31 grudzień 2009

Andrew M. Greeley. Grzechy kardynalne.

Wydane przez
Wydawnictwo Książnica

Musiałam, po prostu musiałam, przeczytać "Grzechy kardynalne", bo po lekturze "Grzechów" zżerała mnie ciekawość.

Autor opisuje historię czworga ludzi. Towarzyszymy im, gdy byli dziećmi, gdy dorastali i obserwujemy ich dorosłe życie. Kevin już będąc nastolatkiem wiedział, że pragnie zostać kapłanem. Pat zdecydował się na kapłaństwo pod wpływem wizji, jednak zdaniem przyjaciela wybrał taką a nie inną drogę życia równie łatwo i bezmyślnie jak choćby napój do obiadu. Ich przyjaciółki próbują pookładać sobie życie wbrew uczuciom jakie czują do Kevina i Pata, choć i tak całą czwórką czują się wobec siebie zobowiązani, odpowiedzialni.

Ksiądz Greeley opisuje kulisy codzienności amerykańskich księży, relacje prowincji amerykańskiej z Watykanem, konklawe po śmierci Pawła VI, Jana Pawła I. Ukazuje animozje występujące między księżmi pracującymi w parafiach, zajmujących się karierą naukową, czy karierą wiodącą na szczyty władzy w Kościele.

Książki Greeley'a opisują społeczność irlandzką w Stanach Zjednoczonych, co nadaje dodatkowy - interesujący - koloryt powieściom.

"Grzechy" czytało mi się nieco lepiej niż "Grzechy kardynalne". Może wpływ na to ma czas w jakim zostały napisane obie książki, może tematyka. Niemniej jednak wiem, że będę czytać i inne książki Księdza Greeley'a - podoba mi się jak pisze.

Zygmunt Niewidowski. 30 lat życia z Madzią. Wspomnienia o Magdalenie Samozwaniec.

Wyszperałam tę książkę w bibliotece, bo po lekturze "Z pamiętnika..." miałam chęć na coś jeszcze o Kossakówce i jej mieszkańcach.

Wspomnienia Zygmunta Niewiadowskiego pokazują nam Magdalenę Samozwaniec jaką znamy z jej własnych książek - roztrzepaną, szanującą ludzi, żyjącą chwilą, ale i Magdalenę o jakiej sama by zapewne nie pisała - chorą, cierpiącą po stracie najbliższych.

Autor kreśli udanie świat lat powojennych - zmian społecznych, mentalnych, towarzyskich. Opisuje wędrówki po Polsce, wędrówki, których celem były spotkania autorskie Magdaleny Samozwaniec, ale też zakupy towarów, które w sklepach prowincjonalnych bywały, a w sklepach stolicy - nie.

Dobrze, że przeczytałam tę książkę.

26 grudzień 2009

Karol Dickens. Opowieść wigilijna.



Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

"Opowieść wigilijną" czytałam bardzo dawno temu. Miałam też okazję oglądać różne impresje filmowe eksploatujące pierwowzór literacki czasem ponad wytrzymałość tegoż pierwowzoru. Z tym większą sięgnęłam po otrzymany w prezencie egzemplarz "Opowieści wigilijnej".

Myślę, że każdemu z nas - jakkolwiek żyjemy - przydałyby się wizyty podobne tym jakich doświadczył Ebenezer Scrooge. Zawsze możemy postarać się zmienic nasze życie na lepsze:)

Shirley Jackson. Zawsze mieszkałyśmy w zamku.



Wydane przez
Państwowy Instytut Wydawniczy

W starym domu rodzinnym, po katastrofie sprzed sześciu lat, mieszkają już tylko trzy osoby: Constance, Mary Katherine i niepełnosprawny stryj Julian. Starsza z sióstr, została oczyszczona sądownie z zarzutu otrucia rodziny arszenikiem, ale wyrok sądu nie zmienił mentalnego nastawienia mieszkańców miasteczka - dzieci wciąż podśpiewują piosenki o trucicielce, a wyprawy do biblioteki czy sklepu stają się obowiązkiem młodszej z sióstr.

Ów zamknięty świat sióstr Blackwood jest niemalże światem doskonałym - choć tylko w ich oczach. Dla sąsiadów zamknięty dom staje sie przyczynkiem do niezdrowej ciekawości, knucia, doszukiwania się w odseparowaniu chęci zamanifestowania pogardy.

Autorka doskonale pokazuje mechanizmy działania społeczeństwa, dla którego inne oznacza wrogie. Wstrząsająca książka.

Magdalena Samozwaniec. Z pamiętnika niemłodej już mężatki.



Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Teksty Magdaleny Samozwaniec, odnalezione po latach, przez Rafała Podrazę i wydane całkiem niedawno zaspokoją wszystkich miłośników twórczości Madzi Kossak. Jako, że należę do tych, którzy lubią poczucie humoru pisarki i cenią jej pióro, z dużym zainteresowaniem wczytałam się we wspomnienia, felietony, opowiastki rodzinne i społeczno-obyczajowe zgromadzone w niniejszym tomie.

Magdalena Samozwaniec snuje opowieści o latach dzieciństwa, o związku siostrzanym, o cudownej atmosferze w Kossakówce, której to atmosfery twórcą i centralną postacią był Wojciech Kossak, ojciec Marii i Magdaleny. Autorka opowiada także o współczesnych sobie przebojach filmowych, modzie, Europie, obyczajach, szczególnie tych związanych z relacjami damsko-męskimi.

Mamy tu zatem Madzię znajomą z „Marii i Magdaleny”, rodzinę Kossaków – ciepłą, życzliwą kochającą – z „Zalotnicy niebieskiej”, ale i Magdalenę, której głos słychać w „Krystynie chłopach, czy rewelacyjnych, humorystycznych „Tylko dla dziewcząt” i „Tylko dla mężczyzn”.

„Z pamiętnika niemłodej już mężatki” to lektura dla wszystkich, którzy lubią twórczość wspomnieniową, powieściową i poradnikową Magdaleny Samozwaniec. To lektura pozwalająca posmakować innych, niż nam współczesne czasów, lektura, która sprzyja długim zimowym wieczorom.

* * *
"Z pamiętnika niemłodej już mężatki" można kupić w:

Barbara Wicher. Zapiski nastolatki (nie) takiej jak inne.



Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Lektura książki Barbary Wicher przysporzyła mi dużo radości. Historia dziewczynki, która z programu telewizyjnego dowiedziała się, że jej ojciec jest potomkiem rodu królewskiego i obejmie tron w związku z przywracaną w Polsce monarchią, jest urocza, przepełniona dobrym humorem. Oliwia zupełnie nie zdaje sobie sprawy z wrzawy medialnej jaka towarzyszy jej rodzinie, gdyż - jak to z nastolatkami bywa - właśnie się zakochała i najistotniejsze są dla niej reakcje zachwycającego Szymona, a nie tłumów nastolatek, dla których stała się ikoną mody.

Interesujące są rozterki bohaterki związane z tym, jakie życie jako rodzina królewska będą musieli wieść i jak owa "korona" wpłynie na jej codzienność.

Miła, odprężająca książka:)

22 grudzień 2009

Życzenia świąteczne


Dobrych Świąt!
Z czasem na zadumę, refleksję, lekturę, ale też na rodzinne gawędy, spacery, wspólne biesiadowanie.
Spokojnych Świąt!

P.S. Życzę Wam już dziś, bo wyjeżdżam i dostęp do komputera będę miała bardzo ograniczony.

Nr 50. SFFiH

Numer grudniowy - jak to bywa z numerami grudniowymi ociera się tematycznie o święta. Oczywiście, zgodnie z profilem czasopisma jest nieco strasznie, nieco śmiesznie i groźnie. Tekst o karpiach ludojadach, czy z lekka futurystyczna opowieść o "Gniewnych ludziach" przykuły moją uwagę na czas sprzyjający przeczytaniu tychże, a historia napisana przez Agnieszkę Chodkowską-Gyurics sprawiła, że się uśmiechnęłam nad przewrotnością płodności twórczej:) Jarosław Grzędowicz w "Jeremiadzie..." obśmiewa katastroficzne traktowanie przyszłości, a Andrzej Pilipiuk przywołuje dawne metody dbałości o zdrowie.

