30 sierpień 2011

Niedzielnik we wtorek


Tylko jutro do północy nominujemy książki do nagrody Złota Zakładka. Namawiam tych, którzy jeszcze nie przesłali swoich typów na nominacje@zlota-zakladka.pl do rozważenia, które z wydanych w 2010 roku chcieliby nagrodzić. Od 1 września uruchomione zostanie głosowanie, a w drugiej połowie października wręczone zostaną nagrody blogerów.

*   *   *

Jeśli ktoś mieszka w pobliżu Piekar Śląskich to z pewnością zainteresuje go informacja, że w miejscowej bibliotece 1 września odbędzie się wernisaż wystawy Elżbiety Lempp "Kroniki literackie" oraz panel dyskusyjny "Palimy lektury, czyli na co komu kanon literacki". Tu znajdziecie więcej informacji. Spotkamy się tam?

*   *   *

Na przedstawienie Wam czekają znakomite historie czające się w książkach już przeze mnie przeczytanych. Może jutro się zmobilizuję?

*   *   *

Nauczycieli wypoczętych po wakacjach i poszukujących nowych, atrakcyjnych pomysłów na pracę z dziećmi zachęcam do zapoznania się z recenzjami publikacji pedagogicznych. Może kogoś natchnie?:-)

27 sierpień 2011

Maria Marjańska-Czernik.Wypożyczalnia babć.

Wydane przez
Wydawnictwo Stentor
w dziale Kora

Zachwyciła mnie idea przedstawiona w książkę Marii Marjańskiej-Czernik. Dzieciaki, które nie mają babci, mają babcię daleko lub ich babcia niekoniecznie i odpowiada tradycyjnemu obrazowi babci z chęcią skorzystałyby z wypożyczalni babć. Oczywiście są różne dzieci - kandydaci na wnuki i wnuczki, różne marzenia o babci, ale autorce udało się połączyć dziecięce tęsknoty z tęsknotami dorosłych.

Pewnego dnia w dużym słonecznym pokoju wypełnionym książkami, w którym siedziała jasna pani pojawił się Mały. Kolejnego dnia Większy. A później - Duży. Każdy z nich chciał być dla kogoś ważny, chciał mieć kogoś bliskiego, kto będzie miał dla niego zawsze czas - chciał mieć babcię. Na szczęście Jasna pani znała Czarną i Siwą, które zaprosiła na spotkanie z chłopcami. 

Co było dalej i po co dzieciom są babcie musicie dowiedzieć się sami czytając "Wypożyczalnię babć". Mnie pozostaje dodać, że serdecznie zachęcam do lektury.

25 sierpień 2011

Katarzyna Berenika Miszczuk. Ja, anielica.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Katarzyna Berenika Miszczuk po zajrzeniu w czeluście piekielne postanawia swojej bohaterce zaproponować wizytę w niebie.

Nagle w życiu Wiktorii zaczynają się dziać różne, zagadkowe sprawy - spotyka wciąż tego samego chłopaka w kapturze, a koło jej ukochanego Piotrusia zaczyna szczególnie mocno kręcić się Monika. Gdy pewnego dnia Wiktoria i Piotr jedzą jabłko podarowane dziewczynie przez w/w zakapturzonego okazuje się, że młodzi ludzie otrzymali Siłę, a dotychczasowe dziwności spowodowane były przez dobrych znajomych Wiktorii: Azazela i Beletha. Diabły mają wobec Wiktorii pewne zamiary...

Nie wiem, czy "Ja, anielica" jest napisana wyraźnie inaczej niż "Ja, diablica", czy też zważywszy na upływ czasu poczułam się nieco poza tematem, ale w pierwszych chwilach lektury miałam wrażenie przesytu - bohaterów, wydarzeń, odwołań do mitologii. Po kilkunastu stronach i większym zaangażowaniu z mojej strony wszystko mi się poukładało i zaczęłam śledzić co ciekawsze nawiązania do wierzeń i wiary.

Postacie z najnowszej powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk są szalenie charakterystyczne, a ich obecność ma uzasadnienie w historii religii. Okazuje się, że w niebie też zdarzają się spiski, marzenia o potędze niedostępnej pod czujnym boskim okiem, a spotkania z dawno zmarłymi nie zawsze okazują się być takimi o jakich można byłoby marzyć.

Bardzo jestem ciekawa, w którą stronę rozwinie się pisarstwo Katarzyny Bereniki Miszczuk. Bardzo bardzo:-)

24 sierpień 2011

Natasha Solomons. Lista pana Rosenbluma.


Wydane przez
Wydawnictwo Rebis

Wzruszyła mnie ta książka, a precyzyjniej - wzruszyli jej bohaterowie.

Jack i Sadie to niemieccy Żydzi, którzy przez nazizmem uciekli do Wielkiej Brytanii w 1937 roku. O ile Sadie wspominała zostawioną w Niemczech rodzinę, dbała o zachowanie tradycji, o tyle Jack starał się zasymilować, stać się prawdziwym angielskim dżentelmenem.

Urodą tej powieści jest jej niespieszność, jej ciepła, acz niepozbawiona tragicznych momentów, wymowa, jej mądrość. Jack goniący za marzeniami, dążący do spełnienia pragnień wbrew najoczywistszym przeciwnościom i tym samym stojący w opozycji do sposobu życia swojej żony budzi sympatię, podobnie jak budzi ją Sadie. 

