29 kwiecień 2010
Kraje nordyckie - nowe wyzwanie czytelnicze
Spodobał mi się pomysł na czytanie literatury krajów nordyckich. Wynotowałam to, co albo mam na półce, albo mam nadzieję, że się na mojej półce znajdzie. Ze wstydem zauważyłam, że nie znam nic z literatury estońskiej (a co dopiero z Wysp Owczych i Laponii), więc postaram się nadrobić zaległości. Oto moja lista wyjściowa:
a) literatura szwedzka
Hjalmar Söderberg. Niebłahe igraszki.
Liza Marklund. Studio Sex.
Liza Marklund. Zamachowiec.
b) literatura duńska:
Tove Ditlevsen. Twarze.
c) literatura fińska:
Arto Paasilinna. Fantastyczne samobójstwo zbiorowe.
Leena Lander. Rozkaz.
Risto Isomäki. LIT-6.
d) literatura norweska:
Karin Fossum. Za podszeptem diabła.
Anne B. Ragde. Ziemia kłamstw.
TU znajdziecie listę książek, które przeczytałam, zrecenzowałam na blogu i mogę polecić:) Może kogoś natchną;)
4
komentarze
Etykiety:
kraje nordyckie,
wyzwanie czytelnicze
Katarzyna T. Nowak. Kasika Mowka.
Wydane przez
Wydawnictwo Literackie
Przeraziło mnie okrucieństwo bohaterek tej książki.Okrucieństwo, bliskowzroczność dziewczynki, ale przede wszystkim babci.
Kasika Mowka mieszka tylko z babcią. Kobieta odseparowała wnuczkę od niemalże wszystkiego - jedynym oknem na świat dziecka jest szkoła, z której i tak wkrótce rezygnuje. Babcia jest dla niej ostoją, pewnikiem, towarzyszem i bóstwem opiekuńczości. Zawiązuje jej sznurówki, robi kanapki, myje, ubiera i tkwiąc w emocjonalnym zaślepieniu czyni z wnuczki egocentryczkę kaleką społecznie. Wymaga od niej jedynie intelektualnego rozwoju, resztę lekceważąc. Może z nadzieją, że dziewczynka poprzez literacki świat rozwinie wrażliwość, empatię, i inne?
Gdy dziewczyna dojrzewa, a babcia niedołężnieje naturalnym powinna być zamiana ról opiekunki i podopiecznej. Tu jednak tej zamiany brak...
Wstrząsająca jest fabuła tej powieści. Niedola starszej pani, mimo, że dotykająca ją jakby na własne życzenie, budzi niesmak i skłania do refleksji. Autorka uplastyczniła wszelkie zjawiska nadające ostrzejszy rys opowiadanej historii, uwiarygadniając opowieść o dwóch nieszczęśliwych kobietach, o świecie zamkniętym w starej kamienicy, o czasie, który powinien się zatrzymać.
Obejrzyjcie wypowiedź Autorki.
P.S. Być może z tego, co napisałam powyżej nie wynika odpowiedź na pytanie, czy polecam książkę. POLECAM! :)
P.S.2. Strona Autorki.
P.S. Być może z tego, co napisałam powyżej nie wynika odpowiedź na pytanie, czy polecam książkę. POLECAM! :)
P.S.2. Strona Autorki.
28 kwiecień 2010
Amerykańskie południe - podsumowanie (i inne)
Nie jestem dumna ze swojego udziału w tymże wyzwaniu, bo przeczytałam tylko dwie książki.Dumna nie mogę być też z tego, że tylko jedna z dwóch autorek, po książki których sięgnęłam, była mi zupełnie nieznana. Aby się pocieszyć stwierdzę, iż sporo z tego, co znalazło się w propozycjach lektur do tego wyzwania znam.
* * *
Nie zrażam się jednak i z dużym zainteresowaniem popatruję na nowe wyzwanie. Pewnie poświęcę mu oddzielny wpis, ale zainteresowanych już teraz odsyłam do najnowszej wyzwaniowej propozycji.
* * *
Lektura "Niebłahych igraszek" idzie mi powoli, bo też mało czasu poświęcam tej książce. Przed spotkaniem z Martą Dzido wróciłam do jej książek, podczytuję prasę fachową i staram się uporządkować trzy lata zawodowego życia przed - mam nadzieję - uzyskaniem kolejnego stopnia awansu zawodowego. Poza tym mam trzy książki, które chcę przeczytać na "już"... I jak się domyślacie - brakuje mi doby;)
27 kwiecień 2010
Cezary Wodziński. Św. Idiota.
Wydane przez
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria
Cezarego Wodzińskiego znałam przede wszystkim stąd, że Wodziński "zna się" na Lwie Szestowie :-) Rzetelnie studiowałam "Ateny i Jerozolima" Szestowa w przekładzie Wodzińskiego, który napisał też znakomity wstęp do tej książki.
O jurodiwym nie wiedziałam niczego, a po "Św. Idiotę" sięgnęłam z powodu podtytułu: "Projekt antropologii apofatycznej". Mniejsza o "projekt" i mniejsza o "antropologię" - chodzi o słowo "apofatyczny". Wiedziałam, co to jest teologia apofatyczna. Jest to mianowicie teologia, która zakłada, że człowiek nie jest w stanie poznać Boga i w tej sytuacji może zasadnie wypowiadać się jedynie na temat tego, jaki Bóg nie jest. Z kolei Szestow, którego bardzo lubię, uprawiał coś w rodzaju filozofii apofatycznej (jeżeli w ogóle można użyć takiego terminu). Tadeusz Gadacz w drugim tomie swojej "Historii filozofii XX wieku" pisze o Szestowie tak:
"Mimo, że nie cenił filozofii, sam wciąż jednak filozofował. Mimo, że krytykował rozum, czynił to na gruncie rozumu. O jakiej zatem filozofii myślał?"
"Św. Idiota" to opowieść o jurodiwym. A kto to jest jurodiwy? "Jurodiwy" to słowo staroruskie. W języku ludowym terminem tym oznaczano ułomność psychiczną, umysłowe kalectwo. "Jurodiwy" to słowo pochodzące od "rod" - rodzić, a ten termin z przedrostkiem przeczącym oznacza coś kalekiego, ułomnego, nienaturalnego, a nawet poronionego.
Jurodiwy to właśnie ktoś ułomny, poroniony, kaleki, ale w określonym kontekście. W Pierwszym Liście do Koryntian znajdujemy tę oto frazę: "My jesteśmy głupi z powodu Chrystusa" (1 Kor 4,10). I to jest właściwy kontekst, bo jurodiwy to szaleniec Boży, człowiek szalony dla Chrystusa. To ktoś żyjący pośród ludzi, ale niejako poza społecznością. Jurodiwy to ktoś głupi w świecie, głupi z powodu Chrystusa. Jedną rzecz Wodziński podkreśla zdecydowanie:
"Wszystkie elementy tej autocharakterystyki 'apostolstwa' odnajdziemy wprost lub w rozmaitych przepoczwarzonych postaciach w fenomenie szaleństwa Chrystusowego. Z wyjątkiem jednego: żaden z jurodiwych nie uchodził i nie śmiał uchodzić za apostoła, ani nawet za jego naśladowcę. Głoszenie 'dobrej nowiny' nie było celem ani zadaniem świętych szaleńców. (...) Jurodstwo nie ma żadnej podstawy 'teoretycznej' w sensie ścisłym - nie stanowi realizacji czy reprezentacji jakiegoś złożonego modelu świętości, nawet jeśli ów model dałby się wyprowadzić z tekstu Ewangelii bądź pozwalał się usankcjonować na jej gruncie."
Wodziński pisze piękną historię jurodiwych, przedstawia żywoty niektórych z nich. Pierwszą kanonizowaną jurodiwą była św. Izydora, żyjąca w IV wieku w Górnym Egipcie. Później byli następni - najpierw jurodiwi bizantyjscy, następnie rosyjscy. Książka zaopatrzona jest w przypisy, które dobrze jest czytać, bo zawierają wiele cennych wiadomości. Mamy obfitą bibliografię, osobny wykaz zbiorów rosyjskich świętych, w których znajdują się żywoty jurodiwych i wreszcie poczet jurodiwych z krótką metryczką dla każdej postaci.
