31 grudzień 2009
Andrew M. Greeley. Grzechy kardynalne.
Zygmunt Niewidowski. 30 lat życia z Madzią. Wspomnienia o Magdalenie Samozwaniec.
26 grudzień 2009
Karol Dickens. Opowieść wigilijna.
Shirley Jackson. Zawsze mieszkałyśmy w zamku.
Magdalena Samozwaniec. Z pamiętnika niemłodej już mężatki.
Wydawnictwo W.A.B.
Barbara Wicher. Zapiski nastolatki (nie) takiej jak inne.
22 grudzień 2009
Życzenia świąteczne
Nr 50. SFFiH
20 grudzień 2009
Andrew M. Greeley. Grzechy.
19 grudzień 2009
Dmitrij Strelnikoff. Nikołaj i Bibigul.
P.L. Travers. Mary Poppins wraca.
Mark R. Levin. Uratować Sprite'a.
Jolanta Studenicka. Skrzatoland. W Skrzatolandzie.
Hanna Kowalska-Pamięta. Wspomnienia kury domowej.
Frances Hodgson Burnett. Tajemniczy ogród.
18 grudzień 2009
Shirley Jakcson. Poskramianie demonów.
Zwycięzcami 21. edycji Konkursu Książka Roku 2009 zostały...
17 grudzień 2009
Steve Fuller. Nauka vs religia?
Autor w przystępny sposób opisuje idee przyświecające zarówno ewolucjonistom jak i zwolennikom Teorii Inteligentnego Projektu (TIP), rzetelnie prezentuje postać Karola Darwina, przytacza i omawia myśli wielu naukowców z wielu dziedzin. Fuller wiele mówi na temat samej nauki, często powołując się zwłaszcza na Thomasa Khuna i Karla Poppera. Nowością dla mnie jest teza, że spory w gronie ewolucjonistów są być intensywniejsze, niż spory między ewolucjonistami i zwolennikami TIP. Fuller pisze:
"Na przykład tylko śmierć jednej ze stron mogła położyć trwającemu ćwierć wieku publicznemu sporowi na temat implikacji neodarwinizmu pomiędzy reprezentującym perspektywę historii naturalnej paleontologiem Stephenem Jayem Gouldem i reprezentującym perspektywę genetyki zoologiem Richardem Dawkinsem."
Bardzo ważnym rozdziałem książki jest rozdział czwarty zatytułowany "Ameryka jako prawne pole bitwy", w którym Fuller pokazuje, w jaki sposób zwolennicy TIP są dyskryminowani, między innymi poprzez wyroki sądowe. Fuller zeznawał jako ekspert w słynnym procesie Kitzmiller vs Dover Area School District. Była to pierwsza sprawa sądowa, która rozstrzygała, czy Teoria Inteligentnego Projektu może być nauczana w szkołach średnich. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że Fuller, zadeklarowany naturalista, był świadkiem obrony, który miał za zadanie obalić argumenty powoda. Mówiąc inaczej - Fuller miał wykazać, że zakaz nauczania TIP jest niezasadny. Oczywiście (bo w dzisiejszych czasach jest to oczywistością) strona, której ekspertem był Fuller, przegrała, a sam autor pisze o tym tak:
"Jego [sędziego prowadzącego sprawę] rozumowanie było oparte na decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego w procesie Edwards vs Aguillard, definiującej rozgraniczenie nauki od religii w kategoriach motywu, a nie metody. Różnica jest istotna, mimo że kreacjonizm i TIP nie spełniają - na razie - kryteriów ani z McLeana, ani z Edwardsa. Gdybyśmy oceniali teorie naukowe przede wszystkim pod kątem motywów ich propagatorów, to wiek czy pół wieku temu (a niektórzy powiedzieliby, żę nawet teraz) nie moglibyśmy uznać darwinizmu za naukę, ponieważ jego piewcami kierowały uprzedzenia klasowe, rasizm i seksizm."
Fuller pisze, że czymś niesłychanie szkodliwym dla nauki jest swego rodzaju wzięcie pod ochronę tej dziedziny przez politykę, a wyrazem tego procederu jest stwierdzenie National Academy of Sciences, która ogłosiła, że uprawianie nauki rządzi się zasadą metodologicznego naturalizmu. Jeszcze raz podkreślam, że sam Fuller jest naturalistą, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, do czego prowadzi autorytarne traktowanie nauki i dyskryminowanie naukowców. Autor komentując stwierdzenie amerykańskiej Akademii Nauk pisze:
"Można było odnieść wrażenie, że dzisiejsza nauka nie potrafi się bronić na własnych warunkach i potrzebuje filozoficznej tarczy ochronnej."
