". Niemalże w każdym z opowiadań Autorka przedstawia zwyczaje i zachowania przedstawiciela świata zwierząt, a później - jako swoiste uzupełnienie - przytacza historię człowieka, którego zachowanie tożsame jest z zachowaniem przedstawionego zwierzęcia. I tak na przykład poznajemy historię kocura, którego ukochaną wypożyczono na dni kilka do innego domu, by łapała myszy, a on podczas jej nieobecności stał się punktem zainteresowania wszystkich kocich dam w pobliżu i historię Pawła, który mimo, iż był żonaty, mieszkał samotnie i którego nawiedzały w owym osamotnieniu różne zainteresowane koleżanki. (Obydwie historie skończyły się podobnie - żony - i ludzka, i kocia - urządziły awanturę i mężowie poczuli się mężami, a nie słomianymi wdowcami).

Pani Sumińska w życiu zwierząt upatruje naszych naturalnych skłonności i cech. W naszym życiu - szczególnie tym współczesnym, pospiesznym - zauważa błędy, jakich nasi czworonożni, wielonożni i skrzydlaci współmieszkańcy nie popełniają. Między informacjami ściśle naukowymi, choć czasami tak zaskakującymi, że aż trudno wierzyć w ich prawdziwość, Autorka w serdeczny sposób przedstawia swoje poglądy, oceny świata i ludzi, przyjaciół i najbliższych.

Pani Dorota Sumińska pisząc książkę "Zwierz w łóżku" sprawiła, że zdumiałam się wielością świata zwierzęcego, śmiałam się z ludzkich i zwierzęcych poczynań, płakałam nad zwierzęcą i ludzką wrażliwością, złościłam na ludzkie zadufanie.

Jestem zachwycona, o czym chyba najdobitniej świadczy to, że gdy już odwróciłam ostatnią stronę książki, wróciłam na początek, by czytać ją od nowa:)


P.S. Dziś o 18:00 w Traffic Club na Brackiej w Warszawie odbędzie się spotkanie z pisarką. 

Olga Tokarczuk. Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Wydane przez
Wydawnictwo Literackie
Dziś premiera!
Janina Duszejko jest schorowaną starszą panią mieszkającą w Kotlinie Kłodzkiej, w otoczeniu lasów i domów opustoszałych po sezonie wakacyjnym. Niegdysiejsza inżynier mostów, dziś dogląda domów letników, uczy angielskiego w wiejskiej szkole i broni Zwierząt. Ma też pasję, a właściwie Przekonanie, że wszystek ludzki los, los świata, został zapisany w gwiazdach.
Janina Duszejko przez okolicznych mieszkańców jest traktowana jak nawiedzone, stare babsko, które czepia się polowań - wspaniałego męskiego sportu, owładnięta jest hysiem na punkcie horoskopów i ogólnie rzecz ujmując - umysł jej szwankuje.
Olga Tokarczuk napisała książkę portretując w osobie pani Duszejko wszystkich tych, którzy uważają, że zwierząt nie należy traktować jak rzeczy, którzy wzdragają się przed jedzeniem mięsa, którzy szanują inne niż ludzki gatunek i dają temu wyraz w swoim życiu. Ludzi, na których inni patrzą jak na owładniętych jakąś dziwną odmianą histerii, ocierającą się nieomal o sekciarstwo.
Książka - kryminał przecież - z należną kryminałowi zagadką tajemniczych zgonów okolicznych myśliwych, jest tylko z pozoru łatwą lekturą. Autorka próbuje potrząsnąć czytelnikami, próbuje sprzeciwstawić się naszemu zadufanemu w sobie, antropocentrycznemu postrzeganiu Istnienia.
Nie znam twórczości ani poglądów Pani Tokarczuk na tyle, by wiedzieć, czy "Prowadź swój pług..." jest wypełnieniem jej przekonań, czy przypadkowo wybraną ścieżką literacką. Jakkolwiek jest - ów thriller moralny zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Lektura zmusiła mnie do zastanowienia się nad moimi motywacjami, zdeterminowaniem, nad postrzeganiem Zwierząt. W Janinie Duszejko ujrzałam trochę siebie.
P.S. Jestem wegetarianką - z natury od zawsze, z wyboru - od kilkunastu lat.

Anita Burdman-Feferman, Solomon Feferman. Alfred Tarski. Życie i logika.


Wydane przez

Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne

W "Przedmowie" do książki Jan Woleński napisał, że jeśli chodzi o polskich uczonych, którzy byli najwybitniejsi w swoich dyscyplinach, to z pewnością trzeba wymienić Mikołaja Kopernika, Marię Skłodowską-Curie, Bronisława Malinowskiego, Stefana Banacha i właśnie Alfreda Tarskiego. Oczywiście do tych wymienionych każdy może według upodobania dodać parę nazwisk, ale z pewnością pozycja Tarskiego jest niepodważalna.

Alfred Tarski jest jednym z największych logików w dziejach. Szerokiej publiczności znany jest przede wszystkim ze swojej definicji prawdy oraz z paradoksu Banacha-Tarskiego. Autorzy książki, Anita i Solomon Fefermanowie, dali nam świetną biografię, pełną szczegółowych relacji i świadectw pochodzących od bliskich i współpracowników uczonego.

Pierwsza część książki traktuje o latach, które Tarski przeżył w Polsce (1901-1939), druga o jego życiu w USA (1939-1983), gdzie pracował na uniwersytecie w Berkley. Tarski wypłynął z Gdyni na pokładzie M/s Piłsudski 11 sierpnia 1939, aby, na zaproszenie Willarda Quine'a, wygłosić odczyt na Międzynarodowym Kongresie Jedności Nauki, który został zorganizowany przez uniwersytet Harvarda. Od razu przypominają się losy Witolda Gombrowicza odbywającego w tym samym czasie podróż do Argentyny i polskich szachistów, którzy pojechali na Olimpiadę Szachową rozgrywaną w Buenos Aires. Tarski, Gombrowicz, Mieczysław Najdorf i Paulin Frydman przepłynęli ocean nie wiedząc, że ziemia, do której dotarli stanie się ich domem.

Jak już wspomniałam, książka pełna jest między innymi relacji współpracowników polskiego uczonego, a ludzie ci mają do powiedzenia mnóstwo ciekawych rzeczy, gdyż Tarski uważał, że praca jego studentów i doktorantów jest odzwierciedleniem jego zdolności, a ze swoimi podopiecznymi pozostawał w bardzo bliskich relacjach, co przejawiało się między innymi w tym, że organizował całonocne sesje robocze, które mało kto wytrzymywał. Fefermanowie piszą:

"Ci, którzy studiowali pod kierunkiem Tarskiego, stali się częścią szkoły z charakterystyczną tradycją rygorystycznej precyzji i wartości, przekazywaną potem własnym uczniom. Znamiona geniuszu Tarskiego noszą nawet uczniowie ucznia jego ucznia - to znaczy ci, którzy są w stanie znaleźć wspólny z nim rodowód w jego naukowym drzewie genealogicznym."

Tarski był wielkim naukowcem, ale też niezwykle silną osobowością - najwięcej energii poświęcał na umacnianie i promowanie logiki i czynił to ze znakomitym skutkiem. Poza tym, prowadził bardzo bujne życie towarzyskie, ale po szczegóły odsyłam do książki :-)) Ciekawostką jest, że to w dużej mierze za przyczyną Tarskiego zatrudnienie w Berkeley znalazł Czesław Miłosz.

Książka zaopatrzona jest w przypisy, obszerną bibliografię, w tym osobno wykaz dzieł w języku polskim wykorzystanych w tłumaczeniu, a także w mnóstwo fotografii. Jest to znakomita lektura, a tych dosłownie kilkanaście zapisów logicznych, które autorzy zamieścili, bo nie mogło być inaczej w książce o Tarskim, nie przeszkadza zupełnie :-))

25 listopad 2009

Dobra wiadomość



Wydawnictwo Formicula wznowiło rewelacyjną książkę Marii Pruszkowskiej "Przyślę Panu list i klucz". Ono - to Wydawnictwo, a właściwie ludzie, którzy je tworzą - wydało powieść o maniakach czytania, o ludziach, którzy - jak zapewne wielu z nas - bez książki nie umieją funkcjonować, by o zwyczajnym życiu nie wspominać, jakoś tak po cichutku, dyskretnie, nie ogłaszając się w co i rusz mrygających banerach na różniastych stronach. Będę się upierać przy interpretacji następującej - Formicula wie, jakaż to perłę dla książkolubów oddaje nam w pole widzenia (lub ręce) tuż przed czasem pisania listów do św. Mikołaja:)

"Przyślę Panu list i klucz" odpędzi jesienną szarugę, zapełni bezsenną noc lub nie pozwoli zasnąć, gdy sięgniemy po nią przed noca przeznaczoną na czuwanie. Podarowane pod choinkę grozi tym, że obdarowany będzie, przemyciwszy ją na pasterkę, rechotać radośnie w takt kolęd.