Miejsce, w którym po wyjeździe z Londynu, żyli Rosenblumowie, mimo pierwszego, mało przyjaznego wrażenia, okazało się być niemalże rajem. Osadzenie bohaterów w tak uroczym regionie, wśród ludzi wiernych przyjaźni, podkreśla ów niezwykły klimat i stanowi ukłon w stronę angielskiej prowincji. 

"Lista Pana Rosenbluma" to pretekst do zatrzymania się, rozważenia tego, co dla nas ważne i docenienia tego, co mamy. Polecam.

23 sierpień 2011

Izabela Sowa. Smak świeżych malin.


Wydane przez
Wydawnictwo Akapit Press

Czytając po raz wtóry "Smak świeżych malin" Izabeli Sowy uświadomiłam sobie z całą jasnością jak wielki wpływ na myślenie o książce ma nastrój w jakim się jest podczas lektury, jak znaczące jest samopoczucie, czy zaangażowanie w inne sprawy, itp. 

Malina wychowała się pod czujnym okiem opuszczonej przez męża matki. Studiująca zarządzanie dziewczyna mieszka w Krakowie i próbuje opanować bolesną, samotną (bo bez ukochanego mężczyzny) rzeczywistość. Malina jest co prawda wspierana przez przyjaciół, ale - jak wiemy - cel życia trzeba określić sobie samemu i młoda kobieta próbuje podołać temu zadaniu.

Izabelę Sowę cenię za ironię i zmysł obserwacyjny oraz wielką życzliwość wobec świata. W "Smaku świeżych malin" Autorka wypunktowuje absurdy codzienności - absurdy, które wydają się tak bardzo wrośnięte w naszą rzeczywistość, że nie zauważamy ich dziwności. Matka dowiadująca się podczas udziału w tok show, że jej córka odwiedza psychiatrę, studentka uważająca Vonneguta za psychologa, rodzice biorący 60 tys. kredytu na ślub córki... 

"Smak świeżych malin" to powieść o wchodzeniu w dorosłe życie. Powieść, dzięki której możemy sobie uświadomić jak trudny jest to moment i jak bardzo jego przebieg rzutuje na naszą dorosłość.

22 sierpień 2011

Agnieszka Krawczyk. Morderstwo niedoskonałe.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Akcja najnowszej powieści Agnieszki Krawczyk toczy się w wydawnictwie, które - zgodnie z wolą prezesa - ma przede wszystkim robić pieniądze i by to osiągnąć, publikuje literaturę najróżniejszą, rzecz by można - przypadkową.

Jeden z nadesłanych rękopisów, stanowiący gniot wyjątkowy, okazuje się być tekstem dofinansowywanym przez ministerstwo kultury, a co za tym idzie - ma darmową reklamę. Zelektryzowany tymi faktami prezes nakazuje redakcji opracować książkę, skontaktować się z autorem i wydać ją jak najszybciej. Kłopoty zaczynają się już podczas próby wypełnienia pierwszego z poleceń szefa - książka pana Kusibaba została z racji swoich mizernych wartości literackich przepuszczona przez niszczarkę, a kontakt z autorem jest wyraźnie utrudniony.

Dalej jest ciekawiej, weselej, a rozmowy na temat przydatności nadsyłanych do wydawnictwa rękopisów mogą wzbudzić wiele cennych refleksji i uśmiechów. Dodatkowego smaku całości dodają fragmenty będące cytatami z prasy, a w książce prezentowane jako zbiór wydarzeń gromadzonych w ramach "Encyklopedii absurdów Adeli".

W ramach dalekich skojarzeń przemknęła przez myśl atmosfera panująca w biurze projektów, w którym pracował Lesio Joanny Chmielewskiej. Wydawnictwo, w którym Adela, Mareczek, Marta i Mizera zawiązują tajną grupę Zemsta shitu stanowi klasę samo dla siebie, a klimat w jakim bohaterowie powieści oddają się pracy twórczej zdecydowanie przypadł mi do gustu.

Agnieszka Krawczyk, którą poznałam dzięki "Magicznemu miejscu" ucieszyła mnie tym, że "Morderstwo niedoskonałe" osadziła w redakcji wydawnictwa. Idę jeszcze trochę pośmiać się nad wyjątkowo trafnymi obserwacjami, a Wam - ku zachęcie - przedstawiam fragmenty:

Wydawnictwo otrzymywało tygodniowo ze 30 maszynopisów pocztą i przez Internet. Większość z nich nie nadawała się kompletnie do niczego. Jeżeli autor dołączył kopertę ze znaczkiem, odsyłało mu się arcydzieło w te pędy, jeśli nic nie dołączył - przepuszczało przez archiwizator (czytaj: niszczarkę). [s. 29]

Była to jednak z najdziwniejszych grup, z jaką przyszło mu pracować. Pięć ciągle głodnych osób - bo na diecie - które kłóciły się ze sobą do upadłego. Każda z nich była wyznawcą i propagatorem innej diety: fasolowej, kapuścianej, węglowodanowej, białkowej i jeszcze jakiejś, być może polegającej na wchłanianiu jedynie światła słonecznego, bo Marek - mimo wielkiego wysiłku - nie był w stanie zrozumieć, o co w niej chodzi. [s. 68]

21 sierpień 2011

Jodi Picoult. Linia życia.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Czytający mnie względnie regularnie wiedzą, że lubię pisanie Jodi Picoult i do każdej kolejnej książki pochodzę z dużą dawką zaufania. Tym razem jednak nie jestem usatysfakcjonowana lekturą.

