31 grudzień 2010

Aby dobrze zacząć Nowy Rok (wygrywajka z Selkarem)

Smutno byłoby zaczynać Nowy Rok bez książek. Aby ułatwić wkraczanie w rok 2011 z nowymi lekturami księgarnia internetowa Selkar za moim pośrednictwem chce ofiarować komuś kupon zniżkowy, w wysokości 30 zł, na zakupy książkowe.

Osoby chcące wziąć udział w  losowaniu proszę o wpisanie w komentarzu tytułu książki, którą rekomendują do przeczytania w 2011 roku. Zrobimy listę lektur "prawie obowiązkowych" :-)

Losowanie za 24 godziny, czyli w południe 1 stycznia 2011 roku. Zacznijmy dobrze Nowy Rok! Zapraszam!

*   *   *

Wpisanie tylu chętnych do programu losującego nieco potrwało, więc wybaczcie czasowy poślizg. Aby już nie przedłużać:
Gratuluję Naczyniu_glinianemu:) 

Selkarowi dziękuję za kod.

A tych, którym się nie powiodło w wygrywajce z Selkarem zapraszam do dzisiejszego wpisu:)

P.S. Listę prawie obowiązkowych lektur zrobię. Ale nieco później...

Czas pożegnać 2010 rok...

Ostatni dzień roku prowokuje do podsumowań (choć w ubiegłym roku jakoś ominęłam ten element). Chcę Wam bardzo serdecznie podziękować za odwiedziny na blogu, za komentarze i życzliwość. Dziękuję też tym, którzy krytykują - czasami z krytyki można się czegoś nauczyć. Czytelnicy "Z lektur prowincjonalnej nauczycielki" pochodzą z różnych stron świata, co bardzo mnie cieszy.
Odwiedzają mnie osoby, które robią to stale i dają się poznać w komentarzach lub przez siebie prowadzonych blogach, ale są też i takie, które zajrzały w tym roku na prowincjonalne nauczycielstwo pierwszy raz (zielona część diagramu)
Czytający bloga średnio poświęcają na to prawie dwie minuty. W listopadzie jednak coś na dłużej przykuło Waszą uwagę - spędzaliście na stronie niemalże siedem minut. Czytelnicy "Z lektur..." korzystają z dwudziestu ośmiu przeglądarek, choć najchętniej z tej z liskiem przytulającym ziemię;) Wśród wyszukiwanych przez odwiedzających bloga fraz znalazłam dwie szczególnie urocze: "szalone nauczycielki" i "list zachęcający do przeczytania lektury". Mam nadzieję, że zachęcam, a czy jestem szalona, to już nie mnie oceniać;)

Teksty, które przykuły uwagę największej liczby czytelników dotyczyły "Gry anioła" Zafona, powieści młodzieżowej "Małe kochanie, wielka miłość" Ewy Nowackiej oraz książki Marka Krajewskiego "Erynie". Duża liczba odwiedzających szukała na blogu informacji o pedagogicznych publikacjach pań Tanajewskiej i Naprawy, co mnie bardzo cieszy.

Nie czuję się na siłach zliczyć ile książek jakich autorów przeczytałam i czy wśród wybieranych przeze mnie pisarzy więcej jest kobiet czy mężczyzn. Wiem jednak, że sporo było w tym roku na blogu literatury dziecięcej, często pojawiały się książki dotyczące poważniejszych treści, a każdego pierwszego dnia miesiąca miałam dla Was prezent (zajrzyjcie jutro :-)).

Spotkania z Wami przy książkach stanowią dla mnie przyczynek do radości. Mam nadzieję, że w 2011 roku będziemy je kontynuować.


Niech Nowy Rok otworzy przed Wami dotychczas nieznane literackie ścieżki. Niech będzie wypełniony lekturami, o których chce się rozmawiać. Niech świat biblioteczno-księgarski będzie Wam przyjazny, a postulujący zwiększanie podatku na książki zaginą w odmętach niepamięci wraz ze swoimi pomysłami. Niech czytanie stanie się modne, a domy bez książek rzadko spotykane. I niech czytanie zawsze sprawia Wam przyjemność.

30 grudzień 2010

Mapa czytelniczych ścieżek

Czytając podsumowanie roczne dokonane przez Lirael postanowiłam zajrzeć pod wskazany przez nią link. Szperając na stronie http://www.skrishnasbooks.com/ trafiłam na informację o wyzwaniach czytelniczych na nadchodzący rok. Szczególnie spodobała mi się idea tego wyzwania:


Zamierzam zaznaczać na mapie miejsca, o których mówią książki przeze mnie czytane. Muszę tylko opanować posługiwanie się mapami googlowskimi;)

Zgodzicie się, że to interesujący pomysł? Może ktoś jeszcze skusi się na taki sposób oznaczania swoich lektur?

Joanna Papuzińska. Zatopione królestwo. O polskiej literaturze fantastycznej XX wieku dla dzieci i młodzieży.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Książką Joanny Papuzińskiej opisującą w sposób naukowy literaturę fantastyczną kierowaną do dzieci i młodzieży, a powstałą w XX wieku, zafundowałam sobie powrót do przeszłości. Znane mi doskonale bajki, baśnie, opowieści Autorka usystematyzowała wskazując istniejące w nich motywy charakterystycznego dla danego typu literatury dziecięcej i omawiając ich znaczenie w wymowie tekstu.

Nigdy nie zastanawiałam się kiedy powstała "Akademia Pana Kleksa", kiedy narodził się Koziołek Matołek, czy Plastuś i Pyza wędrująca po polskich dróżkach. Książki z tymi bohaterami BYŁY, zapisały się w mojej pamięci i nie dociekałam kiedy, po co i w jaki sposób były tworzone. "Zatopione królestwo" otworzyło mi oczy na te kwestie i uświadomiło kunszt pisarski ulubionych dziecięcych autorów.

Joanna Papuzińska tłumaczy czym jest fantastyka w literaturze dla dzieci i młodzieży, przedstawia rozwój rzeczonej literatury w okresie przed II wojną światową i po 1945 roku. Następnie analizuje utwory adresowane do dzieci i młodzieży pod kątem tematyki onirycznej, antropomorfizacji świata, motywu lasu, domu, wędrówki, miasta, maszyn i nowych technologii, dziwnych postaci, jedzenia, czasu, opozycji dobra i zła i świata przepełnionego trwogą. Jako że wydanie, które czytałam jest wydaniem drugim uzupełnionym w stosunku do pierwszego, znalazł się w nim rozdział poświęcony literaturze fantastycznej tworzonej i publikowanej po 1989 roku.