Ale Kochani - warto! Warto!

Prawda?

Manfred Lütz. Bóg – Mała historia Największego.


Wydane przez

Wydawnictwo M

Książka jest opowiedzianą przez Lütza historią tego, jak ludzie dochodzili do idei Boga, jak poszukiwali Boga, jak Go postrzegali. Historią opowiedzianą przez Lütza, bo inni mogliby opowiedzieć, i opowiadają, zupełnie inne historie. Lütz jest psychiatrą i teologiem, a do tego jest świetnie oczytany w dziełach filozoficznych i historycznych.

Mnie najbardziej podobały się te rozdziały, w których autor pisze o tym, w jaki sposób ludzie postrzegali Boga i jak te wyobrażenia rozsypywały się jedne po drugich. Świetne są fragmenty o Freudzie, Feuerbachu i Nietzschem. Lütz, z racji swojej profesji, nie boi się zająć zdecydowanego stanowiska i pokazać, dlaczego teorie psychologiczne czy socjologiczne nie są w stanie wyjaśnić fenomenu religii. Jednocześnie darzy wielkim szacunkiem Nietzschego, o którym pisze:

"Jasnym, chłodnym umysłem i gorejącym, spragnionym życia sercem wyciąga wszelkie możliwe konsekwencje z potężnej myśli, że Bóg nie istnieje. Nie przyłącza się do nikogo, nie idzie niczyim tropem, nie zakłada żadnego ruchu ani żadnego stowarzyszenia. Uderzenia młota Nietzschego niszczą dewocyjny ateizm różnych stowarzyszeń, który wyobrażał sobie, że stoi na czele postępu, podczas gdy w rzeczywistości tonął w bagnie starodawnych, ciągle powtarzanych frazesów i przesądów."

Lütz znakomicie pisze o tym, że konflikt nauki z religią jest jednym wielkim nieporozumieniem (przy okazji - Stephen Hawking jest członkiem Papieskiej Akademii Nauk :-)), aczkolwiek być może nieco jednostronnie prezentuje postacie wielkich ludzi nauki w kontekście zajmowanego przez nich stanowiska, w myśl którego, mówiąc w skrócie, nauka odkrywając świat, odkrywa stworzenie Boże.

Ostatnie rozdziały napisane są z jednej strony w bardziej popularnej formie, kiedy autor pisze o wielkich ludziach Kościoła, takich jak Edyta Stein, Matka Teresa z Kalkuty czy papieże Jan Paweł II i Benedykt XVI, z drugiej strony Lütz prezentuje rozmaite rozważania teologiczne, przywołując autorów tej miary co Karl Rahner, Karl Barth i Hans Urs von Balthasar, a wtedy nie zawsze nadążam, aczkolwiek Lütz pisze klarownie - po prostu chodzi o samą materię.

Książka napisana jest dobrze i ma wiele znakomitych momentów, zarówno pod względem literackim jak i jeśli chodzi o poczucie humoru autora. Oto Lütz w tekście poświęconym Kierkegaardowi, który był najpoważniejszym z chrześcijańskich autorów, pozwala sobie na taką oto szarżę przy okazji omawiania wykładu duńskiego myśliciela o potędze wiary Abrahama, który nie wahał się zabić swojego syna:

"Kierkegaard jest bardzo daleki od dzisiejszych naiwnych i pochopnych opinii, że dobry Bóg był jednak bardzo zły, gdyż swoim poleceniem wykroczył przeciwko Deklaracji Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, niemieckiemu kodeksowi karnemu i przede wszystkim przeciwko ogólnej poprawności politycznej."

Na przeciwnym biegunie, jeśli chodzi o nastrój, jest ten chociażby fragment traktujący o Bogu:

"Ale jeżeli naprawdę jest Osobą, wtedy to, co decydujące o Nim, 'wie' się nie dzięki temu, że się coś o Nim 'wie', ale tylko dlatego, że się Go spotyka. Na tym właśnie polega 'nędza' biur matrymonialnych."

Michael Bond. Paddington i świąteczna niespodzianka.



Wydane przez

Wydawnictwo Znak

Najnowsza książka o Misiu Paddingtonie znajduje się tu z kilku powodów. Pierwszym jest oczywiście ten, że misia z Peru darzę dużą sympatią. Kolejne - to dzisiejszy Dzień Pluszowego Misia, w którym to dniu przywołuję na łamy bloga Misie literackie (na razie tylko dwa), a jeszcze kolejne - to rzecz jasna - zbliżające się Boże Narodzenie, o którym to traktuje omawiana właśnie książeczka.

Książka "Paddington i świąteczna niespodzianka" skojarzenia ze świetami budzi nie tylko tytułem. Jest przepięknie wydana, na okładce widnieje choinka, a czerwone błyszczące litery przypominają bombki na choince.

Miś Paddington uciuławszy nieco pieniędzy na oszczędnym kupowaniu bułeczek wybiera się wraz z Państwem Brown do sklepu, w którym można spotkać Świętego Mikołaja i odwiedzić Zimową Krainę Cudów. Miś ma proste i jasne oczekiwania - ma być porządnie, sprawnie i tak jak sobie wymarzył. W stajni mają stać prawdziwe renifery, ogród  Mikołaja ma być prawdziwym ogrodem, a sam Mikołaj powinien robić marmoladę - wszak to najlepszy prezent.

Uzbrojony w list do Świętego Mikołaja i w towarzystwie nieco obawiających się o zderzenie wyobrażeń Paddingtona z rzeczywistością przyjaciół, Miś udaje się do Barkridges.

Humor Michaela Bonda i ilustracje R.W. Walley'a zapewniają ucztę literacką, ucztę, po której brzuchy będą bolały tylko ze śmiechu.

Czesław Jantarski. Miś Uszatek.




Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Czesław Janczarski, twórca Misia Uszatka, pierwszą ksiązkę o sympatycznym Misiu z klapniętym uszkiem  - "Przygody i wędrówki Misia Uszatka" - wydał w 1960 roku. Zatem Miś towarzyszy małym Polakom już od prawie pięćdziesięciu lat. Autor jest również twórcą czasopisma "Miś", które wciąż istnieje.

Miś Uszatek to zwykły - niezwykły miś. Ma ze zmartwienia klapnięte uszko, ale dzięki temu oklapnięciu łatwiej w misiowej pamięci pozostaja bajki. Miś mieszka z Zosią, Anią i Jackiem, a jego przyjaciele to piesek Kruczek, Kogucik, Zajączek. Miś dostrzega zmiany pór roku, wybiera się do Dużego Miasta, obserwuje przyrodę, spotyka rozmaite zwierzęta.

W przygodach Misia zawarte są edukacyjne i wychowawcze przesłania. Dzieci dowiadują się jak się robi chleb, że strumyczek, który Miś przeskakuje bez trudu może być nie do przebycia dla myszki, że skowronek brzmiący jak dzwoneczek jest szarym, niepozornym ptaszkiem itp. 

"Miś Uszatek" to bajka o treściach dopasowanych do możliwości percepcyjnych dzieci, pomagająca dzieciom objaśniać świat.

Czytając o Misiu przypominałam sobie swoje dziecięce czytanie; pamiętałam ilustracje, bohaterów, poszczególne przygody. I sprawiało mi to dużą radość:)

Rozważcie - może warto przedstawić Waszym dzieciom Misia o klapniętym uszku?:)

P.S. Popularność Misia Uszatka już dawno rozprzestrzeniła się na cały świat. Zobaczcie TU.

*   *   *

Książki o Misiu Uszatku można  kupić w:


24 listopad 2009

Eugenia Ginzburg. Stroma ściana.



Wydane przez

Wydawnictwo Czytelnik

Eugenia Ginzburg, dziennikarka, pracownik naukowy Uniwersytetu w Kazaniu, w 1937 roku została aresztowana pod zarzutem kontrrewolucyjnej działalności trockistowsiej. Skazano ją na 10 lat odosobnienia i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Jej doświadczeniem stały się więzienia w Kazaniu, pobyt w Moskwie, izolacja w celi więzienia w Jarosławiu i wreszcie długa podróż pociągiem do Jakucji, do wsi Elgen, do tajgi, pracy ponad siły.

Autorka, której zapisy - obok dzieł Sołżenicyna i Szałamowa - stanowią reprezentację rosyjskiej literatury łagrowej, pisze ukazując przemianę człowieka,  to jak bardzo podczas doświadczeń złych i nieprzystających do rozumowego pojmowania, przekształca się patrzenie na innych, na świat.