Paige wychowywała się bez matki. Lily odeszła z domu, gdy jej córka miała 5 lat. Paige wychowywana była przez ojca i to od niego uciekła osiągając pełnoletność. Wędrówkę przez Stany zakończyła w pewnym barze, gdzie zaczęła pracę kelnerki, portrecistki i gdzie poznała męża. Paige będąc żoną i matką poczuła się pusta. Pozbawiona wzoru matki bała się, że robi błędy, że to, co się dzieje z nią i wkoło niej jest czymś niespodziewanym, nieszablonowym i wyjątkowo negatywnym. Podjęła decyzję o odszukaniu Lily i byłą to decyzja mająca olbrzymi wpływ nie tylko na jej życie.

Nie umiałam znaleźć wiodącego tematu fabuły. Nie byłam w stanie wzbudzić w sobie sympatii, czy nawet antypatii, do bohaterów. Gdy już wydawało mi się, że akcja powieści zaczyna skupiać się wokół konkretnego zagadnienia Autorka odchodziła od poruszonej kwestii i kierowała swoje, a zatem i czytelnika, zainteresowanie w inną stronę.  Po raz pierwszy zawiodłam się tak bardzo na prozie Picoult, którą lubię. Jedyne wytłumaczenie jakie znajduję, to to, że "Linia życia" jest zaledwie drugą powieścią w dorobku pisarki.

*  *  *

Andrew Vachss. Blossom.

Wydane przez
Wydawnictwo Amber

Andrew Vachss napisał, oprócz wielu innych rzeczy, dwadzieścia pięć powieści. Seria książek, których głównym bohaterem jest Burke liczy sobie osiemnaście tytułów. W Polsce ukazało się pięć książek. Tylko pięć.



"Blossom" jest ostatnią z przetłumaczonych na język polski książek Vachssa. Jej bohater, żyjący poza systemem, Burke zajmuje się przede wszystkim ściganiem wszelkiej maści zwyrodnialców krzywdzących dzieci. Ma mastiffa neapolitańskiego o wdzięcznym imieniu Pansy, przyjaciół, których zwie braćmi i imperatyw walki z najgorszymi szumowinami.

Trudno opowiadać książki Vachssa - ma tak specyficzny styl pisania, że streszczanie czegokolwiek psułoby przyjemność obcowania z fabułą i narracją. Niewątpliwie na wydźwięk całości ma wpływ świadomość kim jest i czym się zajmuje Autor. Andrew Vachss jest prawnikiem specjalizującym się w dbaniu o interesy i bezpieczeństwo dzieci i młodzieży.

Jeśli mieszkacie poza Polską i macie nieograniczony dostęp do książek Vachssa korzystajcie:-) Mnie pozostaje pięć tytułów i nadzieja na to, że jedno z naszych wydawnictw dostrzeże wartość tego oryginalnego pisarza i zdecyduje się wydać jego książki.

P.S. To nie jest okładka "naszego" wydania.

20 sierpień 2011

Marianna Oklejak, Zofia Stanecka. Basia i bałagan.


Wydane przez
Wydawnictwo Egmont

"Basia i bałagan" to opowieść o tygodniowych zmaganiach Basi z porządkami. W domu Basi wszystkie obowiązki są podzielone między jego mieszkańców - Basia oczywiście jest uwzględniona w tygodniowym harmonogramie. Jest tylko jeden problem - z tymi porządkami Basi nie do końca idzie tak, jakby chciała... 

To świetna książka dla tych dzieci, które mają problem z utrzymywaniem porządku wokół siebie i nie do końca rozumieją po co w ogóle sprzątać (skoro i tak za chwilę "się" pobrudzi). Lubię Basię za to, że jest zwykłą dziewczynką, a nie wyidealizowaną "bohaterką z książeczki". Basia jest dzieckiem z krwi i kości. Takim, z którym mogą się utożsamiać mali czytelnicy. 

Wielkie brawa dla autorek - po raz kolejny udowodniły, że dorośli są w stanie popatrzeć na świat oczami dziecka.

Izabela, mama Heleny

19 sierpień 2011

Ali Mitgutsch. 1001 drobiazgów. W mieście., 1001 drobiazgów. Na wsi



Wydane przez
Wydawnictwo Tatarak


Co jakiś czas zmienia się moja lista "hitów książkowych dla dzieci przyjaciół", tzn. książek, które po prostu trzeba kupić idąc w odwiedziny do maluchów. Od niedawna w czołówce są książki z serii 1001 drobiazgów Wydawnictwa Tatarak. 

Pamiętam, że w dzieciństwie, kiedy jeszcze nie umiałam czytać, uwielbiałam oglądać przeróżne wydania albumowe i encyklopedie - setki fotografii, mnóstwo szczegółów, za każdym razem coś nowego... Też tak mieliście? Właśnie takie są książki 1001 drobiazgów - można je oglądać w kółko i zawsze odkryjemy coś, czego wcześniej nie zauważyliśmy! Chyba nie da się niby znudzić, można wymyślać przy okazji różne zabawy (policz ile jest piesków na obrazku... pokaż to, co jest czerwone...). 

Świetne książki, idealne do podróży (twarde kartki!!!) i na deszczowe popołudnie w domu. Dzięki tym książkom trzygodzinna podróż pociągiem minęła Helence nie wiadomo kiedy. Ilustracje ładne i zabawne (poszukajcie na przykład "kuzyna z miasta" w książce o wsi). Warto, warto i jeszcze raz warto!!!

Izabela, mama Heleny

18 sierpień 2011

Antoinette van Haugten. Dotknąć prawdy.