Znakomitym uzupełnieniem tej książki jest film "Expelled no intelligence allowed" (film ma polskie napisy), w którym narratorem jest amerykański aktor, Ben Stein. Jeden z naukowców, z którymi Stein rozmawia, odnosząc się do sytuacji, w której zwolennicy TIP są dyskryminowani przez establishment (w filmie pokazano wiele przykładów) mówi te słowa:
"Podczas zimnej wojny w Niemczech został wzniesiony mur - granica idei. Mur wzniesiony przez ideologów, którzy bali się innych idei. Podobnie wygląda obecna sytuacja nauki."
16 grudzień 2009
Vanessa Simon-Catelin. Jak dwie krople wody.
Wydawnictwo EneDueRabe
„Jak dwie krople…” to książka o stereotypach. Prosta, doskonale opowiedziana i rewelacyjnie zilustrowana.
Istniała kraina, a jakby dwie. Owa kraina przedzielona była płotem. Po jednej stronie płotu było TU, po drugiej TAM. Ci z TU nie lubili tych z TAM i na odwrót. Dzieciom w TU opowiadano bajki o potworach z TAM, a dzieci w TAM straszono tymi z TU. I byłoby tak nada, gdyby nie dwóje dzieci, które nie bacząc na TU i TAM, nie bacząc na kolor, polubiły się i pocałowały.
W TU i TAM oszaleli z oburzenia – grozili, krzyczeli, aż wreszcie…
Stawianie barier nie zawsze fizycznych, a częściej mentalnych między ludźmi prowadzi do takich sytuacji jak w książce Simon-Catelin. Czasami ratunek jest w dzieciach, czasami w niepozornych wydarzeniach, które uświadamiają nam, że ci drudzy są tacy jak my – mają wady i zalety, zainteresowania, upodobania, zwykłe – podobne naszemu życie.
Kiedy czytałam tę książkę nie mogłam przestać myśleć o czeczeńskich uchodźcach z katowickiego Załęża, czy dzieciach z domu dziecka, którym odmówiono prawa do mieszkania usamodzielniającego. Może tym, którzy widzą w innych zło powinno się podsunąć książkę „Jak dwie krople wody”?
15 grudzień 2009
Wydawnictwo Skrzat w roli Świętego Mikołaja
Wydawnictwo Skrzat postanowiło podarować osobom odwiedzającym mojego bloga świąteczny prezent. Owym prezentem są trzy egzemplarze najnowszego wydania "Opowieści wigilijnej". Wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w losowaniu nagród, proszę o podanie w komentarzu tytułów trzech powieści Dickensa:) Spośród tych, którzy tytuły podadzą wylosuję trzy osoby, a Wydawnictwo Skrzat w poniedziałek, 21 grudnia, prześle firmą kurierską książki.
Opis książki:
Czy lubicie się bać? A wierzycie w duchy?
Bohater tej opowieści mówił o duchach „Bzdura!”, świąteczne dni traktował jak powszednie i szydził z wigilijnej radości i świąt Bożego Narodzenia. Trzeba było odwiedzin gości z zaświatów, by ze starego kutwy zmienił się w dobrotliwego staruszka szczerze zatroskanego bliźnimi.
Najnowsze tłumaczenie „Opowieści…” autorstwa Magdaleny Machay z mistrzowskimi ilustracjami Alicji Rybickiej.
Karol Dickens przez całe życie walczył o poprawę losu najuboższych, a ciemnotę i nędzę uważał za największe klęski ludzkości. W „Opowieści wigilijnej”, będącej hymnem na cześć Bożego Narodzenia, pokazał, że miłością i współczuciem można zmienić świat.
Opowieść wigilijna
Autor: Karol Dickens
Tłumaczenie: Magdalena Machay
Opracowanie: Agnieszka Sabak
Ilustracje: Alicja Rybicka
ISBN: 978-83-7437-460-6
Oprawa: Twarda
Format: 156x240 mm
Objętość: 160 str.
Rok wydania: 2009

Losowanie odbędzie się w niedzielę o godzinie 18:00.