"Stroma ściana" to interesująca, mimo grozy jaką wszak ze sobą niesie, opowieść o czasie, w którym ludzie bali się siebie wzajemnie, w którym nieprzewidywalność rozkazów Towarzysza, Wodza i Przyjaciela Stalina zamieniała życie ludzkie w nicość, a codzienność skazańców ograniczała się do wytężonej pracy, byle jakiego jedzenia, mrozów i zatłoczonych baraków.

Na wieść o śmierci Stalina Autorka zareagowała:

"Oparłam głowę i ręce na stół i rozełkałam się. Dygotałam cała, od stóp do głów. Było to nie tylko rozładowanie napięcia z ostatnich kilku miesięcy. Był to płacz, w którym mieściło się dwadzieścia lat. W ciągu jednej chwili wszystko stanęło mi w oczach. Tortury i cele. Gromady straconych. I nieprzeliczone rzesze zadręczonych na śmierć. I moje własne życie, unicestwione JEGO szatańską mocą."

I choć na Przeklętej Wyspie, Autorka założyła nową rodzinę, wyszła za mąż, przysposobiła dziewczynkę pozbawioną rodziców czyniąc ją swoją córką, to wieloletnia niemożność wyjazdu dalej niż 7 km od Magadanu (to już rzecz jasna po tym, gdy odzyskała wolność i nie była zeczką), śmierć pierworodnego syna i rodziców, traktowanie jej jak przedmiot, rzecz, wroga stało się czymś, co wciska się w umysł, duszę, osobowość człowieka i czego piętno zawsze się ma na sobie.

"Człowiek, który spędza wiele lat w świecie tragicznym, w końcu godzi się z cierpieniem, czasem nawet o nim zapomina. Pociesza się tym, że cierpienie odsłania istotę rzeczy, że cierpieniem płaci się za głębsze i bliższe prawdy spojrzenie na życie. Z tego punktu widzenia mozna mi tylko zazdrościć moich obozowych perygrynacji. Wyglądało na to, że jakiś Redaktor Naczelny z premedytacją zmusza mnie do zbierania materiału w kolejnych kręgach piekła, żeby unaocznić mi jak najwyraźniej konflikty postaci, myśli i czynów."

Pozostaję pod bardzo dużym wrażeniem książki Pani Ginzburg.


23 listopad 2009

Zapadłam w książkę, więc będzie o filmach...

Książka Eugenii Ginzburg liczy sobie ponad 600 stron, a każda z tychże jest tak treściwa, że nie sposób czytać szybciej niż to robię. "Stroma ściana" ma w sobie to "coś", co przykuwa uwagę i nie pozwala odejść od książki myślami. O tym jednak dokładniej, gdy już skończę lekturę...

Udało mi się obejrzeć:

"Bez mojej zgody"


Film zrealizowania jakby w konwencji teledysku. Nieco dialogów i muzyka, długi fragment jakby twórcy filmu chcieli skłonić widzów do zastanowienia się nad dopiero co usłyszanymi rozmowami. Nie przeszkadzało mi to, że zmieniono zakończenie - przy całej wadze filmu finisz był mało ważny.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"


Rewelacja! Rzadko mogę objrzeć długi film bez kręcenia się, poczucia dłużyzn itp. Ten obejrzałam nie wiedzieć kiedy i żałowałam, że na kolejną część trzeba czekać ho ho ho i jeszcze trochę.

"Gambit turecki"


Ponad tydzień temu pochwaliłam TV, że w ogóle wyświetlą "Gambit...". W tę sobotę obejrzałam trzeci odcinek i zaczęłam oglądać - coraz mniej świadomie - czwarty. I zasnęłam na 15 minut przed końcem;( Ale i tak wrażenie po całości mam bardzo pozytywne:)

21 listopad 2009

Richard David Precht.Kim jestem? A jeśli już, to na ile?


Wydane przez

Wydawnictwo Zyski S-ka

Gdyby ktoś przed lekturą widział, o czym jest ta książka, mógłby obawiać się, że autor nie da rady. Precht pisze bowiem o tym, co wiemy na temat funkcjonowania mózgu, jak poznajemy świat i samych siebie, co to jest nieświadomość, jak to jest z wolną wolą, skąd się bierze moralność, czym jest język, czy można udowodnić istnienie Boga, czym jest miłość i na czym polega sens życia.

Precht poradził sobie jednak znakomicie. Poszczególne rozdziały są krótkie, ale pełne treści. Ja znalazłam w książce mnóstwo ciekawych faktów, z różnych dziedzin nauki. Okazuje się na przykład, że trenowana przez 30 lat gorylica Koko, rozumiała około dwóch tysięcy angielskich słów, a w 1998 roku wzięła nawet udział w internetowym czacie, podczas którego układała zdania liczące do sześciu słów. Kiedy trenerka gorylicy, Francine Paterson, zagadnęła swoją podopieczną o to, czym jest śmierć, Koko wskazała na trzy znaki: "wygodnie - dziura - bye".

Precht proponuje nam znakomite rozważania na wiele intrygujących tematów, a argumentacja, którą prezentuje jest bardzo rozległa i rzetelna. Wspólnie z autorem zastanawiamy się nad tym, czy aborcja jest moralna, czy można zabijać ludzi, w tym w ramach eutanazji, czy wolno nam zjadać zwierzęta i czy trzeba ratować całą przyrodę. Razem z autorem rozważamy kwestie takie, jak klonowanie ludzi, dzieci z próbówki, eksperymenty neurologiczne.

Książka jest świetnie napisana, Precht imponuje stylem i poczuciem humoru. Oto pisze, że jedynymi zajadłymi wrogami wielorybów są "poczciwi Norwegowie, poczciwi Islandczycy i poczciwi Japończycy", a pisząc o tym, że w połowie XIX wieku psychologia zainteresowała się uczuciami, stwierdza: "I natychmiast pojawiło się to, co bardzo lubią psychologowie: katalogi!".

We "Wprowadzeniu" Precht napisał: "Teorie i stanowiska, które w tej książce są ze sobą zestawiane 'lekką ręką', w bibliotekach naukowych często znajdują się na bardzo odległych półkach". Jest właśnie tak, jak stwierdził Precht, co w przypadku tej książki jest wielkim jej atutem.

20 listopad 2009

Rozmowa z Kajsą Ingemarsson, Autorką książki "Żółte cytrynki"


Photo by Anna-Lena Ahlström

Jak jada się na mieście w Sztokholmie: samotnie czy z przyjaciółmi? W przerwie czy raczej po pracy?
Sztokholmczycy dość mocno interesują się kuchnią. Ponieważ jednak nie istnieje coś takiego jak "szwedzka" kuchnia (no, chyba że köttbullar - pulpety mięsne), pozostaje spore pole do popisu dla kuchni innych krajów. Roi się tu od restauracji tajskich, japońskich, chińskich, libańskich, greckich, włoskich i wielu innych! Czy zjeść coś na mieście, to oczywiście dylemat finansowy, ale wielu je lunch w restauracjach. W porze lunchu w większości knajp serwuje się za przystępną cenę "danie dnia". Bardzo powszechne i mile widziane jest też wzajemne zapraszanie się na kolację do domu.

Jaka kuchnia jest modna? Śródziemnomorska, francuska?
Popularna jest kuchnia azjatycka we wszelkich formach. Sushi stało się chlebem powszednim, przynajmniej w Sztokholmie.

Czy dostajesz listy od czytelniczek, które zainspirowała historia Agnes?
Czasami zdarza się, że piszą do mnie czytelnicy, których wzruszyła ta historia. To niesamowicie miłe uczucie dostawać takie listy. Wtedy czuję, że pisanie ma jakiś sens. Jakiś czas temu dostałam też list od nauczycielki ze szkoły gastronomicznej, która używa "Żółtych cytrynek" w czasie zajęć! Uczniowie czytają książkę, po czym dyskutują na temat różnych problemów w branży restauracyjnej, takich jak molestowanie seksualne, praca na czarno, alkohol, imprezowanie.

Czy poznałaś osoby podobne do Agnes albo Lui przed napisaniem książki lub później?
Jeśli chodzi o Agnes czy Lui, nie miałam specjalnych wzorców. Nigdy nawet nie pracowałam w restauracji! Dlatego tym bardziej cieszy mnie to, że czytelnicy, którzy pracowali lub nadal pracują w tej branży, uważają, że opisałam to środowisko i ich pracę tak dobrze.

Czy w Agnes, Lui lub Madde jest trochę z Kajsy?
Każdy pisarz musi być trochę aktorem, to znaczy próbować odnajdywać i uwydatniać rozmaite aspekty samego siebie. Kiedy na przykład piszę o tacie Agnes, muszę próbować odnaleźć w sobie tego smutnego starszego mężczyznę. Albo zachowanie Lui, gra, której używa jako tarczy przeciw światu zewnętrznemu. To pasjonujące, bo można się wiele o sobie dowiedzieć!