Wydane przez
Wydawnictwo Mira

Gdy szesnastoletni syn Daniell Parkman podczas wizyty u lekarza zachowuje się w stosunku do matki agresywnie, doktor sugeruje konieczność poddania go obserwacji w szpitalu psychiatrycznym. Daniell oddając Maxa pod opiekę specjalistów czuje jednak pewien niepokój i pozostaje w pobliskim motelu, by móc nadzorować pobyt syna w szpitalu. Napięta sytuacja w kancelarii prawniczej, w której próbuje uzyskać status wspólniczki nie ułatwia jej sytuacji. Jest coraz gorzej, szczególnie wówczas, gdy nagle okazuje się, że Max jest zupełnie inny niż dotychczas - zachowuje się agresywnie, ma depresję i myśli samobójcze. W chwili, w której dochodzi na terenie szpitala do morderstwa Daniell - z pełną świadomością wykonywania czynów zabronionych przez prawo - podejmuje walkę o syna.

Sięgnęłam po tę książkę zwabiona tym, że u Maxa zdiagnozowano zespół Aspergera. Okazało się jednak, iż ZA był jedynie zgrabnie użytym pretekstem do tego, by stworzyć odpowiednie tło fabule powieści. 

"Dotknąć prawdy" to książka kryminalno-prawnicza. Sprawnie napisana, dobra w czytaniu i gdybym tylko nie nastawiła się na to, że znajdę w niej coś podobnego do tego z powieści J.Picoult, z pewnością odebrałabym ją lepiej. A tak miałam w głowie nieustające porównania.

Eksperymentalne metody leczenia psychiatrycznego, syndromy zaburzeń psychicznych, sala sądowa i szpital psychiatryczny to elementy, które tworzą zgrabną, intrygującą całość.

*   *   *

Marianna Oklejak, Zofia Stanecka. Basia i Dziadkowie.


Wydane przez
Wydawnictw Egmont

Basia jest chora. Musi leżeć w łóżku. Co gorsza - miała jechać na wakacje do ulubionych dziadków, a przez chorobę z planów nici. Tak zaczyna się kolejna książka z serii o Basi, "Basia i Dziadkowie". 

Na szczęście dziadkowie Basi są ukochani nie bez powodu i przyjeżdżają umilić Basi czas choroby. Bardzo podoba mi się to, że autorki łamią stereotyp - w tej książce to dziadek jest wymarzonym towarzyszem zabaw. Dziadek jest pokazany jako ciepły, wesoły i lubiący spędzać czas ze swoją małą wnuczką pomysłowy starszy pan (babcia wyjątkowo stanowi jedynie tło i dopełnienie opowieści). Mimo ciemnych chmur pojawiających się na horyzoncie (nie zdradzę jakich, żeby nie psuć Wam lektury), książka jest bardzo pozytywna i pokazuje, że leżenie w łóżku też może być ciekawe. Szczególnie, jeśli ma się przy sobie kogoś bliskiego. 

Po przeczytaniu kolejnej książki z serii dochodzę do wniosku, że książki o Basi to pewniaki - można kupować je w ciemno w zależności od potrzeb i upodobań. Koniecznie trzeba dodać: dobre i polskie ;)

Izabela, mama Heleny

17 sierpień 2011

David Dosa. Oskar.


Wydane przez
Wydawnictwo Świat Książki

Autor książki jest doktorem geriatrą. Pracuje w domu opieki, czy - jak gdzie indziej określono - hospicjum,  specjalizującym się w opiece nad osobami z demencją. Pewnego dnia przełożona pielęgniarek zwróciła uwagę doktora na jednego z kotów mieszkających w Ośrodku Pielęgnacyjno-Opiekuńczym Steere House. Oskar, z nieznanych nikomu powodów, pojawiał się zawsze w pokoju osób mających wkrótce pożegnać się z życiem.

Książka Davida Dosy porusza dwa główne, równorzędnie mnie interesujące, tematy. Po pierwsze - fascynujące zdolności zwierząt, a osobliwie kotów. Oskar, poprzez swoją obecność stawał się wsparciem dla umierających i ich bliskich.Po drugie - zmiany w ludzkim umyśle. To, co robi z człowiekiem choroba, jak demencja zmienia osobowość i relacje międzyludzkie, opisane w rzeczowy, acz życzliwy, sposób - jest wstrząsające.

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie zainteresowała - stosunek ludzi do kotów. Marzę o dniach, w których w Polsce będzie podobnie jak tam.

"Oskar" to mocna książka. Daje do myślenia... A mnie brak słów, by ją opisać.

P.S. Tytuł oryginalny: Making rounds whit Oskar. The Extraordinary Gift of an Ordinary Cat.

Anita Głowińska. Kicia Kocia na basenie.


Wydane przez
Wydawnictwo Media Rodzina

W przedstawianej książeczce Kicia Kocia wybiera się na basen. Pakuje co trzeba (Helena uwielbia wymieniać to, co widać na obrazku), szykuje kanapki i rusza na wodne szaleństwo. Bardzo podoba mi się to, że autorka opisuje wyprawę na basen krok po kroku, dzięki czemu dzieciaki, które wybierają tam pierwszy raz mogą "poćwiczyć" cały rytuał na sucho :) Kicia Kocia trochę się boi, ale w końcu pokonuje strach i świetnie się bawi. 

Proste, ale nie nudne, ładne, ale nie przesłodzone - takie są książki o Kici Koci. Idealne dla młodszych dzieci, choć Helenka (prawie czterolatka) też je bardzo lubi.
Izabela, mama Heleny

16 sierpień 2011

Raul Pérez Torres. Ostatnie dzieci bolera.