Autorka opisuje przede wszystkim polską literaturę, choć podkreśla także jej związki z literaturą światową. Wskazuje na uzależnienie literatury od dyrektyw politycznych, od historii i kultury danego obszaru, w którym powstawały książki dla dzieci. Joanna Papuzińska w rozdziale zatytułowanym "Leśne utopie" przedstawia nurt pedagogiki tradycyjnej i światowej literatury dla dzieci traktującej las "jako miejsce budzące strach, będzie też terenem walki ze strachem, który bohater musi przemierzyć, żeby pokonać własną słabość."[s.111] W tak pojmowanym lesie na dziecko czyhają różne niebezpieczeństwa, które urealnią się, gdy bohater poczuje strach. Co ciekawe - w polskiej literaturze XIX- i XX-wiecznej obraz lasu przedstawiany jest odmiennie. O ile las w epoce romantyzmu wciąż przeraża, to nieco później stanie się schronieniem, sprzymierzeńcem przyjmując rolę opozycyjną wobec mogącego stać się niebezpiecznym domu.

Joanna Papuzińska pisze szalenie zajmująco. Z wielką ciekawością śledziłam owe literackie wędrówki, podążałam za wskazówkami Autorki. Czułam się jakbym stała w pokoju z niezliczoną liczbą drzwi zachęcająco uchylonych i zapraszających do tego, by je przekroczyć. Zamarzyłam o tym, by przeszperać kartony z książkami dziecięcymi schowane u rodziców, by przygarnąć książki czytane w dzieciństwie, by postawić je u siebie na półkach i cieszyć się ich obecnością.

Na końcu książki umieszczono bibliografię podzieloną na nieco starsze i nowsze publikacje dotyczące fantastyki i baśni. I tylko jednego mi tu zabrakło - spisu tytułów książek dla dzieci i młodzieży omawianych w "Zatopionym królestwie". Gdyby taki spis był, łatwiejszym stałoby się dotarcie do tych pozycji literackich, których z dzieciństwa nie pamiętam lub pamiętam, ale chciałabym do nich wrócić.

Pozostaje mi żałować, że ten egzemplarz "Zatopionego królestwa", który czytałam, był pożyczony z biblioteki. Taką książkę chce się mieć na własność.

29 grudzień 2010

London River.

"Zatopione królestwo" się czyta, ja walczę z sennością motywowaną wirusem grypy i w tej sytuacji chciałam przedstawić Wam film oglądany przeze mnie czas już jakiś temu. Mowa o:
Córka pewnej kobiety żyjącej na niewielkiej wyspie u wybrzeży Anglii mieszka w Londynie. Po lipcowych zamachach z 2005 roku dziewczyna przestaje odbierać telefon. Matka decyduje się na przyjazd do Londynu i rozpoczęcie poszukiwań. Z Francji do Londynu przybywa mężczyzna poszukujący syna. Nie widział go piętnaście lat i szuka go na prośbę zaniepokojonej matki chłopaka. Ścieżki poszukujących rodziców krzyżują się, co więcej - okazuje się, że Jane i Ali stanowią parę. Elisabeth i Ousmane zamieszkują w mieszkaniu swoich dzieci, zaprzyjaźniają się jednocząc wysiłki, dzieląc nadzieję.

Zawiodą się ci, którzy w filmie szukać będą porywającej akcji - bo to nie o gwar i szybkie tempo tu chodzi. Istotą tej opowieści filmowej jest miłość rodzicielska, jest uczenie się tolerancji, jest kształcenie wrażliwości na ból innych osób. 

Podziwiam kunszt aktorski Brendy Blethyn i Sotigui Kouyate. Moją szczególną uwagę zwrócił odtwórca roli Ousmane - aktor zmarł dwa miesiące po premierze filmu.
Jeśli kiedykolwiek traficie na ten film - obejrzyjcie go.

Tydzień z... książkami o pisarzach i książkach

Umówmy się od razu - "tydzień" w tym wypadku potrwa dłużej niż 7 dni.  Dużo dobrych książek, dużo tych, które, już dziś wiem, pochłoną mnie na więcej niż jeden, dwa dni sprawią, że tydzień przedłużę z wielka przyjemnością. Chcę wejść w Nowy Rok z tą specyficzną literaturą, chcę ukoronować przełom roku autobiografiami, dziennikami, wywiadami czy książkami przedstawiającymi pisarzy i książki.

Oto co będę czytała:

1. Jarosław Iwaszkiewicz. Dzienniki.
2. Agnieszka Osiecka. Czytadła. Gawędy o lekturach.
3. Bartłomiej Paszylk. Książki zakazane.
4. Joanna Papuzińska. Zatopione królestwo.
5. Grzegorz Leszczyński. Bunt czytelników.
6. Krzysztof Rutkowski. Wokulski w Paryżu.
7. Edward Stachura. Dzienniki.
8. Marcin Wilk. W biegu.
9. C.S. Lewis. Zaskoczony radością.
10. Jarosław Iwaszkiewicz. Rozmowy o książkach.

28 grudzień 2010

Urszula Sipińska. Gdybym była aniołem... historie prawdziwe, dziwne, śmieszne.


Wydane przez
Wydawnictwo Zysk i S-ka

Urszulę Sipińską znam z kilku piosenek i zauroczenia mojej Mamy. Pomyślałam zatem, że najnowsza książka będzie doskonałym prezentem. Nie powstrzymałam się jednak przed przeczytaniem, a skoro już to zrobiłam - przedstawię "Gdybym była aniołem..." Wam. Może i Wasze Mamy lubią Sipińską?

Książka zaczyna się nietypowo, bo od rozmyśleń pod prysznicem. Co bym zrobiła będąc aniołem? Diabłem? Bogiem?  To pytania jakie zadaje sobie Autorka. Frapujące pytania zapowiadające równie co one nietuzinkową treść wspomnieniowej książki Urszuli Sipińskiej. Autorka wspomina swoją muzyczną przeszłość, początki kariery piosenkarskiej, ale też czasy, w których rzuciła scenę wracając do zawodu wyuczonego i otwierając biuro architektoniczne. Ujmujące są jej gawędy o przyjaciołach, wspomnienia o bliskich sercu, opowieści o ludziach, z którymi zetknął ją los w najdziwniejszych, czasami śmiesznych, a czasami przerażająco smutnych, okolicznościach. Historie przytaczane przez Autorkę są zaskakująco różne, wręcz nieprawdopodobne tak, że chwilami można mieć wątpliwości, czy są realne. 