Jak się miewają single, a zwłaszcza singielki w szwedzkim społeczeństwie? Czy mają lekkie życie?
W Sztokholmie jest mnóstwo singielek! Wydaje mi się, że można wieść szczęśliwe życie z przyjaciółmi jako "rodziną". Ale tęsknota za byciem z kimś, z kim być może chciałoby się mieć dziecko, jest mimo wszystko uczuciem uniwersalnym i chyba mało jest ludzi, którzy chcieliby pozostać samotnymi do końca życia.

Czego kobieta nie może nigdy wybaczyć mężczyźnie?
Tego, że nie opuszcza po sobie klapy od sedesu… :-) A mówiąc poważnie, to mam nadzieję, że absolutnie wszystko można wybaczyć. My, ludzie, nie powinniśmy osądzać siebie nawzajem zbyt surowo, bo i nas będą tak samo osądzać. Któż z nas chciałby żyć w takim społeczeństwie?

Po czym poznać, że mężczyzna, który wpada nam w oko, wart jest grzechu?
Ufaj swojej intuicji! Czy wzbudza twoją ciekawość, czy chcesz się o nim więcej dowiedzieć, czy jesteś szczęśliwa, kiedy o nim myślisz, czy on sprawia, że czujesz się dobrze? Dobry partner, mężczyzna czy kobieta, sprawia, że ta druga osoba dowartościowuje się i czuje się bezpiecznie. Nie pozwól nigdy, aby ktoś cię poniżał albo wmawiał ci, że nie jesteś warta miłości!

Jak się skutecznie odkochać w mężczyźnie? Kiedy wiadomo, że już się go nie kocha?
Spróbuj zrobić taki myślowy eksperyment. Co czujesz, kiedy wyobrażasz sobie, że miałabyś z tym kimś spędzić resztę swego życia? Jeśli nie są to pozytywne uczucia, być może czas zerwać tę znajomość? Być może on lub ona byli tylko pewnym doświadczeniem w twoim życiu.

Jak to możliwe, że nie zauważamy kłopotów naszych najbliższych, rodziny i przyjaciół?


Ach, jakie to smutne, że jesteśmy tak bardzo zajęci samymi sobą! Często jesteśmy tak skoncentrowani na naszych własnych słabościach albo problemach, że zapominamy o tych, którzy nas otaczają. Rozejrzyj się wokół siebie, nie bój się zapytać: "Jak się czujesz?", i nie bój się zadawać tego pytania na okrągło. Być może ta osoba bardzo dobrze umie ukrywać swoje problemy. Ale na pewno będzie jej miło, że ktoś pyta i okazuje troskę. Że będzie się miała przed kim otworzyć, gdy się w końcu zdecyduje.

Skąd czerpać siłę, gdy wszystko się wali? Gdzie szukać oparcia?
Prawdziwi przyjaciele są na wagę złota. Tacy, którzy akceptują cię takim, jakim jesteś, radosnym czy smutnym, kiedy wiedzie ci się dobrze i kiedy przeżywasz niepowodzenia. Prawdziwa przyjaźń jest jak lekarstwo. No i oczywiście dobre relacje rodzinne, jeśli się takie ma. Wierzę w dzielenie się z ludźmi tym, co nas trapi, pokazywanie innym, że jest nam źle. Wsparcia należy szukać w ludziach. Czytanie książek i odkrywanie, że nie jesteśmy odosobnieni w naszych przeżyciach, też może okazać się pomocne.

Jakimi zasadami należy się kierować w życiu?
A dlaczego nie złotą regułą: "Czyń innym to, co chciałbyś, aby oni czynili tobie". Wierzę też w to, że należy podążać za szczęściem. Ono nas właściwie poprowadzi!

Z czym Ci się kojarzy Polska?
Tak naprawdę to studiowałam język polski na uniwersytecie! Dwa semestry. Niestety to nie wystarczyło, żeby się go nauczyć. Wcześniej uczyłam się rosyjskiego, który na początku nauki polskiego był bardzo pomocny, ale później już tylko zawadzał. Zastanawiam się jednak, czy naprawdę da się nauczyć języka, który posiada dwanaście różnych rodzajów "sz"… ;-) Skojarzenia, hmm… Kiełbasa i zupy, i pożywne jedzenie. A także konie i góry. Bardzo chciałabym przyjechać do Polski i pojeździć konno - to jest moje marzenie!

Rozmawiała Natalia Januszewska

Udostępnione dzięki uprzejmości wydawnictwa słowo/obraz terytoria

Jack Higgins i Justin Richards.Próba ognia. Nagła śmierć.


Wydane przez

Wydawnictwo Wilga

Jack Higgins kojarzył mi się zawsze z dużą energicznością swoich bohaterów. Wobec jesiennej pluchy stwierdziłam, że przyda mi się powieść, w której postacie są zaradne, zdecydowane, zdeterminowane i efektywne.

Mama Jade i Richa, Sandra, osierociła ich ginąc w wypadku na przejściu dla pieszych. Gdy rodzeństwo zastanawiało się nad tym jaka czeka ich przyszłość okazało się, że mają ojca. Ojca, który szuka im szkół z internetem, bo ma pracę niesprzyjającą wychowywaniu dzieci. Blondwłose bliźnięta oburzone zachowaniem nieznanego dotychczas ojca buntują się przeciw niemu do chwili, gdy jego "praca" upomina się o nie - stają się zakładnikami.

"Nagła śmierć" opisuje czas, w którym dzieci i ich tata już są zaprzyjaźnieni, a mimo pozornego spokoju wciąż okazuje się, że agentem biura bezpieczeństwa się jest, a nie się bywa.

W książkach Higginsa i Richardsa znalazłam tego, czego szukałam - energię, siłę, zdecydowanie, efektowne akcje uwieńczone sukcesem (choć droga do owego sukcesu powoduje zniszczenia wokół). Dzieci Johna Chance'a są sprytne, a więź między nimi i ich niepodziewanie zaistniałym ojcem jest oparta na sympatii i podziwie:)

19 listopad 2009

Spotkanie z Izabelą Sową...

okazało się być nader udane. Pani Izabela opowiadała  procesie twórczym, współpracy z wydawnictwami, wydarzeniach istotnych, powieściach i opowiadaniach,  spotkaniach klasowych, czyli jednym słowem o życiu:) Było poważnie, wesoło, nostalgicznie i prowokująco do tego, by się zadumać i zamyśleć.

Autorka okazała się być osobą życzliwą, z szerokiem uśmiechem, osobą, która myśli odpowiadając na pytania czytelników i która opowiada tak zajmująco, że kolejne pytania wręcz same wybrzmiewają.

Miło mi, że Izabeli Sowie chciało się pokonać dzielący Kraków od miasta prowincjonalnego dystans. I jeszcze mi milej z powodu autografu jaki od Pani Izabeli otrzymałam:


Izabela Sowa. Podróż poślubna.


Wydane przez

Wydawnictwo Nowy Świat

Matka Polka zwana Brzytwą w Ściance działowej pomagała Dionizemu. W "Podróży poślubnej" jej klientką staje się Aneta - Paloma, której małżeństwo mające być ukoronowaniem więzi między nią i Norbertem, stało się w niespełna miesiąc po uroczystości pustawe, zadumane nad tajemniczymi i niepokojącymi Palomę rzeczami.

Izabela Sowa przedstawia pokolenie loreal, czyli ludzi, którzy we własnym mniemaniu są warci dóbr, zjawisk, przeżyć uważanych przez im podobnych, za "naj-". Paloma, szefowa działu rachunkowego w jednej z prężnych krakowskich firm, czytuje maniakalnie poradniki, przewodniki po życu, związach, emocjach, samoświadomości. Jej mąż, mimo minionych trzech tygodni od ślubu jeszcze nie zaproponował jej wyjazdu w podróż poślubną, co dla młodej, wykształconej kobiety staje się sygnałem o kryzysie w związku.

Normalność Brzytwy zestawiona z tym, co za normalne uważa Paloma, jest uderzająco szczera. Zaangażowanie Matki Polski w ratowanie rzeźnych koni, czy udział w akcji protestacyjnej przeciw futron naturalnym koresponduje z przekonaniami Autorki będącej "twarzą" Vivy! organizacji walczącej o prawa zwierząt.

Izabela Sowa, wychodząc od serii owocowej, w której poddawała czytelnikom wiele ważnych obserwacji ukrytych w ironii i humorze, zmierza ku książkom poważniejszym, w których uwagę przykuwa człowiek w relacjach z innymi ludźmi i człowiek - istota żyjąca w Naturze i z Naturą.