Wydane przez
Ambasadę  Republiki Ekwadoru w Polsce

Osiem opowiadań składających się na tom ekwadorskiego prozaika stanowi, dzięki swoistemu klimatowi, zabiera czytelników w ekscytującą podróż przez relacje międzyludzkie.

Chodzi o to, że jej oczy pachniały miętą, możesz w to uwierzyć? To jedyne, co pamiętam. Zapach jej oczu, który powraca do mnie wraz z podmuchami wiatru. Nie, nie pewnie, że nie, to nie wszystko, ale to najbardziej pamiętam. Oczy pozbawione złudzeń, wypłowiałe.

W tym, co pisze Raul Pérez Torres czuć pragnienie i żarliwość. Nie sposób wyobrazić sobie, że mogłaby w ten sposób pisać kobieta, że takie słowa wyszłyby spod pióra kogoś niedoświadczonego. Pisanie Raula Péreza Torresa jest kreacją rzeczywistości namacalnej, pozostającej na wyciągnięcie ręki, dostępnej każdemu, kto umie dostrzec coś, co jest niedostrzegalne w zalewie banalności i kiczu.

Zabijała mnie myśl, że obecna kochanka zaczęłaby się stawać przewidywalna, codzienna, pozbawiona tych początkowych zamętów, które były moimi układankami, moim ulubionym zajęciem, permanentna manią, którą czułem, budując, rozszyfrowując zdekomponowany zegar odarty z braku równowagi, samotności.

"Ostatnie dzieci bolera" to namiętność. To mężczyzna zdobywający kobietę. To taniec iskrzący się erotyzmem.

Czytajcie.

Eric. Carle. Moja pierwsza książka o słowach. Moja pierwsza książka o liczbach.



Wydane przez
Wydawnictwo Tatarak

Książki Erica Carle towarzyszą Helence od początku przygody z czytaniem. Każda z nich to nasz murowany hit. Carle to nie tylko świetny ilustrator, ale przede wszystkim mistrz pomysłowości. 

"Moja pierwsza książka o słowach" i " "Moja pierwsza książka o liczbach" to dwie książeczki, z których nie wiadomo kiedy, dziecko uczy się czytać i liczyć. Wiem, wiem - brzmi to raczej nieprawdopodobnie, ale wierzcie mi, to działa! Owoce, zwierzęta, dzieci - najprostsze symbole, które wprowadzają dzieci w świat liczb i liter. Niewiarygodne, jakie to proste, a równocześnie genialne: każda ze stron książki podzielona jest na dwie części, dziecko musi dopasować cyfrę lub wyraz do obrazka obracając poszczególne części strony.

Jeśli lubiliście "Bardzo głodną gąsienice" to te książki pokochacie. Spróbujcie sami!

Izabela, mama Heleny

15 sierpień 2011

Tatiana Polakowa. Mąż do zadań specjalnych.


Wydane przez
Wydawnictwo Weltbild

Żenia i Anfisa, znane czytelnikom książek Polakowej z "Pułapki na sponsora", włączają się w kolejną sprawę kryminalną. Pewnego dnia z podwórka znika dziewczynka, córka przyjaciółki obydwu kobiet. Panie, lekceważąc nieco pracę milicji, postanawiają prowadzić swoje śledztwo i dzięki swojej dociekliwości, zwanej przez męża Anfisy wścibstwem, docierają do wstrząsającej prawdy. A wszystko zaczyna się do relaksu na daczy...

Niezbyt skomplikowana, acz zajmująca fabuła powieści, była nieco mniej żartobliwa od tej z poprzedniej książki. Tematyka związana z porwaniem dziecka nie może być przecież rozweselająca. Czyta się jednak Polakową dobrze, a dużą zaletą jej tekstu jest szerokie tło obyczajowe.

Ciekawe, czy pragnienie Romana, męża Anfisy dotyczące tego, by i Żenia znalazła męża zrealizuje się w "Niezidentyfikowanym obiekcie chodzącym". Już się cieszę na tę lekturę:-)

*   *   *

Ewa Kozyra-Pawlak. Od Sasa do Lasa.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura


W tej książce "Od Sasa do Lasa" jest wszystko to, co dzieci lubią najbardziej. Rymowane zagadki, piękne ilustracje, zwierzęta i magiczna sztuczka (żeby odczytać rozwiązanie zagadki, trzeba użyć lusterka). 

Ewa Kozyra-Pawlak, do tej pory znana głównie ze swoich przepięknych ilustracji-patchworków tym razem szyje nie igłą, a językiem. Gwarantuję, że "Zagadki..." nie znudzą się wcale - ani dorosłym ani dzieciom. Autorka operuje słowami z taką lekkością i swobodą, że czytanie zagadek sprawia czystą przyjemność! Jeśli dołożymy do tego zachwycające ilustracje, to mamy książkę idealną. 

Polecam na podróże, czas minie Wam na pewno szybciej! Na deser jedna z zagadek:

Co to za zwierzę,
jedyne na świecie:
śmieje się ogonem - 
myślę, że już wiecie.


Izabela, mama Heleny

14 sierpień 2011

Niedzielnik nr 24

Z okazji weekendu rzuciłam się na czytanie z dawno niespotykanym entuzjazmem. Skutek tego taki, że mam już sześć książek, które zamierzam Wam przedstawić.