"Gdybym była aniołem..." czyta się bardzo dobrze. Narracja Urszuli Sipińskiej brzmi niczym opowieść snuta nad filiżanką kawy czy herbaty w gronie zaprzyjaźnionych osób, widać w niej serdeczność wobec ludzi i nieustające zadziwienie światem. Mnie się podobało, mam nadzieję, że mojej Mamie spodoba się również:)


A swoją drogą - warto odpowiedzieć sobie na pytania stawiane przez Urszulę Sipińską:)

Czytanie od zmierzchu do świtu

Z wielką przyjemnością przystępuję do kolejnego wyzwania zaproponowanego przez Padmę. Tym razem czytać będziemy książki, których akcja dzieje się nocą, zmierzchem, przed świtem. Czytać będziemy nocą;)))
(na stronę wyzwania przejdziecie klikając w obrazek)

Wybrałam ze stojących na domowych półkach książek z nocą w tytule następujące:
Od lewej prezentują się: "Noc i ciemność" Agathy Christie, "Ta jedna letnia noc" Luanne Rice, "Dobranoc, panie Holmes" C. Nelson Douglas, Amosa Oza "Nie mów noc" i kolejna książka Królowej Kryminału "Noc w bibliotece".

Zachęcam do udziału w wyzwaniu:)

Opowieści z Narnii - Podróż "Wędrowca do Świtu".

Lubię świat wykreowany przez C.S. Lewisa w "Opowieściach z Narnii". Korzystając z towarzystwa siostry obejrzałam najnowszy film zrealizowany na podstawie trzeciej części książki.

Ulegam urokowi twórczości Autora kronik narnijskich. A moim wielkim marzeniem jest skompletowanie książek z cyklu. Na mojej półce stoją już dwie, u rodziców - kolejne dwie, więc mam już blisko:) Jeśli ktoś jeszcze nie polubił Narnii - zachęcam:)

David Baldacci. Zdążyć na Boże Narodzenie.


Wydane przez
Wydawnictwo Albatros Andrzej Kuryłowicz

Tom Langdon jest dziennikarzem. Niegdyś był korespondentem wojennym, aktualnie pisuje artykuły do czasopism ogrodniczo-wnętrzarskich. Ma spotkać się podczas Świąt Bożego Narodzenia z przyjaciółką w Los Angeles i mając zakaz korzystania z międzymiastowych lotów, wybiera się w podróż z Waszyngtonu pociągiem ( z przesiadką w Chicago). Postanawia wykorzystać sytuację do tego, by zebrać materiały do napisana reportażu o podróży pociągiem. W czasie podróży spotyka różnych, bardzo interesujących ludzi, w tym także słynnego reżysera filmowego i jego scenarzystkę - swoją wielką miłość sprzed lat. Z wyniku burzy śnieżnej pociąg zostaje uwięziony podczas trasy i wigilijny wieczór podróżni spędzają współnie, w wagonie restauracyjnym.

Mam do podróży pociągiem wyjątkowy sentyment. Jeżdżę nimi mniej niż kiedyś, ale wciąż myślę o nich z serdecznością i nostalgią. Wiem, że to co aktualnie dzieje się z naszymi kolejami nijak nie przystaje do mojej nostalgii, ale cóż... Stąd też najciekawszym wątkiem książki wydał mi się ten przedstawiający specyfikę funkcjonowania linii kolejowych. Trasa podróży Toma i jego towarzyszy podróży wyglądała tak:

 Prawda, że interesująco?

27 grudzień 2010

Łukasz Warzecha. Lech Kaczyński - ostatni wywiad.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka


Łukasz Warzecha spotykał się z Lechem Kaczyńskim jedenaście razy, a ostatnie spotkanie mieli 7 kwietnia, trzy dni przed śmiercią prezydenta. Warzecha napisał we "Wstępie", że do zakończenia książki zgodnie z założonym planem zabrakło czterech, może pięciu rozmów.

Kaczyński mówi o sobie, o swoich lekturach, o swoim zainteresowaniu polityką. Warzecha zapytał, kiedy Kaczyński zdecydował się zaangażować w politykę, w odpowiedzi prezydent stwierdził, że takiego jednego momentu nie było, natomiast z pewnością bardzo wcześnie podjął decyzje o tym, że zostanie politykiem. I dodał, że już jako dziecko wiedział, kiedy upadnie  komunizm, mianowicie w roku 1975. Warzecha zapytał o to, skąd akurat ta data, na co Kaczyński powiedział:

- Nie potrafię tego dzisiaj odtworzyć. Ale miałem skłonność do marzycielstwa, wówczas jeszcze do przodu. Dzisiaj już marzę raczej do tyłu, czyli myślę sobie o tym, co mogłoby się potoczyć inaczej w przeszłości.

Kaczyński, dobrze pytany przez Warzechę, mówi o "Solidarności", o okrągłym stole, o Magdalence, o swojej karierze na stanowiskach ministra sprawiedliwości oraz prezesa NIK-u i o prezydenturze. Mówi o polityce, którą prowadził i o polityce, która jego zdaniem najlepiej służyłaby Polsce, a która nie zawsze była i jest prowadzona.

Nie da się powiedzieć w skrócie o wszystkim, co zawiera ta książka, dlatego powiem tak: po przeczytaniu tego, co  Kaczyński powiedział, a Warzecha opublikował, dużo lepiej rozumiem najnowszą historię Polski. Nie chodzi przy tym o to, że jest rzeczą niesłychanie trudną ogarnięcie tego, co dzieje się w polityce, tylko o to, że najzwyczajniej w świecie nie znam faktów - polityka nie jest moją ulubioną dziedziną, z kolei Lech Kaczyński był w politykę zaangażowany bez reszty, więc masa rzeczy opowiedzianych w książce to dla mnie informacje nowe i bardzo interesujące.

Nie będę rozpisywać się nad tym, jak media przedstawiały Lecha Kaczyńskiego w czasie jego prezydentury, bo jeśli ktoś chce, to widział to, a tym bardziej mógł zobaczyć po 10 kwietnia - w książce można sobie poczytać o tych medialnych mechanizmach.

Warzecha dobrze prowadzi te rozmowy - nie przerywa, pozwala dokończyć wątek, jednym słowem naprawdę chce dowiedzieć się ciekawych rzeczy, a razem z Warzechą dowiadujemy się i my.

Jest taki fragment w książce, przy czytaniu którego chciało mi się płakać. Ten fragment: 

"Łukasz Warzecha: W tym okresie, kiedy Aleksander Kwaśniewski był jeszcze prezydentem, a Pan prezydentem elektem, nie dochodziło między panami do jakichś sporów kompetencyjnych? Na przykład o to, kto ma się spotykać z zagranicznymi delegacjami?

Lech Kaczyński: Nie było takiej możliwości. Właśnie w tamtym okresie przyjechała Angela Merkel i prezydenta Kwaśniewskiego akurat nie było. Spotkałem się z nią, ale bardzo wyraźnie powiedziałem, że działam tylko w jego zastępstwie. Chciałem, żeby to samo było jasne po najbliższych wyborach prezydenckich, gdybym je przegrał. Mój następca przez te dwa miesiące może działać najwyżej jako mój zastępca."