**********************
Losowanie odbyło się z udziałem Nusi. Dziękuję bardzo serdecznie Wydawnictwu Skrzat za możliwość zorganizowania loterii, a Wam za udział w tejże:)
Osoby wylosowane proszę o podanie w e-mailu adresów i numerów telefonów (książki będą wysyłane za pośrednictwem firmy kurierskiej) - mój adres to: m1b1m1m@gmail.com. Jutro przekażę Wasze dane Wydawnictwu Skrzat i później już ani ja, ani Wydawnictwo nie będziemy wykorzystywali Waszych adresów i numerów telefonów.
Wylosowanym gratuluję i życzę miłej lektury!
1. Pierwszy etap:

2. Osoby wylosowane:

3. Zaspana "maszyna" losująca po losowaniu:

Paul Davies. Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?
Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Paul Davies, tęgi fizyk, dedykuje tę książkę Johnowi Archibaldowi Wheelerowi, również fizykowi, który pracował z Nielsem Bohrem i którego wychowankiem jest Richard Feynman. W głowie może się zakręcić od tych nazwisk :-)
Davies pisze, że Wheeler był mistrzem eksperymentu i, co najważniejsze, uwielbiał stawiać wielkie pytania, pytania o to, czy da się zunifikować fizykę, czy czas i przestrzeń można wyprowadzić z jakiegoś bardziej podstawowego bytu fizycznego, czy człowiek tworzy prawa matematyki i fizyki, czy tylko je odkrywa.
Davies pokazuje jakie są teorie na temat powstania Wszechświata, prowadzi rozważania dotyczące tego, dlaczego coś w ogóle istnieje, zastanawia się na tym, dlaczego Wszechświat jest przyjazny życiu. Jednym z najważniejszych pytań, z którymi mierzy się autor, jest pytanie o to, czy Wszechświat jest rezultatem jakiegoś planu, czy ma jakiś cel, czy istnieje "po coś". Davies na to pytanie odpowiada, nie bojąc się przedstawić swojego stanowiska - w tym punkcie postępuje inaczej, niż wielu naukowców, którzy boją się przerażającego słowa "teleologia" i o których Davies pisze tak:
"Dla tych uczonych wszelkie sugestie na temat trendu teleologicznego lub postępowej ewolucji w kierunku świadomości, a nawet w kierunku większej złożoności, są bluźnierstwem. Jednak również ich argumenty mają marnie ukryte znamiona programu ideologicznego. Pod tym względem niewiele różnią się od tych, którzy z góry zdecydowali się na tę lub inną religijną interpretację natury, a następnie naginają fakty naukowe, by pasowały do przyjętych przez nich wierzeń."
Nie mogłam oderwać się od tej książki, pomimo tego, że jeśli chodzi o te wszystkie fizyczne sprawy, o których pisze Davies, nie zawsze mogłam nadążyć za autorem - cóż, nie jestem fizykiem. Ale jest na to rada - trzeba czytać powoli, uważnie, a jak trzeba, to czytać jeszcze raz; Davies pisze bardzo klarownie i trzeba mu zaufać, a efekty będą dobre.
* * *
Książkę można kupić w:
Jeronimo Tristante. Tajemnica domu Arandów.
Wydawnictwo Noir Sur Blanc
Victor Ros, z madryckiego ulicznika i złodziejaszka, dzięki wsparciu i pomocy mądrych ludzi wyrósł na spostrzegawczego, cenionego nie tylko w policji detektywa.
W powieści Jeronimo Tristante znajdujemy Madryt odmalowany niemalże z taką drobiazgowością jak u pisarzy naturalistów, lecz bez naturalistycznego upodobania w obrzydlistwach świata (no, trochę ich jednak jest – wszak to kryminał).
Młody policjant, osławiony rozbiciem spisku, żegna swojego mentora i przystępuje do pracy. Zajmuje się rozwikłaniem dwóch spraw – powierzonej przez zwierzchników, dotyczącej osób majętnych, i dotyczącej osób stojących na marginesie prawa i społeczeństwa, o zajęcie się którą poprosiła Victora odwiedzana przez niego prostytutka.
Choć pozornie wydaje się, iż ciekawszą, bardziej emocjonującą jest sprawa tajemnicy domu Arandów, to w śledzenie zabójców młodych kobiet Victor angażuje się silniej – przecież i on wywodzi się z biedoty zamieszkującej nędzne mieszkania, pracującej za grosze i częstokroć przymierającej głodem.