Miła lektura:)

20 grudzień 2009

Andrew M. Greeley. Grzechy.

Wydane przez
Wydawnictwo WAM

Ksiądz Andrew Greeley to osiemdziesięciojednoletni autor powieści budzących kontrowersje. Jego "Grzech kardynalne" budziły niezdrowe sensacje wśród sąsiadek moich rodziców w czasach, gdy byłam uczennicą liceum. Tamtej książki nie przeczytałam, ale teraz z dużym zainteresowaniem przystąpiłam do lektury "Grzechów".

Ksiądz Herman Hoffman, potomek Niemców znad Wołgi wywodzący się z enklawy żyjącej w Stanach Zjednoczonych, jest świadkiem molestowania seksualnego dokonywanego przez jego kolegę, również księdza, na chłopcu. Zgłasza to proboszczowi, przełożonym w kurii za co zostaje umieszczony w szpitalu dla nerwowo chorych z diagnozą - homoseksualista do wyleczenia. Ksiądz molestujący chłopca, zwany prze swoich kolegów Lucyferem, trafia do innej parafii. Po kilku latach media i wierni przywołują sprawę molestowania i odbywa się rozprawa sądowa.

Tyle o treści. A wrażenia?

Świetnie napisana powieść. Rewelacyjnie poprowadzona narracja, wątki zarysowane z prawdziwie, doskonale przedstawione społeczności irlandzka i Niemców nadwołżańskich, dobrze pokazany świat kleru. Zastanawiałam się, czy Autor nie jest nieco zbyt złośliwy w ocenie arcybiskupa będącego bohaterem powieści, ale gdy w "Słowie końcowych" znalazłam coś takiego: " Watykan niechętnie mianuje kompetentnych, inteligentnych i rozsądnych ludzi na amerykańskie stolice biskupie" zrozumiałam dlaczego Śliski Louis był taki, jaki był.

Temat podjęty przez Ojca Greleey'a jest tematem trudnym (ale on się chyba w takich specjalizuje). To, że molestowanie seksualne jest złem wiadomo powszechnie, jednak jeśli takich czynów dopuszczają się osoby obdarzone społecznym zaufaniem, staje się złem zwielokrotnionym. Podobnie negatywne konotacje ma takie zachowanie, podczas którego dokłada się wszelkich starań, by owym złym czynom zaprzeczyć.

Im bliżej miałam do ostatniej strony, tym wolniej czytałam, bo nie chciałam się rozstać z powieścią. Chyba muszę przeczytać inne książki Księdza Greeley'a.

P.S.1. W powieści wspomniana jest sprawa molestowania seksualnego w kręgach kościelnych w Polsce.
P.S.2. Strona Ojca Greeley'a.

19 grudzień 2009

Dmitrij Strelnikoff. Nikołaj i Bibigul.

Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Opowieść o Nikołaju, który z Moskwy przyjeżdża do Kazachstanu, by odszukać skarb ukryty przez pradziada w jednej z jaskiń na pustyni, jest historią sięgania w przeszłość, w świat, który już nie istnieje nigdzie poza pamięcią ludzi w nim żyjących.

Podróż do Ałmaty, którą Nikołaj pamięta jako miasto radzieckie, a która teraz jest kazachska i wręcz zaprzeczająca swojej rosyjskości, budzi w mężczyźnie wspomnienia, ale i zadumę nad tym, co osiągnął, jakim jest człowiekiem i jak ukształtował własne życie. Bohater podąża ścieżkami znanymi z dzieciństwa, próbuje emocje związane z przeszłością dopasować do teraźniejszości, lecz owe próby są z góry skazane na porażkę. Samoświadomość, wspierana przez duchy przodków Nikołaja, rozrasta się - trzydziestolatek stając samotnie wobec przyrody, walcząc o przetrwanie mierzy się z życiem.

Ciekawe są wędrówki w świat nieistniejący. Owocami owych wędrówek nierzadko stają się zapisy literackie. "Nikołaj i Bibigul" jest bodajże najlepszym z nich.

P.L. Travers. Mary Poppins wraca.

Wydane przez
Wydawnictwo Jaguar

Mary Poppins pojawia się nagle, zamiast latawca Michasia, prosto z chmur. Najwidoczniej nadszedł już czas, kiedy znów jest potrzebna rodzinie Banksów.

Dzieci mają okazję poznać kolejnego wuja Mary, uczestniczyć w przedstawieniu cyrkowym konstelacji gwiezdnych, przekonać się, że ci, którzy nas otaczają wcale nie muszą być tak zwyczajni i pospolici jak się nam wydaje. Spokoju Mary nie zaburza nawet przyjście na świat nowego członka rodziny Banksów, Amelki. Dystyngowana, w mocno nakrochmalonych halkach, w kapeluszu i z uroczą torebką stanowi dziwne i pociągające zjawisko - Mary wciąż obraca się w świecie magicznym, tajemniczym, balansuje na krawędzi rzeczywistości i baśni, a przecież taka niania, zapewniająca nieustannie pożywkę dla dziecięcej wyobraźni, jest prawdziwym skarbem.

Mark R. Levin. Uratować Sprite'a.

Wydane przez
Wydawnictwo Esprit

"Czytanie jej [książki] może Cię poruszyć. Mam nadzieję, że wywoła też uśmiech. Wiem, że wyciśnie kilka łez."

Znany w USA konstytucjonalista napisał książkę o psach. Napisał ją, bo stanowiła dla niego bodajże jedyną możliwość wydostania się z depresji w jaką popadł, gdy jego pies zmarł.
Sprite, przygarnięty ze schroniska, w ciągu dwudziestu sześciu miesięcy jakie spędził z Levinami podbił ich serca, zawładną ich emocjami, stał się dla nich rodziną. Książka jest zapisem chwil spędzonych razem, radości i zmartwień wywołanych złym stanem zdrowia czworonożnego przyjaciela.

Tej książki, uczuć w niej zawartych, nie zrozumie nikt, kto nie ma psa lub kota. Wszyscy, którzy swoje domy dzielą z czworonogami, doskonale pojmą ból Autora wywołany rozstaniem z ukochanym psem, jego depresję, próby wyjaśnienia sobie, że przecież można było zrobić jeszcze inne badania, zastosować inną kurację, itp.

To, co czym napisał Autor we "Wstępie" jest prawdą. Jego książka porusza, wywołuje uśmiech i łzy.

Jolanta Studenicka. Skrzatoland. W Skrzatolandzie.

Wydane przez
Wydawnictwo Harmonia

Wydawca proponuje, aby książeczkę o Skrzatach i ich krainie podsunąć dzieciom pięcioletnim, tak bowiem dobrano zadania prezentowane w książeczce, takie obszary rozwoju dziecka owa książeczka pomaga stymulować, że właśnie dzieci na wskazanym etapie rozwoju skorzystają ze "Skrzatolandu" najpełniej. Co oczywiście nie oznacza, że gdy nasze młodsze dziecko chce poznać rodziny Tralolinków i Bolominków, powinniśmy zabrać dziecku książkę;)

Historia o Skrzatach jest optymistyczna, zilustrowana ciepłymi, przyjaznymi barwami. Bohaterowie opowieści robią zakupy, pieką kiełbaski na grillu, mają dzieci, koty i psy, bawią się i śmieją radośnie. Ważne jest, że Autorka nie pominęła w tworzeniu skrzaciej społeczności osób starszych czy niepełnosprawnych.

W drugiej części książki znajdują się zadania, które poprzedza legenda tłumacząca dzieciom, które zadania mogą wykonać z pomocą rodziców, które są bardzo trudne, a które do ich wypełnienia potrzebują kleju, farb, czy kredek.

Cała seria o Skrzatach składa się w 9 części. I już teraz, po przeczytaniu zaledwie pierwszej części, wróżę "Skrzatolandowi" powodzenie wśród dzieci. I rodziców - rzecz jasna;)

Hanna Kowalska-Pamięta. Wspomnienia kury domowej.

Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Narratorka opowieści, Alka, to kobieta spełniona. Mężatka, z dwiema uroczymi córeczkami, zajmująca się domem i wykradająca czas na pracę zawodową Oburzona pytaniem przyjaciółki o sens takiego życia rozważa własne potrzeby i docenia – jeszcze silniej niż dotychczas – rodzinną codzienność.

Starsza córka Alki, czteroletnia Majka, zaczyna opowiadać o Natalce, rysować dziwnego pana, który był i już go nie ma i okazywać strach. Alka zauważa, że ktoś obcy podczas ich nieobecności szukał czegoś w ich domu. Tajemnica, narastająca w swej grozie, wyjaśnia się na koniec powieści, ale oprócz tej – kryminalnej – sprawy ważny jest w powieści głos bohaterki. Głos kobiety, która nie chce być traktowana gorzej niż inne dlatego, że jej życie zogniskowało się wokół rodziny.

Sięgając po „Wspomnienia kury domowej” miałam nadzieję, ze będzie to banalna historyjka pozwalająca spędzić miłą, niczym niezmąconą godzinkę na lekturze. Okazało się jednak, że książka Hanny Kowalskiej-Pamięta ma wcale uzasadnione pretensje do tego, by stać się przyczynkiem dyskusji nt. „kobieta spełniona – kto to taki?”:)

Frances Hodgson Burnett. Tajemniczy ogród.

Wydane przez
Wydawnictwo Zielona Sowa

Sięgając po to wydanie „Tajemniczego ogrodu” – książki wszak popularnej i powszechnie znanej – miałam wątpliwości. Ich źródło tkwiło w tym, że jest to wydanie lektury z opracowaniem, czyli ze wskazówkami mówiącymi czytelnikowi gdzie znajdzie informacje o tym, w którym miejscu książki wspomniane są Indie, na której stronie przeczytamy, że Mary polubiła ogrodnika lub o wiośnie w ogrodzie. Czytałam „Tajemniczy ogród” zwracając szczególną uwagę na umiejscowione na marginesach znaki i nagle mnie olśniło. Owszem – takie przygotowanie książki może zachęcić uczniów leniwych, by książki nie przeczytali, a jedynie zapoznali się w indeksem odnoszącym do właściwych stron – ale za to, nie musimy po książce mazać, podkreślać, stawiać „ptaszków” na bokach strony, bo wszystko to, co przy omawianiu lektury może być istotne usłużnie wskazał nam wydawca. Zatem, mając w pamięci biblioteczne książki pokreślone przez kolejne pokolenia uczniów, przekonałam się do tej formy lektury.

Entuzjastycznie natomiast powitałam dołączonego do książki audiobooka. Przywykłam już do tej formy poznawania literatury, nauczyłam się uważnego słuchania i wysłuchanie „Tajemniczego ogrodu” sprawiło mi wiele przyjemności.

Czego i Wam życzę:)

18 grudzień 2009

Shirley Jakcson. Poskramianie demonów.

Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

"Poskramianie demonów" jest kontynuacją książki "Życie wśród dzikusów", którą czytałam niedawno.

Bohaterka stwierdza pewnego dnia, że jej rodzinie udało się wypełnić każdą wolną część w olbrzymim domu, a to oznacza, że albo muszą zrobić porządki i pozbyć się wielu rzeczy albo muszą przeprowadzić się do nowego domu, większego niż ten, który aktualnie zajmują. Czynności przeprowadzkowe, wyjazd wakacyjny, czy weekendowy wypad do Nowego Jorku jest trudnym przedsięwzięciem, gdy ma się siedmioosobową rodzinę z nieodłącznymi czworonogami.

To w jaki sposób Autorka postrzega codzienne życie kobiety w rodzinie, to jak doznaje nagle - po 11 latach niańczenia maluchów - szoku, gdy wszystkie jej dzieci wędrują rano do przedszkoli lub szkół, to jak opowiada o tym co dzieje się w wielodzietnej rodzinie jest zabawne i bardzo prawdziwe.

Przede mną lektura kolejnej książki Shirley Jackson, tej polecanej przez Padmę. Ciekawa jestem jak będzie się to czytać.

Zwycięzcami 21. edycji Konkursu Książka Roku 2009 zostały...

17 grudnia w Bibliotece Głównej m.st. Warszawy odbyła się uroczysta gala wręczenia najbardziej prestiżowych nagród w dziedzinie literatury i grafiki książkowej dla dzieci i młodzieży - "Książka Roku" - przyznawanych od 21 lat przez Stowarzyszenie Przyjaciół Książki dla Młodych - Polską Sekcję IBBY.

Nagrodę Książka Roku w kategorii literatura przyznano:
Andrzejowi Maleszce za książkę dla dzieci "Magiczne Drzewo. Czerwone Krzesło" (Znak)
Ewie Nowak za książkę dla młodzieży "Bardzo biała wrona" (Egmont)

Nagrodę Książka Roku w kategorii grafika przyznano:
Elżbiecie Wasiuczyńskiej za książkę autorską "Mój pierwszy alfabet" w opracowaniu graficznym Doroty Nowackiej (LektorKlett)
Pawowi Pawlakowi za ilustracje i projekt graficzny książki "Podręczny NIEporadnik. Do czego nie służy młotek" (Czerwony Konik)

Wyróżnienia w kategorii literatura przyznano:
Zofii Beszczyńskiej za książkę "Lusterko z Futra" (Media Rodzina)
Grzegorzowi Gortatowi za książkę "Szczury i wilki" (Nasza Księgarnia)
Jackowi Podsiadle za książkę "Czerwona kartka dla Sprężyny" (Nasza Księgarnia)
Małgorzacie Strzałkowskiej za książkę "Zielony i Nikt" (Bajka)

Wyróżnienia w kategorii grafika przyznano:
Ignacemu Czwartosowi za ilustracje do książki "Lądowanie rinowirusów. Przeziębienie." Wojciecha Feleszki (Hokus-Pokus)
Monice Hanulak za opracowanie graficzne książki "Debata filozoficzna Królika z Dudkiem o Sprawiedliwości" Leszka Kołakowskiego (Muchomor)
Marcie Ignerskiej za ilustracje do książki "Babcia robi na drutach" Uri Orleva (Wytwórnia)
Ewie Kozyrze-Pawlak i Pawłowi Pawlakowi za "Mój pierwszy atlas świata" z tekstami Marii Deskur (LektorKlett)
Aleksandrze Woldańskiej za ilustracje do książki "Mrówka wychodzi za mąż" z tekstem Przemysława Wechterowicza (Czerwony Konik)

Gratuluję:)

17 grudzień 2009

Steve Fuller. Nauka vs religia?


Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Steve Fuller uważa, że spór w kwestii tego, czy nauka pozostaje w konflikcie z religią, pozbawiony jest intelektualnej głębi jeśli osadzony jest w złym kontekście. Owszem, nauka i religia pozostają w konflikcie, ale właściwym tłem tego konfliktu jest walka o to, która z tych dziedzin zasługuje na miano autorytetu społecznego, natomiast nie ma konfliktu na gruncie merytorycznym. Egzemplifikując konflikt na linii nauka-religia (niezależnie od tego, czy jest to konflikt rzeczywisty, wydumany, czy zaprojektowany) Fuller przedstawia historię sporu o naturę życia toczącego się między ewolucjonistami i kreacjonistami.

Autor w przystępny sposób opisuje idee przyświecające zarówno ewolucjonistom jak i zwolennikom Teorii Inteligentnego Projektu (TIP), rzetelnie prezentuje postać Karola Darwina, przytacza i omawia myśli wielu naukowców z wielu dziedzin. Fuller wiele mówi na temat samej nauki, często powołując się zwłaszcza na Thomasa Khuna i Karla Poppera. Nowością dla mnie jest teza, że spory w gronie ewolucjonistów są być intensywniejsze, niż spory między ewolucjonistami i zwolennikami TIP. Fuller pisze:

"Na przykład tylko śmierć jednej ze stron mogła położyć trwającemu ćwierć wieku publicznemu sporowi na temat implikacji neodarwinizmu pomiędzy reprezentującym perspektywę historii naturalnej paleontologiem Stephenem Jayem Gouldem i reprezentującym perspektywę genetyki zoologiem Richardem Dawkinsem."