Książkę czyta się znakomicie, bo i temat ciekawy, i pióro Wodziński ma dobre. Oto mała próbka:
"Nie widzimy obrazu, w jaki zapatrzony jest święty szaleniec w swym wyczynie jurodstwa. Widzimy jednak, jak ten niewidzialny obraz działa na niego i jak on działa na nas. (...) Naśladuje nie tyle Chrystusa, ile stan świata w chwili wstrząsu, jakiego doznał on po pierwszym przyjściu Chrystusa. Naśladować Chrystusa niepodobna. Można jednak próbować bez wytchnienia wytrącać świat w bojaźń i drżenie, jakiego zaznał wieki temu. Ba! przypominać bez ustanku, że owa bojaźń i drżenie jest warunkiem przemienienia świata i człowieka. Oto cel świętej gry szaleńca Chrystusowego."
* * *
W recenzji skoncentrowałam się na samym przedstawieniu tematu, by wydaje mi się, że fenomen jurodiwego nie jest powszechnie znany. Proponuje też zajrzeć tutaj - jest to tekst Wodzińskiego o jurodiwym, opublikowany przed dziesięciu laty w "Więzi".
Dorota Gellner. Roztrzepana sprzątaczka.
Wydane przez
Wydawnictwo Wilga
Książki, płodnej poetki dziecięcej, Autorki tekstów piosenek, w tym hitu "Zuzia, lalka nieduża", Wydawnictwo Wilga wydało w "Złotej serii". Twarda okładka delikatnie pozłacana, nasycone barwy ilustracji i sława poetki kuszą tak, że trudno im się oprzeć.
Roztrzepana Sprzątaczka czuje wewnętrzny imperatyw do walki z brudem, kurzem, pajęczynami. Sprząta nie zważając na otoczenie, które łaskocze szczotka do kurzu, ślizga się na wypastowanej podłodze, czy chciałoby się ugościć będąc zaproszonym. O ile ludzi Roztrzepana Sprzątaczka nieco przeraża i wpędza w nieśmiałość, tak zwierzęta stawiają jej opór i nie dają się łatwo przepędzić z zajmowanych miejsc.
Jednak i Roztrzepana Sprzątaczka ma chwile refleksji - dzień, w którym zobaczyła się w pucowanym właśnie lustrze był dniem znaczącym. Czy jednak można się zmienić aż tak, by przestać sprzątać? By nie czuć się jedyną odpowiedzialną za czystość w domu i wkoło niego? Czy może należałoby delegować obowiązki?;)
Dorota Gellner w uroczy sposób pokazuje nam jak zawalczyć o rozwagę w tym, co robimy. Przerysowując postać kobiety sprzątającej zachęca do szukania "złotego środka" zapewniając przy tym wspólne z dzieckiem czytanie wierszy na dobrym poziomie.
Uświadomiłam sobie niedawno, że zanim nie sięgnęłam po literaturę dziecięcą, temat ilustracji nie zagnieździł się w mojej świadomości. Teraz już patrzę, kto okrasza daną książkę plastycznie (tu: Maciej Szymanowicz) i choć daleka jestem od ferowania ostatecznych wyroków głoszących kto jest mistrzem ilustracji, a kto nim nie jest, cichutko zachwycam się lub zachwycam się mniej.
Roztrzepana Sąsiadka przypadła mi do gustu, tak literacko, jak i graficznie.
26 kwiecień 2010
John Pomfret. Lekcje chińskiego.
Wydane przez
Wydawnictwo Ushuaia
John Pomfret był pierwszym amerykańskim studentem, który w ramach wymiany akademickiej mógł podjąć studia w Chinach. Trafił do Nankin w 1980 roku i jego oczyma obserwujemy ówczesne Chiny, on zdaje nam relację z rewolucji kulturalnej, zdarzenia z przebiegu której przekazują mu jego koledzy i koleżanki ze studiów.
Historia Chin, nawet ta dwudziestowieczna, nie była dla mnie niczym priorytetowym. Zatem, gdy wczytałam się w przeżycia "dzieci rewolucji" poczułam się... No, właśnie... Bezradna.
Jak wiecie, czytam dużo o reżimie stalinowskim. Postać Pawki Morozowa, chłopca będącego symbolem miłości do partii przewyższającej uczucia wynikające z więzów rodzinnych, jest jakoś w mojej świadomości zakonotowana i zdawało mi się, nie wstrząsają mną podobne akty opętania ideologicznego. To jednak, co przeczytałam u Pomfreta przeczy moim wyobrażeniom, poddaje w wątpliwość istnienie wszelkich ludzkich odruchów u kogoś, kto wierzy w głoszone partyjne hasła albo kto boi się wszechwładnej organizacji tak bardzo, że aż zaprzecza samemu sobie.
Ale Autor przedstawia nam też inny obraz Chin. Chin, które w drugiej połowie lat osiemdziesiątych wkroczyły na ścieżkę szybkiego rozwoju gospodarczego, które otworzyły się na zagraniczny kapitał i tym samym stworzyły swoim obywatelom szanse na edukację, rozwój zawodowy (demonstracje na Placu Tian'anmen. w 1989 roku stanowiły tylko niewielkie zawirowanie w pędzie ku nowoczesności państwa). W 2004 roku John Pomfret ponownie zjawił się w Chinach. Śledząc losy swoich przyjaciół dostrzegał zmiany w państwie i ich wpływ na życie różnych, acz zwykłych ludzi. Każdy z jego rozmówców, wywodząc się z rodzin dotkniętych nadmiernym zainteresowaniem władzy, przezwyciężył własne fatum, zdobył wykształcenie, satysfakcjonującą pracę. Postacie opisywane przez Pomfreta przypominały mi - choć czasami bardzo mgliście - polskie pokolenia lat 60 i 70; ludzi, którzy pamiętają czasy żywności na kartki i przydziału do pracy, wchodzących w czas dorosłości z nadzieją na wolność i dojrzałych w chwili oszalałego konsumpcjonizmu.
Dziś Chiny to potęga. Często krytykowane, częściej niepojęte, zmierzają do osiągnięcia dominującej roli na świecie. I choć są nowoczesne, utożsamiają dobrobyt trudno zapomnieć - szczególnie po tej lekturze - o rewolucji kulturalnej i wielu innych działaniach partii, która wciąż rządzi Państwem Środka.
1000 pytań. Odkrycia i wynalazki.
Wydane przez
Wydawnictwo Zielona Sowa
Nie liczyłam pytań, więc nie wiem, czy jest ich dokładnie tysiąc. Ile by jednak nie było, książka jest niesamowita. Podzielona na część dotyczącą odkryć i na część poświęconą wynalazkom kusi, by czytać po kolei, od środka, od końca, byle gdzie... Pytania czasami brzmiące poważnie, czasami znacznie mniej pozwalają zawalczyć z przekonaniem, że trzeba wstydzić się tego, że się czegoś nie wie. Odpowiedzi pozwalają brylować towarzysko i dowiadywać się ciekawostek o rzeczach, co do których istnienia nawet nie mieliśmy pewności.
Kto wymyślił wycieczki zorganizowane? Kiedy został wymyślony dziennik? Kto odkrył witaminę C? Jak nazywał się największy chiński odkrywca? To tylko cztery z wielu pytań.
"Odkrycia i wynalazki" w tysiącu pytań to świetna zabawa, dobre ćwiczenie umysłowe i przy okazji wiedza, która zaprocentować może w najmniej oczekiwanym momencie.
25 kwiecień 2010
Geert Kimpen. Kabalista.
Wydane przez
Wydawnictwo Cyklady
Gdy czytałam "Kabalistę" jawiły mi się dwie możliwości przedstawienia Wam tej książki: albo uczynię wykład na temat kabały fabułę traktując jako dopełnienie, albo skupię się na akcji powieści, która osadzona jest w religii. Po zajrzeniu tu, tu i tu, wybrałam drugą wersję:)
Akcja powieści toczy się w XVI wieku, w Safed. Do miasta przybywa Izaak Luria, zapraszając Chaima Witala, ambitnego badacza kabały, do podjęcia dalszej nauki pod swoim przewodnictwem. Młody mężczyzna, skrywający tajemnice śmierci rodziców, oddający się pracy farbiarza i nauce, wybrany przez Izaaka, budzi zawiść brata i innych studentów. Chaim porzuca pracę fizyczną, by oddać badaniom kabalistycznym, by móc pisać księgę będącą komentarzem do zgłębianych fragmentów Tory.
W powieści obserwujemy społeczność żydowską skupioną wokół Izaaka, mamy możliwość śledzenia jego relacji z córką i żoną, wpływu jaki wywierał na życie innych osób, w tym oczywiście na życie swoich uczniów. Fascynujące było jego podporządkowanie nakazom wiary w najzwyklejszych nawet sytuacjach, ale jednocześnie to, czego wymagał od swoich uczniów jest z lekka oszałamiające.