Marzena Filipczak. Jadę sobie. Azja. Przewodnik dla podróżującychh kobiet.


Wydane przez

Wydawnictwo Poradnia K

Marzena Filipczak wyruszyła w samotną podróż po Azji. Wędrowała pół roku, a gdy wróciła w środku kryzysu i nie mogła znaleźć nowej pracy napisała książkę. Co uważam za doskonały pomysł:)

Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób Autorka opisuje swoje wędrowanie, w jaki dzieli się z czytelnikami codziennością w podróży. Wielkie brawa za wartką relację, ale też za drugą część książki - poświęconą poradom praktycznym. Odwiedzając Indie, Malezję, Kambodżę, Tajlandię i Wietnam Marzena Filipczak dostrzega koloryt egzotyki, docenia wagę historii związanej z odwiedzanymi miejscami, miejscowościami, ale najsilniej koncentruje się na spotykanych ludziach, na świecie, który jest jej przyjazny, lub nie, podczas podróży.

W samotnej podróży, o czym pisze Autorka i o czym wiem z własnego doświadczenia, są elementy pozytywnie i nieco mniej. Dobre jest to, że samemu można decydować o spaniu, jedzeniu, kierunku podróży. Złe, że kiedy chcesz skorzystać w podróży z toalety musisz się tarabanić do łazienki z wielkim plecakiem na plecach, że czasami ma się już dość obcych języków wokoło.

Z dużą przyjemnością zagłębiłam się w relację tworzoną przez Marzenę Filipczak. I choć Azja (ta odwiedzona przez Autorkę część) nie jest tym kierunkiem świata, w który chciałabym podążyć, to zamarzyłam o wakacjach i długiej samotnej podróży.

17 listopad 2009

Dobre postanowienie

Wydawnictwo Bajkopisarze.pl poprosiło, abym ogłosiła na swoim blogu Bajkopisarzowy konkurs na DOBRE POSTANOWIENIE. Czynię to z przyjemnością, bo w czasach, w których pod koniec października w sklepach pojawiają się mikołaje z czekolady,a w miastach od połowy listopada ulice radośnie oświetlają lampki świąteczne, warto promować coś, co uczy dzieci aktywnego i rozsądnego czekania na Święta, co pokazuje, że w Świętach są inne, niż zabawki złożone pod choinką, wartości.

Nagrodami w konkursie są opowiadania oraz kalendarze adwentowe do samodzielnego wyznaczenia sobie dobrych postanowienień.

Regulamin konkursu znajdziecie TU. Fragment opowiadania zatytułowanego "Dobre postanowienie" - TU.

Mark Lilla. Bezsilny Bóg. Religia, polityka i nowoczesny Zachód.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

"Bezsilny Bóg" to książka opisująca historię wielkiej separacji, pod którym to terminem Lilla rozumie zapoczątkowane w czasach nowożytnych oddzielanie polityki i religii. Lilla twierdzi, że niezależnie od rozmaitych pomysłów na to, w jaki sposób powinno być zorganizowane społeczeństwo, Bóg ciągle jest obecny w polityce. Rzecz jasna w świecie Zachodu teologie polityczne, czyli systemy oparte na objawieniu, należą do przeszłości, albowiem zostały zastąpione filozofiami politycznymi, niemniej jednak religia ciągle odgrywa istotną rolę.


Lilla daje świetny przegląd rozmaitych myśli politycznych - pisze o judaizmie, chrześcijaństwie, następnie o Hobbesie, którego postulaty były najbardziej radykalne, prezentuje myśl Locke'a, Hume'a, Rousseau, Kanta, Hegla i Nietzschego, a także wielu innych myślicieli, którzy wnieśli duży wkład do formowania się myśli politycznej. Lilla stwierdza, że nam, ludziom Zachodu, bardzo trudno jest zrozumieć, że w innych częściach świata ludzie mają inne od naszych pomysły, że funkcjonują w oparciu o zasady obowiązujące u nas dawniej, ale całkiem przecież niedawno:


"Kiedy obserwujemy cywilizacje znajdujące się po przeciwnej stronie, jesteśmy zdumieni, ponieważ jedynie bardzo mgliście przypominamy sobie, jak to było, kiedy sami myśleliśmy w podobny sposób. Widzimy, że stają one wobec tych samych wyzwań życia politycznego, z którymi mamy do czynienia, i zadają sobie wiele takich samych pytań, jakie my sobie zadajemy, dotyczących sprawiedliwości, prawomocności władzy, wojny i pokoju, praw i obowiązków. Mimo to sposób, w jaki odpowiadają one na te pytania, wydaje się nam obcy. Dzieląca nas rzeka jest wąska, ale głęboka. Na jednym brzegu ludzie wyobrażają sobie podstawowe struktury polityczne społeczeństwa i poddają je krytyce, odwołując się do boskiego autorytetu; na drugim tego nie robią. I jak się okazuje, ta różnica ma fundamentalne znaczenie. Historycznie rzecz biorąc, to my jesteśmy inni, nie oni."


Lilla ciągle podkreśla, że zastąpienie teologii politycznej filozofią polityczną, owa wielka separacja, to stosunkowo nowy wynalazek ludzkości i nikt nie może mieć pewności, czym ta ambitna próba się zakończy:


"Wśród europejskich myślicieli politycznych dominuje dziś przekonanie, że niezależnie od ich osobistych sympatii, 'wiek religii' należy w krajach Zachodu do przeszłości; i chociaż na poziomie prywatnym wiara religijna wciąż się utrzymuje, teologia polityczna nigdy nie zdoła się odrodzić. To, co najbardziej zaskakuje w tym przekonaniu, które może być trafne albo nie, to pewność, z jaką jest wypowiadane. Zamiast postrzegać wielką separację jako pewien eksperyment myślowy, którego sukces był uzależniony od nieprzewidywalnych wydarzeń historycznych, filozofowie europejscy nadal oddają się mitologizującemu myśleniu o bezosobowych siłach historycznych, które rzekomo zrodziły nasz świat."


Lilla pokazuje wiele, często ukrytych, mechanizmów, które powodują, że ludzie funkcjonują jako społeczeństwo polityczne. Stawia też wiele istotnych pytań, a jednym z nich jest pytanie o to, czy fantazje o historycznej nieuchronności zdarzeń nie są lustrzanym odbiciem przekonania o boskiej opatrzności czuwającej nad ludźmi. Wydaje się, że to pytanie Lilli jest pytaniem retorycznym.

Wojciech Karwacki. Krótka historia słowa.


Wydane przez 

Oficynę Wydawniczą Foka

Wojciech Karwacki w "Krótkiej historii słowa" wiedzie nas od czasów, gdy podejmowano pierwsze próby porozumiewania się i czasów, w których usiłowano dociec jakie to były próby, od badań nad zoosemantyką, poprzez sposoby zapisu pisma, aż po rozważania nad współczesnymi rodzajami nośników słów pisanych.

Książeczka niepozorna i aż trudno uwierzyć, że tak wiele można się z niej dowiedzieć. Autor wskazuje ciekawostki, jakby nakłaniając czytelnika do dalszego, o wiele szerszego zgłębienia interesujących go zagadnień. Podpowiada po jakie książki można sięgnąć, by poszerzyć wiadomości o początkach cywilizacji i pisma, ilustruje swój tekst wieloma rycinami, fotografiami, a całość - idealna z racji rozmiarów nawet do niewielkiej damskiej torebki - stanowi ciekawą wędrówkę przez wieki.

Izabela Sowa. Ścianka działowa.


Wydane przez

Wydawnictwo Nowy Świat

Uważam, że jestem dobrze przygotowana do spotkania z Pisarką:) Przeczytałam wszystko Izabeli Sowy, co znalazłam na bibliotecznych półkach miasta. 

"Ścianka działowa" z pozoru wydaje się być inna od pozostałych książek Autorki. Wrażenie zapewne wynika stąd, że bohaterowie tej powieści żyją odmiennie od bohaterów owocowej serii.

Dionizy Fiotroń - mężczyzna wyważony, uporządkowany, żyjący tak jak się powinno w Właściwie Dobrych Sferach ma wypieszczone przez żonę mieszkanie, dobrą pracę, wieloletniego przyjaciela no i wspomnianą żonę - kobietę niemalże eteryczną, cichą, spokojną z wysoce rozwiniętym poczuciem estetyki. Dionizy dostrzega w ich mieszkaniu pewne zmiany, zbyt nienamacalne by móc rozmawiać z żoną na ich temat. Można jednak rozmawiać z przyjacielem. Szczególnie jeśli przyjaciel zna kogoś, kto może wyjaśnić owe niezrozumiałe zachowanie żony.