Bardzo ważnym rozdziałem książki jest rozdział czwarty zatytułowany "Ameryka jako prawne pole bitwy", w którym Fuller pokazuje, w jaki sposób zwolennicy TIP są dyskryminowani, między innymi poprzez wyroki sądowe. Fuller zeznawał jako ekspert w słynnym procesie Kitzmiller vs Dover Area School District. Była to pierwsza sprawa sądowa, która rozstrzygała, czy Teoria Inteligentnego Projektu może być nauczana w szkołach średnich. Pikanterii całej sytuacji dodaje fakt, że Fuller, zadeklarowany naturalista, był świadkiem obrony, który miał za zadanie obalić argumenty powoda. Mówiąc inaczej - Fuller miał wykazać, że zakaz nauczania TIP jest niezasadny. Oczywiście (bo w dzisiejszych czasach jest to oczywistością) strona, której ekspertem był Fuller, przegrała, a sam autor pisze o tym tak:

"Jego [sędziego prowadzącego sprawę] rozumowanie było oparte na decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego w procesie Edwards vs Aguillard, definiującej rozgraniczenie nauki od religii w kategoriach motywu, a nie metody. Różnica jest istotna, mimo że kreacjonizm i TIP nie spełniają - na razie - kryteriów ani z McLeana, ani z Edwardsa. Gdybyśmy oceniali teorie naukowe przede wszystkim pod kątem motywów ich propagatorów, to wiek czy pół wieku temu (a niektórzy powiedzieliby, żę nawet teraz) nie moglibyśmy uznać darwinizmu za naukę, ponieważ jego piewcami kierowały uprzedzenia klasowe, rasizm i seksizm."

Fuller pisze, że czymś niesłychanie szkodliwym dla nauki jest swego rodzaju wzięcie pod ochronę tej dziedziny przez politykę, a wyrazem tego procederu jest stwierdzenie National Academy of Sciences, która ogłosiła, że uprawianie nauki rządzi się zasadą metodologicznego naturalizmu. Jeszcze raz podkreślam, że sam Fuller jest naturalistą, ale doskonale zdaje sobie sprawę z tego, do czego prowadzi autorytarne traktowanie nauki i dyskryminowanie naukowców. Autor komentując stwierdzenie amerykańskiej Akademii Nauk pisze:

"Można było odnieść wrażenie, że dzisiejsza nauka nie potrafi się bronić na własnych warunkach i potrzebuje filozoficznej tarczy ochronnej."

Znakomitym uzupełnieniem tej książki jest film "Expelled no intelligence allowed" (film ma polskie napisy), w którym narratorem jest amerykański aktor, Ben Stein. Jeden z naukowców, z którymi Stein rozmawia, odnosząc się do sytuacji, w której zwolennicy TIP są dyskryminowani przez establishment (w filmie pokazano wiele przykładów) mówi te słowa:

"Podczas zimnej wojny w Niemczech został wzniesiony mur - granica idei. Mur wzniesiony przez ideologów, którzy bali się innych idei. Podobnie wygląda obecna sytuacja nauki."

16 grudzień 2009

Vanessa Simon-Catelin. Jak dwie krople wody.


Wydane przez
Wydawnictwo EneDueRabe

„Jak dwie krople…” to książka o stereotypach. Prosta, doskonale opowiedziana i rewelacyjnie zilustrowana.

Istniała kraina, a jakby dwie. Owa kraina przedzielona była płotem. Po jednej stronie płotu było TU, po drugiej TAM. Ci z TU nie lubili tych z TAM i na odwrót. Dzieciom w TU opowiadano bajki o potworach z TAM, a dzieci w TAM straszono tymi z TU. I byłoby tak nada, gdyby nie dwóje dzieci, które nie bacząc na TU i TAM, nie bacząc na kolor, polubiły się i pocałowały.

W TU i TAM oszaleli z oburzenia – grozili, krzyczeli, aż wreszcie…

Stawianie barier nie zawsze fizycznych, a częściej mentalnych między ludźmi prowadzi do takich sytuacji jak w książce Simon-Catelin. Czasami ratunek jest w dzieciach, czasami w niepozornych wydarzeniach, które uświadamiają nam, że ci drudzy są tacy jak my – mają wady i zalety, zainteresowania, upodobania, zwykłe – podobne naszemu życie.

Kiedy czytałam tę książkę nie mogłam przestać myśleć o czeczeńskich uchodźcach z katowickiego Załęża, czy dzieciach z domu dziecka, którym odmówiono prawa do mieszkania usamodzielniającego. Może tym, którzy widzą w innych zło powinno się podsunąć książkę „Jak dwie krople wody”?

15 grudzień 2009

Wydawnictwo Skrzat w roli Świętego Mikołaja


Wydawnictwo Skrzat postanowiło podarować osobom odwiedzającym mojego bloga świąteczny prezent. Owym prezentem są trzy egzemplarze najnowszego wydania "Opowieści wigilijnej". Wszystkich, którzy chcieliby wziąć udział w losowaniu nagród, proszę o podanie w komentarzu tytułów trzech powieści Dickensa:) Spośród tych, którzy tytuły podadzą wylosuję trzy osoby, a Wydawnictwo Skrzat w poniedziałek, 21 grudnia, prześle firmą kurierską książki.

Opis książki:

Czy lubicie się bać? A wierzycie w duchy?
Bohater tej opowieści mówił o duchach „Bzdura!”, świąteczne dni traktował jak powszednie i szydził z wigilijnej radości i świąt Bożego Narodzenia. Trzeba było odwiedzin gości z zaświatów, by ze starego kutwy zmienił się w dobrotliwego staruszka szczerze zatroskanego bliźnimi.
Najnowsze tłumaczenie „Opowieści…” autorstwa Magdaleny Machay z mistrzowskimi ilustracjami Alicji Rybickiej.
Karol Dickens przez całe życie walczył o poprawę losu najuboższych, a ciemnotę i nędzę uważał za największe klęski ludzkości. W „Opowieści wigilijnej”, będącej hymnem na cześć Bożego Narodzenia, pokazał, że miłością i współczuciem można zmienić świat.

Opowieść wigilijna
Autor: Karol Dickens
Tłumaczenie: Magdalena Machay
Opracowanie: Agnieszka Sabak
Ilustracje: Alicja Rybicka

ISBN: 978-83-7437-460-6
Oprawa: Twarda
Format: 156x240 mm
Objętość: 160 str.
Rok wydania: 2009


Losowanie odbędzie się w niedzielę o godzinie 18:00.

**********************

Losowanie odbyło się z udziałem Nusi. Dziękuję bardzo serdecznie Wydawnictwu Skrzat za możliwość zorganizowania loterii, a Wam za udział w tejże:)

Osoby wylosowane proszę o podanie w e-mailu adresów i numerów telefonów (książki będą wysyłane za pośrednictwem firmy kurierskiej) - mój adres to: m1b1m1m@gmail.com. Jutro przekażę Wasze dane Wydawnictwu Skrzat i później już ani ja, ani Wydawnictwo nie będziemy wykorzystywali Waszych adresów i numerów telefonów.

Wylosowanym gratuluję i życzę miłej lektury!

1. Pierwszy etap:

2. Osoby wylosowane:

3. Zaspana "maszyna" losująca po losowaniu:

Paul Davies. Kosmiczna wygrana. Dlaczego Wszechświat sprzyja życiu?


Wydane przez

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Paul Davies, tęgi fizyk, dedykuje tę książkę Johnowi Archibaldowi Wheelerowi, również fizykowi, który pracował z Nielsem Bohrem i którego wychowankiem jest Richard Feynman. W głowie może się zakręcić od tych nazwisk :-)

Davies pisze, że Wheeler był mistrzem eksperymentu i, co najważniejsze, uwielbiał stawiać wielkie pytania, pytania o to, czy da się zunifikować fizykę, czy czas i przestrzeń można wyprowadzić z jakiegoś bardziej podstawowego bytu fizycznego, czy człowiek tworzy prawa matematyki i fizyki, czy tylko je odkrywa.