*   *   *
Książkę kupicie w:

26 grudzień 2010

Józef Bremer. Wprowadzenie do filozofii umysłu.

Wydane przez
Wydawnictwo WAM


Najprawdopodobniej jest to książka, z której zrozumiałam najmniej ze wszystkich przeczytanych przeze mnie książek. A drugiej strony dowiedziałam się z tej książki mnóstwa rzeczy. Wychodzi zatem na to, że jest to książka ogromnie treściwa :-) I taka właśnie jest.

Bremer pisze o filozofii umysłu, czyli prowadzi rozważania dotyczące natury i właściwości umysłu i związkach umysłu z ciałem. W dużej mierze Bremer referuje poglądy myślicieli zajmujących się tymi właśnie kwestiami. głównymi tematami, kórymi zamuje się autor, są tematy następujące: problem wolnej woli, problem przyczynowego oddziaływania między stanami mentalnymi a fizykalnymi, teoria dotycząca zjawiskowych treści świadomości (w tym kwestia qualiów) oraz metodologiczne zależności między badaniami filozoficznymi a badaniami w innych naukach kognitywnych.

Materia książki jest trudna, ale Bremer świetnie wywiązuje się ze swojego zadania, starając się z dobrym skutkiem pokazać każdy problem najprecyzyjniej jak się da. Kiedy pisze o qualiach, to referuje stanowisko Lewisa (twórcy terminu "qialia"), ale też stanowiska Tye'a, Searle'a i Dennetta. Kiedy zajmuje się problemem wolnej woli, to przywołuje eksperymenty Libeta, ale też przedstawia krytykę tych doświadczeń i opisuje eksperymenty Haggarda i Eimera.

Książka ma indeks osób oraz indeks pojęć, a bibliografii jest siedemnaście stron. Dzieło Bremera czytałam ponad tydzień, bo nie jestem w stanie przeczytać takiej książki za jednym zamachem; czytałam ponad tydzień, ale będę do książki wracać latami.

25 grudzień 2010

Joanna Papuzińska. Wędrowcy.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Akcja tej minipowieści dla dzieci rozgrywa się w Wigilię Bożego Narodzenia. Agnieszka i Antek posprzątali mieszkanie i nie mogąc się doczekać prezentów kręcą się po domu nieco przeszkadzając rodzicom w ostatnich przygotowaniach. Mam prosi dzieci, by kupiły migdały i rodzeństwo wybiega  z domu. Antek zapomina, że ma w kieszeni tajemniczy kluczyk, który wypadł z doniczki paprotki. Dzieci przechodzą na drugą stronę jezdni przejściem podziemnym i nagle znajdują się w miejscu nieco tylko przypominającym te im znane.

Podczas wędrówki w czasie Wigilii dzieci trafiają do starszej samotnej pani, karmią zwierzęta w sklepie zoologicznym, oddają psa jego właścicielom, uczestniczą w cudzie narodzin. Obserwują świat jakiego dotychczas nie zauważali, doświadczają rzeczy jakie nigdy nie stały się ich udziałem. Owa magiczna podróż otwiera im oczy na wiele spraw, uczy wrażliwości, pokazuje jak ważna może być obecność drugiego człowieka.

Mam wrażenie, że im jestem starsza tym więcej znajduję treści dla siebie w książkach Joanny Papuzińskiej. Może zatem przypisywanie im kategorii literatury dziecięcej nie jest do końca ścisłe?

Małgorzata Gutowska-Adamczyk. Niebieskie nitki.


Wydane przez
Agencję edytorską EZOP

Rodzice Linki rozwiedli się. Ona, wraz z mamą, zamieszkała w pałacu - domu dotychczas zajmowanym tylko przez babcię i prababcię. Dziewczyna nie umie pogodzić się z odejściem ojca, jest zbuntowana i rozgoryczona. Złości ją także to, że zakochała się w chłopaku swojej przyjaciółki - zaczyna odsuwać się od Hanki i być coraz bardziej przykrą dla Szymona. Ważnym bohaterem opowieści jest również Grzegorz; ów młody człowiek stara się dogonić swoje marzenia, powrócić do dziecięcego zauroczenia Pauliną, sprawdzić, czy to jak ją zapamiętał jest realne i czy to, co do niej czuje sprawi, że i ona obdarzy go uwagą.

Małgorzata Gutowska-Adamczyk opisała wycinek rzeczywistości. Zasadziła się niczym wytrawny fotograf natury i uwieczniała to, co dzieje się z ludźmi w różnym wieku w sytuacjach radości i stresu, w chwilach zakochania i rozczarowań. Obserwacje poczynione przez Autorkę i przełożone na język literatury uderzają trafnością, aktualnością, a przy tym brak tu prostych dydaktycznych przełożeń, za co Autorce należą się wielkie dzięki.

"Niebieskie nitki" czytane w Wigilijną Noc mają specyficzny wydźwięk. Nie namawiam Was jednak byście z lekturą czekali do następnych Świąt. Czytajcie wcześniej niż za rok;)

Wanda Chotomska. Kolędy i pastorałki.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

W sklepach dzinglebelsy i inne oklepane piosenki świąteczne słychać już od listopada. Niektóre radia od początku grudnia katują nas przebojami anglojęzycznymi, które powtarzane wszędzie i do znudzenia wywołują w nas odruch niechęci. A przecież....

A przecież mamy swoje bożonarodzeniowe pieśni i piosenki. Nazywają się kolędami i pastorałkami. Do grających w naszym domu utworów Preisnera, Orkisza i Sikorowskich doszła płyta dołączona do opisywanej książeczki. Teksty utworów napisała wyśmienita Wanda Chotomska, muzykę - Teresa Niewiarowska znana między innymi z Gawędy. 

W pastorałkach Wandy Chotomskiej oprócz aniołków szukujących ziemie na Narodzenie Dzieciątka i kolędników grających rokendrola (pisownia oryginalna) występują zwierzęta - pies wędrujący w Kolędą do stajenki, krowa domagająca się w Wigilijną Noc troski o Naturę, kot ogrzewający Dzieciątko oraz różne ptaszki.

Zadbajmy o tradycję. Nie śpiewajmy w Boże Narodzenie "We wish you a Merry Christmas" - zaśpiewajmy kolędy i pastorałki polskie, także te Wandy Chotomskiej.

24 grudzień 2010

Mili moi, życzę Wam dobrych Świąt Bożego Narodzenia, 
czasu spędzonego w życzliwości z bliskimi.

Andrzej Pilipiuk. Wampir z M-3.

Wydane przez
Wydawnictwo Fabryka Słów
Premiera 14 stycznia 2011 r. 

Andrzej Pilipuk nader celnie ośmiesza rzeczywistość. Owszem peerlowską, ale też współczesną rzeczywistość rozmiłowaną w popkulturze.