Spośród wielu fragmentów, nad którymi zatrzymywałam się nieco dłużej, wybrałam jeden:
(...) żaden z robotników nie wykorzystywał wolnego czasu na swój dalszy rozwój. Niektórzy po raz pierwszy zaczęli się zastanawiać, na co właściwie poświęcają wolne chwile. Co robią, kiedy przychodzą do domu i nie muszą pracować? Jedzą, piją, kochają się, po czym chodzą spać. Zaspokajają potrzeby ciała. Tak to mniej więcej wygląda. Ich żywot nie różni się zbytnio od życia dzikich zwierząt. (...) Dlaczego przestali szukać odpowiedzi na ważne pytania, które za młodu zadawali rodzicom: dlaczego tu jesteśmy, co jest sensem naszego życia, jakie jest nasze przeznaczenie?".
Aktualne, prawda?
Agnieszka Ginko. Ciotka Klotka i inne historie.
Wydane przez
Wydawnictwo Pascal
Wiersze Agnieszki Ginko, zilustrowane przez Kasię Kuklę-Puzoń, kieruje naszą uwagę na osoby, które w rodzinie pełnią funkcję nieco poboczną. Owszem, im dziecko mniejsze, tym więcej wokół niego ciotek i wujków, ale wraz z rośnięciem pociechy, przestajemy określać mianem cioć i wujów znajomych, a szukamy więzów krwi. I tu czasami klapa... Oddaleni od rodziny o kilometry zarówno w sensie geograficznym, jak i mentalnym, nie możemy zaproponować naszemu dziecku cioci, czy wujka innych niż na fotografii w starym albumie.
Kalendarz uroczystości podchodzi niefrasobliwie do cioci i wujka; co więcej - pomija ich w szerokim wszak zestawie dni świątecznych. Dlaczego obok dnia babci, dziadka, mamy i taty nie ma dnia cioci i wujka? Jak jest rola cioci i wujka w wychowywaniu dziecka? Wszak babcia i dziadek są od rozpieszczania wnuka, mama i tata wychowują, a ciocia i wujek?
Trzy ciocie i dwóch wujków występujący Agnieszka Glinko sportretowała w oderwaniu od dzieci, dla których są rodziną. Ale owo oderwanie przysłużyło się opisom postaci, gdyż poznajemy je tak, jakby ich opisem zajęły się siostrzenice, bratanice, czyli najmłodsze pokolenie.
Każdą z opisywanych osób cechuje coś charakterystycznego, przez pryzmat czego, dana postać jest określana. Jedna z ciotek chciałaby wieść życie w wannie, inna wciąż marudzi, jeden wuj rozmiłowała się w spaniu, a drugi ma fioła na punkcie rzeczy markowych. Słabostki występujące powszechnie i niestety oddzielające tych, którzy się im poddają, od tych, którzy są jedynie obserwatorami tychże.
Po lekturze "Ciotki Klotki i innych wierszy" postuluję, by: 1) wpisać do kalendarza Dzień Cioci i Wujka, 2) rozważyć - jeśli się jest ciocią lub wujkiem - własne zachowanie i postarać się dostrzec to, co może być naszym bzikiem oraz sprawić, by ów bzik stał się sympatyczny:)
P.S. W ramach samokrytyki przyznam (co i tak wszyscy wiedzą), iż moim bzikiem są książki. Robię wszystko, aby zarazić tym bzikiem Helenkę. Mogę uznać, że odniosłam sukces,
ale nie mam zamiaru przestać podsycać pasji. Ta książka jest jednym z wielu dowodów na to:)
SFFiH nr 55.
W majowym numerze czeka na nas opowiadanie Andrzeja Pilipiuka (oprócz jego felietonu), które jak zrozumiałam, Autor zamierza umieścić w swojej najnowszej książce. Oczywiście - oprócz wspomnianego opowiadania - w piśmie przeczytamy felieton pisarza, w którym to felietonie gani on lenistwo przystępujących do pisania bez należytej troski o opisywane realia.
Skoro już przy felietonach jestem... Jarosław Grzędowicz przygląda się modzie na wampiry, a Romuald Pawlak krytykuje egzorcystów (i tu się zdziwiłam, oj zdziwiłam).
W wampirach umierających w maju i niezłomności dziewczęcej duszy napisał Kamil Rożek, Kamila Turska - Łagutko poruszyła także temat wampirów w tekście pt. "Łowca", a w tekście "Tylko pieśń" duet autorski wiedzie nas od towarzystwa starożytnych Greków po towarzystwo wojsk hitlerowskich.
Na kolorowych stronach znajdziemy recenzje, w środku kupon do oddania głosu w plebiscycie Nautiliusa, a tuż obok opowiadania "Staw" - konkursy, w których nagrodami są książki.
Miłej lektury!
Holly Webb. W poszukiwaniu domu.
Wydane przez
Wydawnictwo Zielona Sowa
"W poszukiwaniu domu" to wzruszająca historia małego pieska, który trafia do schroniska i dziewczynce marzącej o czworonożnym przyjacielu. Gdy Harry został oddany do schroniska tęsknił za Beth. Wciąż czuł jej zapach, wciąż czekał aż po niego przyjdzie. Mijały dni, a zamiast Beth w jego kojcu coraz częściej pojawiała się Grace - wolontariuszka ze schroniska, która niestety nie mogła wziąć psa do domu. Między dziewczynka i psem tworzy się szczególna więź, obydwoje cieszą się spotkaniami i nie do końca mooga zrozumieć, czemu zabiera się im możliwość bycia ze sobą codziennie.
To pierwsza czytana przeze mnie książka o zwierzętach, która, pod zdawałoby się prostą historią, ukrywa tak wiele wychowawczych znaczeń. Dziecko ma możliwość dowiedzieć się, czym jest schronisko, co to znaczy wolontariat, a także poznać siłę uczuć psa (bo ja wierzę w uczucia zwierząt). Rodzice Grace, pozwalając jej i jej bratu, zajmować się psami ze schroniska, robią kawał dobrej roboty - gdzież bowiem dziecko lepiej dowie się, co to znaczy odpowiedzialność, przywiązanie, niż podczas pracy ze zwierzętami? To, co przeżywa dziewczynka, gdy Harry trafia do innego niż jej domu, jest trudne, ale i z tego płynie nauka.
"W poszukiwaniu domu" polecam do wspólnego czytania - skorzystają z niej i dzieci i dorośli.
P.S. Holly Webb napisała też książkę o kotach. Chciałbym ja przeczytać.
23 kwiecień 2010
Światowy Dzień Książki
Miłego świętowania!
* * *
Info sprzed chwili:
Drogi Molu Książkowy!
Czy chcesz, aby tegoroczne Światowe Dni Książki zyskały dla Ciebie szczególny wymiar? Dzięki Księgarni Znak będziesz mieć okazję, żeby dać wyraz swojej czytelniczej pasji w indywidualny sposób! Każdy klient jest dla nas wyjątkowy, dlatego pragniemy, by mógł razem z nami tworzyć to miejsce. Zawsze jesteśmy ciekawi, co masz do powiedzenia na temat przeczytanych książek. Chcemy, abyś podzielił się z nami opiniami o ulubionej książce Znaku. Poleć ją innym czytelnikom, napisz, dlaczego jest wyjątkowa.
Zarekomenduj w kilku zdaniach (maksymalnie do 300 znaków) ulubioną książkę. Najciekawsze rekomendacje zostaną wydrukowane, podpisane Twoim imieniem i nazwiskiem oraz umieszczone na specjalnych plakietkach i wyeksponowane na półkach księgarni Znak.
Do zdobycia:
I nagroda: bon prezentowy o wartości 100 zł do zrealizowania w Księgarni Znak, Sławkowska 1, Kraków.
II i III nagroda: bon o wartości 50 zł do zrealizowania w Księgarni Znak, Sławkowska 1, Kraków.
IV i V nagroda tomik „Tutaj” Wisławy Szymborskiej.
Rekomendacje podpisane imieniem i nazwiskiem można przesyłać od 23 kwietnia do 8 maja na adres: ksiegarnia@znak.com.pl
Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi 24 maja 2010 r.
Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy.
Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Ależ to się dobrze czytało! Opowieść osadzoną pod koniec XIX i XX wieku, portretująca zawiłe losy pewnej rodziny pochłonęłam w jeden dzień nie mogąc oderwać się od wszelkich zawirowań, podstępów, codzienności tak udanie przedstawianych przez Autorkę.
Po pierwsze - język powieści. Nie ulegał zmianom, gdy akcja przenosiła się w XIX wiek. Początkowo wydało mi się to dziwne, później uznałam, że dzięki temu, iż obydwa plany czasowe opisywane są za pomocą tego samego stylu, o wiele łatwiej jest dostrzec pewne zjawiska i zachowania ludzi, niż gdyby przodkom Ingi pozwolić posługiwać się swoistą dla ich czasów polszczyzną.