*   *   *

Dziś postanowiłam nominować książki do nagrody Złotej Zakładki. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się, iż sprawi mi to tak dużą przyjemność:-) Wróciłam do wielu ubiegłorocznych recenzji na blogu, a przyporządkowywanie poszczególnych tytułów do kategorii - czynione wedle tego jak serce dyktuje - okazało się być źródłem sporej frajdy. Zgłosiliście już swoje nominacje? Czasu niby jeszcze sporo (do 31 sierpnia, do północy), ale warto to zrobić już teraz. Później pozostaje już tylko głosowanie, czekanie na uśmiechający się do głosujących los (są nagrody dla głosujących) i oczywiście - na wyniki. Sprawdźcie, które wydawnictwa wsparły blogerską inicjatywę i ślijcie nominacje.

*   *   *

Zachorowałam ostatnio na książki Andrew Vachssa. Wyszperałam w antykwariacie jedną, szukam kolejnych. Może ktoś ma i chce się rozstać? Jeśli nie - pewnie kupię na allegro, ale zanim zacznę szukać tam wole rozejrzeć się wśród swoich :-)

*   *   *

Czy wiecie coś na temat tego, kiedy i czy w ogóle w Polsce pojawi się film "Służące"? Tym, którzy przegapili premierę przypominam, że odbyła się cztery dni temu. Jestem bardzo ciekawa jak zrealizowano film na postawie tak wstrząsającej powieści.

*   *   *

Gdyby ktoś poszukiwał czarnego kota - to informuję, że mam takiego do oddania. Tunia, kilkutygodniowa koteczka szuka domu. Pamiętajcie, że idealnym dopełnieniem miłośnika książek jest KOT :-)

13 sierpień 2011

Joanna Chmielewska. Gwałt.


Wydane przez
Wydawnictwo Klin

Joannę Chmielewską wielbię i czczę żałując czasami, że już wszystkie powieści, które wyszły spod jej pióra mam przeczytane. Tym milej i z większym zainteresowaniem witam każdą kolejną książkę autorstwa Joanny Chmielewskiej.

"Gwałt" to historia zapowiedziana w jednym z tomów autobiografii. Pewnego będącego lekko na bakier z prawem, niepozornego, acz zdolnego do rozkochiwania kobiet, mężczyznę oskarża się o gwałt dokonany na koleżance. Sprawie sądowej przygląda się dziennikarka, Patrycja - zaprzyjaźniona z oskarżycielem i środowiskiem prawniczym. Dziewczyna z niedowierzaniem przygląda się i przysłuchuje temu, co dzieje się na sali sądowej i węszy spisek.

Dawno nie śmiałam się tak, jak podczas lektury "Gwałtu". Joannie Chmielewskiej udało się idealnie oddać idiotyzm szalejący podczas przesłuchania, zaskakujące wypowiedzi sędziego i równie zaskakujące odpowiedzi oskarżonego i świadków.

Gdy skończyłam czytać zastanawiałam się, czy jednak esencji w treści tej książki nie było za mało, czy tematu nie można by było opracować w znacznie mniejszym wydaniu.

Jednak bez względu na powyższe rozważania - jest śmiesznie, ironicznie, kpiąco, czyli tak jak lubię. I dlatego polecam:-)

*   *   *

12 sierpień 2011

Katarzyna Zyskowska-Ignaciak. Przebudzenie.


Wydane przez
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Lubię pisanie Katarzyny Zyskowskiej -Ignaciak. Po prostu mi się podoba. Autorka w sposób życzliwy światu opowiada czytelnikom wymyślone przez sobie historie i czyni to w taki sposób, że nie da się nie polubić ich bohaterek, co więcej bohaterkom nie kibicować.

Zuzanna lat trzydzieści tkwi w dziwnym związku, pracuje w gazecie, która obraża jej inteligencję, ale pozwala w miarę wygodnie żyć i ubolewa (czasami) nad brakiem jakichkolwiek członków rodziny. Gdy nagle dostaje dziwny list, później dzwoni do niej ktoś z kancelarii prawniczej zdumienie dziewczyny jest przeogromne. Okazuje się, że po dawno uznanym za zmarłego krewnym Zuzanna otrzymuje spadek - ziemię nad Jeziorem Dobskim. 


Od tej pory - o ile to możliwe - lektura sprawiała mi jeszcze większą przyjemność. Pewnie dlatego, że jestem z szeroko określonego "stamtąd", że Dobskie znam podobnie jak inne, okoliczne, jeziora.
Tajemnica sprzed lat, fascynująca Zuzanna, miłość od pierwszego wejrzenia, pogmatwana historia rodzinna w uroczym mazurskim klimacie sprawia, że "Przebudzenie" może okazać się doskonałym towarzyszem podróży.   Dla mnie ta książka ma cechy wakacyjnego hitu - wyśmienita do czytania podczas wypoczynku staje się przedstawicielem tego, co czyta się latem 2011, podobnie jak piosenka "Coco jumbo" była hitem wakacji w 2008 roku.


Amy Chua. Bojowa pieśń tygrysicy.

Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

"Bojowa pieśń tygrysicy" to historia, która poraża już w pierwszych zdaniach. Autorka, córka chińskich emigrantów, opisuje trudny proces wychowywania dzieci wedle zasad chińskich;  trudny, bo dzieci wzrastają wśród amerykańskich rówieśników i dostrzegają wyraźnie różnice w tym, co wolno i czego nie wolno im, a jakimi zasadami rządzi się wychowanie młodych Amerykanów.