Gosia, córka patryjniaka dość wysoko postawionego, by móc czerpać z tego profity, postanawia się powiesić. Ze złości. Samobójstwo dziewczynie się udaje, a obudzona w trumnie, wciąż nieświadoma własnej śmierci, wędruje do rodzinnego domu, gdzie jej pojawienie się budzi popłoch (ale nie zwątpienie w materialistyczną wizję świata). Jako, że w partyjnym domu krzyża nie ma dziewczyna zostaje przepłoszona za pomocą dubeltówki. Przed domem czeka na nią wampir Marek, który ma wprowadzić nieco oszołomioną dziewczynę w tajniki wampirzego życia u schyłku PRL-u.

W powieści obalane są mity na temat wampirów i wilkołaków, a podsycane te związane z codziennym życiem w ustroju najlepszym z możliwych;) Ubecja, peweksy, kapusie i brać robotniczo-chłopska w zestawieniu z siłami, jakby nie patrzeć, mało racjonalnymi stwarzają dysonans zapewniający doskonałą rozrywkę.

Andrzej Pilipuk bawi się konwencją, więc wśród opowieści o wampirach pojawia się z lekka przygłupi Edward promujący wegetarianizm, muzealnik Pan Tomasz z połatanym wartburgiem, Czarna Wołga, czy Jakub Wędrowycz i jego przyjaciel Semen, a ważnym miejscem w wampirzej powieści jest warszawska Praga i Bazar Różyckiego.

Z "Wampirem z M-3" bawiłam się doskonale. Panie Andrzeju - jeśli kiedykolwiek Pan tu zajrzy - dziękuję za całego serca za tę książkę. A już szczególnie za Gosię, która z gorliwością neofitki próbowała naśladować filmowe wzorce:)

P.S. Tapeta:

Świąteczna historia

A to żeście mnie koleżanki urządziły... Ja, która dotychczas płakałam jedynie na filmach o zwierzętach, pociągałam nosem na scenach rozmów Natana z Mamą. I jak chłopcu zabrakło 5,5 $ do wymarzonego prezentu... I w paru jeszcze innych chwilach filmu...

Mowa o tym filmie:

P.S. I nie ma co dodawać - trzeba oglądać.

23 grudzień 2010

Renata i Marek Kosiński. Atlas ziół. Atlas roślin.


Wydany przez
Wydawnictwo Pascal

Wielki plus za szatę graficzną. Doskonałe zdjęcia, dobre, rzetelne (zasięgnęłam opinii specjalistki) opisy. Przedstawione zioła podzielono dla naszej wygody na drzewa, krzewy, rośliny zielne, paprotniki i glony.

Mimo, że ktoś  mało zainteresowany śledzeniem ziół po łąkach i lasach może obruszyć się na to co napiszę, ale przyznam Wam, że niektóre z informacji podanych w „Atlasie ziół” były dla mnie zaskoczeniem i to z gatunku tych wzbudzających ciekawość i chęć zgłębienia tematu. Wiedzieliście, że nasiona bobu, sezamu, słonecznika i dyni mają właściwości zapobiegające wchłanianiu się cholesterolu? Albo, że alkaloidy zawarte w pokrzyku wilczej jagodzie, maku, glistniku,  ogóreczniku, żywokoście zmniejszają napięcie mięśni, rozszerzają źrenice, ograniczają wydzielanie potu, śluzu, śliny, uśmierzają ból, uspokajają, ale takie działanie mają tylko wówczas, gdy użyjemy ich w odpowiednich dawkach (bo tak w ogóle są trujące)? Jedzenie ziemniaków, szpinaku, sałaty, kapusty, jabłek wraz z ich fenelokwasami gwarantuje nam działania odkażające, przeciwzapalne i przeciwnowotworowe. Podobne właściwości ma też czarna kawa (uff, odetchnęli kawosze!). Tak jak dziś podczas kolacji wigilijnej nie może zabraknąć kompotu z suszu, tak niegdyś wśród dwunastu potraw musiał być kisiel przyrządzany z soku berberysowego, bogatego w  witaminę C. A gdyby ktoś przejadł się podczas świąt lub co gorsza zacietrzewił w rozmowach przy stole – polecam miętę; działa rozkurczowo, uspokajająco i obniża ciśnienie:)

P.S. Kilka stron z „Atlasu ziół”.

*   *   *

W „Atlasie roślin” opisano widłaki, skrzypy, paprocie, nagonasienne: drzewa i krzewy iglaste, okrytonasienne: drzewa i krzewy liściaste, okrytonasienne: rośliny zielne.

I ponownie kilka ciekawostek. Czy wiecie, że storczyki rosną dziko na terenie całej Polski? Są oczywiście pod ochroną. Podkolan biały (na zdjęciu poniżej) pachnie tylko wieczorem i nocą, a to dlatego, że wówczas kusi owady przenoszące pyłek. 

Tak, tak – ćmy także są pożyteczne. Znacie mydlnicę? Gdy byłam dzieckiem myliśmy nią dłonie w pobliskim strumieniu. Znalazłam ją w atlasie i dowiedziałam się, że kiedyś robiono z niej wywar służący do mycia się i prania. A, żeby znów nawiązać do Świąt Bożego Narodzenia – jemioła, którą ozdabiamy domy jest trującym pasożytem.

Miłośnikom tropienia roślinności w swoim otoczeniu serdecznie polecam obydwa atlasy. Format mają taki, że można powędrować z nimi na łąkę lub do lasu:)

P.S.2. Strona Autorów.

Kornelia Stepan. Żona astronoma.


Wydane przez
Wydawnictwo Bukowy Las

Cóż to były za fascynujące czasy i jakież okrutne dla kobiet... To pierwsze, co przychodziło mi na myśl podczas lektury beletrystycznej opowieści o Elżbiecie, żonie Jana Heweliusza. 

Elżbietę poznajemy, gdy jest już kobietą w sile wieku, wdową. Służąca przynosi jej list z czerwona pieczęcią, a widok ten prowokuje bohaterkę do wspomnień, do rozważenia wydarzeń ostatnich dwudziestu sześciu lat jej życia. Do szesnastego roku większość czasu Elżbieta spędzała ze swoją mamką, Dobrą Teresą, w majątku ojca w Bąkowie. Tam też, podczas przejażdżki konnej (nielegalnej, gdyż kobietom nie wypadało brać konia ze stajni i jeździć nie wiadomo gdzie), Elżbieta z Teresą ratują przystojnego młodzieńca z rąk rabusiów. Młody człowiek zachwycony urodą Koopmanówny obiecuje jej dozgonną wierność, a cała sprawa wygląda obiecująco do chwili, w której rodzice Elżbiety dowiadują się o nieobyczajnym zachowaniu córki i nie znajdują jej męża -  trzydzieści sześć lat starszego od niej Jana Heweliusza. 