Po drugie - fabuła. Nie nuży ani na chwilę, jest stonowana, ale zarazem pełna humoru, zagadkowa, skłaniająca do refleksji. Oprócz wydarzeń rodzinnych śledzić możemy tło historyczne, ale też czynić obserwacje życia klasztornego, skandalu związanego z poślubieniem Rosjanina - zaborcy, toalet balowych, romansów pozamałżeńskich, itp.
Po trzecie - bohaterki. Galeria postaci silnych, zalęknionych, gospodarnych i oderwanych od rzeczywistości domowej, zakochanych, nienawidzących, tajemniczych i wyjaśniających tajemnice. Fascynujące na wiele sposobów kobiety Zajezierskich i te, które były jakoś z nimi związane staja się podczas lektury bliskimi czytelnikowi (no dobrze, czytelniczce). Postacie występujące w powieści są dobrze opisane, każda ma w sobie to coś, dla czego trudno jej odmówić sympatii. Dodatkowym atutem jest to, że mimo wielu bohaterów występujących w książce trudno byłoby się w nich pogubić (dla tych, którym byłoby łatwo Autorka przygotowała drzewo genealogiczne opisywanej rodziny).
Aż żal, że kolejny tom opowieści o "Cukierni pod Amorem" ukaże się dopiero w październiku...
P.S. Blog.
Marcin Brykczyński. Trzy psy przyszły.
Wydane przez
Wydawnictwo Literatura
Sposób pisania Marcina Brykczyńskiego wydawał mi się znajomy. Poszperałam w zasobach bloga i znalazłam! Pan Marcin gościł już u mnie z książką "Skąd się biorą dzieci?". Uspokojona zabrałam się do lektury wierszowanej opowiastki o psach i niespodziewanie dla samej siebie stwierdziłam, że nie można tego czytać cicho, że trzeba odczytywać historię psów przychodzących w gości głośno tak, by każda głoska mogła wybrzmieć. Ha... Nie zdarzyło mi się jeszcze coś takiego... Wyobraźcie sobie: jest wieczór, cicho gra radio, światło wydobywa się z małych lampek, koty śpią pozwijane w kłębki, a ja czytam głośno "Trzy psy przyszły". Nieco ekscentryczne, prawda?;)
Opowieść jest dobrze zrytmizowana, jej bohaterami są cztery psy, a całość wygląda i "smakuje" tak, że aż nie mogę się doczekać chwili kiedy będę czytać "Trzy psy" z Helenką*.
*Ale zanim to nastąpi, potraktuję wiersz Marcina Brykczyńskiego jako idealne ćwiczenie logopedyczne dla moich uczniów:)
22 kwiecień 2010
Antonina Żabińska. Ludzie i zwierzęta.
Wydane przez
Wydawnictwo Literackie
Nie trafiła - niestety - moje ręce książka Diane Ackerman o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO. Na szczęście dane mi było przeczytać opowieść żony dyrektora Ogrodu Zoologicznego w Warszawie, prawej ręki Jana Żabińskiego, czyli Antoniny Żabińskiej.
Opowieść ta rozpoczyna się u progu wybuchu wojny. Owszem Autorka wspomina lata, w których powstało ZOO na Pradze, chwile szczęścia, gdy urodziło się w tak młodym Ogrodzie Zoologicznym dwunaste słoniątko na świecie (żyjące w niewoli), ale sednem historii są wydarzenia wojenne, a może nawet bardziej losy ludzi i zwierząt podczas II wojny światowej.
Ciepło i życzliwość otaczała Państwa Żabińskich i ich najbliższych. Najbliższych, czyli współpracowników, przyjaciół, tych, którym pomagali, a także rzeszę zwierzaków od kotów i królików poczynając, na wydrze, kaczorze, czy chomiku kończąc. Cała ta gromada, skupiona wokół Pani Antoniny trwała, radziła sobie w tym ubogim, jak wówczas wiele polskich, gospodarstwie. Mieszkając na terenie Ogrodu codziennie musieli spoglądać na opustoszałe klatki, widzieć ruiny tego, w co włożyli ogrom pracy i żyć, by przeżyć i z nadzieją na dalszą pracę ze zwierzętami.
Czas wojny opisany przez Antoninę Żabińską, to czas niepewności, strachu, ale i czas niesamowitej jedności, serdeczności, czas wymagający sprytu, dyskrecji i jednocześnie siły. Punia, jak nazywał żonę Jan Żabiński, stworzyła swoisty azyl zapewniając otaczającym ją ludziom i zwierzętom dobre, względnie spokojne miejsce do życia. Autorka jawi mi się jako ucieleśnienie rozwagi i spokoju, wyważona, spokojna, ale twarda i zdecydowana kobieta, która wszędzie będzie czuła się na miejscu. Ciekawe czy była bardzo inna niż moje o niej wyobrażenie?
Przyznam, że historia warszawskiego ZOO była mi do niedawna nieznana i dlatego też lektura książki "Ludzie i zwierzęta" cieszy mnie tak bardzo. Lubię wiedzieć:)
P.S. Państwo Antonina i Jan Żabińscy zostali wyróżnieni przez Yad Vashem tytułem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.
21 kwiecień 2010
Katarzyna Filipek-Herniczek. Bliżej nieba. Pamiątka Pierwszej Komunii Świętej.
Wydane przez
Wydawnictwo Salwator
Czterech spośród moich uczniów przystąpi w tym roku do Pierwszej Komunii Świętej. Uczą się modlitw, poznają duchowe znaczenie sakramentu, wyśpiewują na lekcjach pieśni jakich uczy ich Siostra i na zajęciach w pracowni komputerowej szukają idealnego Roweru.
Jędrek ma rower. Niezbyt dobry, nie tak nowoczesny jak jego kolegów. Nie może więc należeć do Bractwa Zielonej Brzozy. Przyjaźni się z Melą, w której Domku na Jabłoni rozmawiają o zbliżającym się Ważnym Dniu. Gdy Jędrek otrzymuje wymarzony rower, zapomina o przyjaciółce, a koledzy witają go w swoim gronie i zapraszają do zabaw, które więcej mają w sobie wandalizmu niż uciechy. Jednak pewnego dnia chłopiec uświadamia sobie, że ważne jest w życiu coś innego od tego, co proponują mu koledzy.
Książka Katarzyny Filipek-Herniczek wprowadza dzieci w świat wartości duchowych ucząc doceniać wspólnotę i przyjaźń. Przez obserwację zachowania Jędrka jego rówieśnicy mogą dostrzec to, co ważne w dniu Pierwszej Komunii Świętej, ale i w każdym innym dniu. "Bliżej nieba" to pamiątka wyjątkowa - odnosząca się do codziennych przeżyć dziecka, bazująca na jego doświadczeniach, a jednocześnie otwierająca przed nim bogactwo wiary, która stać się może drogowskazem.
Od poniedziałku będę przedstawiała moim uczniom Jędrka i Melę:)
Stoik ułożony prawie kolorystycznie
Prawie, bo skupiając się na kolorach zapomniałam o długości "półki" (dobrze jest mieć koci drapak z półeczkami, prawda?).
To chude zielone koło Koontza jest poradnikiem "Jak się nie nudzić na emeryturze?";) Reszta, po kliknięciu w zdjęcie, jest dobrze widoczna:)
Lauren St. John. Pieśń delfina.
Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.
Książki Lauren St. John są książkami z tezą i to tezą, która bardzo mi się podoba. Bohaterka serii "Afrykańskie przygody Martine" z Anglii trafia do Afryki i tam zamieszkuje z babcią pracującą w rezerwacie dzikich zwierząt. Okazuje się, że wedle legend plemiennych dziewczynka jest obdarzona Darem umożliwiającym jej porozumiewanie się ze zwierzętami i niesienie im pomocy. Martine nie odrzuca Daru i robi wszystko, by wykorzystać swoje umiejętności.
Martine wyrusza - pełna złych przeczuć - na wycieczkę klasową. W programie założono obserwowanie ławicy sardynek, spotkanie z delfinami, nurkowanie na rafie koralowej. Wszystko przebiega wedle planu do chwili, w której piątego dnia pobytu dzieciaków na morzu zaczyna się sztorm. Wówczas już niczego nie można przewidzieć...
Autorka przedstawia młodym czytelnikom idee współpracy, zgodnego zmierzania ku wytyczonym celom, uświadamia zagrożenia cywilizacyjne jakim poddawana jest natura. Owe poważne treści podaje w doskonale nakreślonej fabule, w nastoletnich burzach emocjonalnych i bezsilności, w opisach wzruszeń i złości, determinacji i lekceważenia.