Davies pokazuje jakie są teorie na temat powstania Wszechświata, prowadzi rozważania dotyczące tego, dlaczego coś w ogóle istnieje, zastanawia się na tym, dlaczego Wszechświat jest przyjazny życiu. Jednym z najważniejszych pytań, z którymi mierzy się autor, jest pytanie o to, czy Wszechświat jest rezultatem jakiegoś planu, czy ma jakiś cel, czy istnieje "po coś". Davies na to pytanie odpowiada, nie bojąc się przedstawić swojego stanowiska - w tym punkcie postępuje inaczej, niż wielu naukowców, którzy boją się przerażającego słowa "teleologia" i o których Davies pisze tak:

"Dla tych uczonych wszelkie sugestie na temat trendu teleologicznego lub postępowej ewolucji w kierunku świadomości, a nawet w kierunku większej złożoności, są bluźnierstwem. Jednak również ich argumenty mają marnie ukryte znamiona programu ideologicznego. Pod tym względem niewiele różnią się od tych, którzy z góry zdecydowali się na tę lub inną religijną interpretację natury, a następnie naginają fakty naukowe, by pasowały do przyjętych przez nich wierzeń."

Nie mogłam oderwać się od tej książki, pomimo tego, że jeśli chodzi o te wszystkie fizyczne sprawy, o których pisze Davies, nie zawsze mogłam nadążyć za autorem - cóż, nie jestem fizykiem. Ale jest na to rada - trzeba czytać powoli, uważnie, a jak trzeba, to czytać jeszcze raz; Davies pisze bardzo klarownie i trzeba mu zaufać, a efekty będą dobre.

* * *

Książkę można kupić w:

Jeronimo Tristante. Tajemnica domu Arandów.


Wydane przez
Wydawnictwo Noir Sur Blanc

Victor Ros, z madryckiego ulicznika i złodziejaszka, dzięki wsparciu i pomocy mądrych ludzi wyrósł na spostrzegawczego, cenionego nie tylko w policji detektywa.

W powieści Jeronimo Tristante znajdujemy Madryt odmalowany niemalże z taką drobiazgowością jak u pisarzy naturalistów, lecz bez naturalistycznego upodobania w obrzydlistwach świata (no, trochę ich jednak jest – wszak to kryminał).

Młody policjant, osławiony rozbiciem spisku, żegna swojego mentora i przystępuje do pracy. Zajmuje się rozwikłaniem dwóch spraw – powierzonej przez zwierzchników, dotyczącej osób majętnych, i dotyczącej osób stojących na marginesie prawa i społeczeństwa, o zajęcie się którą poprosiła Victora odwiedzana przez niego prostytutka.

Choć pozornie wydaje się, iż ciekawszą, bardziej emocjonującą jest sprawa tajemnicy domu Arandów, to w śledzenie zabójców młodych kobiet Victor angażuje się silniej – przecież i on wywodzi się z biedoty zamieszkującej nędzne mieszkania, pracującej za grosze i częstokroć przymierającej głodem.

Świat odmalowany przez Jeronimo Tristante jest wielobarwny, bogaty, angażujący czytelnika. I mimo, że historie opisywane przez Autora osadzone są w końcówce wieku XIX, to pisze on o Madrycie z takim rozmiłowaniem, że aż chce się spacerować po uliczkach tego miasta.

Ciekawie jest czytać o początkach medycyny sądowej, czyli o tym, co świetnie znamy współcześnie z nauki, filmów, czy literatury. Zaangażowanie Victora w udoskonalaniu własnej pracy detektywistycznej jest czymś, co dodaje smaku książce.

Ech! O „Tajemnicy domu Arandów” mogłabym opowiadać i opowiadać. Ale może zamiast tego napiszę – czytajcie:) Polecam.


P.S. Wydawnictwo zapowiada kolejną książkę Autora - "Sprawę Czarnej Wdowy"

14 grudzień 2009

Astrid Lindgren, Björn Berg. Skąpy nie jestem, powiedział Emil.


Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Z Emilem znamy się dość słabo. Tzn. wiem o istnieniu takiego chłopca, podczytywałam niegdyś jego przygody, ale moje serce należało do innych bohaterów książek Astrid Lindgren. Tym większą miałam radość z poznawania Emila, który jest utrapieniem, ale kochanym utrapieniem, swoich rodziców:)

W zagrodzie Katthult w niedzielę przypadającą po Świętach Bożego Narodzenia urządzano przyjęcie, na które zapraszano wszystkich mieszkańców wsi. Rodzice Emila zatroszczyli się o dobre jedzenie, a skoro zapraszali wszystkich – pewne było, że towarzystwo będzie udane. Najbardziej żywiołową okazała się nauczycielka – zaprosiła wszystkie dzieci do zabawy w śnieżki, zmobilizowała starszych i młodszych do tańców (wszak zabawa z dziećmi jest działaniem pedagogicznie słusznym) i wymyśliła zabawę w „pojechałam do miasta i znalazłam sobie narzeczonego”.

Ech, ależ oni się bawili – te tańce, śnieżki, wspólne ucztowanie, gry towarzyskie, śmiech, radość, po prostu frajda. A oczywiście najwięcej śmiechu dostarczył zebranych Emil biorący udział w zabawie wymyślonej przez nauczycielkę.

Astrid Lindgren to pisarka obdarzona niesamowitym darem: gdy pisze o rzeczach smutnych, czytelnikowi kapią łzy, gdy o wesołych – aż nogi rwą, by podskoczyć z radości.

Uśmiałam się przy Emilu – polecam:)

P.S. Niesforny bohater trafiał karany przez tatę do drewutni, czy do stolarni. Jak pamiętacie?


*   *   *
Czy ktoś z Was zna szwedzki? Mam do oddania poniższą książeczkę:

Danuta Marcinkowska, Ewa Marcinkowska-Schmidt, Klaudyna Schmidt. Lawendowy pył.



Wydane przez
Wydawnictwo Klucze

Jak słusznie zauważają Autorki we wstępie do swojej książki – „Opowieści rodzinne przepływają wokół nas (…). Nie zwracamy na nie uwagi, kiedy są. Podnosimy głowy, kiedy zastępuje je cisza.”

„Lawendowy pył” to zatrzymanie owych rodzinnych historii, zatrzymanie je na kartach książki, w pamięci tych, które owe historie spisały, ale i tych, którzy po książkę sięgną.

W powieści śledzimy losy rodziny Autorek, w której to rodzinie (jak pewnie w większości rodzin w trudnych, wojennych czasach) odpowiedzialność za życie spoczywała na kobietach. To właśnie kobiety musiały ukryć dobra przez wojskami, szabrownikami, musiały uciekać z dziećmi, decydować o wyjeździe w własnych wsi, by nie zostać wynarodowionymi. W czasach powojennych nadal przede wszystkim kobiety były odpowiedzialne za dom, dzieci i czyste koszule męża podczas gdy ów mąż się dokształcał, szkolił i pracował zawodowo.

Saga rodzinna Pań Danuty, Ewy i Klaudyny prowadzi nas przez wydarzenia, które znamy z własnych rodzinnych opowieści – wojnę, okres repatriacji, osiedlania powojennego, poprzez trudne lata osiemdziesiąte do dzisiejszego świata, w którym życie wygląda zupełnie inaczej niż choćby 50 lat temu.

„Lawendowy pył” zaprasza do zadumy na historią własnej rodziny, nad losem kobiet, naszych matek, ciotek, babć i prababć. Może ktoś zainspirowany pomysłem Autorek napisze sagę własnej rodziny?

13 grudzień 2009

Pora na podsumowanie


Nie jestem zbyt mocna w długich czasowo wyzwaniach. Mało konsekwentna jestem w działaniach;)

Udało mi się podczas wędrówek peryferyjnych odwiedzić Liban, Turcję, Iran, Łużyce, Kirgizję, Dagestan, Jakucję. Podobała mi się ta podróż i kto wie - może kiedyś jeszcze skręce literacko w tamte rejony:)

Przeczytałam:
Fazu Alijewa. Sto pięćdziesiąt siedem warkoczyków panny młodej.
Walentyna Gawriljewa. O wielkiej podróży rudego Sieriogi, mądrego starca Ibrahima i przebiegłego myśliwego Semena Wielkiej Głowy.
Czingiz Ajtmatow. Łaciaty pies biegnący brzegiem morza.
Jurij Brĕzan. Wycieczka do Krakowa.
Anita Amirrezvani. Krew kwiatów.
Rawi Hage. W co grał De Niro.
Stella Aciman. Cień minionych lat.