I tu zaczyna się sedno opowieści przedstawiającej równie ciekawie dwa nurty życia bohaterki. Jednym z nich była codzienność - zarządzanie domem, małżeństwo, macierzyństwo, relacje z mężem, własnymi rodzicami, czy służbą. Innym - praca naukowa. Elżbieta początkowo zajmowała się nią jedynie w zaciszu domowym, jednak z upływem czasu coraz częściej towarzyszyła mężowi w obserwatorium, wiodła z nim rozmowy na temat różnych teorii astronomicznych oraz tego, co na niebie dojrzeli. Odwiedzali ich znamienici goście, ich praca cieszyła się uznaniem Jana III Sobieskiego i londyńskiego Towarzystwa Królewskiego. 

O ile do wątku naukowego nie mam uwag, poza taką, iż niezwykła i dająca wielką satysfakcję musi być praca jakiej podejmowała się Elżbieta Heweliusz u boku swojego męża, tak wątek obyczajowy wzbudził we mnie kilka refleksji. Zastanawiają mnie rodzice Elżbiety - bogaci, uznawani w społeczności Gdańska. Po tym, jak wydali córkę za mąż, nie odwiedzają jej, matka nie wspiera córki podczas kolejnych ciąż, a jedyny kontakt o jakim czytamy to spotkanie Elżbiety z matką u kobiety, która jest kochanką Heweliusza, a z ojcem rozmowa na temat tego, by córka nie hańbiła się pracą w obserwatorium, bo dobre kupieckie córki nie powinny pracować. Interesujących  jest jeszcze kilka zjawisk, ale odkrywanie ich zostawię Wam.

Cieszy mnie ta lektura.

22 grudzień 2010

Inspiracje kuchenne

Utknęłam wraz z Elżbietą Hewliusz z domu Koopman w XVII wieku i śledzę jej i jej męża dokonania na polu astronomii z wielką uwagą: 
Aby jednak nie pozostawiać bloga opustoszałym chciałam zaprosić Was do rozmowy o książkach, po które - jak sądzę - wiele osób sięga w czasie przedświątecznym.

Zazwyczaj gotuję na "oko" wychodząc z założenia, że mogę spróbować i zawsze dołożyć czegoś, by było smaczniejsze. Co gorsza z lenistwa, rzadko sięgam po nowinki zaspokajając się tym , co już znam, wypróbowałam. Tylko ciasta piekę (jeśli już w ogóle) z przepisem przed oczyma z drżącym sercem, czy o czymś nie zapomniała, zrobiłam jak przepis każe i czy się uda.

Są jednak takie dni, w których wyciągam stojące na półce zeszyty, książki i szukam czegoś nowego, innego niż codzienne, znane nam potrawy. Okres przedświąteczny sprzyja takim poszukiwaniom, bo choć kolacja wigilijna będzie tradycyjna, to dni świąteczne zasługują na jakieś smakołyki rzadko albo wcale pojawiające się na naszym stole.

Inspiracji szukam w zeszytach. W jednym są przepisy spisane przez moją Mamę, w drugim przeze mnie, a ten najstarszy to zeszyt Babci.
Tę książkę mam, bo dostałam, ale przyznam, że poza podziwem dla ładnych ilustracji nie znalazłam tam nigdy nic, co chciałabym zrobić. Może macie inne doświadczenia i możecie coś podpowiedzieć?
Moje najstarsze podręczniki gotowania są wydane tak, jakby specjalnie dla mnie. Na kołonotatnikach, z przepisami prostymi i oferującymi bardzo dobre rzeczy, ze sporym miejscem na notatki. Przez kilka lat była to moja podstawa kulinarnych prób i doświadczeń.
Te książki dostałam kilka lat temu. Trafiłam w nich na świetne pomysły, kilka już wypróbowałam (między innymi na tort urodzinowy) i jestem z nich bardzo zadowolona. 
Ostatni książka towarzyszy mi od piętnastu lat i mam do niej wyjątkowy sentyment. Cenię ją za doskonałe rozplanowanie treści, przepisy sformułowane tak, że największy antytalent kucharzenia pojmie i wykona co trzeba, za dodatki opisujące kulturę kulinarną Śląska, za duży dział opisujący zioła i przyprawy, a także - co dla mnie gotującej jak moja Babcia dodająca zawsze trochę tego, trochę tamtego, czyli bez żadnego pojęcia o miarach i objętościach, za przelicznik objaśniający ile łyżeczka do herbaty, szklanka lub łyżka stołowa mieszczą w sobie potrzebnych do gotowania/pieczenia substancji.
A Wy jak gotujecie? Po jakie książki sięgacie? A może nie sięgacie? Prowadzicie zeszyty, notatniki? Opieracie się na przepisach zamieszczanych na kulinarnych stronach internetowych lub blogach o kucharzeniu?

20 grudzień 2010

"Czekając na cud" i "Holiday"

Dziś wyjątkowo świąteczny nastrój na blogu. Do książek o tematyce bożonarodzeniowej dołączę opis obejrzanych w ostatnich dniach filmów.

Dwie kobiety rozczarowane mężczyznami próbują zmienić coś w swoim życiu. Najłatwiejsza wydaje się zmiana otoczenia i w ten sposób Angielka wybiera się do L.A., a Amerykanka przedziera się przez zaśnieżoną angielska prowincję. Nie da się jednak całkowicie uciec od mężczyzn, szczególnie wówczas, gdy stają u progu domu, w którym mieszkają dziewczyny - u każdej rzecz jasna inny;) Uczucia rodzą się powoli lub burzliwie, przybierają na sile lekceważąc rozsądek, a my dostajemy zabawną komedię romantyczną w miłej oku obsadzie:) Otoczenie także godne pozazdroszczenia:
*   *   *

"Czas na cud" to film poważniejszy niż "Holiday". Film w doskonałej obsadzie przedstawia wydarzenia rozgrywające się podczas Świąt Bożego Narodzenia. W Wigilię przecinają się ścieżki samotnej kobiety od lat poświęcającej się opiece nad matką, młodych ludzi, których związek niszczy chorobliwa zazdrość chłopaka, mężczyzny, który pragnie wybaczenia zmarłej żony, chłopaka, który od czternastego roku życia marzył o przyjęciu gwiazdkowym urządzonym w szpitalu.

Bardzo refleksyjny, warty zobaczenia film.

John Grisham. Ominąć święta.