"Pieśń delfina" zaprasza do przygody - dajcie się zaprosić:)
P.S. "Biała żyrafa", czyli poprzednia książka cyklu.
2
komentarze
Etykiety:
Lauren St. John,
literatura dziecięca
Wspomaganie rozwoju dzieci z zespołem Downa - teoria i praktyka. Red. B.B. Kaczmarek.
Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Impuls
Osoby z zespołem Downa funkcjonują w naszym społeczeństwie lepiej lub gorzej, co jest wynikiem pracy jaką w wychowanie i rozwój swoich dzieci włożą rodzice. To truizm, prawda? Wszak każde dziecko wymaga od swojego rodzica pracy wychowawczej. W przypadku rodziców dzieci z zespołem Downa owa troska o dobre życie swojego dziecka musi być realizowana przez pracę zwielokrotnioną. Zanim skupią się nad świadomym kontaktem wychowawczym z dzieckiem pokonać muszą wiele barier: środowiska medycznego, rodziny, środowiska lokalnego, czy wreszcie edukacyjne.
Książka zredagowana przez dr Bogusławę Beatę Kaczmarek, autorkę polskiej wersji metody Makaton, zawiera teksty bardzo specjalistyczne w wymowie i takie, które napisane są ku pokrzepieniu serce, a ich autorami są dzieci z zespołem Downa i ich rodzice.
W siedmiu częściach książki (spis treści) zawarto informacje związane z medycznymi/genetycznymi podstawami zespołu Downa, artykuły poruszające tematykę rozwoju dziecka z zespołem Downa w zakresie procesów poznawczych oraz komunikacji językowej, opisano funkcjonowanie dzieci z zespołem Downa (uśrednione rzecz jasna) w wybranych metodach pracy edukacyjnej i wspomagających rozwój oraz część moim zdaniem bardzo istotną, a poświęconą życiu rodzinnemu z osobą z zespołem Downa. W książce znajdziemy także to, o czym pisałam powyżej - czyli wypowiedzi rodziców o dzieciach i dzieci o sobie samych. Ważnym dodatkiem jest niezbędnik adresowy.
Książka "Wspomaganie..." adresowana jest w moim odczuciu przede wszystkim do pedagogów pracujących z osobami z zespołem Downa i ich rodzicami. Myślę, że jej obecność na domowej półce - jaką książki bazy - przyda się także rodzicom, u których dzieci określono występowanie zespołu Downa.
20 kwiecień 2010
Nominacja
Kilka dni temu dostałam e-maila z pytaniem, czy zgadzam się na to, by mój blog uczestniczył w konkursie. Potwierdziłam i natychmiast o tym zapomniałam skupiając się na książkach, pracy i czającym się podstępnie zapaleniu krtani. Gdy po powrocie z pracy znalazłam w poczcie gratulacje od Kali zrobiło mi się bardzo miło. "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" znalazło się wśród 20 nominowanych do nagrody blogów. Dziękuję osobie, która uznała, że mój blog warto zgłosić:)
Nagrody przyznaje Kapituła Konkursu (Nagrodę Główną) i Czytelnicy (Nagrodę Czytelników). Ogłoszenie wyników 21 maja w Warszawie, podczas Targów.
P.S. W tamtym roku nominowani byli Zosik z "Lekturek" i Jarek z "Krytycznym okiem". Czuję się zaszczycona mogąc podążać Waszymi śladami:)
P.S. W obrazku jest link:)
19 kwiecień 2010
Julie Powell. Julie&Julie.
Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki
Przeczytałam te książkę z ciekawości. I w zasadzie także z ciekawości doczytałam ją do końca. Bo cóż innego mogłoby mnie popychać do tegoż czynu skoro skrupulatnie omijałam rozliczne przepisy na potrawy mięsne przedstawiane z lekką brutalnością, wzruszałam ramionami nad samą Julie i jej słownictwem oraz otrząsałam się z niesmakiem nad brudem panującym w kuchni urzędniczki uczącej się gotowania, o którym szczodrze informowała.
Być może film jest bardziej interesujący. Ale nie mam chęci sprawdzać...
P.S. I czegoż ja byłam taka ciekawa?
18 kwiecień 2010
Dean Koontz. Wielkie małe życie.
Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.
"Wielkie małe życie" to trzecia książka Deana Koontza, jaką przeczytałam. Po "Kątem oka" i "Odd Thomasie" powędrowałam na inne ścieżki literatury zostawiając powieści Pana Koontza gdzieś obok. Teraz, po lekturze jego kolejnej książki, doceniam na nowo kunszt literacki, talent pisarski i obiecuję sobie (tu przed Wami, żeby łatwiej było dotrzymać), że wrócę do Koontza. Będę czytała jego powieści, ale tylko te napisane i wydane po 2000 roku. Skąd to dziwne założenie? O tym poniżej.
Po trzydziestu latach małżeństwa Deana i Gerdy, po wielu psich sylwetkach goszczących na łamach powieści pisarza, państwo Koontz zdecydowali się do swej rodziny zaprosić psa. Tym psem była Trixie i to ona była głównym powodem do tego, by powstała opowieść zatytułowana "Wielkie małe życie".
Opisując historię wspólnego życia z Trixie Dean Koontz opisuje zmieniającego się siebie, opisuje rozwijanie się własnej osobowości, percepcji. Przedstawia to, czego nauczył się dzięki cudownej, ciepłej golden retriverce, to, co ona mu pokazała, a czego on sam wcześniej nie dostrzegał.
O "Kątem oka" wydanym w oryginale w 2000 roku Koontz pisze tak:
"Im dłużej jednak obserwowałem Trixie, tym bardziej byłem pewnien, że jestem w stanie stawić czoła wyzwaniu jakim miała być ta powieść. (...) Dzięki objawieniu, że inteligencja i zdolność do zachwytu Trixie wskazują, że ma ona duszę, i drugiemu objawieniu, że źródłem radości jest właśnie niewinność duszy, mogłem pisać przekonująco o Agnes i jej synu Bartym." [ss. 244-245.]
Ta powieść i kilka kolejnych powstały gdy Trixie mieszkała z Koontzami. Obecność psa spowodowała, że Autor stał się odważniejszy, że sięgnął do takich pokładów umiejętności pisarskich, o jakich wcześniej nie myślał. Dlatego chcę czytać to, co powstało po 2000 roku:)
Przeczytanie książki o niezwykłym związku człowieka i zwierzęcia (każdy z tych związków jest niezwykły o ile obydwie uczestniczące w nim osoby darzą się szacunkiem) napisanej przez kogoś, kto potrafi pisać tak jak Dean Koontz jest prawdziwą przyjemnością i doświadczeniem bardzo wzruszającym. To taka książka, po przeczytaniu której ma się chęć otworzyć ja na nowo i czytać raz jeszcze, by wyłapać wszelkie smaczki jakie się mogło opuścić przy poprzedniej lekturze. To książka, którą trudno postawić na półce i pozwolić się jej kurzyć - trzeba do niej wracać, opowiadać znajomym, czytać fragmenty, cieszyć się nią i przy niej płakać.
Czytajcie!
P.S. Trixie.
Michael Moran. Kraj z księżyca.
Wydane przez
Wydawnictwo Czarne
Gdy zorientowałam się, że "Kraj z księżyca" nie będzie zabawną opowiastką o różnicach kulturowych dostrzeżonych przez Australijczyka w Polsce, poczułam się lekko zawiedziona. Ale gdy wczytałam się w historię snutą przez Michaela Morana, szczególnie w jej aspekt historyczno-społeczny dotyczący Polski, doceniłam trzymaną w rękach książkę.
Michael Moran przyjechał do Polski w sprawach biznesowych, ale też i dlatego, że niegdyś obiecał swemu wujowi odwiedziny w Żelazowej Woli. Patrzyłam na znane mi miejsca jego oczyma i przekonywałam się, że nie znam ich tak dobrze, jak wydawało mi się, że znam. Czytałam o osobach znanych mi z prasy i okazywało się, że moja wiedza była niewystarczająca, że dzięki Moranowi dowiaduję się o faktach, jakich wcześniej nie dostrzegałam. Autor odwiedził Warszawę, Lublin, Kraków, rejony południowo-wschodniej Polski. Odwiedził Malbork, podlaskich Muzułmanów, Toruń i kwaterę Hitlera w Gierłoży. Na każde w tych miejsc dane mi było spojrzeć na nowo, świeżo.
Oprócz wątków poświęconych poznawaniu odwiedzanego kraju w swej książce Moran porusza tematykę bardzo osobistą opowiadając o związku z Polką, snuje historie rodzinne wiążące go z muzyką Chopina i opisuje nieco przaśną rzeczywistość początku lat dziewięćdziesiątych w Polsce.