Świat odmalowany przez Jeronimo Tristante jest wielobarwny, bogaty, angażujący czytelnika. I mimo, że historie opisywane przez Autora osadzone są w końcówce wieku XIX, to pisze on o Madrycie z takim rozmiłowaniem, że aż chce się spacerować po uliczkach tego miasta.
Ciekawie jest czytać o początkach medycyny sądowej, czyli o tym, co świetnie znamy współcześnie z nauki, filmów, czy literatury. Zaangażowanie Victora w udoskonalaniu własnej pracy detektywistycznej jest czymś, co dodaje smaku książce.
Ech! O „Tajemnicy domu Arandów” mogłabym opowiadać i opowiadać. Ale może zamiast tego napiszę – czytajcie:) Polecam.
14 grudzień 2009
Astrid Lindgren, Björn Berg. Skąpy nie jestem, powiedział Emil.
Wydawnictwo Zakamarki
Z Emilem znamy się dość słabo. Tzn. wiem o istnieniu takiego chłopca, podczytywałam niegdyś jego przygody, ale moje serce należało do innych bohaterów książek Astrid Lindgren. Tym większą miałam radość z poznawania Emila, który jest utrapieniem, ale kochanym utrapieniem, swoich rodziców:)
W zagrodzie Katthult w niedzielę przypadającą po Świętach Bożego Narodzenia urządzano przyjęcie, na które zapraszano wszystkich mieszkańców wsi. Rodzice Emila zatroszczyli się o dobre jedzenie, a skoro zapraszali wszystkich – pewne było, że towarzystwo będzie udane. Najbardziej żywiołową okazała się nauczycielka – zaprosiła wszystkie dzieci do zabawy w śnieżki, zmobilizowała starszych i młodszych do tańców (wszak zabawa z dziećmi jest działaniem pedagogicznie słusznym) i wymyśliła zabawę w „pojechałam do miasta i znalazłam sobie narzeczonego”.
Ech, ależ oni się bawili – te tańce, śnieżki, wspólne ucztowanie, gry towarzyskie, śmiech, radość, po prostu frajda. A oczywiście najwięcej śmiechu dostarczył zebranych Emil biorący udział w zabawie wymyślonej przez nauczycielkę.
Astrid Lindgren to pisarka obdarzona niesamowitym darem: gdy pisze o rzeczach smutnych, czytelnikowi kapią łzy, gdy o wesołych – aż nogi rwą, by podskoczyć z radości.
Uśmiałam się przy Emilu – polecam:)
P.S. Niesforny bohater trafiał karany przez tatę do drewutni, czy do stolarni. Jak pamiętacie?

Danuta Marcinkowska, Ewa Marcinkowska-Schmidt, Klaudyna Schmidt. Lawendowy pył.
Wydawnictwo Klucze
Jak słusznie zauważają Autorki we wstępie do swojej książki – „Opowieści rodzinne przepływają wokół nas (…). Nie zwracamy na nie uwagi, kiedy są. Podnosimy głowy, kiedy zastępuje je cisza.”
„Lawendowy pył” to zatrzymanie owych rodzinnych historii, zatrzymanie je na kartach książki, w pamięci tych, które owe historie spisały, ale i tych, którzy po książkę sięgną.
W powieści śledzimy losy rodziny Autorek, w której to rodzinie (jak pewnie w większości rodzin w trudnych, wojennych czasach) odpowiedzialność za życie spoczywała na kobietach. To właśnie kobiety musiały ukryć dobra przez wojskami, szabrownikami, musiały uciekać z dziećmi, decydować o wyjeździe w własnych wsi, by nie zostać wynarodowionymi. W czasach powojennych nadal przede wszystkim kobiety były odpowiedzialne za dom, dzieci i czyste koszule męża podczas gdy ów mąż się dokształcał, szkolił i pracował zawodowo.
Saga rodzinna Pań Danuty, Ewy i Klaudyny prowadzi nas przez wydarzenia, które znamy z własnych rodzinnych opowieści – wojnę, okres repatriacji, osiedlania powojennego, poprzez trudne lata osiemdziesiąte do dzisiejszego świata, w którym życie wygląda zupełnie inaczej niż choćby 50 lat temu.