"Więc wrzuć na luz i bądź po prostu sobą!

- Sobą? - wybałuszył oczy. Kórym sobą? Poważnym wykładowcą i doktorem, już wkrótce habilitowanym? Skrupulatnym pracownikiem wielkiej firmy? Zapalonym kolekcjonerem albumów z sielankowymi pejzażami? Najmłodszym synkiem kochanej mamusi? Cichym wielbicielem świniarek? Skorym do żartów kumplem Debeściaka? Odpowiedzialnym panem domu?(...) Który "ja" w pełni by ją usatysfakcjonował?"

15 listopad 2009

Izabela Sowa. Cierpkość wiśni.Smak świeżych malin. Zielone jabłuszko.

Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński

Bohaterką "Cierpkości wiśni" jest dziewczyna, którą rodzice skrzywdzili imieniem Wisława (marząc o wspaniałam karierze literackiej córki). Wiśnia studiuje, nie spełnia pokładanych przez nią przez ojca nadziei, wprowadza się na stancję do koleżanek i sprawdza jak to jest być samowystarczalną, dorosłą i odwiedzialną. 

"W szkole mam dwadzieścia pięć godzin tygodniowo. Do tego raz w tygodniu niemiecki, w niedzielę basen i lekcje tenisa. W czwartki warsztaty plastyczne. Teraz ten hiszpański i angielski. Mama mówi, że w moim wieku człowiek szybko wchłania wiedzę i trzeba to wykorzystać. (...) Najgorsze - westchnął Miłosz - że już zawsze będziemy tak tyrać. Odpoczniemy dopiero na emeryturze. Jeny, jak ja marzę, żeby być stary jak mój dziadek. Mieszkać e lesie, mieć siedemdziesiąt lat i wszystko głęboko w dupie."

"Połowa moich pacjentów żyje w weicznej prowizorce. Wynajmuje, pomieszkuje na waleta, zasiedła na dziko, śpi w przytuliskach i podobnych placówkach (...) Właściwie, jak się dobrze zastanowić, rzadko kto jest naprawdę na swoim. A jeśli nawet, nie trwa to zbyt długo. Bo zaraz dopada człowieka zawał, dom starców, chciwe wnuki albo urząd skarbowy. I wracamy do punktu wyjścia. Dziwi mnie tylko, dlaczego niektórzy tracą tyle energii, żeby zdobyć na włąsność betonowe pudełko".

*   *   *

W "Smaku świeżych malin" poznajemy dziewczynę o imieniu Malina. Jej Mama opuszczona przez męża w przededniu przyjęcia komunijnego córki pociesza się towarzystwem różnych mężczyzn walczac o swoje szczęście, Malinę zostawia narzeczony tuż po tym, gdy marnotrawny ojciec Maliny wraca obiecując złote góry, które istnieja tylko w jego wybraźni, a jedynymi osobami na jaką dziewczyna może liczyć jest Babcia i przyjaciółka Ewa. Wsparcia Malina szuka również w pomocy specjalistów - trafia do gabinetu dr Gąbki, dzięki któremu kończy pracę magisterską, broni ją na piątkę i porządkuje swoje życie; do pewnego zadawalającego ją stopnia.

Autorka wyławia z rzeczywistości otaczającej jej bohaterkę absurdy, ironię zdarzeń. Wstawia Malinę w sytuacje, w których znajduje/znajdowało/ma szanse się znaleźć wielu z czytelników - poszukiwanie pracy, dzielone z koleżankami mieszkanie, brak wsparcia w rodzinie, czy porażająco olbrzymie kompleksy.

"- Przedwczoraj... wspominała pani o jednym psychologu, który pisze na ten temat.

- Vonnegut? - spytałam dla pewności.

- Właśnie - ucieszyła się. (...)

- Wiecie co mnie dobiło? Że ta mała naprawdę jest prymuską.

- Oni chyba nic nie czytają.

- Czytają - sprostował Leszek - streszczenia lektur, pamiętniki Leonarda DiCaprio oraz dziesiątki poradników o tym, jak zarobić 100 minionów, wykorzystać energię kosmosu, przyciągać masowo męzczyzn lub kobiety."

*   *   *

Z "Zielonego jabłuszka" wynika, że książki powinnam czytać w odwrotnej kolejności. Bolek, który w książce dopiero co przeczytanej jest uczniem i planuje studia na historii sztuki, w "Cierpkości wiśni" jest już lekarzem ratującym zagrypioną gromadę studentów. "Zielone jabłuszko" opowiada o Polsce zanurzonej w latach osiemdziesiątych, w czasie ukradkowych emigracji, zakupów w Peweksie, kolejek, nimbie opozycjonistów.

"Jest gdzieś, lecz nie wiadomo gdzie - zaczął donośnym głosem - kraj, w którym szczytem rozrzutności jest podłożyć komuś świnię, a jedyne wiarygodne informacje podawane przez media, to data. Kraj, gdzie kobiety nie musza już rodzić dzieci, bo powstał Komitet Odrodzenia, a w sklepach nie ma ryb, żeby odwrócić uwagę od braki mięsa. Kraj, gdzie liczba mnoga od wyrazu 'człowiek' to 'kolejka' i gdzie nie można sięgnąć dnia tylko dlatego, że już dawno ktoś je ukradł i sprzedał na części. To kraj, gdzie ludzi traktuje się jak bezmyślne bydło, któremu można wcisnąć każdą blagę i najgorszą paszę. Któremu można wmówić, że białe jest czarne, a kryzys oznacza sukces."

14 listopad 2009

Nie pytaj o Polskę.



Wydane przez

Wydawnictwo AMEA

"Nie pytaj o Polskę" to zbiór opowiadań o Polsce właśnie. Tej współczesnej, widzianej z oddali emigracyjnej, widzianej ze środka polskości i patriotyzmu, zaduma nad tym co dziś znaczy być patriotą i wyraz buntu przeciwko skostniałej w tradycjonalizmie Polsce.

Autorka projektu, Beata Rudzińska, zaprosiła do współpracy bardziej i mniej znanych pisarzy młodego pokolenia. Znajdziemy tu zatem teksty Sylwii Chutnik, Izabeli Sowy, Edyty Szałek (i innych pisarek), ale też Sławomira Shuty, Piotra Rowickiego i Szymona Wigieneki, w którego tekście ów wspomniany powyżej bunt widać najmocniej.

Teksty, rozmaite w swej wymowie i treści, doskonale ilustruje grafika Ewy Aksienionek (przykład poniżej)

Polska w tekstach zamieszczonych w "Nie pytaj..." ma różne, czasami dość kontrowersyjne oblicza. Staje się krajem ludzi różnych, pragnących kosmopolityzmu, tęskniących za obyczajami dziadów, marzących o wolności i ceniących swoją kulturę.

Opowiadania te, jak mało które, mogą stać się przyczynkiem do dyskusji, rozmowy, do nowego spojrzenia na kraj, w którym żyjemy. I co więcej - można je czytać wiele razy, za każdym z nich znajdziemy w słowach pisarzy coś odmiennego do tego, co zauważyliśmy wcześniej.

Patrick Gale. Notatki z wystawy.



Wydane przez

Wydawnictwo Nasza Księgarnia

"Notatki z wystawy" to opowieść prowokowana informacjami znajdującymi się w katalogu wystawy prac i rzeczy osobistych malarki Rachel Kelly. Każdy z opisów, skrótowy acz wyczerpujący, wywołuje historię z czasów do jakich z życiu artystki odnosi się dany eksponat. Nie ma tu zatem zachowanej chronologii, czytelnik poznaje różne fakty, które im bliżej końca książki, tym sprawniej układają się w całość.

Rachel Kelly, neurotyczna, zmagająca się chorobą dwubiegunową kobieta miała szczęście zostać otoczona opieką mężczyzny kochającego, troskliwego, mężczyzny, który ich wspólnym dzieciom próbował stworzyć Dom.

Rodzina malarki od lat żyje w przekonaniu, iż zginie ona od śmierci samobójczej. Staje się inaczej, a jej mąż i synowie próbują poukładać sobie życie bez Niej, bez jej dominującej osobowości, odbijającej piętno na funkcjonowaniu każdego z nich. Jeden z synów odnajduje swojego biologicznego ojca, drugi dokonuje renamentu w życiu emocjonalnym, a Antony, mąż Rachel dąży do poznania życia swojej żony sprzed czasu, w którym się poznali, życia, o którym nic nie wie.

Interesująca lektura niosąca w fabule informacje o chorobie i społeczności kwakrów.

TV i ogłoszenie;)

Telewizja zaskoczyła mnie dziś pozytywnie. Na tvp 1 będzie można obejrzeć Gambit turecki, a na tvp2 Uciekający pociąg w reżyserii Konczałowskiego i ze scenariuszem Kurosawy.