Mam wrażenie, że Autor pisze o Polsce z pełną szczerością - nie sumituje się, gdy sięga po głos krytyki, ale też nadmiernie nie upiększa opisywanych wydarzeń. Jego obserwacje i zapiski są raczej skierowane do mieszkańców innych krajów niż Polska, ale już po sobie wiem, że i nam - Polakom - lektura "Kraju z księżyca" nie zaszkodzi, a może wiele wyjaśnić.
Znalazłam w książce cytat, jakże adekwatny do aktualnych wydarzeń:
"Rozpoczęła się (...) żałoba narodowa. Strony internetowe banków obwiedzione zostały czernią, odwołano wszystko, co mogło choćby kojarzyć się z przyjemnością. Wprowadzono zakaz sprzedaży alkoholi.(...) Typowa dla polskiego społeczeństwa fascynacja śmiercią objawiała się w całej swej pełni, w supermarketach sprzedawano ogromne ilości lampek nagrobnych. Wzdłuż ulic ciągnęły się rzeki zniczy (...). Grupki ludzi stały w milczeniu obok tych migoczących strug ognia, jakby czekając w milczeniu na procesję, która nigdy nie nadejdzie." [s.445.]
Zakończenie książki przypomina mi fragment z "Dojczlandu" Stasiuka. Wymowa obydwu tekstów robi podobne, silne, wrażenie.
Opowieść Michaela Morana o Polsce nie jest radośnie-prześmiewcza. Cieszę sie, że taka nie jest, a jeszcze bardziej się cieszę, że mogłam ją przeczytać.
P.S. Blog Autora.
Marek Majewski. Pies też człowiek czyli wiersze psubrata.
Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka
Marek Majewski komentuje przez pryzmat codziennego obcowania z ukochanymi zwierzętami obserwowaną rzeczywistość. Pisze o zwykłym domowym życiu, ale i komentuje wydarzenia odbijające się szeroko w medialnym świecie. Natchniony obecnością seterki Mary, persa Sama i howawartki Dróżki-Drużki pisze przepięknie, ciepło, z dużą dawką krytycyzmu wobec rodzaju ludzkiego i zachwytem wobec stworzeń czworonożnych, a nade wszystko mruży ku czytelnikowi oko i żartobliwie przedstawia relacje psio-ludzkie. Autor nie zapomina o kotach - ostatni rozdział książki zatytułował "Koci suplement".
Ku zachęcie cytat:
"Kiedy nie wyszły Kasy Chorych
i coraz cześciej nam się zdarza,
ża szkoda czasu albo kasy
ze wszystkim biegać do lekarza,
alternatywna medycyna
wtedy pomocną zawsze jest...
Jedną z jej metod przypominam:
Pies. (...)
[Piesoterapia. s. 35.]
Wiersze udanie zilustrował Edward Lutczyn.
Zachęcam zwierzolubnych:)
Marcel Pagnol. Żona piekarza.
Wydane przez
Wydawnictwo Esprit
Prowansalska wioska funkcjonuje na zupełnie podobnych zasadach do zasad panujących w znanych nam, swojskich, wioseczkach. Gdy w wiosce w Prowansji pojawia się piekarz Aimable wraz z żoną cała społeczność nieśmiało zaczyna się cieszyć. Chleb przygotowany przez nowego piekarza okazuje się być wyśmienitym, co sprawia, że mieszkańcy wioski - ci zwykli i ci nieco mniej zwykli (w swoim rzecz jasna mniemaniu) zaczynają się cieszyć otwarcie i głośno. Pasterz Markiza ucieka z chętną do ucieczki piekarzową i na miasteczko pada strach - Aimable odmówił pieczenia chleba, gdyż Muzą nakłaniającą go do ciężkiej pracy była żona, a gdy tej zabrakło to i pracować nie ma po co. Mieszkańcy wioski postanawiają pomóc piekarzowi i tym samym sobie.
Oczywiście - wielu jest takich, których bawi sytuacja piekarza i znajdują przedziwna satysfakcję w nazywaniu go rogaczem. Są i takie, które o kobiecie wypowiadają się niezbyt grzecznymi słowami. Jednak mimo tych niesympatycznych gestów, w chwili zagrożenia, przychodzi pora, by odłożyć waśnie - nawet te trwające od pokoleń - i zjednoczyć się w trosce o Dobro.
Opowieść Marcela Pagnola to ciepła historia z morałem. Można się tu wzruszyć, uśmiechnąć, poczuć oburzenie, ale i uspokoić się znajdując potwierdzenie na to, że zawsze znajda się ludzie gotowi do tego, by zrobić coś razem dla dobra nie tylko osobistego, dla dobra społeczności w jakiej żyją.
Ewa Nowacka. Miłość, psiakrew.
Wydane przez
Oficynę Wydawniczą Foka
Narratorem wydanej niedawno powieści Ewy Nowackiej jest starszy pan, zwany profesorem, który spacerując ze swoim psem czyni szeroko zakrojone obserwacje zjawisk związanych z miłością. Co więcej - ów profesor zobowiązał się do napisania tekstu o słynnej parze kochanków do pewnego snobistycznego pisma dla kobiet. Śledząc losy Wielkich Par z przeszłości mężczyzna obserwuje narastającą miłość dwojga młodych ludzi z sąsiedztwa.
Wiola i Daniel poznali się podczas urodzin kogoś spośród wspólnych znajomych. Od pierwszych chwil znajomości nabrali przekonania, że są dla siebie, są jednością i już zawsze będą chcieli być razem. Jakże zwodnicze okazać się może "zawsze" gdy ma się naście lat... Młodzi, przy mniejszej lub większej aprobacie rodziców, biorą ślub i smakują tego, co zwie się dorosłym życiem i odpowiedzialnością.
Ewa Nowacka napisała bardzo mądrą książkę o miłości. Napisała o porywach serca, o emocjach, o uczuciach i czymś, czego określić nie sposób, ale co przejmuje człowieka we władanie zastępując wszelkie wahania pewnością. W "Miłość, psiakrew" znajdziemy też wzgardzone słowa, zawiedzione nadzieje, zabawę, której finał jest inny niż spodziewali się tego owej zabawy uczestnicy.
Oprócz obrazu zmagań współczesnych kochanków Ewa Nowacka pokazuje nam zmagania kochanków dni minionych. Mamy szansę na poznanie fragmentów historii, historii nieco zbeletryzowanej i takiej, której nie znajdziemy w szkolnych podręcznikach.
Podobało mi się.
15 kwiecień 2010
Jakub Ćwiek. Kłamca.
Wydawnictwo Fabryka Słów
O tym, jak bardzo lubię pisanie Jakuba Ćwieka wspominam przy każdej okazji. Teraz wspomnieć o tym wręcz organicznie jestem zmuszona, bo trudno po lekturze "Kłamcy" udawać, że tym razem zawiodłam się na pisarzu. Książka Gaimana podpowiedziała mi kim jest Loki, więc z prawdziwą przyjemnością przystąpiłam do powieści Jakuba Ćwieka.
Wyobraźcie sobie, że aniołowie ograniczeni ustalonymi zasadami postępowania wynajmują do tzw. "brudnej roboty" kogoś innego. Tym kimś innym jest Loki, bóg śmierci, zniszczenia i oszustwa. Angażując się po stronie Dobra Loki stosuje metody niedozwolone aniołom, za co oczekuje sowitej nagrody. Ratuje samobójców od popełnienia grzechu, porządkuje bałagan uczyniony przez satanistów, wystawia na próbę bóstwo Anubisa, zastępuje anioła stróża. Życie Lokiego na kontrakcie u Aniołów obfituje w niespodzianki i różnorodność zadaniową.
Podziwiam wyobraźnię Jakuba Ćwieka i jego umiejętności warsztatowe. Ujmuje mnie jego poczucie humoru i serdeczność z jaką pisze coś, co przecież później trafi do rąk czytelników.
Całe szczęście, że na półce czeka na mnie drugi tom "Kłamcy". Nie mam zamiaru pozwolić czekać mu zbyt długo:)
Neil Gaiman. Odd i Lodowi Olbrzymi.
Wydane przez
Wydawnictwo MAG
Zanim wzięłam do ręki najnowszą książkę Neila Gaimana obejrzałam zapis spotkania, podczas którego Autor odpowiadał na pytania internautów i prowadzącej spotkanie Pani. Odpowiedzi Gaimana ciekawe, szkoda tylko, że mało było pytań o prozę, a znacznie więcej dotyczyło komiksów.