„Lawendowy pył” zaprasza do zadumy na historią własnej rodziny, nad losem kobiet, naszych matek, ciotek, babć i prababć. Może ktoś zainspirowany pomysłem Autorek napisze sagę własnej rodziny?
13 grudzień 2009
Pora na podsumowanie
Udało mi się podczas wędrówek peryferyjnych odwiedzić Liban, Turcję, Iran, Łużyce, Kirgizję, Dagestan, Jakucję. Podobała mi się ta podróż i kto wie - może kiedyś jeszcze skręce literacko w tamte rejony:)
Przeczytałam:
Fazu Alijewa. Sto pięćdziesiąt siedem warkoczyków panny młodej.
Walentyna Gawriljewa. O wielkiej podróży rudego Sieriogi, mądrego starca Ibrahima i przebiegłego myśliwego Semena Wielkiej Głowy.
Czingiz Ajtmatow. Łaciaty pies biegnący brzegiem morza.
Jurij Brĕzan. Wycieczka do Krakowa.
Anita Amirrezvani. Krew kwiatów.
Rawi Hage. W co grał De Niro.
Stella Aciman. Cień minionych lat.
Link to wszystkich recenzji pefyferyjnego wyzwania jest TU.
Udało nam się stworzyć bardzo bogaty przegląd literatury rejonów, dla wielu czytelników, peryferyjnych. Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tak interesującym projekcie literackim wszystkim współczytaczom i inicjatorce - Padmie:)
Katarzyna Filipek-Herniczek.Dobre postanowienia.
Wydane przez
Kajam się. Opowiadanie "Dobre postanowienia" przeczytałam już czas jakiś temu, u progu adwentu przedstawiłam swoim uczniom, a recenzji nadal nie napisałam. Skoro nieco nam dni do Bożego Narodzenia zostało uznaję, że o czekaniu na święta nadal można - a nawet trzeba - pisać.
Zastanówcie się - co jest ważne w Świętach? Co jest ważne w czekaniu na nie?
"Dobre postanowienia" to książeczka, która pomoże odpowiedzieć na powyższe pytania. Zarówno mały jak i całkiem drosły czytelnik obserwując Asię, Antosia i ich Mamę zamyśli się, choć na chwilę, i - kto wie - może tak jak oni spróbuje przygotować się do Świąt z dobrymi postanowieniami?
Stworzyłam z moimi uczniami Kalendarz Adwentowy Dobrych Postanowień. Dzieci codziennie sprawdzają, jakie jest postanowienie na dany dzień. Czekają na Święta, ale dzięki temy kalendarzowi czekają jakby bardziej świadomie.
Bakopisarze mieli świetny pomysł:)
Ewa Nowak. Bardzo biała wrona.
12 grudzień 2009
Glenn Beck. Świąteczny sweter.
Wydawnictwo Nowa Proza
Jak różnych rzeczy oczekujemy od książek uświadomiłam sobie czytając „Świąteczny sweter”. Sięgając po tę książkę spodziewałam się miłego, nostalgicznego czytadła o tematyce świątecznej. Książka Glenna Becka nie dała mi tego, czego się spodziewałam, ale to co przeczytałam zaskoczyło mnie, pozytywnie, tak jak już dawno nic.
Narratorem jest Eddie, trzynastolatek, osierocony przez zmarłego na raka ojca i wychowywany przez matkę. Nie rozumie, a może nie chce zrozumieć, tego, że wraz ze śmiercią ojca, dotknęła ich bieda, że jego mama pracuje w czterech miejscach, by tylko móc przeżyć wraz z synem.
Eddie marzy o rowerze. Czeka na Boże Narodzenie przekonany, że pod choinką stanie rower. Znajdując w pudełku sweter, zrobiony ręcznie przez mamę, czuje się zdradzony, skrzywdzony i zlekceważony. Obraża się na mamę, rani ją swoim zachowaniem i zmierza do tego, by ukarać ją za swoje niespełnione pragnienie.
I teraz powinien w powieści nastąpić moment przełomowy doprowadzający chłopca i jego mamę do pełnej łez radości zgody. Owszem następuje wydarzenie zmieniające życie Eddiego, ale… Nie jest to coś, czego możemy się spodziewać.
Na końcu książki znajdziemy kilka słów od Autora. Słów, które uwiarygodnią wydarzenia opisane w książce, które na przeczytaną historię każą spojrzeć na nowo.