Zakaz nocowanie u koleżanek, otrzymywania ocen słabszych niż 6-, należenia do grup sportowych, czy sformalizowanych, społecznych - przyznacie, że brzmi to kuriozalnie. Jak można nakazać dziecku otrzymywać tylko najwyższe oceny? A co ważniejsze - jak to wyegzekwować?

Amy Chua, z tego, co sobie zaplanowała, wywiązała się znakomicie. Jej dzieci ćwiczyły na fortepianie i skrzypcach po kilka godzin dziennie, posłusznie jeździły na lekcje do wirtuozów, prosto ze szkoły wracały do domu, by ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć... 

Myślę, że warto zwrócić uwagę na jedną rzecz, która podkreślał również autor książki "Pod presją". Wśród Azjatów, pracujących wytrwale i osiągających genialne wyniki w dziedzinach technicznych, niewielu jest naukowców, ludzi, którzy umieją wyjść poza stereotyp myślenia wykształcony w dzieciństwie i którzy odnoszą sukcesy za rozwiązania nieszablonowe. Coś za coś...

W moim odczuciu "Bojowa pieśń tygrysicy" jest historią nierównej walki jaką tradycja toczy ze współczesnym światem i jego pseudowartościami. Historią szalenie zajmującą, dzięki której mamy okazję zajrzeć do najprostszych relacji "rodzic - dziecko" w innej od zachodniej kulturze. Surowość, z jaką Amu Chua traktowała swoje córki idealnie odpowiada przekonaniu, że dzieci mają zobowiązania wobec rodziców, którzy poświęcą dla nich wiele, byle by widzieć efekty swoich starań. Bardzo konkretne, namacalne, efekty.

*   *   *

10 sierpień 2011

Mika Waltari. Kto zabił panią Skrof?


Wydane przez
Wydawnictwo Literackie

Napisana przez Mikę Waltariego w 1939 roku powieść tchnie uroczą staroświeckością. Młody policjant, pod czujnym okiem starszego, doświadczonego komisarza, przybywa na miejsce śmierci starszej pani - bogatej i jak to często nie tylko na kartach powieści bywa - wrednawej. Pani Skfor zmarła zatruwszy się gazem i teraz rolą policji jest wyjaśnienie, czy był to wypadek, czy morderstwo.

Mika Waltari odmalował klimat lat trzydziestych, obyczajowość ówcześnie żyjących ludzi i zrobił to wyśmienicie. Rozmowy Fransa Palmu z podejrzanymi są wzruszająco szarmanckie, a obserwacje Toivo Virta, młodzieńca przepełnionego romantycznymi ideami nierzadko odstającymi od rzeczywistości, są o tyleż rozwijające śledztwo, co zaciemniające proces docierania do prawdy.

Autor osadzając powieść w Helsinkach pozwolił miastu zaistnieć w historii literatury. Co więcej - opisując je z właściwym sobie kunsztem przydał mu barw i czyniąc je tłem śmierci pani Skrof, uczynił miastem Fransa Palmu. Cieszą mnie zapowiadane, kolejne tomy przygód detektywa - polubiłam obydwu panów i z dużą radością przywitam "Błąd komisarza Palmu" oraz "Tak mówią gwiazdy, panie komisarzu".

Polecam.

03 sierpień 2011

Grzegorz Kasdepke. Zeus & Spółka. Mity dla dzieci.


Wydane przez
Wydawnictwo Literatura

Mity greckie opowiedziane przez Grzegorza Kasdepke śmieszą i intrygują. Czyta się je świetnie - niby już znane, ale napisane nowym językiem zupełnie nie nudzą i nie są przerażające. 

Lubię Grzegorza Kasdepke przede wszystkim za język jego książek - współczesny, przemawiający do dzieci, ale nie infantylny i sztuczny! Mity w jego wydaniu to zbiór fascynujących przygód różnych bohaterów, Indiana Jones mógłby im pozazdrościć! Przekazywać dzieciom tradycje kulturowe w przystępny (i interesujący!) dla nich sposób to duża sztuka, autor poradził sobie z nią doskonale! Mity okraszone są ilustracjami Ewy Poklewskiej-Koziełło (jeśli czytaliście "Niesmacznik" to ją znacie) - całość wygląda bardzo estetycznie. 

Nie wiem, w której klasie "przerabia się" teraz mity greckie, ale jeśli Wasze dzieci mają to w najbliższych szkolnych planach, to kupcie tę książkę koniecznie. Jeśli wybieracie się na rodzinne wakacje do Grecji - kupcie ją tym bardziej, wszak nic tak nie kształci jak podróże. Szczególnie te z dobrą książką w walizce.

Izabela mama Heleny

02 sierpień 2011

Barbara Kosmowska. Niebieski autorbus.


Wydane przez
Wydawnictwo W.A.B.

Bohaterka "Niebieskiego autobusu" wychowuje się w rodzinie, którą dziś uznano by za patologiczną. Zapach samogonu niczym Proustowska magdalenka przywołuje wspomnienia - wczesnych lat życia, czasu dorastania i prób zrozumienia, czemu jest tak bardzo różna od rówieśników.

Nad Miśką, wyruszającą w świat tytułowym niebieskim autobusem, tkwią wciąż ciemne chmury, jakaś niezdolność do doświadczania szczęśliwych rozwiązań trudnych sytuacji. Wypróbowana przez los pozuje nakłada maski, gra role, by w końcu dostrzec, że to przysparza nowych kłopotów.  Jej życie toczy się na pozór bezładnie, na pozór bez celu, ale gdzieś w niej kryje się ów cel, kryje się pamięć o jednej - szalenie ważnej w życiu dziewczyny - osobie.