Autor pochwalił okładkę książkę mówiąc, że to najładniejsza z okładek jakie mają egzemplarze "Odda..." Obejrzałam z uwagą obwolutę i płócienną okładkę z wytłoczonymi zwierzętami i przyklasnęłam opinii Gaimana.
Odd, to kulejący chłopak wychowywany przez matkę i ojczyma. Podczas srogiej, wciąż nieustępującej wiośnie, zimy odchodzi z domu, by odnaleźć leśną chatę ojca. Przy niej spotyka lisa, orła i niedźwiedzia, które okazują się być bogami: Lokim, Odynem i Thorem. Bogowie opowiadają mu historię, która spowodowała, że zmuszeni byli opuścić Asgard i pozostawić go w rękach Lodowych Olbrzymów.
Opowieść Gaimana przybliża mitologię skandynawską (co w związku z następną lekturą bardzo sobie chwalę), zabiera w magiczny świat. Zawsze bardzo lubiłam mity - te greckie w opracowaniu Parandowskiego przeczytałam na długo przed tym zanim w szkole o nich wspominano. Bogowie obdarzeni ludzkimi przywarami, rozgadani, nieco w sobie zadufani i niekoniecznie przejmujący się ludzkim losem stanowili dla mnie fascynujące dziwowisko.
Odd pomagający Bogom odzyskać władzę nad własnym królestwem, mądrość dziecka przewyższająca spryt boskich postaci, rozprzestrzeniająca się wiosna po przegranej Lodowych Olbrzymów napawają nadzieją, budzą wzruszenie i wiarę w stałość świata. Nie tylko tego mitycznego.
Inga Iwasiów. Bambino.
Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki
Niestety, "Bambino" jest dla mnie czytelniczo niestrawne. Podjęłam próbę i gdy nie mogłam wgryźć się w powieść od początku poszukałam w środku punktu zaczepienia. Znalazłam (na przykład) coś takiego:
"Kiedyś spotyka chłopaka od nich, z Sambora. Syn biednych sąsiadów mieszkających po drugiej stronie*. Nie nabrał ciała ani sznytu. Wygląda, jak wyglądał. Jednak niesie pod pachą książki. Można. Można by było. Rozmawiają przez chwilę. On o nauce i książkach. Ona chce wysondować, czy tęskni. Ona tęskni. Nie ma tu przyjaciółek. Nie ma prób chóru. Nie ma." (s.150)
Udławiłabym się czytając coś takiego przez prawie czterysta stron.
* Aż kusi, by zapytać "Mieszkających po drugiej stronie czego?" Lasu, rzeki, autostrady, wsi, czy korytarza?
Malcolm Rose. Ślady. Zagubiony pocisk.
Wydane przez
Wydawnictwo Wilga
Młody śledczy, Luke Harding, którego czytelnicy poznać mogli w poprzedniej książce Malcolma Rose'a "Winny - niewinny", pracuje już w Londynie. Jest to jednak zupełnie inny Londyn niz ten jaki znamy z rzeczywistości. Wiele ulic zarasta bujną i dzika roslinnością, wiele domów straszy cisza i pustką, a mieszkańcy miasta nie wychodzą z domu bez najprostszej nawet broni obawiając się o swoje życie.
Luke, wraz z nieodłącznym MALK-iem, trafiają na ślad organizacji sprzeciwiającej się panującemu przepisom. Wizjonerzy walczą z lekarzami, Komitetem Łączenia Par i białymi. Ale czy używanie przemocy jest dopuszczalne w ich kanonie? Co sprawia, że głosząc hasło czystość sięgają po broń?
W powieści znajdziemy odniesienia do problemów społecznych nekających współczesne sppołeczeństwa. Są one jednak ubrane w futurystyczna wizję miasta i nie rażą, a za to zdecydowanie podnoszą walory sensacyjne książki.
"Ślady" to sprawnie napisany kryminał science fiction. Nie tylko dla młodzieży;)
14 kwiecień 2010
Selma Lønning Aarø. Lewą ręką przez prawe ramię.
Wydane przez
Wydawnictwo Smak Słowa
Żałuję, że przeczytałam książkę norweskiej pisarki tak późno. I jednocześnie cieszę się z tego, bo jestem świeżo po lekturze i mogę się w niej jeszcze rozsmakowywać o wiele silniej niż osoby, które książkę przeczytały zaraz po jej premierze.
Pozornie „Lewą ręką przez prawe ramię” składa się z kilku różnych opowieści. Gdy jednak wczytać się w owe ludzkie historie, odkryć można więzy łączące opisanych bohaterów, linie niemalże niewidoczne, aczkolwiek silne, prawie niezniszczalne.
Mąż zdradzający żonę, córka zdradzającego ojca, kochanka spodziewająca się dziecka – banalna codzienność opisana przez Selmę Lønning Aarø nabiera nowych znaczeń, nowych barw, zaciera granice między rzeczywistością a światem nierealnym.
Do przeczytania – koniecznie!
Mary Ann Shaffer i Annie Barrows. Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek.
Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki
„Stowarzyszenie…” to jedna z tych książek, które chce się mieć na własność, by czerpać z ich życzliwości, ciepła i dobrej atmosfery przesycającej opowieść.
Juliet Ashton, londyńska pisarka, poszukuje tematu, który pozwoli jej oderwać się literacko od skończonej niedawno wojny. Myśli, rozgląda się, obserwacje notuje w listach wysyłanych do przyjaciół i współpracowników. Wśród poczty przychodzącej znajduje list od czytelnika może niezbyt wytrawnego, ale ochoczego pochodzącego z Wysp Normandzkich i będącego członkiem tytułowego Stowarzyszenia. Między Juliet, a mieszkańcami Guernsey rozwija się przyjaźń opierająca się początkowo na korespondencji, a później na wspólnych rozmowach, przeżyciach, dzielonych krajobrazach.
Autorka ukazała historię wojenną Wysp Normandzkich i ich mieszkańców, ale obudowała fakty tak uroczą fabułą, że nie sposób myśleć o tej książce inaczej niż serdecznie.
To jedna z tych niewielu książek pożyczonych, z którymi trudno jest mi się rozstać.
Camilla Läckberg. Kaznodzieja.
Wydane przez
Wydawnictwo Czarna Owca
Znana z „Księżniczki z lodu” Erika zajmuje tym razem nieco dalszy plan w powieści. Śledztwo dotyczące zaginięcia dwóch młodych kobiet pod koniec lat siedemdziesiątych i współczesnej śmierci niemieckiej turystki prowadzi mąż Eriki, Patrik wraz ze współpracownikami. Erika tymczasem czeka na dopełnienie stanu błogosławionego, walczy z upałem i dalekimi krewnymi, którzy uważają, iż mieszkańcy nadmorskiej miejscowości powinni usłużyć rodzinie własnym domem, sypialnią i doskonałą kuchnią.
Camilla Läckberg niezwykle udanie prowadzi fabułę powieści, powoli dawkuje dane niezbędne do wyjaśnienia zagadki. Fjällbacka – z pozoru senne miasteczko na zachodnim wybrzeżu Szwecji – staje się kolejny raz świadkiem okrutnych wydarzeń.
W „Kaznodziei” zderzymy się z pytaniami o religię, rodzinę, kondycje współczesnych społeczeństw, bezpieczeństwo. Autorka w powieści kryminalnej przemyciła zadziwiająco wiele innych tematów tworząc swoisty styl i zapewniając czytelnikom doskonałą lekturę.
Gro Dahle, Svein Nyhus. Włosy Mamy.
Wydane przez
Wydawnictwo EneDueRabe
Emma ma najwspanialszą mamę na świecie. Mama Emmy ma śmiejące się włosy, pełne słońca. Ale są i takie dni, kiedy mama Emmy jest smutna, a jej włosy plączą się i znika z nich słońce. Emma w takich chwilach próbuje zrozumieć mamę, próbuje jej pomóc mimo, że wcześniej drażniło ją jej przygnębienie. Gdy dziewczynka rozpoczyna rozczesywanie włosów mamy słyszy z nich dziwne głosy, otacza ją ciemność, zaczyna odczuwać strach. Na szczęście pojawia się dorosła osoba, która pomaga Emmie w ratowaniu jej mamy.
Zastanawiałam się, czy książkę można zaliczyć do opowieści terapeutycznych. Porusza trudny temat – temat depresji i metaforycznie przedstawia ów problem w postaci splątanych włosów mamy dziewczynki. Moje wątpliwości budzi rola dziecka w niesieniu pomocy mamie – zaangażowanie dziewczynki w proces terapeutyczny rodzica, a co więcej zainicjowanie tegoż procesu przez dziecko. Czy nie za duża odpowiedzialność spoczywa na małej bohaterce książki?