Wydane przez
Wydawnictwo Amber

Nie ukrywajmy - czas przedświąteczny to kolejki w sklepach, awantury o miejsce do parkowania, zmęczone panie domu, zirytowani szaleństwem przedświątecznym panowie, nietrafione prezenty, mnóstwo drobiazgów, o których nie wolno zapomnieć, bo zapomnienie skazi atmosferę świąt. A teraz wszyscy ci, którzy stojąc w kuchni i lepiąc dwusetnego pieroga lub wykrawając setne ciasteczko, myśląc o tym, że jeszcze muszą uprasować zasłony, doprawić kapustę, usmażyć rybę i przybrać choinkę, zamarzyli choć raz o tym, żeby trzasnąć drzwiami i wyjść w mroźną noc albo wyjechać gdzieś, gdzie ktoś poda nam wszystko gotowe oszczędzając przy tym kupę forsy i jeszcze więcej nerwów podniosą w górę ręce. Pani? i Pan? I jeszcze tamta pani?

Nora i Luter Krank pożegnali jedyną córkę odlatującą do Peru z korpusem pokoju. Na święta zostali sami. Luter, z właściwą sobie skrupulatnością, podliczył zeszłoroczne wydatki świąteczne i uznał, że suma sześciu tysięcy jest zbyt wygórowaną. Złożył swojej żonie propozycję - za połowę tej ceny można spędzić dwa tygodnie na statku wycieczkowym opływającym Wyspy Kanaryjskie. Zdecydowali się wziąć udział w rejsie i zrezygnować z organizacji świątecznego przyjęcia, ustawiania choinki, przyozdabiania domu. Sąsiedzi i znajomi nie rozumieją decyzji Kranków i co gorsza, mówią im o tym wywierając na nich presję. Czy jednak Nora i Luter poddadzą się dyktatowi tradycji?

Słabo znam twórczość Johna Grishama, ale po tej książce rozumiem czemu jest tak poczytnym autorem. Opowieść o perypetiach Kranków jest zabarwiona humorem, nieco ironicznie przedstawia amerykańskie szaleństwa świąteczne i pokazuje, co tak naprawdę jest ważne.

Miłe, odprężające, świąteczne:)

P.S. Na podstawie książki zrealizowano film.

Grzegorz Kasdepke. Rózga.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Kornel marzy o psie. Marzy tak mocno jak tylko dzieci to potrafią. Kiedy pewnego dnia wraca ze szkoły do domu zauważą wiklinowy koszyk. Wzruszony zagląda do niego i widzi smycz. Samą smycz. Ojczym Kornela proponuje mu pewien układ - jeśli chłopiec przez sześć tygodni pozostałych do Świąt będzie trzy razy dziennie wychodził ze smyczą na spacer, dbał o to, żeby w misce była zawsze świeża woda, rodzice pomyślą nad zaproszeniem do domu psa. Chłopiec ukrywa rozczarowanie i od tej pory codziennie wypełnia swoje obowiązki mimo, że koledzy wyśmiewają jego spacery ze smyczą.

Przyznam, że początkowo byłam zła na Witka, ojczyma chłopca. Ale później, gdy dowiadywałam się coraz więcej złość przeszła w pewnego rodzaju zrozumienie, a nawet - po scenie finałowej - z szacunek. Najbardziej jednak podziwiłam determinację chłopca i zastanawiałam się, czy ja, będąc dorosła, umiem o czymś marzyć tak jak Kornel? Czy umiem dążyć do spełnienia swojego marzenia podporządkowując się różnym mało przyjemnym obowiązkom? Czy umiem być tak wytrwała, jak wytrwały był Kornel?

Zostaję z tymi pytaniami, a Was zachęcam do lektury...

Eric Malpass. Od siódmej rano.


Wydane przez 
Wydawnictwo RTW

"Od siódmej rano" to opowieść o rodzinie. Wielopokoleniowej zamieszkującej słusznych rozmiarów dom, cechującej się wścibstwem, nadmierną ciekawością i jednocześnie życzliwością wobec siebie. Prz posiłkach spotykają się cioteczna babka Marigold ze względu na podeszły wiek myląca nieustannie członków rodziny, a ze względu na głuchotę domagająca się głośnego powtarzania wszystkiego, co jej zdaniem wypowiedziano zbyt cicho, dziadek dość despotyczny starszy pan, Rose, bezbarwna, trzydziestokilkuletnia, zgorzkniała nauczycielka, jej siostra - Becky żyjąca adoracją mężczyzn, ich brat - Jocelyn, pisarz nieco tylko oderwany od rzeczywistości, May - jego żona, czekająca na rozwiązanie cicha, acz silna osoba i  Gaylord - dziecko May i Jocelyna, choć pewnie niektórzy woleli by go nazwać "dzieckiem z piekła rodem".To tej barwnej grupy dołączają adoratorzy obydwu sióstr zwiększając tylko zamieszanie.

Atmosfera z książki Malpassa odrobinę przypominała mi tę z "Szóstej klepki" Małgorzaty Musierowicz. Bobcio (czyli Florian Górski) ma fantazję równie wybujałą jaj Gaylord. I choć "Od siódmej rano" jest poważniejsze niż opowieść o rodzinie Żaków nie sposób było nie dostrzec pewnych podobieństw.

Historia przedstawiona przez Erica Malpassa jest wycinkiem pewnej rzeczywistości. Owa rzeczywistość została wychwycona przez pisarza i opisana bardzo realistycznie, z odrobiną humoru. Rodzina, która jest jednocześnie wsparciem, ale też utrapieniem jest tu przedstawiona w iście angielskiej poetyce i ujmuje urokiem.

17 grudzień 2010

Książki na drapaku - odsłona kolejna.

Miałam dziś rano napisać o książce Erica Malpassa "O siódmej rano". Jednak wczoraj, popołudniu, dotarła do mnie wiadomość o kocie, który po sześciu latach życia z ludźmi ma być przez nich uśpiony, ot tak bez konkretnego powodu. Nie oddany do schroniska, czy innych ludzi, a zawieziony do weterynarza, by ten go zabił. Nie byłam w stanie czytać - szukaliśmy jakiegoś rozwiązania sytuacji kota.

Stąd też piątek rozpocznie się od zdjęcia prezentującego nowe książki czekające na lekturę.
Tytuły po powiększeniu zdjęcia widać dość wyraźnie, ale dodam, iż pierwsza książka od prawej to "Wokulski w Paryżu". Na książkę Marcina Wilka mam spory apetyt, a podsycam go sobie, by za dwa lub trzy dni oddać się lekturze totalnej;) Szara, pokreślona okładka skrywa w sobie dzienniki Edwarda Stachury. Na "Czytadła" Osieckiej polowałam, aż wczoraj ujrzałam je w bibliotece gdzieś na końcu drogi.* To granatowe ze złotymi literami to Szekspir w wersji prozatorskiej, dla dzieci. Resztę widać dobrze, więc opisywać nie będę, ale cieszę się, cieszę ze wszystkich dobrych chwil jakie zapewnią mi te książki.