Po raz kolejny Barbara Kosmowska zaspokoiła moją potrzebę dobrze wyważonej lektury. I choć - co ciekawe - nie potrafiłam zaangażować się w losy Miśki, pozostałam biernym obserwatorem - opowiadana historia zainteresowała mnie, a peerelowska rzeczywistość wyłaniająca się z tła powieści, nadała całości przyprószony szarością tamtych lat posmak.

To dobra książka.

Olga Rudnicka. Natalii 5.


Wydane przez
Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Jarosław (lub Tadeusz, bo mężczyzna ów występuje pod dwoma imionami) Sucharski miał guza mózgu, spory majątek, pięć córek i wytrawne poczucie humoru. Popełniając samobójstwo zostawił spadek córkom, które o tym, że jest ich pięć, dowiedziały się od prawnika. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że każda z Pań ma na imię Natalia, a nazwisko po tacie.

To moje pierwsze spotkanie z twórczością Olgi Rudnickiej i obiecuję sobie, że nie ostatnie. Książka, która zapewniła mi śmiech w ponure, deszczowe popołudnie zachęca, by poznać inne tej samej autorki.

Jest majątek, są włamania, siostry reprezentują różne style życia, a ich silne osobowości w połączeniu z nieustającą potrzebą tego, by mieć rację oraz dociekliwymi policjantami próbującymi dowiedzieć się, o co chodzi w tym wszystkim.

Pani Olgo, swoją książką zapewniła mi Pani miłą rozrywkę - dziękuję bardzo:-)

01 sierpień 2011

Złota Zakładka


Czas jakiś temu pojawiła się propozycja, abyśmy to my - blogerzy piszący o książkach - nagradzali książki wedle własnego gustu. Zrobiło się głośno i mało efektywnie, później cicho i z efektami.

Dziś rozpoczyna się czas nominowania książek. Za miesiąc będziemy głosować. Nominować i głosować mogą osoby prowadzące bloga książkowego minimum 6 miesięcy i które w tym czasie opublikowały minimum jedną recenzję w miesiącu. Swoje propozycje można nadsyłać na adres: nominacje@zlota-zakladka.pl, a wszelkie pytania kierować na info@zlota-zakladka.pl.

Zapraszam do odwiedzania strony zlota-zakladka.pl i wzięcia czynnego udziału w plebiscycie.

Danuta Noszczyńska. Pod dwiema kosami czyli przedśmiertne zapiski Żywotnego Mariana.


Wydane przez
Wydawnictwo SOL

Książki Danuty Noszczyńskiej dotychczas jawiły mi się dwojako. Albo jako lekkie, służące li i jedynie rozrywce albo pozornie lekkie z dużą dawką refleksyjności. Kiedy podczas spotkania autorskiego odbywającego się wiosną Danuta Noszczyńska wspominała o kolejnej powieści, nie miałam powodów, by wątpić w to, że kolejny raz zapewni nam lekturę idealną do odstresowywania się. A tu niespodzianka...

Marian Żywotny, lat 77, to ucieleśnienie Waszych najgorszych wyobrażeń o zapatrzonym w siebie tradycjonaliście. Milczenie przy wspólnych posiłkach, żona traktowana jak służąca o szerokim wachlarzu obowiązków, dzieci wychowywane pośród ciszy i rozkazów wynikających z przekonania tatusia, że tylko on ma rację, doszukiwanie się w innych ludziach najgorszych cech przy jednoczesnym przekonaniu o własnej nieomylności opartej na Piśmie Świętym. Wystarczy?

Im większą czułam niechęć do Mariana, tym bardziej podziwiałam Danutę Noszczyńską i jej zmysł obserwacyjny. Wyselekcjonowanie z wielu postaci cech, które tak wyraziście tworzą osobowość Mariana jest prawdziwym majstersztykiem. Język Marianowych zapisków jest niecodzienny, gwarowy i za to również Autorce należą się brawa.

Kiedyś znów ubodło mnie do żywego mięsa cwaniactwo kolejnego sąsiada. Wtenczas to po raz pierwszy sam się sobie zdziwiłem, ilu do tej pory nie zauważałem ludzkich świństw i bezeceństw!  Bo mieszka też koło mnie po sąsiedzku taki gość, Bełza Jerzy, co do drogi gruntowej sąsiedzkiej w ogóle nie należy, podatków nie płaci, jeździ nią sobie, jak swoją, choć nie można powiedzieć, aby innego dojazdu do chałupy nie miał. Owszem, ma, ino dookoła nieco i trochę do głównej szosy nadrabiać by musiał. No więc sobie cwaniaczek dojazd skracał przez moją wspólnościową drogę, a potem wio, na szosę! Cwaniactwo jego bolało mnie dłuższy czas, bo czemu ja niby za tą jedną dwudziestą czwartą drogi płacić pospołu z innymi ludziami muszę, a on nie?

Mentalność Kalego, prawda? Marian Żywotny jest postacią szalenie charakterystyczną, budzącą różne uczucia, wśród których na próżno doszukiwać się sympatii. I - choć nie myślałam, że kiedykolwiek będę polecać książkę, której bohatera nie cierpię - polecam "Pod dwiema kosami..." jako doskonale studium osobowości. Pisanie Danuty Noszczyńskiej lubiłam już wcześniej - teraz, pozostając pod dużym wrażeniem przeczytanej powieści - z niecierpliwością wyczekuję kolejnej jej książki.