Link to wszystkich recenzji pefyferyjnego wyzwania jest TU.

Udało nam się stworzyć bardzo bogaty przegląd literatury rejonów, dla wielu czytelników, peryferyjnych. Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tak interesującym projekcie literackim wszystkim współczytaczom i inicjatorce - Padmie:)

Katarzyna Filipek-Herniczek.Dobre postanowienia.


Wydane przez

Bajkopisarze.pl

Kajam się. Opowiadanie "Dobre postanowienia" przeczytałam już czas jakiś temu, u progu adwentu przedstawiłam swoim uczniom, a recenzji nadal nie napisałam. Skoro nieco nam dni do Bożego Narodzenia zostało uznaję, że o czekaniu na święta nadal można - a nawet trzeba - pisać.

Zastanówcie się - co jest ważne w Świętach? Co jest ważne w czekaniu na nie?

"Dobre postanowienia" to książeczka, która pomoże odpowiedzieć na powyższe pytania. Zarówno mały jak i całkiem drosły czytelnik obserwując Asię, Antosia i ich Mamę zamyśli się, choć na chwilę, i - kto wie - może tak jak oni spróbuje przygotować się do Świąt z dobrymi postanowieniami?

Stworzyłam z moimi uczniami Kalendarz Adwentowy Dobrych Postanowień. Dzieci codziennie sprawdzają, jakie jest postanowienie na dany dzień. Czekają na Święta, ale dzięki temy kalendarzowi czekają jakby bardziej świadomie.

Bakopisarze mieli świetny pomysł:)

Ewa Nowak. Bardzo biała wrona.

Wydane przez
Wydawnictwo Egmont
Zbliża się termin wręczania nagrody IBBY postanowiłam zatem przeczytać choć kilka nominowanych książek. Pierwszą jest właśnie powieść Ewy Nowak.
Lubię książki Ewy Nowak i każdą kolejną witam z dużą radością. Autorka ta bowiem posiadła zdolność pisania w sposób prosty o rzeczach trudnych, przystępnie o tym, co ważne, i co najistotniejsze nie popada w zbytnie uproszczenia; bardzo dobrze traktuje czytelników.
Natalia zaczyna naukę w liceum. Jej rodzice marzący o drugim dziecku, przechodzą procedurę adopcyjną i w domu Natalii pojawia się czteroletni Marek terroryzujący całą rodzinę krzykiem. Na krzyki chłopca najsilniej reaguje staruteńki pies. Krzyki chłopca, zmęczenie rodziców, wielogodzinne spacery z Bobikiem i nauka w nowej szkole wyczerpują dziewczynę. Pojawia się jednak promień radości – Natalią zainteresował się chłopak z klasy maturalnej i przy Norbercie dziewczyna rozkwita.
Po pewnym czasie Natalia obraca wielokrotnie w myślach każde z wypowiadanych do Norberta słów, bo powiedzenie czegoś niewłaściwego kończy się awanturą, przesłuchaniem, gniewem chłopaka. Im silniej Natalia stara się, by go zadowolić, tym mocniej zaciska się wokoło niej sieć przemocy.
Gdzie jest granica między kompromisem a podporządkowaniem? W jaki sposób obronić się przed nadmiernym oddaniem drugiej osobie? Jak bronić się przed czymś, co tylko udaje miłość?
Ewa Nowak napisała bardzo ważną książkę. Cieszę się, że Autorka jest i pisze. Jej powieści są niczym drogowskazy.

12 grudzień 2009

Glenn Beck. Świąteczny sweter.


Wydane przez

Wydawnictwo Nowa Proza

Jak różnych rzeczy oczekujemy od książek uświadomiłam sobie czytając „Świąteczny sweter”. Sięgając po tę książkę spodziewałam się miłego, nostalgicznego czytadła o tematyce świątecznej. Książka Glenna Becka nie dała mi tego, czego się spodziewałam, ale to co przeczytałam zaskoczyło mnie, pozytywnie, tak jak już dawno nic.

Narratorem jest Eddie, trzynastolatek, osierocony przez zmarłego na raka ojca i wychowywany przez matkę. Nie rozumie, a może nie chce zrozumieć, tego, że wraz ze śmiercią ojca, dotknęła ich bieda, że jego mama pracuje w czterech miejscach, by tylko móc przeżyć wraz z synem.

Eddie marzy o rowerze. Czeka na Boże Narodzenie przekonany, że pod choinką stanie rower. Znajdując w pudełku sweter, zrobiony ręcznie przez mamę, czuje się zdradzony, skrzywdzony i zlekceważony. Obraża się na mamę, rani ją swoim zachowaniem i zmierza do tego, by ukarać ją za swoje niespełnione pragnienie.

I teraz powinien w powieści nastąpić moment przełomowy doprowadzający chłopca i jego mamę do pełnej łez radości zgody. Owszem następuje wydarzenie zmieniające życie Eddiego, ale… Nie jest to coś, czego możemy się spodziewać.

Na końcu książki znajdziemy kilka słów od Autora. Słów, które uwiarygodnią wydarzenia opisane w książce, które na przeczytaną historię każą spojrzeć na nowo.

„Świąteczny sweter” zaskoczył mnie. Bardzo pozytywnie zaskoczył.

Sarah-Kate Lynch. Nie samym chlebem.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Nie wiem czy reakcja Młodej Pisarki na „Dom córek”, czy coś innego sprawiły, że kolejną czytaną przeze mnie książkę Sarah-Kate Lynch potraktowałam surowiej niż poprzednie. Dostrzegłam nadmierną cukierkowatość, zbyt silne próby wyprowadzenia historii w strony happy endu i parę jeszcze elementów powodujących, iż lektura „Nie samym chlebem” nie stanowiła czystej, niczym niezmąconej, przyjemności.

Esme jest żoną i matką po traumatycznych przejściach, o istocie których dowiadujemy się w trakcie lektury (tak mniej więcej w połowie). Mieszka z mężem i synkiem w dziwnym domu przypominającym gołębnik. Dom dzieli z nimi teść Esme, zgryźliwy Henry i babcia Mac. Przeszłość Esme wydaje jej się lepsza od teraźniejszości, a szczególną nostalgią obdarza podróż do Francji i swój romans z piekarzem Louisem, który nauczył ją piec chleb, podarował zakwas i sprawił, że życie dziewczyny nabrało kolorów. Przynajmniej do pewnego odkrycia.

Esme cierpi sama ze sobą, wspomina czas młodości, wyrzuca sobie niedbałość, porzuca czynności, które dla jej rodziny były oznaką szczęścia i czytając cotygodniowe felietony byłej rywalki zawodowej utyskuje na to, jak bardzo jest nieszczęśliwa.

W książce jest zbyt dużo, zbyt prosto, zbyt tkliwie.

Joanna Chmielewska. Porwanie.


Wydane przez
Wydawnictwo Klin

Jako miłośniczka twórczości Joanny Chmielewskiej czytam wszystko co pisarka napisze i wyda w formie książki. Czytam i coraz częściej zgrzytam zębami, bo powieściom pisanym przez kilka ostatnich lata daleko jest do „wczesnej Chmielewskiej”. Toteż do „Porwania” podeszłam ostrożnie, ale i z nadzieją.

Stwierdzić mogę jedno – podobało mi się o wiele bardziej niż „Rzeź bezkręgowców” czy „Zapalniczka”. Chwilami komplikacje były zbyt skomplikowane, choć Autorka ładnie wybrnęła ze wszelkich perypetii uczuciowo-osobistych zebranych w domu Joanny gości, sprytnie rozprawiła się z zagmatwanym śledztwem i pisała tak sugestywnie o spożywanych napojach, że gdybym dawała upust swoim, budzonym przez lekturę, pragnieniom jeszcze dziś leżałabym nieźle pijana;)

Było ironicznie, wolnościowo, humorystycznie i tajemniczo. Naśmiałam się do łez.

* * *
"Porwanie" i inne książki Joanny Chmielewskiej można kupić w

Jeanne Perego, Donata Dal Molin Casagrande. Kot i jego papież.