Sarah-Kate Lynch. Nie samym chlebem.
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Nie wiem czy reakcja Młodej Pisarki na „Dom córek”, czy coś innego sprawiły, że kolejną czytaną przeze mnie książkę Sarah-Kate Lynch potraktowałam surowiej niż poprzednie. Dostrzegłam nadmierną cukierkowatość, zbyt silne próby wyprowadzenia historii w strony happy endu i parę jeszcze elementów powodujących, iż lektura „Nie samym chlebem” nie stanowiła czystej, niczym niezmąconej, przyjemności.
Esme jest żoną i matką po traumatycznych przejściach, o istocie których dowiadujemy się w trakcie lektury (tak mniej więcej w połowie). Mieszka z mężem i synkiem w dziwnym domu przypominającym gołębnik. Dom dzieli z nimi teść Esme, zgryźliwy Henry i babcia Mac. Przeszłość Esme wydaje jej się lepsza od teraźniejszości, a szczególną nostalgią obdarza podróż do Francji i swój romans z piekarzem Louisem, który nauczył ją piec chleb, podarował zakwas i sprawił, że życie dziewczyny nabrało kolorów. Przynajmniej do pewnego odkrycia.
Esme cierpi sama ze sobą, wspomina czas młodości, wyrzuca sobie niedbałość, porzuca czynności, które dla jej rodziny były oznaką szczęścia i czytając cotygodniowe felietony byłej rywalki zawodowej utyskuje na to, jak bardzo jest nieszczęśliwa.
W książce jest zbyt dużo, zbyt prosto, zbyt tkliwie.
Joanna Chmielewska. Porwanie.
Jeanne Perego, Donata Dal Molin Casagrande. Kot i jego papież.
11 grudzień 2009
Theresa Monsour. Zimna krew.
Wydawnictwo Aurum
Już po lekturze „Czystego cięcia” można było stwierdzić, że książki, której bohaterką jest sierżant Paris Murphy zapowiadają się interesująco. Teraz, gdy przeczytałam „Zimną krew” z niecierpliwością czekam aż w moje ręce trafi „Mroczny dom”, czyli trzecia z książek Monsour.
Zastanawialiście się kiedyś co robią Wasi znajomi z czasów szkolnych? Kim są? Chłopak, z którym Paris chodziła do szkoły wyrósł na potężnego, dość zahukanego mężczyznę. Gdy pojawia się – po raz kolejny – tam, gdzie trwają poszukiwania zaginionej osoby budzi wątpliwości. Podejrzenia policjantki zamieniają się w pewność, a tymczasem Justice Trip pogrąża się w działaniach niezgodnych z prawem.
Życie osobiste Paris nabiera zawrotnego tempa, a dziewczyna stoi pomiędzy walczącymi o nią mężczyznami przyglądając się sytuacji nieco zdumiona i bezradna. Ważne, że owa bezradność i niezdecydowanie znikają, gdy policjantka zajmuje się sprawą zawodową.
Książkę Theresy Monour czyta się dobrze, bo też napisana została sprawnie, atrakcyjnie zapewniając czytelnikowi wszystko to, czego szukać można w kryminale.
10 grudzień 2009
Garth Stein. Sztuka ścigania się w deszczu.
Wydawnictwo Galaktyka
Książka Gartha Steina jest dziwna. Narratorem jest pies, Enzo, który towarzyszy człowiekowi od swoich szczenięcych lat aż do chwili jego – psa – śmierci. Pan Enzo, Denny, kocha wyścigi samochodowe. Kocha też swoją żonę i córeczkę.
Szczęście rodziny rozwiewa się wraz z diagnozą raka mózgu u żony Denny’ego, jej śmiercią i próbą odebrania mężczyźnie córeczki. Enzo jest z nimi w chwilach szczęścia i t momentach, gdy Eve boi się śmierci, Zoe potrzebuje miłości ojca, a sam Denny świadomości, że jest ktoś kto kocha go bezgranicznie, bezgranicznie mu ufa i zawsze przy nim będzie.
Enzo, rozmiłowany jak jego pan w wyścigach samochodowych, próbuje rzeczywistość związaną z jazdą autami wyścigowymi uczynić metaforami życia. Opisując ważne zasady bezpiecznego i zwycięskiego wyścigu znajduje ich odbicie w codzienności – nie mniej trudnej niż tor formuły i nie mniej uszczęśliwiającej, gdy pokonało się najtrudniejsze chwile.