* Gdy otworzy się drzwi wychodząc z biblioteki gdzieś na końcu drogi staje się wobec czegoś takiego:
P.S. Może ktoś chciałby dać dom tymczasowy lub stały sześcioletniemu ragdollowi?

Edycja o 14:29. 
Kot znalazł dom tymczasowy w okolicach Częstochowy. Ma tam być zawieziony w weekend. Najgroźniejsze minęło, ale i domu stałego nadal szukamy.

Edycja, sobota 17:47.
Kot już jest w domu tymczasowym. Znalazła się też osoba chętna, by stworzyć kotu dom stały. Dziękuję bardzo za pomoc:)

16 grudzień 2010

Wywiady bez kitu.


Wydane przez
Wydawnictwo Narbook

O muzyce, jak już pisałam, umiem powiedzieć tyle, że wiem, co mi się nie podoba, ale trudniej powiedzieć czego słucham z przyjemnością. Tak myślałam do chwili, w której zaczęłam czytać "Wywiady bez kitu". Wówczas to uświadomiłam sobie, że lubię Katarzynę Nosowską, Renatę Przemyk, Anję Ortodox, Macieja Maleńczuka, Lecha Janerkę i Stanisława Sojkę. Uświadomiłam sobie także, że mam poważne braki w świadomości muzycznej i w tym większym zapałem czytałam zapisy wywiadów radiowych przeprowadzonych przez dziennikarzy Radia Bez Kitu, czy to w studio, czy w innych, wskazanych przez artystów, miejscach.

Rozmowy prowadzone były i z topowymi muzykami, i z takimi, którzy znani są nieco mniej. Tematyka była równie różna, jak i wypowiadający się. Mówiono o tym, w jaki sposób zdobywa się słuchaczy, jak wielkim wysiłkiem może okazać się pisanie tekstów dla siebie lub innych artystów. Poruszano tematykę polityczną, społeczną, czasami z dużą ironią komentowano sytuację na rynku muzycznym. Krytykowano wysokie ceny płyt z muzyką i fatalne brzmienie utworów w plikach mp3, dyskutowano o festiwalach muzycznych w Polsce, o tym w jak wyglądają koncerty w różnych miejscach oraz o tym, jakie znaczenie dla samopoczucia muzyka ma dobrze funkcjonująca łazienka w miejscach koncertowych.

Co dla mnie ciekawe, w kilku wypowiedziach znalazłam informacje na temat festiwalu w Węgorzewie. Byłam na koncercie Maanamu lata całe temu i choć już nigdy później nie zainteresowałam się nim na tyle, by tam pójść, interesujące było to, co muzycy mieli do powiedzenia o jakości organizacji. Pamiętam, że w pierwszych latach festiwalu głośniki skierowane były w stronę miasta i wszyscy mieszkańcy mieli darmowe koncerty. Później scenę zwrócono w stronę jeziora i żeglujący oraz zamieszkujący w pobliskich wsiach mogli (musieli) słuchać wykonawców zaproszonych na festiwal.

Pod koniec książki jest wywiad ze Stanisławem Sojką. Gdy zaczęłam go czytać usłyszałam w radio rozmowę z Muzykiem. Fascynujące były obydwa wywiady - ten z książki i ten z radia. Zauroczyła mnie ta piosenka:


Po lekturze "Wywiadów bez kitu" wiem o muzykach o wiele więcej niż dotychczas. I nawet kojarzę dotychczas nic mi nie mówiące nazwy zespołów z utworami przez nich wykonywanymi. Mimo, że nie zmieniłam swoich sympatii po lekturze tej książki, uznaję, że było warto poświęcić jej czas.

Małgorzata Strzałkowska. Wiersze spod Pszczyny.


Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

"Ecie-pecie, ecie-pecie, 
kicia cioci jest na diecie,
choć ma wilczy apetycik,
ciocia tycio pichci kici."

Cytuję ten wiersz, bo on - jestem o tym mocno przekonana - opowiada o moich kotach:) Co więcej, będę uczyła tego wiersza Helenkę, bo aż mi chichocze coś w środku, gdy wyobrażę sobie jak Hela recytuje wierszyk o kotkach na diecie:)))

Uświadomiłam sobie dzisiaj podczas kolejnej lektury wierszy Pani Strzałkowskiej, że owe wiersze wykorzystać można jako teksty - szalenie zabawne i urocze - dyktand. Wydaje mi się, że pisanie takiego dyktanda może być świetną zabawą dla dzieci, które, oby tak było, nawet nie zauważą, że sprawdza się ich wiedzę.

Niemniej urocze mogą być zajęcia logopedyczne, podczas których wykorzysta się wiersz, ot choćby ten:
"Karol korale kupił na raty,
król dla rozrywki ryje rabaty."

Ech, nie trzeba być dzieckiem, aby mieć frajdę z czytania "Wierszy spod Pszczyny". Wracam do książki - poczytam sobie głośno;)))

Niedzielnik w czwartek (bo do niedzieli nie wytrzymam*)


Po 1.

Nawiązałam współpracę z Matrasem. Koleżanka od kilku tak przekonywała mnie, że u nich jest lepiej niż gdzie indziej, aż wreszcie zdecydowałam się spróbować, kupiłam prezenty gwiazdkowe, odebrałam w wybranej przez siebie księgarni i uznałam, że jest ok.

Gdy dostałam e-maila z propozycją zaproszenia Was do "Starorocznej wyprzedaży" (samochody się tak sprzedają, więc czemu by nie książki) sprawdziłam, czy warto. Gdy znalazłam to:
uznałam, że warto. Zatem polecam:
Po 2.

Zaintrygowało mnie to, jak wiele osób pisząc o swoich wymarzonych lub najlepszych prezentach świątecznych w poście "Wygrywajka z Selkarem" podzieliło się smutną obserwacją. Mole Książkowe nie dostają prezentów w postaci książek. Przyznam, że i ja rzadko znajduję powieść pod choinką. Jak myślicie, czemu jest tak, że obdarowujący nas wolą sprezentować nam coś innego niż to, co stanowi dla nas - w dużej mierze - słodycz istnienia?

Po 3.

Wczoraj dotarła do mnie przesyłka z Oficyny Wydawniczej Impuls. Jakież było moje zdumienie, gdy po rozpakowaniu kartonu znalazłam to:
Zdumienie tym większe i milsze, że w owym katalogu rocznicowym opublikowano tekst mojego autorstwa:
Osobom, dzięki którym "Życie z Impulsem" zostało zamieszczone w katalogu serdecznie dziękuję, a Oficynie Wydawniczej Impuls obchodzącej dwudzieste urodziny życzę wielu kolejnych lat z wieloma tak doskonale jak dotychczas dobranymi i opracowanymi publikacjami.

* Rozumiecie, że nie mogłam doczekać niedzieli?;)