Dodałam kilka nowych blogów do listy linków. Zostawiłam info twórcom tychże, bo jeśli ktoś sobie nie życzy znajdować się wraz ze swoim blogiem na tej liście, to proszę o wiadomość:)



12 listopad 2009

Vladimir Oravsky, Kurt Peter Larsen i Autor anonimowy. Od Astrid do Lindgren.


Wydane przez

Wydawnictwo Czarne

Lubię książki, które w magiczny sposób, opierając się nieco na moim nostalgiczno-jesiennym nastroju, przenoszą mnie w świat dzieciństwa. Albo choć nieco ów świat dzieciństwa przypominają pobudzając wspomnienia. Dziś piekłam pierniczki. Miód, przyprawy korzenne, zapach unoszący się w całym domu i książka, której bohaterką jest Astrid Lindgren - cóż może być bardziej przypominającego przygotowania przedświąteczne w Bullerbyn?

Akcja książki obejmuje trzy lata z życia Astrid Ericsson. Widzimy ją wyjeżdżającą z rodzinnego domu; rozstanie jest pełne emocji, czułe do chwili, w której młodsza siostra Astrid mówi, że wyjeżdżająca dziewczyna spodziewa się dziecka. Wieść, dotychczas ukrywana przez Samuelem Augustem, surowym, acz kochającym ojcem rodziny, burzy spokój pożegnania, zakłóca jego dobrą atmosferę, a jej odkrycie wywołuje wiele niepotrzebnych, gniewnych słów.

W latach 1926-1929 Astrid nie odwiedziła rodziny. Pracując w Sztokholmie wizytowała swojego synka mieszkającego w Kopenhadze, ale z rodzicami i rodzeństwem kontaktowała się jedynie listownie.

Opowieść o Astrid, choć opisująca trudne chwile w życiu późniejszej pisarki, jest przepełniona humorem, serdecznością i ciepłem jakie znaleźć możemy w książkach Pani Lindgren. Przyjaciółka marząca o karierze, wymagający szef, podróże do Kopenhagi, listy pisane do rodziców ubarwiające dość nędzną rzeczywistość, szef wodzący za Astrid coraz to bardziej zakochanym wzrokiem... To wszystko stwarza uroczy kilmat, klimat, który pochłania, oczarowuje, sprawia, że chce się znów być dzieckiem i wrócić do Bullerbyn.

To kolejna, z czytanych ostatnio przeze mnie, książek, która pewnie stanie się hitem prezentów mikołajkowo-świątecznych. I to jak najbardziej słusznie:)

Izabela Sowa. 10 minut od centrum.


Wydane przez

Wydawnictwo S.C.

10 minut od centrum to nie tylko odległość. To mentalność, samoodczuwanie lub jego brak, to poglądy, osądy, postawy, zadowolenie z życia lub jego - zadowolenia- brak, czyli to wszytsko co konstytuuje człowieka jako istotę myślącą.

Ustawiając swe opowiadania w kolejności chronologii dni tygodnia Izabela Sowa sportretowała postawy wcale dziś nie odosobnione, aczkolwiek nie do końca mile widziane. Bohaterowie powołani na karty opowiadań są wyraziści, mają określone poglądy, cenią rzeczy nieco inne niż ceni, podziwia i do których zdąża ślepo mainstream.

Pierwsze spotkanie z prozą Izabeli Sowy uważam za bardzo udane. Mam nadzieje, że spotkanie z nią samą (w mojej bibliotece, 19 listopada) będzie równie zadowalające:)

11 listopad 2009

Dwa lata temu...

... opublikowałam pierwszy wpis na tym blogu. Pisanie ewaluowało, recenzje stawały się coraz dłuższe, lista blogów książkowych, które mam podlinkowane rozszerzała się, podobnie jak liczba osób odwiedzających bloga. 


Dziękuję za czas jaki poświęcacie by zajrzeć do Lektur Prowincjonalnej Nauczycielki i mam nadzieję, że dane mi będzie świętować z Wami także kolejne urodziny bloga:)

Czytanie, pisanie i prowadzenia blga poszerzyło mój świat.

10 listopad 2009

Orhan Pamuk. Dom ciszy.


Wydane przez

Wydawnictwo Literackie

Mam niejasne przekonanie, że gdybym czytała inną książkę Pamuka lub gdybym czytała "Dom ciszy" inną niż szaroburo-jesienna porą roku, mogłabym napisać zupełnie inną recenzję.

Starsza Pani ukrywająca przed wnukami wiedzę o dziadku i ich przyrodnim stryju mieszka w opustoszałym, zaczynającym podupadać, cichym domu. Syn jej męża z nieprawego łoża mieszka z nią, troszczy się o jej codzienność, choć ona obdarza go wciąż brakiem zaufania i podejrzeniami o nienawiść i złe wobec niej zamiary.

Młodzi mężczyźni w mieście zaczynają stosować polityczny przymus - władza w ich pojęciu daje im siłę, przed którą pozostali powinni się ugiąć.

Muszę przyznać, że zmarły już mąż Starszej Pani był człowiekiem szalenie oryginalnym, by nie rzecz niespełna rozumu. Do tego stopnia głosił teorie darwinizmu, że po pierwsze stracił wszystkich pacjentów (nikt nie chciał leczyć się u kogoś kto nie wierzy w Boga, a wiarę wyśmiewa i nazywa przesądami), po drugie, gdy nadszedł czas dobierania i rejestrowania nazwisk, on przybrał nazwisko Darwinoglu (nie wiem co oznacza końcówka "oglu").

Saga rodzinna stworzona przez Pamuka zawiera wiele interesujących elementów, chwilami pobudza ciekawość, ale mimo to mam wrażenie, że gdyby pokusić się o zobrazowanie akcji, czy emocji twarzyszącej akcji tej powieści wyszłaby prosta linia, która ani się nie wznosi, ani nie opada. Być może jestem niesprawiedliwa, gdyż "Dom ciszy" nie utrzymał mojej uwagi dalej niż poza setną stronę.

Bez względu jednak na to, co powyżej - mam zamiar spotkać się z Pamukiem raz jeszcze, by przekonać się, że trzeba mi z nim spotkania w innej powieści:)

09 listopad 2009

Terry Pratchett. Eryk.


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Potrzebowałam Pratchetta. Kręciłam się po bibliotece szukająć nie wiedzieć czego, aż znalazłam się w pobliżu półki z fantastyką i olśniło mnie. Serce piknęło mi również przy Sapkowskim;), ale tym razem do domu powędrował ze mną "Eryk".

Nastolatek przeświadczony o własnych umiejętnościach wywoływania demonów (cecha odziedziczona po dziadku) z przestrzeni wyławia Rincewinda i jego Bagaż. Od maga żąda spełnienia trzech życzeń, a gdy Rincewind zaczyna za jednym pstryknięciem zmieniać miejsce i czas, w którym się znajdują, popada w euforię. Ale do czasu...

Taaak. Pratchett dobrze mi zrobił na samopoczucie. Na absurdy wokoło, na pretensje ludzi niczym nie uzasadnione, na pieniaczy i szarość za oknem.

Polecam:)

06 listopad 2009

Traudl & Walter Reiner. Joga dla kotów


Wydane przez

Victor Gollancz

Zapomniałam się z Wami podzielić moim urodzinowym prezentem. Otóż Z. wyszperała gdzieś przecudnej urody książeczkę zawierającą rózniaste asany. Urok książeczki kryje się w tym, że owe asany prezentują koty. Kotów jest sześć, o różnej posturze i odmiennym od siebie umaszczeniu, ale wszystkie radosne, świetnie porozciągane i zdolne wykonać ćwiczenia, na widok których wzdychają moje mięśnie.

Kociolubom polecam ze względu na koty, pozostałym - ze względu na jogę. 

Hanna Samson. Flesz. Zbiorowy akt popświadomości.


Wydane przez

Wydawnictwo W.A.B.

Pierwsze skojarzenie jakie naszło mnie po kilkunastu stronach książki, to skojarzenie ze strumieniem świadomości. O ile jednak ów strumień świadomości ma raczej formę monologu wewnętrznego, tak w książce Hanny Samson bohaterki dzielą się własnymi opiniami głośno, za pieniądze i podczas badań fokusowych przy wprowadzaniu nowego czasopisma plotkarskiego na rynek.

Zaczęłam się również zastanawiać, czy wewnętrzność i zewnętrzność monologu jest jedyną cechą różniącą akcję powieści od strumienia świadomości. Bo choć Autorka nadała swej powieści podtytuł "zbiorowy akt popświadomości", to aż kusi mnie, by rzec, że owe rozmowy mają niewiele wspólnego ze świadomością rozumianą szczerzej niż wiedza o życiu gwiazd czerpana z pism tabloidowych.