Wydane przez

Cziko to rudy, pręgowany kot. Kot jak wiele, chciałoby się powiedzieć, choć tego kota wyróżnia postać, którą zna. Cziko zna Jóżefa, który teraz – gdy jest już bardzo dorosłym mężczyzna, został następcą Jana Pawła II, został Papieżem Benedyktem XVI.

Śledzimy losy rodziny Józefa od chwili narodzin chłopca. Towarzyszymy jemu i jego najbliższym w częstych przeprowadzkach, latach szkolnych, sprawdzamy jak Józef odnajdował się we wspólnocie seminaryjnej. Kot Cziko opowiada także o latach wojny oraz o czasie – opowiada to z wielkim podziwem – kiedy Józef Ratzinger stał się cenionym profesorem, gdy powołano go do pracy w Rzymie.

Opowieść biograficzna, której narratorem jest kot z pewnością pomoże przybliżyć dzieciom postać Benedykta XVI.

Dodatkowym atutem książki jest dołączona do niej płyta, na której Pani Anna Dymna czyta tekst o Papieżu.

11 grudzień 2009

Theresa Monsour. Zimna krew.


Wydane przez
Wydawnictwo Aurum

Już po lekturze „Czystego cięcia” można było stwierdzić, że książki, której bohaterką jest sierżant Paris Murphy zapowiadają się interesująco. Teraz, gdy przeczytałam „Zimną krew” z niecierpliwością czekam aż w moje ręce trafi „Mroczny dom”, czyli trzecia z książek Monsour.

Zastanawialiście się kiedyś co robią Wasi znajomi z czasów szkolnych? Kim są? Chłopak, z którym Paris chodziła do szkoły wyrósł na potężnego, dość zahukanego mężczyznę. Gdy pojawia się – po raz kolejny – tam, gdzie trwają poszukiwania zaginionej osoby budzi wątpliwości. Podejrzenia policjantki zamieniają się w pewność, a tymczasem Justice Trip pogrąża się w działaniach niezgodnych z prawem.

Życie osobiste Paris nabiera zawrotnego tempa, a dziewczyna stoi pomiędzy walczącymi o nią mężczyznami przyglądając się sytuacji nieco zdumiona i bezradna. Ważne, że owa bezradność i niezdecydowanie znikają, gdy policjantka zajmuje się sprawą zawodową.

Książkę Theresy Monour czyta się dobrze, bo też napisana została sprawnie, atrakcyjnie zapewniając czytelnikowi wszystko to, czego szukać można w kryminale.

10 grudzień 2009

Garth Stein. Sztuka ścigania się w deszczu.


Wydane przez
Wydawnictwo Galaktyka

Książka Gartha Steina jest dziwna. Narratorem jest pies, Enzo, który towarzyszy człowiekowi od swoich szczenięcych lat aż do chwili jego – psa – śmierci. Pan Enzo, Denny, kocha wyścigi samochodowe. Kocha też swoją żonę i córeczkę.

Szczęście rodziny rozwiewa się wraz z diagnozą raka mózgu u żony Denny’ego, jej śmiercią i próbą odebrania mężczyźnie córeczki. Enzo jest z nimi w chwilach szczęścia i t momentach, gdy Eve boi się śmierci, Zoe potrzebuje miłości ojca, a sam Denny świadomości, że jest ktoś kto kocha go bezgranicznie, bezgranicznie mu ufa i zawsze przy nim będzie.

Enzo, rozmiłowany jak jego pan w wyścigach samochodowych, próbuje rzeczywistość związaną z jazdą autami wyścigowymi uczynić metaforami życia. Opisując ważne zasady bezpiecznego i zwycięskiego wyścigu znajduje ich odbicie w codzienności – nie mniej trudnej niż tor formuły i nie mniej uszczęśliwiającej, gdy pokonało się najtrudniejsze chwile.

Dziwnie było czytać o ludziach, których obserwuje pies. Dziwnie – bo też wnioski z owych obserwacji często pokazywały jak niewiele ludzie wiedzą o życiu. I jak bardzo zwierzęta są siebie świadome.

„Sztuka ścigania się w deszczu” to dziwna książka. I w swej dziwności szalenie mądra, zmuszająca do myślenia. Ważna.

09 grudzień 2009

Paul Veyne. Początki chrześcijańskiego świata (312-394)


Wydane przez

Wydawnictwo Czytelnik

Paul Veyne w swojej książce prowadzi dwa główne wątki - historyczny, dotyczący kształtowania się chrześcijaństwa w okresie wskazanym w tytule, i wątek, tak to ujmę, multidyscyplinarny (chodzi o dyscypliny takie jak socjologia, religioznawstwo, psychologia i inne). Ten drugi wątek dotyczy fenomenu religii, wiary, odczucia boskości.

Właśnie to, co autor pisze na temat religii, postaw ludzi wierzących, motywów, którymi ludzie ci się kierują, zainteresowało mnie najbardziej. Veyne jest bardzo nowoczesnym pisarzem, który utrzymuje, że religia jest czymś nieredukowalnym, że nie da się jej wyjaśnić socjologicznie, psychologicznie, historycznie. Religii nie tłumaczy ani starożytna maksyma "primus in orbe deos fecit timor" (pierwszy w świecie bogów wymyślił Strach), ani teoria Dawkinsa (aczkolwiek Veyne Dawkinsa w książce nie przywołuje). Veyne pisze:

"Wiara to pewne zjawisko, którego przyczyny nam umykają. Nie może być ona przedmiotem decyzji, nie może odwoływać się do żadnego dowodu, którym zresztą w ogóle się nie przejmuje. Ktoś inteligentny i wrażliwy wierzy, ktoś inny, także inteligentny i wrażliwy, nie wierzy (i powinien powstrzymać się od czynienia zarzutów wierzącemu: 'nie indaguje się człowieka wzruszonego', mawiał Rene Char). Nie umiemy wyjaśnić powodu tej różnicy i dlatego używany terminu: wiara."

Szerzej na temat, o którym mowa (bo w końcu Veyne jest historykiem i napisał książkę historyczną) pisze Pascal Boyer w dziele "I człowiek stworzył bogów...".

W ostatnim rozdziale Veyne odpowiada na pytanie: "Czy Europa ma korzenie chrześcijańskie". Według Veyne'a - nie ma. Nie dlatego, że chrześcijaństwo nie wpływało na Europę, nie dlatego, że wpływ chrześcijaństwa był zbyt mały, aby móc zasadnie stwierdzić, że chrześcijaństwo jest fundamentem Europy. Veyne'mu o co innego idzie, mianowicie o to, że o niczym, w tym o religii, nie można powiedzieć, iż to coś stanowi fundament Europy, czy w ogóle jakiejś cywilizacji. Veyne pisze:

"Europa nie ma korzeni - chrześcijańskich ani innych; tworzyła się etapami, których nie można było z góry przewidzieć, przy czym żaden z jej elementów nie był oryginalniejszy od innego. Nie ukształtowała się w łonie chrystianizmu, nie rozwinęła się z jakiegoś zalążka, lecz jest rezultatem epigenezy. Jak zresztą również chrześcijaństwo."

Według Veyne'a każda cywilizacja jest fenomenem zbyt złożonym, zbyt wielobarwnym, zbyt nieprzewidywalnym, aby można było stwierdzić, że jeden jedyny element stanowi tejże cywilizacji fundamentem.

Gorąco polecam książkę wszystkim, niezależnie od tego, czy są wierzący, czy niewierzący - jak sam Veyne, którzy są ciekawi świata, których pasjonuje odkrywanie rzeczywistości, którzy gotowi są nieustannie ubogacać obraz świata, jaki mają.

Shirley Jackson. Życie wśród dzikusów.

Wydane przez
Wydawnictwo Czytelnik

Co robiłam przy lekturze książki Shirley Jackson? Płakałam ze śmiechu, nie mogłam czytać, bo co spojrzałam na książkę, to wybuchałam na nowo wszelkimi objawami radości i mało się nie udusiłam, gdyż zabrakło mi powietrza podczas śmiechu.