Dziwnie było czytać o ludziach, których obserwuje pies. Dziwnie – bo też wnioski z owych obserwacji często pokazywały jak niewiele ludzie wiedzą o życiu. I jak bardzo zwierzęta są siebie świadome.
„Sztuka ścigania się w deszczu” to dziwna książka. I w swej dziwności szalenie mądra, zmuszająca do myślenia. Ważna.
09 grudzień 2009
Paul Veyne. Początki chrześcijańskiego świata (312-394)
Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik
Paul Veyne w swojej książce prowadzi dwa główne wątki - historyczny, dotyczący kształtowania się chrześcijaństwa w okresie wskazanym w tytule, i wątek, tak to ujmę, multidyscyplinarny (chodzi o dyscypliny takie jak socjologia, religioznawstwo, psychologia i inne). Ten drugi wątek dotyczy fenomenu religii, wiary, odczucia boskości.
Właśnie to, co autor pisze na temat religii, postaw ludzi wierzących, motywów, którymi ludzie ci się kierują, zainteresowało mnie najbardziej. Veyne jest bardzo nowoczesnym pisarzem, który utrzymuje, że religia jest czymś nieredukowalnym, że nie da się jej wyjaśnić socjologicznie, psychologicznie, historycznie. Religii nie tłumaczy ani starożytna maksyma "primus in orbe deos fecit timor" (pierwszy w świecie bogów wymyślił Strach), ani teoria Dawkinsa (aczkolwiek Veyne Dawkinsa w książce nie przywołuje). Veyne pisze:
"Wiara to pewne zjawisko, którego przyczyny nam umykają. Nie może być ona przedmiotem decyzji, nie może odwoływać się do żadnego dowodu, którym zresztą w ogóle się nie przejmuje. Ktoś inteligentny i wrażliwy wierzy, ktoś inny, także inteligentny i wrażliwy, nie wierzy (i powinien powstrzymać się od czynienia zarzutów wierzącemu: 'nie indaguje się człowieka wzruszonego', mawiał Rene Char). Nie umiemy wyjaśnić powodu tej różnicy i dlatego używany terminu: wiara."
Szerzej na temat, o którym mowa (bo w końcu Veyne jest historykiem i napisał książkę historyczną) pisze Pascal Boyer w dziele "I człowiek stworzył bogów...".
W ostatnim rozdziale Veyne odpowiada na pytanie: "Czy Europa ma korzenie chrześcijańskie". Według Veyne'a - nie ma. Nie dlatego, że chrześcijaństwo nie wpływało na Europę, nie dlatego, że wpływ chrześcijaństwa był zbyt mały, aby móc zasadnie stwierdzić, że chrześcijaństwo jest fundamentem Europy. Veyne'mu o co innego idzie, mianowicie o to, że o niczym, w tym o religii, nie można powiedzieć, iż to coś stanowi fundament Europy, czy w ogóle jakiejś cywilizacji. Veyne pisze:
"Europa nie ma korzeni - chrześcijańskich ani innych; tworzyła się etapami, których nie można było z góry przewidzieć, przy czym żaden z jej elementów nie był oryginalniejszy od innego. Nie ukształtowała się w łonie chrystianizmu, nie rozwinęła się z jakiegoś zalążka, lecz jest rezultatem epigenezy. Jak zresztą również chrześcijaństwo."
Według Veyne'a każda cywilizacja jest fenomenem zbyt złożonym, zbyt wielobarwnym, zbyt nieprzewidywalnym, aby można było stwierdzić, że jeden jedyny element stanowi tejże cywilizacji fundamentem.
Gorąco polecam książkę wszystkim, niezależnie od tego, czy są wierzący, czy niewierzący - jak sam Veyne, którzy są ciekawi świata, których pasjonuje odkrywanie rzeczywistości, którzy gotowi są nieustannie ubogacać obraz świata, jaki mają.
Shirley Jackson. Życie wśród dzikusów.
Wydawnictwo Czytelnik
Co robiłam przy lekturze książki Shirley Jackson? Płakałam ze śmiechu, nie mogłam czytać, bo co spojrzałam na książkę, to wybuchałam na nowo wszelkimi objawami radości i mało się nie udusiłam, gdyż zabrakło mi powietrza podczas śmiechu.