W kobietach biorących udział w badaniach zdjęcie, artykuł, czy wywiad budziły najróżniejsze skojarzenia, chęć porównywania własnego życia z życiem gwiazd, wywoływały wspomnienia, powodowały dzielenie się intymnymi sekretami...

Sięgnęłam po tę książkę po lekturze "Zachowań mimetycznych kobiet ...", bo byłam ciekawa na ile Hanna Samson we "Fleszu" odzwierciedli rzeczywistość, na ile jej opis świata uzależnionego od popkultury jest zbieżny z opisem wynikającym z badań.

Po lekturze obydwu książek pozostaje mi stwierdzić, że Hanna Samson jest dobrą obserwatorką. I nieco może na wyrost załamać ręce nad rozmywaniem granic, nad wszechogarniającym nas popem, nad tym, co teraz coraz częściej niesie ze sobą słowo "pop".

Kate DiCamillo. Magiczny słoń.



Wydane przez

Wydawnictwo Philip Wilson

Piotr August Duchene był kilkuletnim chłopcem, którego ojciec zmarł podczas bitwy, a mama -  wydając na świat siostrę Piotra, Adelę. Stary żołnierz, który zaopiekował się chłopcem powiedział, że Adela zmarła, ale dziecko wciąż wierzy, że nie jest to prawda. Gdy pewnego dnia na targowisku pojawia się namiot wróżki, Piotr zamiast wydać pieniądze na czerstwy chleb wydaje je, by zadać pytanie wróżce. Drogę do siostry ma mu wskazać słoń.

Zaczyna się magia, bo  słoń wpada przez gmach opery, niektórzy ludzie - szczególnie ci uwrażliwieni na innych, sami w ten, czy inny sposób dotknięci nieszczęściem odczuwają nadejście czegoś w ich życiu Innego. Piotrowi w uwolnieniu słonia i odnalezieniu siostry pomagają policjant Leo Matienne z żoną, Hans Ickman (wieloletni służący Madame LaVaughn zamknięty w gorsecie jej wymagań), Bartok Whynn (rzeźbiarz, który spadł z katedry), żebrak Tomasz i jego oślepły pies. Wszystkie te osoby doświadczają zmian, jakby ów przepowiedziany przez wróżkę słoń miał prawdziwie magiczną moc.

Kate DiCamillo tworzy opowieści z pogranicza jawy i snu, opowieści budzące emocje jak stare, klasyczne, baśnie, wywołując wzruszenie, drżenie serca, radość. Zanurzenie się w świat wykrowany przez tę autorkę zapewnia chwile powrotu do dzieciństwa, odwołanie się do prostych, jasnych przesłań, zasad ludzi prawych, do wartości jakie wpaja się dzieciom (tak wiem, nie wszystkim).

Polubiłam książki Kate DiCamillo i trudno byłby mi wybrać, która bardziej chwyciła mnie za serce - "Magiczny słoń, "czy "Tygrys się budzi".

05 listopad 2009

Wywiad z Angeliką Kuźniak

Prowincjonalna Nauczycielka: Lubi Pani bohaterów swoich reportaży? Lubi Pani Marlenę? Co budzi w Marlenie Dietrich Pani sympatię/antypatię?

Angelika Kuźniak: Nie są mi obojętni. Spędzam zawsze z nimi kilka dni, czasem wracam po kilku tygodniach, żeby dopytać. W ludzki sposób zaczyna obchodzić mnie ich los. 
Dla Marleny mam wiele czułości. Lubię jej przekorę, dumę. Czasem drażni mnie jej zaborczość. Perfekcjonizm musiał być dla wielu męczący.

PN: "Kluczem okazała się pożółkła kartka z notesu z kilkoma polskimi nazwiskami"  W jaki sposób wspomniana przez Panią kartka trafiła w Pani ręce? Dzięki komu/czemu trafiła Pani do Archiwum przy Fundacji Kinematografii Niemieckiej?

AK: W 1993 roku do Berlina trafiło 25 ton rzeczy, które należały do Marleny. Wcześniej widziałam stała wystawę poświęconą Dietrich w Muzeum Filmu i Telewizji w Berlinie.
Kiedy przyjechalam pierwszy raz do archiwum, w 2000 roku zapytałam czy są jakieś przedmioty, listy dotyczące Polski. Notes pokazała mi Silke Ronneburg. Opiekuje się  całą kolekcją Marleny Dietrich. Wspólnie odkryłyśmy, że jest w nim kartka z kilkoma polskimi nazwiskami.

PN: Co w rzeczach Marleny Dietrich zgromadzonych w Archiwum wywarło na Pani największe wrażenie? Jakie to uczucie dotykać rzeczy osoby uznawanej za gwiazdę, osoby która okazuje się być człowiekiem, a nie posągiem z piedestału?

AK: Trzy szmaty do podłóg Marleny Dietrich otrzymały numer katalogowy 70039. Tak zaczyna się moja opowieść. 
Z ogromna nieśmiałością, czasem zażenowaniem czytałam kolejne listy, oglądałam jej kostiumy, prywatne zapiski w terminarzach. Czasem tylko przesuwałam dłonią po olbrzymich kufrach. 

PN: Czy jest coś, co pominęła Pani z racji wymogów treściowych, formalnych związanych z reportażem, jakiś materiał, z którego Pani zrezygnowała, a teraz chętnie by Pani wstawiła do książki? Z czego najtrudniej było Pani zrezygnować?

AK: Zaletą reportażu jest jego subiektywizm. Pisząc "Marlene" też dokonałam wyboru. Nie ma w niej hollywoodzkiego okresu w życiu Dietrich. Nie zajmuje się jej życiem seksualnym. To, co nie mieściło się w reportażu umieściłam w kalendarium. Gdybym usunęła z książki takie historie jak ta z piłą muzyczną. Gry na niej uczył ją Igo Sym, późniejszy agent gestapo. 

PN: Jakie informacje dotyczące pobytu Marleny Dietrich w Polsce Panią zaskoczyły/zdumiały/oburzyły?

AK: Nie myślałam o tym. Patrzyłam jak układa się ta historia. Mam tylko nadzieję, że udało się zachować trójwymiarowość opowieści, z całym tłem historyczno-społecznym. Lubię  to zdanie, kiedy Marlena potyka się o "wysadzoną mrozem"chodnikową płytę. Rozbawiła mnie historia z fotografem, który obrzucił Dietrich jajkami, wzruszył taniec z Cybulskim.

PN: Wydawnictwo Czarne zapowiada na sierpień 2010 roku Pani kolejną książkę. Odsłoni Pani jakieś szczegóły dotyczące pracy nad "Papuszą" (tytuł roboczy)?

AK: Papusza to cygańska poetka odkryta  przez Jerzego Ficowskiego . Już pięknie układają się obrazy, ale dokumentacji jeszcze nie skończyłam. Dzięki uprzejmości pani Elżbiety Ficowskiej mam dostęp do archiwum Jerzego Ficowskiego, a  tym samym do nigdy niepublikowanych listow Papuszy. Widziałam jej pamiętnik. Chodzę jej śladami. W Gorzowie, Szczecinie, Słubicach, gdzie spędziła jedną zimę. Rozmawiam z ludźmi. Ale przede wszystkim czytam. O obyczajach romskich np.
Temat jest trudny i ciągle go oswajam. A wtedy milczę… o tym pisaniu

PN: Przywołuje Pani w tekście "Od Autorki" postać Pani Małgorzaty Szejnert. Kim dla Pani jest Pani Szejnert? Czego się Pani od niej uczy? Co Pani w niej ceni? Czy zdarzyło się Paniom pracować razem nad tekstem?

AK: Małgorzata Szejnert w 2000 roku była szefową "Magazynu" (dzisiaj to "Duży Format" Gazety Wyborczej). Wtedy napisałam do Niej z propozycją tematu. Byłam studentką. Nigdy nie napisałam reportażu. Małgorzata Szejenrt napisała: "proszę pisać. Jeśli  pani potrzebuje pomocy - mamy świetnego reportera". Tak powstał reportaż "Noc w Wildenhagen" (napisany wspólnie z Włodkiem Nowakiem).
Mogłabym powtórzyć to, co napisałam w książce. Dzięki jej książkom (m.in. "Śród żywych duchów", "Czarny ogród", "Wyspa klucz") wiem jak pięknie można opowiadać świat szczegółem i jak wiele muszę się jeszcze nauczyć.
Nigdy nie pracowałyśmy razem. Ale czasem się ośmielam i wysyłam Jej moje teksty. Jej wskazówki były bardzo cenne podczas pracy nad "Marlene".


P.S. Recenzja "Marlene"