Niewątpliwie to ważna książka. Szczególnie ważna dla tych, którzy mają problemy podobne do tych, jaki mają Emma i jej mama. Być może byłoby idealnym rozwiązaniem, gdyby opowieści podobne tej, były specjalnie oznaczane?
Chętnie przeczytam Wasze opinie.
Marta Dzido. Ślad po mamie.
Wydane przez
Korporację Ha!art
Kolejna książka Marty Dzido trafiła do mnie w ramach przygotowań do spotkania z Autorką ( z powodu żałoby narodowej spotkanie przełożono z 16 na 27 kwietnia).
Debiutancki tekst Marty Dzido mówi o aborcji, zaprasza do tego, by mówić o niej głośno i to nie w kontekście walki o prawo do jej wykonywania lub walki o zakaz prawny jej wykonywania, ale w kontekście aborcji jako czegoś, czego się dokonało, czego się doświadczyło, aborcji jako życiowej decyzji.
Historię Anny, maturzystki w ciąży, Marta Dzido opowiada niby beznamiętnie, prosto, ale ową prostotą trafia w sedno, podkreśla to, co chce uwypuklić, kreśli obraz dziewczynki – kobiety postawionej przed wyborem (wspartym zastrzykiem finansowym).
Wybór Anny rzutuje na jej późniejsze wybory – stawia ją wśród osób zagubionych we własnej osobowości, oderwanych od realności poprzez zaprzeczenie sobie.
Opowieść budzi pytania, nieskromną chęć zajrzenia w czyjeś życie, czerpania z doświadczeń kogoś innego bez ponoszenia właściwych owemu doświadczeniu konsekwencji.
Hanne Ørstavik. Miłość.
Wydane przez
Wydawnictwo Smak Słowa
Ze wstydem przyznaję, że udało mi się w czasie około świątecznym przeczytać tylko dwie książki (pewnie dlatego, że nie wzięłam ich więcej w podróż). Obydwie mogę zaliczyć do lektur udanych i budzących chęć na kolejne powieści z Wydawnictwa Smak Słowa.
Gdy bierze się do ręki książkę zatytułowaną „Miłość” podświadomie oczekuje się czegoś, co opowiada o miłości, jest miłe, ciepłe i niemalże w kolorze różowym. Hanne Ørstavik w swojej książce przedstawia miłość jako wielką nieobecną i rozpaczliwie poszukiwaną. Zarówno dziewięcioletni Jon, jak i jego matka, Vibeke, czują się osamotnieni, wyobcowani i mimo, że są dla siebie jedynymi najbliższymi w sensie pokrewieństwa osobami – nie da się dostrzec między nimi specjalnej więzi, uczuć.
Po tym, jak przeczytałam opis na okładce książki, podczas lektury wciąż wyczekiwałam czegoś strasznego, co miałoby się przydarzyć chłopcu lub kobiecie. „Straszne” stawało się ich doświadczeniem wciąż, ale ja obawiałam się nasycenia złem i biegłam za tekstem, by przekonać się, że obydwoje wyjdą z nocnych wędrówek skrzywdzenie nie bardziej niż w chwili, gdy w nie wyruszali.
„Miłość” to przejmująca książka o braku miłości.
Lidia Czukowska. Zejście pod wodę.
Wydane przez
Państwowy Instytut Wydawniczy
Bardzo cenię sobie literaturę wydawaną w serii „Biblioteka Babel”. Na książkach wydawanych w tej serii raczej się nie zawodzę, a wręcz przeciwnie – często trafiam na teksty robiące olbrzymie wrażenie i zapadające na długo w pamięć.
Nina Siergiejewna podczas pobytu w podmoskiewskim sanatorium, gdzie pensjonariuszami są dziennikarze i literaci, pracuje nad tłumaczeniem powieści i prowadzi dziennik. Jest rok 1949. Bohaterka zostawiła w Moskwie córeczkę, a ze sobą zabrała coś czego zostawić nie sposób – tęsknotę za aresztowanym w 1937 roku mężem. Podczas rozmów z pisarzem Bilibinem Nina poznaje bardzo prawdopodobną wersję losów Aloszy.
Bohaterka próbuje pożegnać się z mężem, próbuje pojąć ideę przyświecającą masowym aresztowaniom, morderstwom, a jednocześnie przygląda się coraz to nowym nagonkom prowokowanym przez ludzi zaangażowanych politycznie po jedynej słusznej stronie.
Ogrom cierpienia Niny Siergiejewny, jej osadzenie wśród podmoskiewskich lasów, wyobcowanie jakiego doświadcza i kolejny raz zdradzone zaufanie sprawiają, że książka chwyta za gardło, że zaciska serce i budzi przerażenie pomieszane ze współczuciem, niedowierzanie z chęcią zemsty.
Niesamowite i ważne. Przeczytajcie.
Amanda Eriksson. Inne życie.
Wydane przez
Wydawnictwo EneDueRabe
„Zzielenieć z zazdrości” – czy to możliwe? Okazuje się, że tak. Bohaterka książki „Inne życie” zazdrości Mateuszowi eleganckiej mamy, naleśników podawanych codziennie na śniadanie, taty czytającego wciąż gazetę i miłej, ładnej siostry uczącej się w gimnazjum. Kiedy jednak obydwie rodziny zgadzają się na czasową wymianę dzieci dziewczynka przekonuje się o tym czy jej zazdrość była uzasadniona.
„Inne życie” to szalenie pouczająca opowiastka o urokach życia ludzi, którzy nie są nami, o tym, jak postrzegamy codzienność innych osób i jak owa codzienność może wyglądać, gdy zdecydujemy się sami jej doświadczać zamiast być tylko jej obserwatorami.
Historia przedstawiona w „Innym życiu” uczy dzieci doceniać to, co mają, pozwala spojrzeć na własne życie z perspektywy, pokazuje, iż nie zawsze rzeczy sprawiające wrażenie atrakcyjnych przyniosą nam satysfakcję.
12 kwiecień 2010
...
Wróciłam do siebie. Fizycznie, bo mentalnie wciąż jeszcze nie mogę się pozbierać.Sobotnia tragedia sprawiła, że trudno mi tak zwyczajnie pisać o lekturach czytanych i nie czytanych w czasie Świąt.
Wróciłam do swoich czterech ścian - do kawy, o której myślałam, że będzie lepsza niż jest w rzeczywistości, do nietoperza na lodówce, ulubionej lampki z parapetu, regałów z książkami często przeze mnie głaskanymi.
Doceniam ten powrót i z żalem myślę o tych, którzy już nie wrócą.
07 kwiecień 2010
Loteria
Przede wszystkim przepraszam, że osoby zainteresowane musiały tak długo czekać - jestem poza domem i mam bardzo okazjonalny dostęp do Internetu. Dziękuję za cierpliwość i za Wasze opowieści o ulubionych baśniach.
Rolę maszyny losującej spełniała Helenka:)
Gratuluję i proszę o kontakt oraz cierpliwość:)
Magdalena Zarębska. Życie teoretycznie.
Sabina, rehabilitantka tuż po studiach, dostaje pracę w miejscu wymarzonym - w rodzinnym mieście, w luksusowym domu starości "Pod Dębami". Do swojej pracy podchodzi z entuzjazmem nowicjuszki, z optymizmem nieskażonym porażką i wiarą we własne umiejętności interpersonalne, wiarą w to, że wychowanie jakie wyniosła z domu rodzinnego zapewni jej sympatię starszych ludzi, w którymi będzie współpracować.
Przyglądałam się bohaterce Magdaleny Zarębskiej ze zdziwieniem i rosnącą zadumą. Przypomniała mi się książka "Grzeczne dziewczynki idą do nieba, niegrzeczne - tam gdzie chcą" i w kontekście tego skojarzenia Sabinę miałam chęć zaliczyć do owych "grzecznych" . Jej daleko idąca naiwność stanowiła idealne tło dla wydarzeń zachodzących w "Pod Dębami". Autorka ciekawie pokazała życie domu starości, w którym miesiąc pobytu kosztuje więcej niż dobra pensja i dwie emerytury. Mieszkańcy "Pod Dębami" - egocentrycy reagujący depresyjnie na zetknięcie ze śmiercią - uważają, że pieniądze są w stanie zapewnić im wieczną egzystencję, wieczne zdrowie, a zostawione za bramami ich nowego domu "zwyczajne życie" jest kiepskim scenariuszem na starość.
"Życie teoretycznie" to powieść z intrygująco nakreśloną bohaterką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















