Oto początek:
„Nasz dom jest stary, hałaśliwy i przeludniony. Kiedyśmy się tu wprowadzili, mieliśmy dwoje dzieci i około pięciu tysięcy książek; spodziewałam się, że gdy w końcu przestaniemy się mieścić i trzeba będzie się wyprowadzić, okaże się, że jesteśmy posiadaczami dwadzieściorga dzieci i dobrego pół miliona książek; jesteśmy także właścicielami wielu łóżek, stołów, koni na biegunach, lamp, sukienek dla lalek, modeli statków, pędzli i, dosłownie, tysięcy pojedynczych skarpetek.”
Obiecujący prawda?
Dalej było jeszcze bardzie ironicznie, jeszcze śmieszniej i coraz bardziej bogato. W dzieci, książki, ubrania, nawyki, małe kółeczka.
Sięgnęłam po książkę Shirley Jackson, bo twórczość tej Autorki polecała Padma. Jestem Ci Padmo po stokroć wdzięczna. „Życie wśród dzikusów” jest doskonałym remedium na szarość panującą cały dzień, na brak pięknego, bielutkiego śniegu i na wszystko inne.
P.S. Druga część o rodzinie Autorki jest zatytułowana „Poskramianie demonów” :)
Mariusz Wollny. Jak Lolek został papieżem.
Wydawnictwo Skrzat
Opowieść o chłopcu, który został papieżem napisana została w ciepły, prosty sposób. Autor wiedzie młodych czytelników przez lata dziecięce Karola, przez czas szkolny, wojenne zmagania, naukę, studia i drogę kapłańską aż do chwili śmierci Jana Pawła II.
Zastanawiałam się, jak Mariusz Wollny opowie o Karolu Wojtyle. I muszę przyznać, że robi to zgrabnie i przekonująco, skupiając się przede wszystkim na okresie dzieciństwa i młodości Ojca Świtego. Opowieść o Papieżu wzbogacona jest ilustracjami, na okładkach znajdują się mapy, a dla szczególnie dociekliwych czytelników umieszczono na końcu książka aneks zawierający informacje o Watykanie, Krakowie, upodobaniach Karola Wojtyły, jego ubraniach i środkach lokomocji.
„Jak Lolek został papieżem” to bezpretensjonalna opowieść o chłopcu, który stał się najbardziej znanym człowiekiem na świecie.
08 grudzień 2009
Carlos Ruiz Zafon. Marina.
Wydawnictwo Muza
„Marina” kwitnie w najlepsze na wielu blogach i aż mi niezręcznie pisać o tej powieści. Ale napiszę, dzieląc się wrażeniami teraz, póki wrażenia są świeże.
Pierwsze i najważniejsze - nie zaczynajcie lektury „Mariny” późnym wieczorem. Ja popełniłam ten błąd i czytałam późno w noc, nie mogąc wyzwolić się spod siły słów Zafona.
Bo z Zafonem i jego słowami jest tak, że trudno się o nich opowiada, ale gdy się w już w nie wpadnie, zgłębi, to o wiele trudniej niż opowieść przychodzi wyrwanie się spod ich magnetycznej siły. Po prostu czytelnik wsiąka w powieść, w rzeczywistość – w tym przypadku Barcelony lat 80 XX wieku – wykreowaną przez pisarza, a jedynym z tejże opowieści wyzwoleniem jest jej doczytanie do końca, przebrnięcie z bohaterami ścieżek wiodących ku rozwiązaniu.
Barcelona w „Marinie” jest ogarnięta ciemnościami, przesycona zapachem stęchlizny i trupim odorem. Powieść jest legendą o świetności, marzeniem o wiecznym zdrowiu, życiu, sile. Tęsknotą za miłością, ciszą opustoszałych domów i cmentarza. Autor wychodząc od kanonicznej literatury grozy kreśli świat współczesny, w którym zmieniło się wszystko oprócz ludzkich pragnień i dążeń.
Trudno opowiadać o książkach Zafona. Trzeba je po prostu czytać.
Astrid Lindgren. Ilon Wikland. Ja nie chcę iść spać.
07 grudzień 2009
Staruszki









