Oto początek:

„Nasz dom jest stary, hałaśliwy i przeludniony. Kiedyśmy się tu wprowadzili, mieliśmy dwoje dzieci i około pięciu tysięcy książek; spodziewałam się, że gdy w końcu przestaniemy się mieścić i trzeba będzie się wyprowadzić, okaże się, że jesteśmy posiadaczami dwadzieściorga dzieci i dobrego pół miliona książek; jesteśmy także właścicielami wielu łóżek, stołów, koni na biegunach, lamp, sukienek dla lalek, modeli statków, pędzli i, dosłownie, tysięcy pojedynczych skarpetek.”

Obiecujący prawda?

Dalej było jeszcze bardzie ironicznie, jeszcze śmieszniej i coraz bardziej bogato. W dzieci, książki, ubrania, nawyki, małe kółeczka.

Sięgnęłam po książkę Shirley Jackson, bo twórczość tej Autorki polecała Padma. Jestem Ci Padmo po stokroć wdzięczna. „Życie wśród dzikusów” jest doskonałym remedium na szarość panującą cały dzień, na brak pięknego, bielutkiego śniegu i na wszystko inne.

P.S. Druga część o rodzinie Autorki jest zatytułowana „Poskramianie demonów” :)

P.S. 2. Zdjęcie będzie, gdy uda mi się je zrobić:)

Mariusz Wollny. Jak Lolek został papieżem.


Wydane przez
Wydawnictwo Skrzat

Opowieść o chłopcu, który został papieżem napisana została w ciepły, prosty sposób. Autor wiedzie młodych czytelników przez lata dziecięce Karola, przez czas szkolny, wojenne zmagania, naukę, studia i drogę kapłańską aż do chwili śmierci Jana Pawła II.

Zastanawiałam się, jak Mariusz Wollny opowie o Karolu Wojtyle. I muszę przyznać, że robi to zgrabnie i przekonująco, skupiając się przede wszystkim na okresie dzieciństwa i młodości Ojca Świtego. Opowieść o Papieżu wzbogacona jest ilustracjami, na okładkach znajdują się mapy, a dla szczególnie dociekliwych czytelników umieszczono na końcu książka aneks zawierający informacje o Watykanie, Krakowie, upodobaniach Karola Wojtyły, jego ubraniach i środkach lokomocji.

„Jak Lolek został papieżem” to bezpretensjonalna opowieść o chłopcu, który stał się najbardziej znanym człowiekiem na świecie.

08 grudzień 2009

Carlos Ruiz Zafon. Marina.


Wydane przez
Wydawnictwo Muza

„Marina” kwitnie w najlepsze na wielu blogach i aż mi niezręcznie pisać o tej powieści. Ale napiszę, dzieląc się wrażeniami teraz, póki wrażenia są świeże.

Pierwsze i najważniejsze - nie zaczynajcie lektury „Mariny” późnym wieczorem. Ja popełniłam ten błąd i czytałam późno w noc, nie mogąc wyzwolić się spod siły słów Zafona.

Bo z Zafonem i jego słowami jest tak, że trudno się o nich opowiada, ale gdy się w już w nie wpadnie, zgłębi, to o wiele trudniej niż opowieść przychodzi wyrwanie się spod ich magnetycznej siły. Po prostu czytelnik wsiąka w powieść, w rzeczywistość – w tym przypadku Barcelony lat 80 XX wieku – wykreowaną przez pisarza, a jedynym z tejże opowieści wyzwoleniem jest jej doczytanie do końca, przebrnięcie z bohaterami ścieżek wiodących ku rozwiązaniu.

Barcelona w „Marinie” jest ogarnięta ciemnościami, przesycona zapachem stęchlizny i trupim odorem. Powieść jest legendą o świetności, marzeniem o wiecznym zdrowiu, życiu, sile. Tęsknotą za miłością, ciszą opustoszałych domów i cmentarza. Autor wychodząc od kanonicznej literatury grozy kreśli świat współczesny, w którym zmieniło się wszystko oprócz ludzkich pragnień i dążeń.

Trudno opowiadać o książkach Zafona. Trzeba je po prostu czytać.

Astrid Lindgren. Ilon Wikland. Ja nie chcę iść spać.

Wydane przez
Wydawnictwo Zakamarki

Niezbyt dawno pisałam na blogu książeczkę o Patryku, który nie chciał iść spać i wymyślał czegoż mu do tego snu potrzeba (książkę, która stała się na długi czas ulubioną lekturą Helenki). Bohater opowieści Astrid Lindgren, Lasse, stosuje inną technikę. Otóż chłopiec ów pięcioletni odpowiada, że pójdzie spać, tylko najpierw… I zamiast lądować w łóżku rysuje, buduje, chowa się za krzesłem i robi wszystko to, co robią dzieci, które nie chcą iść spać (z własnego i siostrzanego dzieciństwa pamiętam konieczność zjedzenia kanapki, jabłka, umycia zębów, skorzystania z toalety).

Lasse ma sąsiadkę. Mądrą i miłą staruszkę nazywaną ciocią Lotten. Ciocia ma magiczne okulary – widać przez nie to, co dzieje się bardzo daleko, ale też i to, co pod podłogą. Chłopiec obserwuje świat zwierząt i widzi, że nie tylko on – ludzkie dziecko - musi kłaść się wieczorem spać. Co więcej widzi jak dzieci zwierząt zachowują się, gdy nadchodzi pora snu i ma szanse porównać swoje zachowanie z tym obserwowanym.

Jako, że jestem wielbicielką opowiadań i książek autorstwa Astrid Lindgren i uważam, że jej teksty są najpełniejsze jeśli okrasza je ilustracjami Ilon Wikland, muszę stwierdzić, że „Ja nie chcę iść spać” to świetna książka. Choć takie samo stwierdzenie padłoby w moich ust/spod moich palców, gdybym wielbicielką Autorki nie była;)

Jeśli zatem Wasze dziecko grymasi zaproście je, by poznało Lassego i razem z nim spojrzało przez okulary cioci Lotten:)

07 grudzień 2009

Staruszki

Stałam się ostatnio posiadaczką kilku książek starszych ode mnie.
Sporo starszych, nawet bym rzekła. Oto one:






Bardzo mi miło z ich powodu. Pani J. dziękuję gorąco:)

Alan Bennett. Czytelniczka znakomita.

Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

Książkę o brytyjskiej królowej i książkach pożyczyła mi koleżanka, za co jestem jej bardzo wdzięczna:)

Monarchini w ślad za swoimi psami trafia na podwórko, na którym ustawił się samochód biblioteki objazdowej. Nie chcąc lekceważyć bibliotekarza odwiedza ów księgozbiór na kółkach, wypożycza jedną z książek i odkrywa, że tak naprawdę niewiele czyta i pojęcie o literaturze ma niejakie, by nie powiedzieć mizerne.

„Czytała, oczywiście, nie czytać nie wypada, ale pasje lekturowe pozostawiała innym. To był rodzaj hobby, a charakter jej pracy na hobby nie pozwalał. (…) Posiadanie hobby wiąże się z posiadaniem preferencji, a tego należało się wystrzegać: preferencje dzielą ludzi na lepszych i gorszych.”

Literatura i świat około literacki, choćby związany z bibliotekami, tak silnie zaangażował królową, że zaczęła nieco mniej obowiązkowo traktować swoje powinności. Zdarzyło jej się nawet uniknąć pewnych nudnych spotkań pod pretekstem złego samopoczucia i po to, by zaoszczędzony w ten sposób czas przeznaczyć na czytanie.

„(…) odkryła, że każda książka wiedzie ku innej książce: gdziekolwiek skręciła, otwierały się przed nią coraz to nowe drzwi i dnia nie starczało już na to wszystko, co chciała przeczytać.”

Książka Alana Bennetta doskonale pokazuje jak zmieniamy się pod wpływem lektury. Jest również ironicznym spojrzeniem na dwór królewski. Ale co najważniejsze – jest książką o książkach, o czytaniu, przyjemności płynącej z lektury, o bakcylu czytelnictwa, który zaraża wszystkich od kuchcika po królową.

Jeśli nie znacie jeszcze „Czytelniczki znakomitej” postarajcie się, by ją poznać:) Warto!